Выбрать главу

— Czy mogę wejść, Matko? — Halima Saranov wsunęła się do namiotu, nie czekając na odpowiedź. Sposób, w jaki się poruszała, przyciągał oczy wszystkich mężczyzn w wieku od dwunastu lat po dwa dni do grobu; ukrywała swe kształty pod ciężkim płaszczem, a mężczyźni i tak się na nią gapili. Powodem była twarz okolona długimi, czarnymi włosami, które tak lśniły, jakby myła je codziennie w świeżej deszczówce. — Delana Sedai uznała, że mogłabyś chcieć to zobaczyć. Ma zamiar przedłożyć to Komnacie tego ranka.

A więc Komnata zbierała się, nie informując jej o tym? No cóż, wyjechała, ale obyczaj, o ile nie prawo, mówił, że Amyrlin winna być informowana zawczasu o każdym posiedzeniu Komnaty. Chyba że zbierały się po to, żeby ją obalić. W tym momencie przyjęłaby to niemalże jak błogosławieństwo. Spojrzała na zwój, który Halima położyła na stole, jakby to był jadowity wąż. Nie był zapieczętowany; mogła go przeczytać najświeższa z nowicjuszek. Oświadczenie, że Elaida jest Sprzymierzeńcem Ciemności, rzecz jasna. Nie tak źle, jak listy Romandy albo Lelaine, ale Egwene nawet by nie mrugnęła, gdyby usłyszała, że Komnata wszczęła bunt.

— Halima, niemal żałuję, że nie wróciłaś do domu w dniu, w którym umarła Cabriana. — Albo że Delana nie miała dość rozumu, by zapieczętować informacje od tej kobiety wyłącznie dla Komnaty. Albo nawet tylko Płomienia. Zamiast rozpowiadać o nich wszystkim siostrom, które zdołała dopaść.

— Tego raczej zrobić nie mogłam, Matko. — W zielonych oczach Halimy błysnęło coś, co mogło być wyzwaniem albo butą, aczkolwiek normalnie zwykła patrzeć na kogoś na dwa sposoby: otwartym, szczerym spojrzeniem albo zerkając ukradkiem spod przymkniętych powiek. Jej oczy powodowały moc nieporozumień. — Po tym, jak Cabriana Sedai powtórzyła mi to wszystko, czego się dowiedziała o Elaidzie? I o jej planach? Cabriana była moją przyjaciółką, a także waszą, was wszystkich, które przeciwstawiłyście się Elaidzie, więc nie miałam wyboru. Dziękuję tylko Światłości, że wspomniała o Salidarze, dzięki czemu mogłam przybyć. — Ułożyła dłonie na talii tak cienkiej jak talia Egwene w Tel’aran’rhiod i przekrzywiła głowę na bok, z napięciem jej się przypatrując. — Znowu boli cię głowa, nieprawdaż? Cabriana miewała takie bóle, aż kurczyły jej się palce u nóg. Musiała się wyleżeć w gorącej wodzie, zanim była w stanie się odziać. Czasami to trwało całymi dniami. Dobrze, że tu przyjechałam, bo inaczej twoje bóle stałyby się w końcu równie silne. — Obeszła krzesło i zaczęła masować głowę Egwene. Palce Halimy potrafiły odegnać ból. — Miewasz te bóle tak często, że raczej nie mogłabyś prosić którejś z sióstr o Uzdrawianie. To zresztą tylko ucisk. Czuję to.

— Chyba nie mogłabym — wymamrotała Egwene. Lubiła tę kobietę, bez względu na to, co się o niej mówiło, i to nie tylko z powodu jej talentu do uśmierzania bólu głowy. Halima była prostolinijna i otwarta, typowa wieśniaczka, niezależnie od tego, ile nabrała miejskiego wyrafinowania, i znakomicie balansowała między szacunkiem dla Amyrlin a zażyłością, z jaką traktują się sąsiedzi, którą to umiejętność Egwene uważała za krzepiącą. Nawet Chesa nie potrafiła tego lepiej, ale Chesa była jednak tylko służącą, nawet jeśli zaprzyjaźnioną, a tymczasem Halima ani razu nie okazała śladu służalczości. Niemniej jednak Egwene szczerze żałowała, że ta kobieta nie wróciła do domu, po tym jak Cabriana spadła z konia i skręciła sobie kark.

Naprawdę dobrze by się stało, gdyby siostry podzieliły przekonanie Cabriany, że Elaida zamierza ujarzmić połowę z nich, a resztę złamać; wszystkie wierzyły, że Halima coś tu przekręciła. Uczepiły się za to Czarnych Ajah. Kobiety nienawykłe do bania się czegokolwiek uznały, że to, czego istnieniu zawsze zaprzeczały, jednak istnieje, i bały się tego aż do utraty zmysłów. Jak ona ma teraz wykorzenić Sprzymierzeńców Ciemności, nie rozpędzając innych sióstr niczym stadka przerażonych przepiórek? Jak nie dopuścić, by prędzej czy później się nie rozpierzchły? Światłości, jak?

— Rozluźnij się — mówiła cicho Halima. — Masz rozluźnioną twarz. Masz rozluźniony kark. Twoje ramiona... — Jej głos, niemalże hipnotyczny, monotonny, zdawał się pieścić po kolei wszystkie części ciała Egwene.

