Выбрать главу

Bryne nawet nie zamrugał, ale Egwene była pewna, że wie co nieco na temat jej sytuacji. Podejrzewała zresztą, że tego człowieka mało co jest w stanie zadziwić albo wytrącić z równowagi. Natomiast sam jego widok sprawiał, że Siuan gotowała się do walki, bo to wyraźnie ona wszczynała większość ich kłótni. I tym razem z miejsca wsparła pięści na biodrach i utkwiła w nim wzrok, nieugięte spojrzenie, pod wpływem którego każdemu zrobiłoby się nieswojo, nawet gdyby to nie był wzrok Aes Sedai. Nieoczekiwanie przyszła jej z pomocą Myrelle. Tak to w każdym razie wyglądało.

— Zamierzałam cię poprosić o przybycie tego popołudnia, lordzie Bryne. Proszę cię o to teraz. — Wyraźnie zamierzała go o coś wypytać. — Wtedy będziemy mogli porozmawiać. A teraz zechciej mi wybaczyć.

Zamiast przyjąć odprawę, powiedział:

— Matko, jeden z moich patroli znalazł coś tuż przed świtem, coś, co moim zdaniem powinnaś zobaczyć osobiście. Eskorta może być gotowa za...

— Nie ma takiej potrzeby — przerwała mu prędko. — Myrelle, będziesz nam towarzyszyć. Siuan, czy zechcesz poprosić kogoś, żeby przyprowadził mojego konia? Bezzwłocznie.

Jazda w towarzystwie Myrelle będzie lepsza niż konfrontacja z nią tutaj, o ile te wszystkie wnioski naprędce sklecone przez Siuan rzeczywiście na coś wskazywały, a poza tym po drodze będzie mogła zadać Bryne’owi swoje pytania, jednak nie tylko to skłaniało ją do pośpiechu. Wypatrzyła właśnie Lelaine kroczącą ku niej między rzędami namiotów, z Takimą u boku. Z jednym wyjątkiem wszystkie kobiety, które były Zasiadającymi przed obaleniem Siuan, przyłączyły się albo do Romandy, albo do Lelaine. Większość nowo wybranych Zasiadających działała na własną rękę, co zdaniem Egwene było trochę lepsze. Ale tylko trochę.

Nawet z tej odległości było widać napięcie w ramionach Lelaine. Wyglądała na gotową przejść po wszystkim, co jej stanie na drodze. Siuan, która też ją dostrzegła, wypadła z namiotu, nie zatrzymując się nawet po to, by dygnąć, ale brakowało jej czasu, by wymknąć się niepostrzeżenie; żeby to osiągnąć, musiałaby chyba dosiąść konia lorda Bryne’a.

Lelaine stanęła przed Egwene, ale to nie w niej, ale w Garecie Bryne utkwiła ostre i podejrzliwe spojrzenie; zastanawiała się, co on tutaj robi. Jak się jednak okazało, miała tu ważniejszą sprawę do załatwienia.

— Muszę porozmawiać z Amyrlin — powiedziała tytułem wstępu, zwracając się do Myrelle. — Zaczekaj; z tobą porozmawiam później. — Bryne ukłonił się, niezbyt nisko, i poprowadził konia tam, gdzie wskazała. Mężczyźni, którzy mieli odrobinę rozumu, aż nazbyt prędko uczyli się, że spory z Aes Sedai, a zwłaszcza Zasiadającymi, bynajmniej nie wychodzą im na dobre.

Zanim Lelaine zdążyła otworzyć usta, pojawiła się tam Romanda, tak władcza, że Egwene z początku nawet nie zauważyła towarzyszącej jej Varilin, a także szczupłej i rudowłosej Zasiadającej Szarych, o kilka cali wyższej od większości mężczyzn. Jedyną niespodzianką było to, że Romanda nie zjawiła się tam prędzej. Ona i Lelaine obserwowały się nawzajem niczym para jastrzębi, żadna nie pozwalała zbliżyć się drugiej do Egwene w pojedynkę. Obie kobiety w jednym momencie otoczyła łuna saidara i każda utkała wokół ich piątki własne zabezpieczenie przeciwko podsłuchiwaniu. Ich spojrzenia zwarły się; ich doskonale chłodne i opanowane twarze były wyzywające, a jednak żadna nie wypuściła zabezpieczenia.

Egwene ugryzła się w język. W publicznym miejscu to najsilniejsza siostra decydowała o tym, czy rozmowa ma być strzeżona, a protokół mówił, że to Amyrlin podejmuje taką decyzję, jeżeli jest obecna. Nie miała jednak ochoty wysłuchiwać nieszczerych przeprosin, które wywołałaby uwaga o takiej treści. Rzecz jasna, ustąpiłyby, gdyby się uparła. I jednocześnie zachowywałyby się tak, jakby uspokajały niesforne dziecko. Ugryzła się w język, a w środku się gotowała. Gdzie się podziała Siuan? Nieładnie z jej strony; wydanie polecenia, by osiodłano konie, mogło zająć zaledwie kilka chwil. Miała ochotę ścisnąć się za spódnice, żeby nie złapać się rękoma za głowę.

