Выбрать главу

– Zdawało mi się, że Kujot należy do gatunku demonów, którym żadne wyzwanie nie sprawia różnicy – powiedział doktor Jarvis.

– Rzeczywiście – przytaknął George Tysiąc Mian. – Ale podobnie jak większość próżnych i leniwych demonów woli spokojny żywot, a gniew Gitche Manitou w zupełności wystarczy, żeby zakłócić mu zabawy na następne pięć tysięcy lat.

– Zabawy? – zapytał Jim i pokręcił głową niedowierzająco.

– Panie doktorze, niech pan pamięta, że dla niektórych bardziej srogich demonów pożarcie człowieka znaczy tyle, ile dla nas zjedzenie paczuszki solonych orzeszków.

George Tysiąc Mian zawiesił naszyjnik na klamce moich drzwi wejściowych i wymruczał nad nim kilka magicznych wezwań. Potem powiedział:

– Sądzę, że wszyscy jesteśmy zmęczeni i chcemy jutro być wypoczęci. Proponuję, abyśmy poszli trochę odpocząć. Kazałem mojej służącej zarezerwować pokój w hotelu Mark Hopkins. Czy podwiózłby mnie pan tam, doktorze?

– Oczywiście – odparł Jim. – A ty, Jane? Mogę cię gdzieś podwieźć?

Jane siedziała na moim ulubionym wiklinowym fotelu. Odpowiedziała głuchym głosem:

– Nie, dziękuję. Jeżeli John nie ma nic przeciwko temu, zostanę tutaj.

– Mieć coś przeciwko temu? Zwariowałaś? Nie miałem kobiecego towarzystwa, odkąd moja ciotka Edith przyjechała z Oxnard i przywiozła mi tort.

Jim ścisnął mnie za ramię.

– Uwierzę ci, John. Miliony by ci nie uwierzyły.

George Tysiąc Mian podszedł do mnie, potrząsnął moją ręką i powiedział cicho:

– Chcę panu podziękować za wyobraźnię, dzięki której dostrzegliśmy to, co naprawdę się dzieje. Przynajmniej mamy jakąś szansę.

Właśnie mieli wychodzić, kiedy zadzwonił telefon. Gestem zatrzymałem ich w mieszkaniu i podniosłem słuchawkę.

– John Hyatt.

Dzwonił porucznik Stroud.

– Co, wrócił pan do domu? Szukałem pana. Czy jest z panem ten Indianin?

– George Tysiąc Mian? Tak.

Detektyw chrząknął.

– Właśnie mieliśmy trochę problemów na szosie Bayshore tuż za Millbrae. Ambulans z doktorem Crane'em i ciałem Seymoura Wallisa został – powiedzmy – uprowadzony.

– Uprowadzony? Przez Kujota?

Porucznik Stroud sapał ze zniecierpliwienia.

– Dobrze, jeżeli tak pan to chce ująć. Kierowca karetki zeznał, że jechał sobie normalnie i nagle jakiś ogromny potwór pojawił się na drodze. Kierowca uszedł z życiem. Przykro mi to mówić, ale doktor Crane nie żyje – wypalony jak mój policjant.

Zakryłem dłonią słuchawkę i powiedziałem do Jarvisa:

– Przykro mi, Jim, ale doktor Crane nie żyje. Kujot dopadł karetkę tuż za lotniskiem.

Indianin spoważniał.

– Krew – przypomniał. – Czy dostał się do krwi?

– Pan Tysiąc Mian chciałby wiedzieć, czy Kujot dostał się do krwi? – zapytałem policjanta.

Porucznik Stroud kaszlnął.

– Proszę mu przekazać, że pół godziny później odnaleziono Seymoura Wallisa w zatoce. Był tak wyssany, że facet, który go wyłowił, myślał, że znalazł zdechłego rekina.

Zdobyłem się jedynie na stwierdzenie:

– No i tyle. Co nam jeszcze pozostało do zrobienia? Czy przypuszcza pan, gdzie może znajdować się Kujot?

– Rozesłaliśmy komunikat i nasza brygada antyterrorystyczna sprawdza każdą ewentualną kryjówkę. Ale moim zdaniem to bez sensu.

– Dobrze, poruczniku – odłożyłem słuchawkę.

W pierwszym rozmazanym świetle świtu, który sączył się do mojego pokoju, George Tysiąc Mian zdawał się zmęczony i zgarbiony. Przesunął sękatymi palcami po białych włosach.

– Miejmy nadzieję, że tej rundy nie przegramy, przyjaciele. Jeżeli Kujot pójdzie w teren, to trudno opisać, jaka będzie jatka.

Nagle Jane podniosła oczy i uśmiechnęła się. Pamiętam, iż pomyślałem wówczas, że ten uśmiech był przedziwny. Zastanawiałem się, do czego mogła się tak uśmiechać.

Posłałem dla Jane na kanapie. Byłem zbyt wykończony i wstrząśnięty, aby nawet myśleć o uwodzeniu, w każdym razie Jane zachowywała dystans i była tak zamknięta w sobie, że mógłbym wrzeszczeć: No to balujemy! – a ona zapytałaby się: Proszę?

Owinęła się kocem i niemal natychmiast zasnęła. Obszedłem mieszkanie, wyłączając światło i zaciągając zasłony, ale jakoś nie miałem specjalnej ochoty, by się położyć i zamknąć oczy. Wyszedłem do przedpokoju i obejrzałem kilka widoków Mount Taylor. Szkło było dość przykurzone i zaplamione, a większość landszaftów mocno zrudziała, ale po bliższym przyjrzeniu się można było zauważyć, że pod każdym obrazkiem był ołówkowy podpis: Mount Taylor ze strony Lookout Mountain albo Mount Taylor od San Mateo. Podobne objaśnienia znajdowały się pod widokami Cabezon Peak, na przykład: Cabezon Peak od strony San Luis.

Na palcach przeszedłem przez salonik i po cichu wyjąłem Atlas Motorowy Randa McNally'ego. Potem przekradłem się z powrotem do kuchni, zamknąłem drzwi i rozłożyłem atlas na stole, obok obrazów Mount Taylor i Cabezon Peak, które udało mi się tam zmieścić. Na mapę położyłem kawałek kalki technicznej, wyjąłem pióro i zacząłem zaznaczać miejsca, z których szkicowano te dwie góry.

By nie paść nad dziełem, wypaliłem pół paczki papierosów i zrobiłem sobie wielki kubek czarnej kawy, podczas gdy na zewnątrz okna kuchennego światło słoneczne stawało się coraz jaśniejsze, a sosnowy zegar na ścianie w saloniku wybił ósmą.

Do dziewiątej zdążyłem nanieść prawie wszystkie punkty widokowe. Podniosłem kalkę i podziwiałem piegi malutkich iksów, które na niej narysowałem. Nie mogłem sobie wyobrazić, co, u diabła, to wszystko oznaczało i nie mogłem z nich odczytać żadnego wzoru, ale domyślałem się, że George Tysiąc Mian prawdopodobnie będzie mógł mnie oświecić.

Wcisnąłem kalkę do kieszeni spodni, potem wstałem i podszedłem do ekspresu, żeby zrobić sobie następną kawę. Włączyłem niewielki czarnobiały telewizorek, który dostałem od matki na poprzednią Gwiazdkę, i po kilku reklamach głoszących chwałę lukrowanych płatków kukurydzianych i jakiejś idiotycznej plastykowej katapulty służącej do strzelania lalką Action Man nad żywopłotem sąsiadów, trafiłem na specjalne wydanie wiadomości o karetce, z której porwano Seymoura Wallisa.