Niektóre kobiety nie lubiły jej oczywiście już za sam wygląd i wiele twierdziło, że Halima flirtuje ze wszystkim, co chodzi w spodniach. Tego akurat Egwene nie mogła pochwalić, a Halima sama przyznawała, że lubi patrzeć na mężczyzn. Te, które ją najbardziej krytykowały, bynajmniej nie twierdziły, że robi coś więcej oprócz flirtowania, ona zaś pałała oburzeniem na takie sugestie. Nie była jakąś głupią ladacznicą; Egwene poznała się na tym już podczas ich pierwszej rozmowy, w dniu ucieczki Logaina, kiedy zaczęły się bóle głowy. Podejrzewała, że to jest tak jak z Meri. Halima nie mogła nic poradzić na to, że ma taką twarz albo że tak zmysłowo się porusza. Jej uśmiech zdawał się zapraszać albo kusić, bo taki miała kształt ust, ale przecież uśmiechała się tak samo do mężczyzn, kobiet i dzieci. Ludzie uważali, że flirtuje, podczas gdy tylko patrzyła. A poza tym ona nikomu nie powiedziała o tych bólach. Gdyby to zrobiła, wszystkie Żółte siostry w obozie przystąpiłyby do oblężenia. To oznaczało przyjaźń, jeśli nawet nie lojalność.

Wzrok Egwene padł na papiery leżące na stoliku do pisania i myśli zaczęły jej wirować. Pochodnie gotowe do rzucenia na stóg siana. Dziesięć dni do granicy z Andorem, pod warunkiem, że lord Bryne zechce iść naprzód, nie wiedząc, dlaczego ma to robić, i że przedtem nie powstanie opozycja. Czy jest w stanie zatrzymać te pochodnie przez dziesięć dni? Południowy Port. Północny Port. Klucze do Tar Valon. Czy mogła być pewna Nicoli i Areiny i nie zastosować się do sugestii Siuan? Musi zorganizować sprawdziany dla wszystkich sióstr, zanim dotrą do Andoru. Na szczęście dysponowała Talentem w dziedzinie obróbki metali, który pośród Aes Sedai występował niezwykle rzadko. Nicola. Areina. Czarne Ajah.

— Znowu jesteś spięta. Przestań się przejmować Komnatą. — Kojące palce znieruchomiały, a potem znowu zaczęły się ruszać. — Powinnaś wziąć gorącą kąpiel, efekty byłyby lepsze. Mogłabym rozmasować ci ramiona i plecy, całe ciało. Tego jeszcze nie próbowałyśmy. Jesteś sztywna jak kołek, a wszak powinnaś być tak gibka, by móc wygiąć się w tył i wsunąć głowę między kostki u nóg. Umysł i ciało. Nie będziesz giętka bez jednego albo drugiego. Po prostu oddaj się w moje ręce.

Egwene balansowała na granicy snu. Nie snu spacerującej po snach; zwykłego snu. Kiedy ostatni raz normalnie spała? W obozie zawrze, gdy propozycja Delany zostanie podana do wiadomości, czyli już niebawem, i to zanim oznajmi Romandzie i Lelaine, że nie zamierza wydawać ich edyktów. Ale tego dnia czekała ją jeszcze rzecz, której wypatrywała z utęsknieniem, powód, dla którego nie chciała jeszcze się kłaść.

— Z przyjemnością — wymamrotała, mając na myśli coś więcej niż obiecany masaż. Dawno temu przysięgła sobie, że któregoś dnia przywoła Sheriam do porządku, i to był właśnie ten dzień. Nareszcie zaczynała być Amyrlin, Amyrlin, która posiada władzę. — Z wielką przyjemnością.

13

Czara Wiatrów

Aviendha chętnie usiadłaby na podłodze, jednak trzy pozostałe kobiety zajmujące maleńkie pomieszczenie łodzi nie zostawiły jej dość miejsca, dlatego też musiała poprzestać na podwinięciu pod siebie nóg na jednej z rzeźbionych, drewnianych ław wbudowanych w ściany. W ten sposób przynajmniej nie przypominało to aż tak bardzo siedzenia na krześle. Dobrze, że chociaż drzwi były zamknięte i że kajuta nie miała okien, jedynie ozdobnie rzeźbione woluty kłuły ścianę na wylot tuż pod sufitem. Nie musiała więc patrzeć na otaczającą łódź wodę, skazana wszak na docierającą przez otwory do wnętrza woń soli oraz odgłosy cichego pluskania fal o kadłub i pracujących wioseł. Przeszywające, donośne krzyki jakichś ptaków niosły się daleko. Widziała już ludzi zabijających się w walce o kałużę, którą byli w stanie przekroczyć jednym krokiem, jednak ta woda była gorzka ponad wszelkie wyobrażenie. Czytanie o tym w niczym nie przygotowało jej na ten smak. A w miejscu, gdzie wsiadły na pokład łodzi — obsadzonej przez dwu łypiących spode łba wioślarzy — rzeka miała przynajmniej pół mili szerokości. Pół mili wody i ani kropla nie nadawała się do picia. Któż byłby zdolny wyobrazić sobie całkowicie bezużyteczną wodę?