Выбрать главу

Wzdłuż drogi rozciągała się karawana kupiecka złożona z około pięćdziesięciu dużych wozów, z dziesięciokonnymi zaprzęgami, pilnowana przez żołnierzy Bryne’ a. Kilku żołnierzy, którzy pozsiadali z koni, doglądało przenoszenia beczek i toreb z kupieckiej karawany na pół tuzina ich wozów. Kobieta w prostej, ciemnej sukni machała rękoma i wskazywała żwawymi gestami ten czy inny przedmiot, protestowała albo próbowała się targować, ale jej towarzysze stali tylko, zbici w ponurą, milczącą gromadkę. Nieco dalej, przy drodze, rósł rozłożysty dąb udekorowany bardzo ponurymi owocami; na każdym nagim konarze dyndał wisielec. Konary zdawały się całkiem czarne, obsiadły je bowiem ogromne rzesze wron. Te ptaki miały tu więcej jadła niż ryby. Nawet z tej odległości nie był to widok, który przysłużyłby się dobrze głowie i żołądkowi Egwene.

— To miałam właśnie zobaczyć? Kupców czy bandytów? — Nie zauważyła sukni na żadnym z wisielców, a bandyci wieszali także kobiety i dzieci. Każdy mógł tu powiesić te trupy, żołnierze Bryne’a, Legion. Fakt, że Legion wieszał któregoś z Zaprzysięgłych Smokowi, gdy przyłapał go na gorącym uczynku, zdawał się czynić dla sióstr niewielką różnicę, nawet gdy był to jakiś miejscowy lord bądź lady. Gdyby murandiańscy arystokraci współpracowali ze sobą, do tej pory wszyscy bandyci zdążyliby już zawisnąć na drzewach, ale to równałoby się zapraszaniu kotów do tańca. Zaraz. “Caemlyn”, powiedział. — Czy to ma coś wspólnego z Randem? Albo z Asha’manami?

Tym razem przeniósł spojrzenie z niej na Myrelle i z powrotem całkiem otwarcie. Myrelle kryła twarz w cieniu kapelusza. Wyraźnie była w ponurym nastroju, skulona w siodle, i już wcale nie sprawiała wrażenia tak wytrawnego jeźdźca. Bryne natomiast miał taką minę, jakby podejmował jakąś decyzję.

— Pomyślałem, że powinnaś dowiedzieć się o tym pierwsza, ale być może źle zrozumiałem... — Znowu spojrzał na Myrelle:

— O czym powinna się dowiedzieć, ty kmiocie o włochatych uszach? — warknęła Siuan, łomocząc piętami w boki swej klaczy, żeby podjechać bliżej.

Egwene uspokoiła ją gestem.

— Myrelle może usłyszeć wszystko to co ja, lordzie Bryne. Darzę ją całkowitym zaufaniem. — Zielona siostra gwałtownie odwróciła głowę. Każdy na widok zaskoczenia na jej twarzy wątpiłby, czy właściwie zrozumiał Egwene, ale Bryne przytaknął po jakiejś chwili.

— Widzę, że sprawy... zmieniły się. Tak, Matko. — Zdjął z głowy hełm i zawiesił go na łęku siodła Nadal mówił z wyraźną niechęcią, starannie dobierając słowa. — Kupcy roznoszą plotki, tak jak psy roznoszą pchły, a to towarzystwo ma ich ze sobą sporo. Oczywiście nie twierdzę, że coś z tego, co mówią, jest prawdą, ale... — Dziwny to był widok: Bryne, który się waha. — Matko, po drodze usłyszeli ich opowieść, że Rand al’Thor udał się do Białej Wieży i poprzysiągł lojalność Elaidzie.

Myrelle i Siuan, którym krew uciekła z twarzy, przez krótką chwilę wyglądały bardzo podobnie; najwyraźniej obu przed oczyma stanęła wizja ostatecznej katastrofy. Myrelle, w rzeczy samej, zachwiała się w siodle. Egwene przez chwilę tylko się w niego wpatrywała. A potem zaskoczyła samą siebie i pozostałych, bo wybuchnęła śmiechem. Daishar zatańczył ze zdumienia i uspokajanie go na skalistym zboczu uspokoiło również jej nerwy.

— Lordzie Bryne — powiedziała, klepiąc wałacha po karku — to nieprawda, wierz mi. Wiem, że to fakt taki sam jak ubiegła noc.

Siuan westchnęła, a Myrelle zrobiła to zaledwie mgnienie oka później. Na widok ich min Egwene miała ochotę znowu się roześmiać. Tak im niewiarygodnie ulżyło, że aż wybałuszyły oczy. Zupełnie jak małe dzieci, którym powiedziano, że pod ich łóżkiem nie ma żadnego Człowieka-Cienia. Spokój Aes Sedai, też coś.

