— ...nie przemawiaj do mnie tym tonem, Siuan — mówiła właśnie Myrelle. Nie tak głośno, by ją słyszano po drugiej stronie polany, ale dostatecznie zimno, by spowodować zelżenie upału. Zaplótłszy ciasno ręce na piersiach, wyprostowała się, wykorzystując wszystkie cale swego wzrostu, władcza i tak nadęta, jakby lada chwila miała wybuchnąć. — Czy ty mnie słuchasz? Nie będziesz się tak do mnie zwracała!
— Gdzie twoje poczucie przyzwoitości, Siuan? — Nisao zaciskała dłonie na fałdach spódnic, na próżno starając się nie dygotać, a żar jej głosu dorównywał lodowi w głosie Myrelle. — Lepiej zacznij się czym prędzej uczyć zasad dobrego wychowania, jeżeli już całkiem zapomniałaś, na czym polegają!
Siuan patrzyła na nie, stojąc z dłońmi ułożonymi na biodrach, i gwałtownie poruszała głową, piorunując te dwie wzrokiem i jednocześnie obserwując bacznie obie nowicjuszki.
— Ja... ja tylko... — Kiedy zobaczyła zbliżającą się Egwene, na jej twarzy, niczym kwiat podczas wiosny, wykwitła ulga. — Matko... — Niemalże to wydyszała. — Wyjaśniałam, jakie będą ewentualne kary. — Wzięła głęboki oddech i ciągnęła dalej bardziej zdecydowanie: — Komnata będzie musiała je wymyślić, rzecz jasna, ale moim zdaniem one mogą zacząć od przekazania swoich Strażników innym siostrom, ponieważ zdają się tak to lubić.
Myrelle zacisnęła powieki, a Nisao odwróciła się, żeby spojrzeć na Strażników. Wyraz jej twarzy ani na moment się nie zmienił, ale Sarin potknął się i zrobił trzy krótkie kroki w jej stronę, zanim podniosła rękę, żeby go zatrzymać. Strażnik potrafił wyczuć obecność Aes Sedai, jej ból, strach i gniew, dokładnie tak samo, jak Egwene czuła Moghedien, kiedy nosiła a’dam. Nic dziwnego, że wszyscy Gaidinowie poruszali się jak koty i zawsze wyglądali na gotowych do ataku; mogli nie wiedzieć, co doprowadziło ich Aes Sedai do skrajnej rozpaczy, ale wiedzieli, że tak właśnie jest.
Było więc tak, jak Egwene chciała, mimo iż, w tym wszystkim to podobało się jej najmniej. Wszelkie lawirowanie zawsze przypominało grę, ale to...
“Robię to, co muszę” — pomyślała, niepewna, czy w ten sposób stara się umocnić w swoim postanowieniu czy raczej usprawiedliwić to, co zaraz miała zrobić.
— Siuan, proszę odeślij Nicolę i Areinę do obozu. — Nie będą rozpowiadały tego, czego nie zobaczą. — Nie możemy dopuścić, by rozpuściły języki, więc dopilnuj, żeby się dowiedziały, co je czeka. Powiedz im, że dostaną jeszcze jedną szansę, ponieważ Amyrlin jest w nastroju do okazywania litości, ale następnej już nie będą miały.
— Myślę, że zdobędę się na tyle — odparła Siuan i zebrawszy spódnice, odeszła majestatycznym krokiem. Nikt nie potrafił kroczyć tak jak Siuan, która teraz wyraźnie chciała się znaleźć jak najdalej od Myrelle i Nisao.
— Matko — zaczęła Nisao, starannie dobierając słowa — za nim odeszłaś, powiedziałaś coś... coś, co oznaczało, że może istnieć jakiś sposób... dzięki któremu mogłybyśmy uniknąć... jakiś sposób, dzięki któremu nie musiałybyśmy... — Ponownie zerknęła na Sarina. Myrelle mogłaby stanowić studium spokoju Aes Sedai, kiedy przypatrywała się Egwene, gdyby nie jej palce, które splatała z taką siłą, że było widać, jak ich stawy naprężają cienką skórę rękawiczek.
Nicola i Areina, które odwróciły się właśnie od fury, zobaczyły Siuan i w tym momencie zesztywniały. I nic dziwnego, zważywszy że Siuan zbliżała się takim krokiem, jakby zmierzała przejść i po nich, i po furze. Areina gwałtownie kręciła głową, ale zanim przyszło jej na myśl, że mogłaby uciec, Siuan szybko wyciągnęła ręce i złapała je obie za uszy. Nie było nic słychać, bo mówiła zbyt cicho, ale Areina przestała wyrywać ucho. Nie oderwała dłoni od nadgarstka Siuan, ale niemal zdawała się go używać w charakterze podpórki. Na twarzy Nicoli wykwitł wyraz tak panicznego przerażenia, że. Egwene zastanowiła się, czy Siuan nie posuwa się zbyt daleko. Ale z kolei może wcale nie, zważywszy na okoliczności; ich występek miał im ujść na sucho. Co za szkoda, że nie potrafiła opanować tego talentu do wywęszania tajemnic.
