— A ponadto — Birgitte ciągnęła dalej — mogłoby się wydawać, że kwestia “Marigan” winna bardziej cię martwić. Kiedy o niej pomyślę, ze strachu zasycha mi w ustach.
Dźwięk wymienionego imienia musiał chyba przedrzeć się przez otępienie zasnuwające umysł Nynaeve, bo wyprostowała się nieznacznie.
— Jeżeli będzie chciała zrobić nam coś złego, to powtórnie się nią zajmiemy. Wtedy... wtedy... — Wciągnęła oddech i popatrzyła na nie znacząco, jakby spodziewając się, że zaprotestują. Potem jednak, znacznie słabszym już głosem, dokończyła: — Myślicie, że będzie chciała?
— Nawet jeżeli będziemy się tym bez przerwy gryźć, to i tak nic z tego nie wyniknie — próbowała ją pocieszyć Elayne, głosem zdecydowanie bardziej spokojnym niźli ten, na który Aviendha wedle własnej opinii potrafiłaby się zdobyć, gdyby wiedziała, że czatuje na nią jedna z Tych Których Dusze Okrywa Cień. — Trzeba tylko postępować tak, jak kazała Egwene, i zachować ostrożność. — Nynaeve burknęła coś niedosłyszalnie; lepiej zapewne, że żadna tego nie zrozumiała.
Znowu zapadło milczenie. Elayne pogrążyła się w bardziej jeszcze ponurym nastroju niźli poprzednio, Birgitte zaś wsparła podbródek dłonią, i marszcząc brwi, patrzyła w przestrzeń. Nynaeve cały czas mruczała coś pod nosem, ale teraz obie dłonie przyciskała już do brzucha, a od czasu do czasu milkła, aby przełknąć ślinę. Pluskanie wody stało się głośniejsze, krzyki ptactwa rozlegały się bardziej donośnie.
— Ja również trochę ostatnio myślałam, prawie-siostro. — Ona i Elayne nie dotarły jeszcze do tego etapu, na którym mogłyby uznać się za pierwsze-siostry, była jednak pewna, że w końcu do tego dojdzie. Już czesały wzajem swoje włosy, a każdej nocy, w ciemnościach dzieliły ze sobą kolejne sekrety, o których nie miał dowiedzieć się nikt inny. Jednak ta druga kobieta, Min... Tę kwestię trzeba było odłożyć na później, kiedy nadarzy się okazja bycia z nią sam na sam.
— O czym? — zapytała nieobecnym głosem Elayne.
— O naszych poszukiwaniach. Cały czas zapewniamy się wzajem o ostatecznym sukcesie, ale w obecnej chwili jesteśmy wciąż równie odległe od celu jak na początku. Czy słusznie postępujemy, nie wykorzystując wszelkiej broni, jaką mamy pod ręką? Mat Cauthon jest przecież ta’veren, a jednak cały czas staramy się go unikać. Dlaczego nie wziąć go ze sobą? Z nim być może uda nam się w końcu znaleźć czarę.
— Mat? — wykrzyknęła Nynaeve z niedowierzaniem. — Równie dobrze mogłabyś nakłaść sobie pokrzyw do bielizny! Nie zniosłabym towarzystwa tego mężczyzny, nawet gdyby nosił czarę w kieszeni kaftana.
— Och, bądźże cicho, Nynaeve — mruknęła Elayne, ale zupełnie bez przekonania. Zamyślona, powoli kręciła głową, nie zwracając uwagi na wykrzywione oblicze tamtej. “Drażliwa” to było zdecydowanie za mało, by w pełni opisać charakter Nynaeve, wszystkie jednak już przywykły do jej sposobu bycia. — Dlaczego sama na to nie wpadłam? Przecież to takie oczywiste!
— Być może — wymamrotała sucho Birgitte — tak bardzo przywykłaś do opinii o Macie jako o ostatnim łotrze, że nie potrafiłaś w ogóle dopuścić do siebie myśli, iż mógłby się na coś jednak przydać. — Elayne rzuciła jej chłodne spojrzenie i zadarła podbródek, a potem raptownie skrzywiła się i niechętnie pokiwała głową. Źle znosiła krytykę ze strony innych.