— Dobrze to słyszeć — odparł beznamiętnie Bryne — ale nawet jeśli odprawię wszystkich tych ludzi, którzy tu się zebrali, wieści i tak dotrą do moich szeregów. Przejdą po armii niczym dziki ogień po tych wzgórzach. — Tymi słowami sprawił, że jej wesołość prysła. To byłaby katastrofa.

— Każę siostrom, żeby jutro powiedziały twoim żołnierzom, jaka jest prawda. Czy wystarczy sześć Aes Sedai? Myrelle i Sheriam. Carlinya i Beonin, Anaiya i Morvrin. — Tym siostrom konieczność spotkania się z Mądrymi raczej się nie spodoba, ale nie będą też mogły odmówić. Nie zechcą odmówić, skoro idzie o to, by zapobiec szerzeniu się takich plotek. Nieznacznemu grymasowi na twarzy Myrelle towarzyszyło pełne rezygnacji wykrzywienie ust.

Bryne wsparł łokieć na zdjętym z głowy hełmie i przyglądał się Egwene i Myrelle. Ani razu nawet nie zerknął na Siuan. Jego bułanek zastukał kopytami o kamienie i z zarośli rosnących w odległości kilku kroków wzbiło się w powietrze stadko synogarlic o jaskrawobłękitnym upierzeniu, sprawiając, że Daishar i deresz Myrelle wzdrygnęły się płochliwie. Wierzchowiec Bryne’a nawet nie drgnął. Bryne bez wątpienia słyszał o bramach, ale na pewno nie wiedział, czym one są, Aes Sedai zwyczajowo trzymały różne rzeczy w tajemnicy i żywiły też niejakie nadzieje na utrzymanie tej zdolności w sekrecie przed Elaidą — i z pewnością nie wiedział nic o Tel’aran’rhiod, ponieważ tej tajemnicy strzegło się łatwiej, skoro nikt nie mógł zobaczyć żadnych jego przejawów, a mimo to nie zapytał, jak. Być może przyzwyczaił się już do Aes Sedai i ich tajemnic.

— Dopóki będą wyrażały się jasno — powiedział na koniec. — Jeżeli zaczną robić uniki... — Tym spojrzeniem wcale nie próbował straszyć; chciał tylko zaakcentować swoje słowa. I zdawał się zadowolony z tego, co dostrzegł na jej twarzy. — Moim zdaniem, dobrze sobie radzisz, Matko. Życzę ci dalszych sukcesów. Wyznacz mi termin tego popołudnia, a przyjdę. Powinniśmy spotykać się regularnie. Stawię się zawsze, kiedy po mnie poślesz. Trzeba opracować dokładny plan osadzenia cię na Tronie Amyrlin, kiedy już dotrzemy do Tar Valon.

Mówił to wszystko ostrożnym tonem — najprawdopodobniej nadal nie był do końca pewien, co tu się dzieje albo jak dalece może ufać Myrelle — a ona dopiero po chwili zrozumiała, co powiedział. Głos uwiązł jej w gardle. Może za bardzo się przyzwyczaiła do aluzyjnego sposobu mówienia Aes Sedai, ale... Bryne właśnie powiedział, że armia należy do niej. Była tego pewna. Nie do Komnaty ani też do Sheriam; do niej.

— Dziękuję ci, lordzie Bryne. — Uznała, że to wystarczy, a utwierdziło ją w tym przekonaniu jego ostrożne przytaknięcie, jego wzrok. Nagle przyszło jej do głowy tysiąc dodatkowych pytań. Większości nie zadałaby nawet, gdyby byli sami. Szkoda, że nie do końca mogła mu zaufać. “Ostrożność, dopóki nie nabierzesz pewności, a potem jeszcze trochę ostrożności”. Stare porzekadło, które znakomicie się stosowało do wszelkich działań mających związek z Aes Sedai. A poza tym nawet najlepszym zdarzało się rozpowiadać o różnych rzeczach wśród przyjaciół i to zwłaszcza wtedy, gdy wszystko miało zostać utrzymane w tajemnicy. — Jestem pewna, że musisz dopilnować tysiąca spraw, które należy załatwić jeszcze tego ranka — powiedziała, ściągając wodze. — Wracaj. My sobie jeszcze trochę pojeździmy.

Bryne oczywiście zaczął protestować. Zachowując się przy tym, jakby był Strażnikiem, bo mówił o niemożności obserwowania wszystkich dróg jednocześnie i o tym, że strzała wbita w plecy może zabić Aes Sedai równie prędko jak każdą inną osobę. Postanowiła, że następny mężczyzna, który jej o tym powie, zapłaci za to. Trzy Aes Sedai z pewnością dorównywały stu mężczyznom. Ostatecznie, mimo zrzędzenia i grymasów, nie miał innego wyboru, jak tylko ustąpić. Wdział hełm i ruszył na koniu po nierównym zboczu w stronę karawany, zamiast zawrócić tą samą drogą, którą tu przybyli, ale jej zdaniem tak było nawet lepiej.