– Chyba najpierw zajrzymy do gabinetu doktora Jarvisa. Jeżeli tam go nie ma. to będzie na oddziale intensywnej opieki.
– Prowadź – powiedział George Tysiąc Mian. – Im szybciej weźmiemy się za bary z tym potworem, tym lepiej.
Jane zaśmiała się nerwowo.
– Pan tak o tym mówi, jakby to był film z Frankensteinem.
George Tysiąc Mian wepchnął ręce do kieszeni spodni i wykrzywił wargi.
– Gorzej – powiedział pragmatycznie.
Szliśmy po miękkim czerwonym dywanie aż do gabinetu Jima. Wstrzymałem oddech i zastukałem do drzwi. Poczekaliśmy, ale nikt nie odpowiadał. George Tysiąc Mian, spoglądając oczami cierpliwymi jak oczy jaszczura, zauważył: Mam nadzieję, że powiedział pan temu lekarzowi, z czym ma do czynienia.
Otworzyłem drzwi i szybko ogarnąłem wzrokiem maluteńki gabinet! Na biurku stał plastykowy kubek z kawą, pozostawiony niby obiad na statku Marie Celeste. W przeładowanej popielniczce dopalał się pet. Prawie pusta butelka ginu stała na szafce z kartotekami.
– Dziwne – powiedziała Jane.
– Muszą być na oddziale intensywnej opieki medycznej. To tutaj, obok, po lewej.
Zaczęliśmy przyspieszać, gdy skręciliśmy w kierunku sali reanimacyjnej. Wszechobecna cisza nakazywała nam pośpiech, jakby swoim trwaniem miała spowodować straszniejsze konsekwencje. Słyszeliśmy tylko własne oddechy i szmer ubrań, kiedy szybko stąpaliśmy korytarzem.
Nawet nie zapukałem do podwójnych drzwi. Popchnąłem je i wszedłem w mrok i cienie, w błękitny świat zmierzchu, gdzie żył nienaturalnym żywotem Bryan Corder.
Był tam doktor Jarvis, a także byli doktor Crane i doktor Weston oraz porucznik Stroud i dwóch potężnych oszołomionych policjantów. Jim obrócił się, gdy weszliśmy.
– Jesteście. Obawiałem się, że nie zdążycie.
– Co się dzieje? – zapytałem. – Co się tam dzieje?
Jim wziął mnie za ramię i podprowadził do tafli szklanej. Salę ciągle oświetlało błękitne światło, ale zdawało się bledsze, niejednolite, jak zimna fosforyzacja, która pełza nocą po morzu, albo jak niesamowite lśnienie gnijących ryb. Dostrzegałem zarysy łóżka, a przy nim chromowane stojaki z kroplówką z roztworu soli fizjologicznej i plazmy. Wydawało mi się też, że dostrzegam biały kościany zarys czaszki Bryana Cordera, ale na samym łóżku tkwił nieokreślony kłąb członków i ciała i było zbyt ciemno, żeby rozpoznać, co jest czym.
– Tam jest Dań Machin? – zapytałem. – Nie widzę.
– Nie można tam wejść? – dodała Jane.
Porucznik Stroud, wysoki i wytworny jak zwykle, odparł:
– Proszę pani, nie stoimy tutaj dla przyjemności. Kilkakrotnie próbowaliśmy tam wejść, lecz za każdym razem coś nas odrzucało.
– Odrzucało? – zapytałem. – Jak to: odrzucało?
– Spróbuj pan sam – zaproponował porucznik Stroud. – Drzwi są tu.
Podszedłem, ale George Tysiąc Mian odezwał się bardzo miękko:
– Nie, panie Hyatt. Nie warto.
Porucznik Stroud powiedział: – A co pan wie?
George Tysiąc Mian rzucił mi spojrzenie w mroku, ale widziałem, że powstrzymał uśmiech.
– To George Tysiąc Mian, panie poruczniku – przedstawiłem Indianina. – Przywiozłem go dzisiejszego wieczoru z rezerwatu Round Valley.
– Ciągle panu w głowie te indiańskie brednie?
– Może pan to nazywać bredniami – odezwałem się cicho – ale jak dotąd jest to jedyne rozsądne wytłumaczenie. George Tysiąc Mian uważa, że jesteśmy świadkami odrodzenia demona indiańskiego z czasów prehistorycznych.
Porucznik Stroud popatrzył na doktora Jarvisa, na pozostałych dwóch lekarzy, potem na swoich dwóch policjantów. Następnie zwrócił się do szamana z sarkastycznym, przesłodzonym uśmieszkiem.
– Demon czerwonoskórych? Z dawnej przeszłości? Tak?
George Tysiąc Mian był za stary i zbyt opanowany, aby poczuć się dotknięty sarkazmem. Po prostu skinął głową.
– Tak. Demon ten nazywa się Kujot, czasami jest też zwany Pierwszym, Który Użył Słów dla Siły. Zazwyczaj uważa się go za demona zamieszania, gniewu, kłótni, a ponadto charakteryzuje go nie zaspokojona żądza kobiet.
Porucznik Stroud zaśmiał się chrapliwie.
– Demoniczny gwałciciel?
George Tysiąc Mian uśmiechnął się, ale nie stracił zimnej krwi.
– Właśnie, panie poruczniku. Demoniczny gwałciciel. Jest stara pieśń Indian Navaho, która opowiada o tym, jak Kujot spotkał młodą kobietę na przełęczy w górach i jak podstępem zmusił ją do podniesienia dla niego sukni. Na swój sposób to czarująca pieśń. Ale nie wspomina o tym, że Kujot był najstraszliwszy i najbardziej srogi ze wszystkich demonów na całym świecie, a gdy już uwiódł kobietę, to zazwyczaj nie postępował z nią po dżentelmeńsku.
– O co panu chodzi? – zapytał zimno porucznik Stroud.
– Są tutaj damy – odpowiedział George Tysiąc Mian.
– Żadna z obecnych tu pań nie poczuje się zażenowana z powodu szczegółów anatomicznych, jeżeli o tym pan myśli.
– Nie, nie to chciałem powiedzieć – odrzekł. – Po prostu, gdy ten demon odżyje, to żadna kobieta w San Francisco nie będzie bezpieczna, ale nie chciałbym niepotrzebnie straszyć pań.
– No wyduś pan to z siebie! – domagał się porucznik Stroud. – Jeżeli tu coś się dzieje, to chcę wiedzieć wszystko!
– Dobrze – powiedział Indianin. – Kujot najpierw uwodzi swoje kobiety, a później częstuje je czymś, co Indianie Navaho nazywali Próbą Trzech.
– Boże, słyszałam o tym – odezwała się Jane.
George Tysiąc Mian dotknął jej ramienia.
– Była to najdziwniejsza ze wszystkich starych tortur, a historia jej sięga czasów dawniejszych niż historia plemion Ameryki Północnej. Wielu naszych mędrców twierdzi, że sam Kujot ją wymyślił, ale kto to wie?
Jim zmarszczył brwi.
– Nigdy nie słyszałem o Próbie Trzech. Co to, do diabła, jest?
George Tysiąc Mian dotknął jednego z amuletów. Mówił bezbarwnym głosem:
– Próba Trzech wymagała rozcięcia brzucha kobiety i zaszycia w nim żywego gada, następnie rozpłatania konia albo krowy, wybebeszenia go, i zaszycia tej kobiety we wnętrzu konia. Cała sztuka tortury polegała na utrzymaniu wszystkich trzech ofiar – jaszczurki, kobiety i konia – możliwie jak najdłużej przy życiu.
– Oj, wymyślił to pan – odezwała się doktor Weston.