Выбрать главу

– No, może t y nie możesz niczego zrobić, szamanie, ale wiem, co j a zrobię. To… to coś, co tam siedzi, wypowiedziało wojnę, a jeżeli chce wojny, to, do cholery, będzie ją mieć!

George Tysiąc Mian chwycił ramię porucznika.

– Proszę! To nie jest Stwór z Czarnej Laguny. Bomby i gaz łzawiący nie zaszkodzą Kujotowi. Można tylko…

Jego słowa utonęły w ryku, który wstrząsnął całym budynkiem. Kawałki strzaskanych drzwi, pasy podartej wykładziny, okruchy gipsu i ciąg suchego gorąca, które cuchnęło zwierzętami i śmiercią, ogarnęły nas. To Kujot wychodził na poszukiwanie swej krwi, na poszukiwanie swej twarzy, wychodził nas rozsiekać. To Kujot, demon wściekłości i strachu!

V

Byłem ledwo przytomny. Oberwałem kawałkiem futryny w lewą stronę głowy i ugięły się pode mną nogi. Upadłem obok ściany korytarza, zakryty jak całunem strzępami wykładziny, i wydawało mi się, że naokoło wali się świat. Gorący huragan wył i huczał, rzucając jakimiś szczątkami po korytarzu. Ponad wszystkim, gdy szedł ku nam Kujot, słyszałem dźwięk, jakby ktoś krzyczał do rury nieskończenie długiej i odpowiadającej echem. Beznadziejne posępne wycie, które było straszniejsze od wszystkiego innego.

Zaciskając oczy przed palącym wiatrem, starałem się unieść głowę. Dostrzegłem Indianina, leżącego krzyżem pod przeciwległą ścianą, oraz skulonego porucznika Strouda. Jim był nieco dalej, przyciskając rękami rudawe włosy, ale nie było nigdzie doktor Weston.

I nagle powietrze zdawało się pociemnieć, a z mroku wyszło coś, co niewiele już miało wspólnego z Bryanem Corderem czy Danem Machinem. Było to zjawisko spektralne, był to duch składający się z niesamowicie gęstego, zbitego i poskręcanego ludzkiego ciała.

Lśnił jakby zimną poświatą, jakby świeceniem cieni czy mrocznych pomieszczeń, i posuwał się, ciemniejąc, korytarzem; ta uśmiechnięta straszliwie czaszka, a za nią chybotliwa, wstrętna powłoka na poły cielesna. Wycie stało się jeszcze posępniejsze i głośniejsze, gdy Kujot przechodził, ale jego przejściu towarzyszył jeszcze jeden dźwięk. Było to łopotanie martwej skóry, podobne do plaskania obwisłej plandeki o dach opuszczonego magazynu. Ten odgłos był nie do zniesienia.

Hałas i wicher zdawały się trwać bez końca, ale gdy znowu uniosłem głowę, uświadomiłem sobie, że Kujot przeszedł obok nas, nie robiąc nam krzywdy. Podniosłem się wyżej i odwróciłem głowę – demon znikł.

George Tysiąc Mian wyszeptał suchymi wargami:

– Chyba teraz jesteśmy bezpieczni, przynajmniej na pewien czas. Poszedł szukać swej krwi.

– Skąd pan wie? – zapytał porucznik Stroud.

– Inaczej zabiłby nas i z przyjemnością zgwałcił doktor Weston. Krew jest mu potrzebna do życia, a jeżeli nie znajdzie jej między wschodem a zachodem księżyca, będzie musiał wrócić w zaświaty.

Porucznik Stroud wstał, opierając się o ścianę i trzymając za plecy.

– Cóż, to pierwsza dobra wiadomość, jaką usłyszałem dzisiaj. Musimy tylko trzymać Kujota z dala od niewinnych przechodniów przez dwadzieścia cztery godziny. I koniec.

George Tysiąc Mian otrzepywał swoją kurtkę.

– Obawiam się, że nie, poruczniku. Bez względu na wasze wysiłki Kujot z pewnością odnajdzie swą krew.

– A jego twarz? – powiedziałem. – Jego twarz była na kołatce.

– Jej też pójdzie szukać.

– Ale właśnie posłałem po nią Jane.

George Tysiąc Mian spojrzał na mnie z absolutnie poważną twarzą.

– Posłał pan Jane po kołatkę? Mówi pan serio?

Poczułem, że panikuję.

– No jasne, myślałem, że gdyby nie dostał swej twarzy…

George Tysiąc Mian powiedział:

– Wielki Duchu, miej nas w opiece. Jeżeli Kujot ją z tym przyłapie, nie będzie miała najmniejszej szansy.

Porucznik Stroud podszedł do nas zniecierpliwiony.

– Przepraszam, że przeszkadzam w złowieszczych przestrogach, ale o co panu chodziło, gdy mówił pan o krwi? Powinna być już teraz zamknięta w Redwood City, czyż nie? W jaki sposób Kujot miałby ją odnaleźć, czy dostać w swe ręce?

– Poruczniku – powiedziałem równie złośliwie – Kujot właśnie przeszedł przez trzycalowe zbrojone szkło.

– Pana nie pytałem – odparował ostro porucznik Stroud. – Pytałem naszego miejscowego eksperta.

– Cóż, odpowiedź na pana pytanie zawiera się w fakcie, że Kujot jest w pewnym sensie potwornym psem – powiedział George Tysiąc Mian. – Ma nadprzyrodzony zmysł słuchu i zmysł węchu. Stare legendy mówią, że gdy Panna Niedźwiedzia ukryła się w pieczarze, Kujot wywąchał ją przez litą skałę na odległość dziesięciu długości oszczepu i zniszczył pieczarę oraz połowę góry, żeby odnaleźć swą Niedźwiedzicę. Podobno to zdarzyło się na Nacimiento Peak wiele lat temu, dawniej nawet, niż może sięgać pamięć Indian Navaho.

Porucznik Stroud miał ponurą minę.

– Dziękuję za optymistyczną prognozę.

– I co teraz pan zrobi? – zapytałem go.

– Pierwszą rzeczą, cholera, którą zrobię, to wezwę brygadę antyterrorystyczną. Odnajdziemy tego stwora, czymkolwiek jest, i poczęstujemy czymś podobnym do tego, co nam właśnie zaserwował.

– Poruczniku – wtrącił George Tysiąc Mian. – Myślałem, że jest pan człowiekiem na poziomie. A przynajmniej na wyższym niż większość policjantów.

– Co pan chce przez to powiedzieć?

Stary Indianin popatrzył zimno na detektywa.

– Wasz zmasowany ogień jest tu bezużyteczny. Czy polowałby pan na lisa czołgiem albo strzelał do komara z pistoletu maszynowego? Kujot jest zbyt sprytny, poruczniku, zbyt silny i nieuchwytny. Trzeba go wytropić tak, jak tropili go dawni bogowie, wykorzystując jego żądzę i próżność i powodując, aby sam siebie zniszczył.

– Żartuje pan? Kiedy będę sporządzał raport, muszę wymienić natychmiastowe i zdecydowane kroki, jakie podjąłem. Już wyobrażam sobie, co powie komisarz, gdy przeczyta, że wykorzystałem żądzę i próżność zbiega, aby sam siebie zniszczył. A teraz przepraszam.

Porucznik wszedł do pobliskiego gabinetu i chwycił telefon. Kilkakrotnie uderzał w widełki, aż wreszcie uzyskał połączenie. Gdy wzywał posiłki, George Tysiąc Mian popatrzył na Jima i na mnie i wzruszył ramionami.

– Białemu człowiekowi nigdy się nie wytłumaczy – powiedział.