Выбрать главу

— Oby Światłość oświecała ciebie i twój okręt, Pani Żeglugi, a także zsyłała wiatry sprzyjające podróży. — Jej ukłon był umiarkowanie głęboki; Aviendha powoli stawała się specjalistką w tej dziedzinie, ukłon bowiem wydawał jej się najbardziej dziwaczną ze wszystkich rzeczy, jakie kobieta mogła w ogóle robić. — Racz wybaczyć, jeśli w pośpiechu wyrwały nam się z ust niestosowne słowa. Nie miałyśmy zamiaru w niczym urazić tej, która jest dla Atha’an Miere tym samym co królowa. — Wypowiedziała te słowa, jednocześnie spoglądając w wiele mówiący sposób na Nynaeve. Nynaeve jednakże tylko wzruszyła ramionami.

Elayne przedstawiła się po raz wtóry, a potem po kolei wymieniła ich imiona, wywołując nie do końca zrozumiałe reakcje. To, że sama Elayne okazała się Dziedziczką Tronu, z pozoru nie wywarło na obecnych najmniejszego wrażenia, chociaż wśród mieszkańców mokradeł była to pozycja doprawdy znaczna, natomiast barwa ich Ajah — Zielone i Żółte — zaowocowały parsknięciem Nesty din Reas oraz ostrym spojrzeniem chudego starca. Elayne zamrugała, cofnęła się leciutko, jednak nie przerywając, ciągnęła dalej:

— Przybyłyśmy tutaj z dwóch powodów. Mniej ważnym jest chęć zapytania was, w jaki sposób zamierzacie pomóc Smokowi Odrodzonemu, którego zgodnie z Proroctwem Jendai nazywacie Coramoorem. Znacznie istotniejsza byłaby wszak nasza prośba o pomoc Poszukiwaczki Wiatrów tego okrętu. Której imienia — dodała łagodnie — niestety nie dane mi było jeszcze poznać.

Policzki szczupłej kobiety, która potrafiła przenosić, poczerwieniały.

— Jestem Dorile din Eiran Długie Pióro, Aes Sedai. Chętnie zgodzę się pomóc, jeśli taka będzie wola Światłości.

Malin din Toral również wyglądała na zbitą z tropu.

— Witam was na pokładzie mojego statku — wymamrotała — a łaska Światłości niech będzie z wami, dopóki go nie opuścicie.

Inaczej jednakże zareagowała Nesta din Reas.

— Układ dotyczy wyłącznie Coramoora — oznajmiła twardym głosem, jednocześnie wykonując dłonią gest ucinający wszelkie dyskusje. — Przykuci do brzegu nie mają w nim swego udziału, wyjąwszy sytuację, w której zapowiadają jego przybycie. Ty, jak ci tam, dziewczyno, Nynaeve? Na którym z okrętów otrzymałaś dar przewozu? Kto był na nim Poszukiwaczką Wiatrów?

— Nie potrafię sobie przypomnieć. — Beztroski ton, jakim Nynaeve wypowiedziała te słowa, pozostawał w jaskrawej sprzeczności z grobowym uśmiechem, który zastygł na jej twarzy. Palce kurczowo ściskały warkocz, przynajmniej jednak nie objęła jeszcze saidara. — A ja jestem Nynaeve Sedai, Nynaeve Aes Sedai, nie zaś jakąś tam dziewczyną.

Wsparłszy płasko dłonie na blacie stołu, Nesta din Reas skierowała na nią spojrzenie, które Aviendzie natychmiast przywiodło na myśl wzrok Sorilei.

— Możesz sobie nią być, ja jednak dowiem się, która zdradziła to, co winno być zatajone. Będzie musiała wziąć kilka lekcji milczenia.

— Rozdarty żagiel to rozdarty żagiel — oznajmił znienacka stary mężczyzna, głębokim głosem, znacznie silniejszym niźli można było oczekiwać po kimś o tak kościstych członkach. Aviendha uznała go za rodzaj straży przybocznej, a jednak przemawiał głosem, jakim mówi się do równych sobie. — Lepiej byłoby się dowiedzieć, jakiej pomocy Aes Sedai oczekują od nas w czasie, kiedy nadszedł Coramoor, morza szaleją nie kończącym się sztormem, a klątwa Proroctwa żegluje po oceanach. O ile one naprawdę są Aes Sedai... — Przy wypowiadaniu ostatnich zdań spojrzał spod uniesionych brwi na Poszukiwaczkę Wiatrów.

Odpowiedziała mu natychmiast, cicho, z szacunkiem.