Siuan coś jeszcze powiedziała, po czym puściła ich uszy; obie natychmiast zwróciły się w stronę Egwene i zaczęły dygać. Nicola dygnęła tak nisko, że nieledwie przypadła twarzą do ziemi; a Areina omal się nie przewróciła. Kiedy Siuan klasnęła w dłonie, poderwały się na nogi, po czym dopadły do pary kudłatych koni pociągowych i zaczęły je odwiązywać od palików. Dosiadły swe wierzchowce na oklep i wygalopowały z niecki tak szybko, jakby urosły im skrzydła.
— Nie powiedzą nic nawet przez sen — oznajmiła kwaśnym tonem Siuan, kiedy z powrotem stanęła przy Egwene. — Nadal potrafię radzić sobie z nowicjuszkami i łajdaczkami. — Nie odrywała wzroku od twarzy Egwene, unikając spojrzenia pozostałych dwóch sióstr.
Egwene stłumiła westchnięcie i zwróciła się do Myrelle i Nisao. Musiała zrobić coś z Siuan, ale najpierw należało zabrać się do tego, co najważniejsze. Zielona i Brązowa siostra mierzyły ją czujnym okiem.
— Sprawa jest prosta — oznajmiła stanowczym głosem. — Bez mojej ochrony najprawdopodobniej utracicie swoich Strażników i raczej na pewno zostaniecie obdarte żywcem ze skóry, zanim Komnata z wami skończy. I zapewne wasze Ajah też powiedzą wam kilka słów na dobitkę. Niewykluczone, że upłynie wiele lat, zanim będziecie mogły znowu podnieść głowy, całe lata, zanim siostry przestaną co chwila zaglądać wam przez ramię. Tylko dlaczego miałabym was chronić przed sprawiedliwością? To nakłada na mnie zobowiązanie; przecież możecie znowu zrobić to samo albo coś jeszcze gorszego. — Poglądy Mądrych z pewnością przyczyniły się do ukształtowania tej wypowiedzi, aczkolwiek nie chodziło dokładnie o ji’e’toh. — Gdybym miała przyjąć na siebie taką odpowiedzialność, muszę otrzymać od was jakieś zobowiązanie. Muszę ufać wam całkowicie, a na to widzę tylko jeden sposób. — Mądre, a potem Faolain i Theodrin. — Musicie przysiąc mi lojalność.
Krzywiły się, zastanawiając, do czego ona zmierza, ale cokolwiek sobie myślały, na pewno nie o tym, na czym skończyła. Ich twarze prezentowały teraz ciekawy widok. Nisao otworzyła usta, natomiast Myrelle wyglądała tak, jakby uderzono ją młotem między oczy. Nawet Siuan wytrzeszczyła oczy z niedowierzaniem.
— T-to n-niemożliwe — wyjąkała Myrelle. — Żadna siostra nigdy... ! Żadna Amyrlin nigdy nie wymagała... ! Ty naprawdę nie myślisz... !
— Och, bądźże cicho, Myrelle! — warknęła Nisao. — To wszystko to twoja wina! Po co ja cię słuchałam... ! No cóż. Stało się. Jest jak jest. — Zerknąwszy na Egwene spod opuszczonych brwi, mruknęła: — Jesteś niebezpieczną młodą kobietą, Matko. Bardzo niebezpieczną. Możesz sprawić, że rozłam w Wieży jeszcze bardziej się pogłębi, zanim skończysz swoje dzieło. Gdybym ja miała w sobie tyle pewności, gdybym miała odwagę wypełniać swoje obowiązki i stawiać czoło wszystkiemu, co mnie spotyka... — Mimo tych słów uklękła zgrabnie, przyciskając usta do pierścienia z Wielkim Wężem na palcu Egwene. — Pod Światłością oraz na moją nadzieję odrodzenia i zbawienia... — Nie zostało to sformułowane tak samo jak ślubowanie złożone przez Faolain i Theodrin, ale pod każdym względem zabrzmiało równie silne. A nawet bardziej. Zgodnie z Trzema Przysięgami, żadna Aes Sedai nie mogła złożyć nieszczerej przysięgi. Z wyjątkiem Czarnych Ajah, rzecz jasna; te najwidoczniej znalazły sposób, by móc kłamać. To, czy któraś z tych kobiet była Czarną, stanowiło jednak odrębny problem. Siuan, która wybałuszyła oczy i bezdźwięcznie poruszała ustami, przypominała rybę wyrzuconą na brzeg.