Myrelle usiłowała jeszcze protestować, ale ostatecznie nerwowo ugięła kolana, kiedy Egwene podsunęła w jej stronę rękę z pierścieniem. Wypowiedziała przysięgę tonem pełnym goryczy, po czym podniosła wzrok.
— Zrobiłaś coś, czego nikt dotąd nie robił, Matko. Taki czyn jest zawsze niebezpieczny.
— To nie będzie ostatni raz — zapewniła ją Egwene. — Prawdę powiedziawszy... Mój pierwszy rozkaz dla was brzmi następująco: nie powiecie nikomu, kim naprawdę jest Siuan. Drugi rozkaz jest taki: będziecie posłuszne wszelkim jej rozkazom, tak jakby pochodziły ode mnie.
Zwróciły się w stronę Siuan, z zupełnie niezmąconymi twarzami.
— Jak rozkażesz, Matko — wymruczały jednogłośnie. Za to Siuan zrobiła taką minę, jakby zaraz miała zemdleć.
Nadal wpatrywała się w przestrzeń, kiedy wróciły na drogę i skierowały konie na wschód, w stronę obozu Aes Sedai i armii. Słońce ciągle jeszcze wspinało się do zenitu. Podobnie jak w wypadku większości dni, ten poranek był pełen zdarzeń. Większości tygodni, skoro już o tym mowa. Egwene pozwoliła Daisharowi iść wolniej.
— Myrelle miała rację — wymamrotała w końcu Siuan. Klacz, której jeździec błądził myślami gdzie indziej, ruszyła niemalże gładkim galopem; praktycznie sama sprawiła, że Siuan wyglądała teraz na sprawnego jeźdźca. — Lojalność. Nikt dotąd nie składał takiej przysięgi. Nikt. W tajnych dokumentach nie ma żadnej wzmianki o czymś takim. I mają okazywać mi posłuszeństwo. Ty nie tylko zmieniasz, ty przebudowujesz łódź, która żegluje podczas burzy! Wszystko się zmienia. I Nicola! Za moich czasów nowicjuszka prędzej by się zmoczyła, zanim by w ogóle wpadła na pomysł szantażowania jakiejś siostry!
— To nie była ich pierwsza próba — powiedziała jej Egwene, relacjonując fakty za pomocą jak najmniejszej liczby słów.
Spodziewała się, że Siuan wpadnie w furię, a tymczasem ta spokojnie powiedziała:
— Obawiam się, że naszym dwóm awanturnicom może się przytrafić jakiś wypadek.
— Nie! — Egwene ściągnęła wodze tak gwałtownie, że klacz jej towarzyszki pokonała jeszcze pół tuzina kroków, zanim Siuan odzyskała panowanie nad nią i zawróciła, cały czas mrucząc pod nosem przekleństwa. Czekała teraz, obrzucając Egwene cierpliwym spojrzeniem.
— Matko, one będą trzymały bat nad twoją głową, jeżeli starczy im sprytu, by coś takiego wymyślić. Nawet jeśli Komnata nie wyznaczy ci jakiejś kary, to pożeglujesz razem z nimi za horyzont. — Z niesmakiem pokręciła głową. — Wiedziałam, że to zrobisz, kiedy wyprawiałam cię w drogę... wiedziałam, że będziesz musiała to zrobić... ale w ogóle mi nie przyszło do głowy, że Elayne i Nynaeve są tak niespełna rozumu, by wracać z kimś, kto się dowiedział o wszystkim. Te dwie dziewczyny zasługują na wszystko, co złapią w swoje sieci, jeśli to się rozejdzie. Ale ty nie możesz do tego dopuścić.
— Nic im się nie stanie, ani Nicoli, ani Areinie, Siuan! Jeżeli zgodzę się na zabicie ich za to, co wiedzą, to kto będzie następny? Romanda i Lelaine za to, że się ze mną nie zgadzają? Do czego to doprowadzi? — W pewnym sensie czuła obrzydzenie do samej siebie. Kiedyś nawet by nie zrozumiała, o czym mówi Siuan. Zawsze lepiej wiedzieć, niż żyć w niewiedzy, ale niewiedza bywa niekiedy znacznie wygodniejsza. Uderzyła Daishara piętami i dodała: — Nie pozwalam, by ktoś mi psuł dzień zwycięstwa gadaniem o morderstwie. Sprawa Myrelle to nawet nie jest początek, Siuan. Dziś rano Faolain i Theodrin... — Siuan przywiodła grubą klacz bliżej, by słuchać podczas jazdy.
Te wieści nie umniejszyły zaniepokojenia Siuan z powodu Nicoli i Areiny, ale plany Egwene z pewnością sprawiły, że roziskrzyły jej się oczy, a na ustach pojawił uśmieszek wyczekiwania. Zanim dotarły do obozu Aes Sedai, bardzo pragnęła zabrać się do swego nowego zadania. Czyli zakomunikować Sheriam i innym przyjaciółkom Myrelle, że w południe mają się stawić w gabinecie Amyrlin. Mogła nawet zgodnie z prawdą oznajmić, że nie będzie od nich wymagane nic takiego, czego nie robiła dotychczas żadna siostra.