— Trzy potrafią przenosić, w tym ona również. — Wskazała na Aviendhę. — Nigdy dotąd nie spotkałam nikogo równie silnego jak te trzy. Muszą być Aes Sedai. Jakaż inna odważyłaby się założyć pierścień?

Gestem nakazując jej milczenie, Nesta din Reas przeniosła identyczne, stalowe spojrzenie na mężczyznę.

— Aes Sedai nigdy nie proszą o pomoc, Baroc — warknęła. — Aes Sedai nigdy o nic nie proszą. — Spokojnie zniósł jej wzrok, odpowiadając spojrzeniem, w którym nie było śladu wyzwania, a ona po chwili westchnęła, jakby to on zwyciężył w milczącym pojedynku. Niemniej jednak w spojrzeniu, jakie skierowała ku Elayne, nie było nawet śladu słabości. — Czego oczekiwałabyś od nas... — Zawahała się. — ... Dziedziczko Tronu Andoru? — Nawet to zabrzmiało sceptycznie.

Nynaeve zebrała się w sobie, gotowa do natychmiastowego ataku — jeszcze w Pałacu Tarasin Aviendha musiała wysłuchać niejednej tyrady z ust Nynaeve, wygłaszanej z towarzyszeniem zgrzytania zębów, jak to tamte Aes Sedai zapominają, że ona i Elayne również do nich należą; takie słowa z ust kogoś, kto nawet nie był Aes Sedai, mogły doprowadzić do rozlewu krwi — otworzyła usta... I wtedy Elayne uciszyła ją, kładąc dłoń na ramieniu i szepcząc coś tak cicho, że Aviendha nie była w stanie nic usłyszeć. Nynaeve miała twarz wciąż obleczoną szkarłatem i wyglądała tak, jakby naprawdę zamierzała wyrwać swój warkocz z korzeniami... a jednak jakoś zmilczała. Być może Elayne naprawdę potrafiłaby zaprowadzić pokój nawet w przypadku wodnej waśni.

Oczywiście sama Elayne nie mogła być zadowolona, kiedy nie tylko jej tożsamość, lecz również prawo do tytułu Dziedziczki Tronu zostały zakwestionowane tak otwarcie. Większość ludzi może dałaby się nabrać na jej pozorny spokój, Aviendha jednak znała ją zbyt dobrze, by przeoczyć drobne oznaki wzburzenia. Uniesiony podbródek świadczył o przepełniającym ją gniewie; dodać do tego należało oczy rozwarte tak szeroko, jak to tylko możliwe i już nietrudno było sobie wyobrazić, iż wewnętrznie Elayne jest pochodnią, przy której zbladłby żar wypełniający Nynaeve. Poza tym była jeszcze Birgitte, stojąca tuż za nią, z twarzą ułożoną w niewzruszony grymas i oczyma miotającymi skry. Zazwyczaj nie zdarzało jej się powtarzać emocji Elayne, z wyjątkiem sytuacji, gdy naprawdę były silne. Aviendha ścisnęła rękojeść swojego noża; przygotowała się już, aby objąć saidara. Najpierw zabije Poszukiwaczkę Wiatrów; tamta dysponowała naprawdę sporą siłą, może okazać się rzeczywiście niebezpieczna. W tej okolicy było tyle statków, że na pewno uda im się znaleźć inny.

— Szukamy ter’angreala. — Wyjąwszy chłód głosu, każdy, kto by jej nie znał, uznałby, że Elayne jest absolutnie spokojna. Patrzyła w oczy Nesty din Reas, ale słowa swoje adresowała do wszystkich zgromadzonych w pomieszczeniu, zapewne szczególnie do Poszukiwaczki Wiatrów. — Przy jego pomocy, tak przynajmniej uważamy, byłybyśmy w stanie uleczyć pogodę. Musi wam naprzykrzać się w takim samym stopniu, jak nęka ląd. Baroc mówił o nie kończących się sztormach. Bez wątpienia zdołacie dostrzec w tym wszystkim rękę Czarnego, dotyk Ojca Sztormów, na morzach jak i na lądzie. Z pomocą ter’angreala możemy to zmienić, ale nie uda nam się dokonać tego bez niego. To zadanie będzie wymagało większej liczby kobiet pracujących razem, najpewniej pełnego kręgu trzynastu. Sądzimy, że w ich liczbie powinny znaleźć się także Poszukiwaczki Wiatru. Nikt poza nimi nie wie tyle o pogodzie, w każdym razie żadna z żyjących Aes Sedai. Oto pomoc, o którą prosimy.

Odpowiedziała jej martwa cisza, która trwała do czasu aż Dorile din Eiran nie powiedziała ostrożnie:

— Ten ter’angreal, Aes Sedai. Jak on się nazywa? Jak wygląda?