— Nie — oznajmiła Nynaeve głosem, który w jakiś sposób był ostry i słaby jednocześnie. Chorowity wyraz jej oblicza pogłębił się, ale teraz już nie było takie pewne, czy wywołany jest tylko kołysaniem łodzi. — Nie zamierzasz chyba do czegoś takiego dopuścić! Elayne, wiesz przecież, jakie z nim są kłopoty, jaki potrafi być uparty. Będzie nalegał, aby zabrać ze sobą tych wszystkich żołnierzy niczym na jakąś świąteczną defiladę. A spróbuj szukać czegoś w Rahad z oddziałem żołnierzy za plecami. Tylko spróbuj ! Nie przejdziemy nawet dwu kroków, a on już będzie starał się nami komenderować, wymachując tym swoim ter’angrealem. Jest tysiąc razy gorszy od Vandene albo Adelas, czy nawet Merilille. Patrząc na sposób, w jaki się zachowuje, można by pomyśleć, że właśnie wchodzimy do niedźwiedziej gawry po to tylko, by popatrzeć sobie na niedźwiedzia!
Birgitte zdławiła nabrzmiewający w jej gardle odgłos, który mógł znamionować rozbawienie, za co naraziła się na ostre spojrzenie. Odpowiedziała na nie wzrokiem tak pełnym niewinności, że z kolei Nynaeve zaczęła się krztusić.
Elayne zareagowała zdecydowanie bardziej łagodnie; ona z pewnością próbowałaby zaprowadzić pokój nawet w przypadku wodnej waśni.
— On naprawdę jest ta’veren, Nynaeve. Odmienia kształt Wzoru, odmienia los tylko przez to, że znajduje się w pobliżu. Jak mogę nie przyznać, że to właśnie szczęścia nam przede wszystkim potrzeba, ta’veren zaś to coś więcej niźli zwykłe szczęście. Poza tym dzięki temu mogłybyśmy złapać dwie sroki za ogon. Nie powinnyśmy mu pozwalać przez cały czas wałęsać się samopas, niezależnie od tego, ile mamy innych zajęć. To nikomu na dobre nie wyjdzie, jemu zaś w szczególności. Trzeba go wreszcie nauczyć, jak powinien się zachowywać w przyzwoitym towarzystwie. Od początku nałożymy mu uzdę.
Nynaeve wygładziła swoje suknie z wiele mówiącym ożywieniem. Twierdziła, że stroje nie interesują jej bardziej niż Aviendhę — w każdym razie wygląd noszonych sukni — i nieprzerwanie też mruczała, że dobre, proste wełny są najbardziej stosowne dla wszystkich — jednak jej błękitna suknia miała żółte zdobienia na spódnicy i rękawach, a przecież sama wybierała jej wzór. Każdy strzęp materiału, jaki posiadała, był bądź z jedwabiu, bądź haftowany, albo jedno i drugie naraz, a wszystko o takim kroju, w którym Aviendha bez trudu rozpoznawała troskliwy zamysł.
Chociaż raz Nynaeve pojęła, iż nie jest w stanie narzucić im swojej woli. Czasami, zanim się poddała, potrafiła zabawnie przez jakiś czas się złościć, chociaż oczywiście nigdy by się do tego nie przyznała. Wściekłość w oczach ustąpiła miejsca ponuremu grymasowi.
— Kto go poprosi? Którakolwiek z nas się zdecyduje, on zmusi ją, by błagała na kolanach. Dobrze wiecie, że tak się to skończy. Wolałabym już wyjść za niego za mąż!
Elayne wahała się przez moment, a potem oznajmiła zdecydowanie:
— Birgitte to zrobi. I nie będzie go błagać, tylko zwyczajnie poinformuje o wszystkim. Większość mężczyzn postępuje tak, jak im każesz, jeżeli przemawiać do nich zdecydowanym, niewzruszonym głosem. — Nynaeve nie wyglądała na przekonaną, Birgitte zaś wyprostowała się sztywno na swojej ławce, najwyraźniej zaskoczona, co przydarzyło się jej chyba pierwszy raz od czasu, kiedy Aviendha ją poznała. W odniesieniu do kogokolwiek innego można by to uznać za lekki przestrach. Jak na mieszkankę mokradeł, Birgitte zupełnie nieźle mogłaby sobie radzić w roli Far Dareis Mai. Znakomicie posługiwała się łukiem.