Pierwsza z tej walki na spojrzenia zrezygnowała Romanda, aczkolwiek bynajmniej się nie poddała. Niespodzianie odwróciła się do Egwene, a tymczasem Lelaine. została tam, gdzie stała, ze wzrokiem wbitym w przestrzeń i z głupią miną.

— Delana znowu stwarza kłopoty. — Jej piskliwy głos miał niemalże słodką barwę, ale była w nim również ostra nuta, która podkreśliła jeszcze brak stosownego tytułu. Romanda miała całkiem siwe włosy, zebrane nad karkiem w ciasny koczek, jednak wiek bynajmniej nie złagodził jej rysów. Takima, z długimi, czarnymi włosami i postarzałą karnacją barwy kości słoniowej, była Zasiadającą Brązowych przez blisko dziewięć lat, postrachem zarówno w Komnacie, jak i sali lekcyjnej, a mimo to stała potulnie w odległości kroku, z dłońmi założonymi na pasie. Romanda kierowała swoją frakcją z równą stanowczością jak Sorilea. Dla niej siła była rzeczą absolutnie najważniejszą i po prawdzie Lelaine zdawała się niewiele ustępować jej w tym przekonaniu.

— Ona planuje przedłożyć Komnacie propozycję — wtrąciła kwaśnym tonem Lelaine, nie patrząc na Romandę. Zawarcie ugody z tą kobietą z pewnością zachwycało ją w równie niewielkim stopniu, jak przemawianie po niej. Świadoma, że zdobyła przewagę, Romanda uśmiechnęła się, lekko wyginając usta.

— Odnośnie do czego? — spytała Egwene, grając na zwłokę. Była przekonana, że wie, co to takiego. Z trudem się pohamowała, żeby nie westchnąć. I żeby nie rozmasować skroni.

— No jakżeż, odnośnie do Czarnych Ajah, Matko — odparła Varilin, unosząc głowę, jakby to pytanie ją zdziwiło. Cóż, może i zdziwiło; Delanę ten temat rozwścieczał. — Ona chce, żeby Komnata otwarcie potępiła Elaidę jako Czarną. — Urwała nagle, kiedy Lelaine podniosła rękę. Lelaine dawała swym zwolenniczkom więcej swobody niż Romanda albo może nie trzymała ich aż tak silną ręką, niemniej i tak był to uścisk żelazny.

— Musisz z nią porozmawiać, Matko. — Lelaine potrafiła się ciepło uśmiechać, kiedy chciała. Siuan twierdziła, że kiedyś się przyjaźniły — Lelaine powitała jej powrót z niejaką serdecznością, ale zdaniem Egwene ten uśmiech stanowił jedynie wyślizgane od częstego użytku narzędzie.

— I co mam powiedzieć? — Tak bardzo pragnęła przynieść ukojenie obolałej głowie, że z trudem utrzymała ręce z dala od niej. Te dwie pilnowały, żeby Komnata podejmowała tylko takie decyzje, na jakich im zależało, a nie te, które proponowała Egwene, w rezultacie czego nie podejmowano żadnych decyzji, a teraz jeszcze żądały, żeby podjęła się mediacji w sprawie jakiejś Zasiadającej? Delana istotnie popierała jej propozycje, prawda... kiedy tak jej pasowało. Delana przypominała chorągiewkę, która porusza się w tę samą stronę, w którą wieje wiatr, toteż fakt, że ostatnimi czasy zrobiła wiele na rzecz Egwene, nic jeszcze nie znaczył. Czarne Ajah zaś stanowiły przedmiot jej jedynej obsesji. Co zatrzymuje Siuan?

— Powiedz jej, że powinna się pohamować, Matko. — Lelaine miała taki uśmiech i mówiła takim tonem, że wyglądała jak matrona, która udziela rad krnąbrnej córce. — Te jej głupie wymysły... gorzej niż głupie... sprawiają, że wszystkie czują się tak, jakby ktoś przyłożył im sztylety do gardeł. Niektóre z sióstr zaczynają nawet w to wierzyć, Matko. Nie minie dużo czasu, zanim to wszystko rozejdzie się wśród służby i żołnierzy. — Spojrzenie, które skierowała na Bryne’a, było pełne zwątpienia. Bryne udawał, że próbuje gawędzić z Myrelle, która wpatrywała się w otoczoną zabezpieczeniami grupę i niespokojnie gładziła wodze dłońmi odzianymi w rękawice.