Mimo mówienia o zwycięstwie, Egwene bynajmniej nie czuła się zbyt uszczęśliwiona. Ledwie słyszała pozdrowienia i prośby o błogosławieństwo; odpowiadała na nie zdawkowym machnięciem ręki i była pewna, że wiele do niej nawet nie dotarło. Morderstwa nie mogłaby aprobować, ale Nicoli i Areinie na pewno nie zaszkodzi, jeżeli będą obserwowane.
“Czy kiedykolwiek trafię do takiego miejsca, gdzie trudności się nigdy nie piętrzą? — zastanowiła się. — Do takiego miejsca, gdzie każde zwycięstwo nie będzie szło w parze z jakimś nowym niebezpieczeństwem”.
Kiedy weszła do swojego namiotu, nastrój całkiem jej oklapł, a głowa zaczęła pulsować z bólu. Przyszło jej na myśl, że powinna trzymać się z daleka również od tego namiotu.
Na stoliku do pisania leżały dwa starannie złożone arkusze pergaminu, oba zapieczętowane woskiem i opatrzone słowami “Zapieczętowane dla Płomienia”. Każdy, z wyjątkiem Amyrlin, kto by przełamał tę pieczęć, zostałby oskarżony o napaść tak poważną jak na osobę Amyrlin. Nie miała ochoty ich otwierać. Nie wątpiła, kto je napisał. I niestety miała rację.
Romanda proponowała — “zażądała” byłoby tu lepszym słowem — by Amyrlin wydała edykt kategorii “Zapieczętowane dla Komnaty”, znany jedynie Zasiadającym. Wszystkie siostry miały być wzywane jedna po drugiej i każda, która odmówi, miała zostać odgrodzona tarczą od Źródła i uwięziona jako domniemana członkini Czarnych Ajah. Cel, w jakim miały być wzywane, pozostawał raczej mętny, ale Lelaine napomykała o tym tego ranka nie tylko aluzyjnie. List Lelaine był mocno naznaczony jej piętnem: niczym matka, która tłumaczy coś dziecku, donosiła o tym, co należy zrobić dla dobra Egwene i wszystkich sióstr. Edykt, którego ona sobie zażyczyła, miał być jedynie “Zapieczętowany dla Pierścienia”; mogłaby go poznać każda siostra. W rzeczy samej musiałaby go poznać każda siostra. Wszelkie wzmianki o Czarnych Ajah miały być zakazane jako sianie niezgody; zgodnie z prawem Wieży byłoby to poważne oskarżenie, za które groziłyby stosowne kary.
Egwene padła z jękiem na swoje składane krzesełko, które oczywiście zachybotało, i omal nie upadła na dywan. Mogła grać na zwłokę i dawać wymijające odpowiedzi, ale one i tak będą wracały z tymi idiotyzmami. Prędzej lub później któraś przedstawi swoją skromną propozycję Komnacie i w ten sposób lis zostanie wpuszczony do kurnika. Czy one są ślepe? Sianie niezgody? Lelaine przekona wszystkie siostry, że Czarne Ajah nie tylko istnieją, ale że należy do nich Egwene. Aes Sedai pogalopują na łeb, na szyję do Tar Valon, a Elaida z pewnością nie będzie się ociągała. Romanda chciała tylko zażegnać bunt. W tajnych zapiskach była mowa o sześciu takich buntach. Pół tuzina przez okres ponad trzech tysięcy lat to być może niewiele, ale każdy kończył się ustąpieniem Amyrlin i całej Komnaty. Wiedziała o tym zarówno Lelaine, jak i Romanda. Lelaine była Zasiadającą od prawie czterdziestu lat i miała dostęp do wszystkich tajnych dokumentów. Przed swoją rezygnacją i udaniem się do wiejskiego ustronia, tak jak to czyniło wiele sióstr w jej wieku, Romanda stała na czele Żółtych tak długo, że niektóre uważały, iż ma tyle samo władzy co wszystkie Amyrlin, pod którymi zasiadała. Ponowny wybór na to stanowisko był czymś niemalże niesłychanym, ale Romanda nie zaliczała się do osób, które dopuszczą, by władza wymknęła im się z rąk, jeśli są w stanie temu zaradzić.
Nie, one nie były ślepe — one się tylko bały. Wszystkie się bały, łącznie z nią samą, a nawet Aes Sedai nie zawsze myślały jasno, kiedy odczuwały strach. Ponownie złożyła kartki, pragnąc je zmiąć i podeptać. Miała wrażenie, że zaraz pęknie jej głowa.