– Myślę, że trzeba spróbować wyżej – powiedział Indianin. – Jest jeszcze jedno piętro i strych.
Wziąłem głęboki oddech.
– Dobrze, jeżeli nalegasz. Ale gdy dojdziemy do strychu, to będziemy rzucać monetą o to, kto wejdzie tam pierwszy.
Znowu znaleźliśmy się na półpiętrze, gotowi wejść wyżej, gdy nagle usłyszeliśmy głosy. Dobiegały z parteru, z hallu. Głosy kobiety i mężczyzny. Zamarłem na moment, po czym nachyliłem się nad poręczą i ujrzałem Jima i Jane stojących w przedpokoju. Jim mówił:
– Chyba już tu byli. Drzwi stały otworem.
– Może i byli – powiedziała Jane – ale to nie szkodzi. Najważniejsze, że ty jesteś.
Obróciłem się do Indianina i syknąłem: – To ona. Przyprowadziła tu doktora Jarvisa.
Pociągnął mnie lekko i weszliśmy do jednej z sypialni. Zamknął drzwi i obdarzył mnie długim, zdecydowanym spojrzeniem.
– To może znaczyć tylko jedno. Kujot jest tu, w tym domu. Prawdopodobnie przyprowadziła Jima jako ofiarę. Podarunek ślubny od Panny Niedźwiedziej dla Kujota. Soczysty kąsek dla demona, który był nieżywy przez stulecia.
Przycisnąłem ucho do drzwi. Słyszałem, jak Jane i Jim wchodzą schodami i rozmawiają ściszonymi głosami. Zaszeptałem:
– Co możemy zrobić?
George Tysiąc Mian położył palec na wargach i odrzekł:
– Czekać.
Jane i Jim dotarli na półpiętro i przeszli do następnych schodów. Jim właśnie mówił:
– Jesteś przekonana, że John powiedział, żeby się z nim tutaj spotkać? Wydaje mi się to dziwne.
– Ależ oczywiście – odparła Jane. – Przecież ta cała sprawa jest dziwna, prawda?
Gdy mijali nasze drzwi, George Tysiąc Mian otworzył je i wyszedł na galerię. Wysunąłem się za nim, czując, jak mi serce łomocze. Strach dławił mnie w gardle.
– John! Tu jesteś! – Jim wyszczerzył zęby. – Co tu się dzieje? Bawimy się w chowanego? George Tysiąc Mian szczeknął: – Stój!
– Co?
– Stój! Nie ruszaj się z miejsca! Ta kobieta jest niebezpieczna!
Jane popatrzyła na mnie i na Indianina, jakby zupełnie nie rozumiała, o czym mówimy.
– Jane?! – zawołałem, ale widziałem, że jej twarz była nienaturalnie blada, a jej oczy były puste jak dwa blade małże podane na muszli. Nie było śladu cięcia na czole, lecz po tym wszystkim, co widziałem w ciągu ostatnich dwóch dni, wierzyłem, że Kujot potrafi także naprawić i zaleczyć, jeśli tylko zechce.
– John… – odezwała się Jane pijanym głosem. – Jak miło cię widzieć…
George Tysiąc Mian syknął w moją stronę:
– Nie odpowiadaj. Nie rozmawiaj. Ona nie jest człowiekiem i cokolwiek powiesz, może jej posłużyć do zniszczenia ciebie.
Jim zmarszczył brwi.
– Nie jest człowiekiem? Co, do cholery, pan…
– Zamknij się! – wrzasnął szaman. Potem ciszej dodał:
– Proszę nic nie mówić. Muszę pomyśleć.
Jane została na swoim miejscu w mrocznym korytarzu, wyprostowana, ale spięta, a gdy na nią patrzyłem, zdawało mi się, że jej twarz ledwo uchwytnie zmienia się, jest jakby płynna niczym blada twarz topielicy widziana przez bieżącą wodę. Wiedziałem, że to nie jest Jane, a w każdym razie nie jest to ta Jane, którą znam. Lecz była do niej tak podobna, że mogłem darzyć ją tylko sympatią, nie czułem niechęci. Niemal podszedłem do niej, ale szybszy był George Tysiąc Mian. Przytrzymał mnie za rękaw.
– Wiem, co czujesz – powiedział łagodnie. – Bądź cierpliwy.
Nagle Jane zaśmiała się, jednocześnie warcząc. Był to dźwięk tak przerażający, że Jim uskoczył do tyłu, mimo iż George ostrzegł go wcześniej. Na naszych oczach Jane topniała i przemieniała się jak fotografie nakładane jedna na drugą, warstwa po warstwie, aż ujrzałem, jak ciemne futro pokrywa jej dłonie, a paznokcie stają się zakrzywionymi pazurami.
– O Boże! – krzyknął Jim.
Ale George Tysiąc Mian panował nad tym pomniejszym demonem. Uniósł jeden ze swych amuletów i Panna Niedźwiedzia, warcząc i pomrukując, cofnęła się pod ścianę galerii, jej oczy były puste i poczerwieniałe.
– Rozkazuję ci być mi posłuszną – powiedział. – Panno Niedźwiedzia z południowego zachodu, siostro tych, którzy cię kochali. Byłaś stała w uczuciach, póki Kujot cię nie uwiódł, teraz ja rozkazuję ci być mi posłuszną.
Niedźwiedzica stanęła na tylnych kudłatych łapach i zaryczała, a jej oczy płonęły jak u samego diabła. Wyciągnięta na całą wysokość prawie sięgała sufitu i daleki byłem od pewności, że George Tysiąc Mian potrafi ją okiełznać. Szaman wzniósł obie dłonie i krzyknął:
– Twoje myśli i twoja wola należą do mnie. Rozkazuję ci być mi posłuszną!
Jim potrząsnął ze strachu głową.
– Nie wierzę – wyszeptał. – Ta dziewczyna była ze mną w moim mieszkaniu. Całowałem ją. Napiliśmy się.
Na chwilę moce Indianina osłabły. Wyczułem jego zachwianie i wymykającą się władzę. Zapewne nasze zdenerwowanie i brak ufności nie pomagały mu, a gigantyczny wysiłek potrzebny do zapanowania nad takim potworem jak Panna Niedźwiedzia, musiał go wyczerpywać.
– Nic nie mówcie – syknął. – Nie mówcie, nie mówcie.
– Ale ja nie mogę w to uwierzyć – powiedział Jim głuchym, wystraszonym głosem.
I stało się. Moc szamana prysnęła. Czułem wręcz, jak rozpryskuje się niby zapora rzeczna pod naciskiem potopu. Z ogłuszającym rykiem Panna Niedźwiedzia rzuciła się swym masywnym cielskiem na Jima i jej szczęki zacisnęły się na jego szyi z chrzęstem, którego wspomnienie jeszcze dzisiaj powoduje, że oblewam się zimnym potem. Jim zawył, a wtedy ona, jednym ruchem potężnego łba, wydarła z jego szyi i torsu wielki płat skóry jak skrwawioną szmatę. Upadł na ziemię, drgając, a Panna Niedźwiedzia obróciła się do George'a i do mnie, patrząc na nas płonącymi ślepiami.