Выбрать главу

Edward I chodził we wszystkich blaskach swej epoki. Podjął Krzyż i walczył z Saracenami. Był jedynym godnym przeciwnikiem Szymona de Montfort w tych wojnach z baronami, które, jak to widzieliśmy, były pierwszymi (choć jeszcze słabymi) oznakami rodzącej się teorii, że Anglią powinni rządzić jej baronowie, a nie jej królowie. Wziął się on, podobnie jak Szymon de Montfort, ale solidniej, do rozwijania wielkiej średniowiecznej instytucji parlamentu. Jak już wspomnieliśmy, parlament nałożony został na istniejące demokracje parafialne i sprowadzał się początkowo do wzywania miejscowych przedstawicieli do rady na temat podatków miejscowych. Wzrost znaczenia parlamentu zbiegał się ze wzrostem opodatkowania. Są więc pewne przesłanki teoretyczne dla późniejszych roszczeń parlamentu do wyłącznego prawa nakładania podatków. Początkowo parlament był narzędziem królów sprawiedliwych, a przede wszystkim narzędziem Edwarda I, który kłócił się często ze swoimi parlamentami, a może czasem nie podobał się swemu ludowi (co nie było zresztą nigdy jednym i tym samym), ale na ogół był władcą w najwyższym stopniu reprezentatywnym. W związku z tym należy rozważyć pewne trudne i ciekawe zagadnienie, stanowiące koniec wątku rozpoczętego podbojem normańskim. Edward nie był na pewno nigdy królem bardziej reprezentatywnym, można powiedzieć: królem bardziej republikańskim, niż wtedy, kiedy wyganiał żydów. Problem ten jest tak mało rozumiany i nacechowany uczuciem tak głupiej niechęci względem tej zdolnej i historycznej rasy, że musimy zatrzymać się na chwilę dla omówienia tej sprawy.

Żydzi byli w średniowieczu równie potężni, jak niepopularni. Byli oni kapitalistami tej epoki, posiadaczami płynnych bogactw, gotowych w każdej chwili do wypożyczenia. Można bronić tezy, że w ten sposób byli oni użyteczni. Pewne jest, że w ten sposób ich używano. Można również zupełnie słusznie powiedzieć, że w ten sposób ich nadużywano. Nie chodziło tu jednak o to nadużycie, o którym wspomina się przypadkowo w powieściach, obracających się przeważnie dokoła tej jednej myśli, że wyrywano im zęby. Ci, którzy słyszeli o tym w formie anegdoty o królu Janie, na ogół nie znają dość ważnego szczegółu, że była to anegdota skierowana przeciw królowi Janowi. Anegdota ta wydaje się wątpliwa, opowiadając ją, podkreślano jej wyjątkowość, samo zaś to podkreślanie świadczy, że uważano ją za krzywdzącą. Prawdziwa natomiast niesprawiedliwość położenia żydów była głębsza i przejmowała rozpaczą ten wrażliwy i wysoce cywilizowany lud. Mogli oni słusznie twierdzić, że chrześcijańscy królowie i szlachta, a nawet chrześcijańscy papieże i biskupi, dla celów chrześcijańskich (takich jak wyprawy krzyżowe i katedry) używali pieniędzy, które można było gromadzić w takich stosach tylko przy pomocy lichwy, niekonsekwentnie piętnowanej przez tych samych ludzi, jako niechrześcijańskiej. Gdy zaś nadchodziły gorsze czasy, wydawali oni żydów na pastwę biedaków zrujnowanych tą użyteczną lichwą. Taki był rzeczywisty stan rzeczy, przemawiający na korzyść żydów, toteż bez wątpienia czuli się oni rzeczywiście uciśnieni. Na nieszczęście na korzyść chrześcijan przemawiał fakt, że i oni, z tą samą co najmniej słusznością, czuli w żydzie ciemiężcę. To zaś wzajemne oskarżanie się o tyranię stanowi semicki kłopot wszystkich czasów. Jest pewne, że głos ludu nie tłumaczył tego antysemityzmu brakiem miłosierdzia, ale po prostu uważał go za objaw miłosierdzia. Chaucer wsadza swą klątwę na okrucieństwa hebrajskie w usta przeoryszy o wielkim sercu, która płakała na widok myszy w łapce. Kiedy więc Edward, łamiąc dotychczasową regułę, według której władcy sprzyjali bogaceniu się swych bankierów, wyrzucił obcych finansistów z kraju, jego lud widział w nim zapewne najwyraźniej błędnego rycerza i ojca miłującego swój lud.

Można mieć różne poglądy na tę sprawę, w każdym razie taki obraz Edwarda daleki był od nieprawdy. Był on najsprawiedliwszym i najsumienniejszym okazem średniowiecznego monarchy. Te zaś właśnie jego cechy pozwalają dojrzeć tym wyraźniej działanie tej nowej siły, która miała pokrzyżować jego plany i w walce z którą zmarł. Będąc sprawiedliwym był on również zdecydowanym legalistą, należy zaś pamiętać — jeżeli nie chcemy po prostu przypisywać własnych poglądów epokom minionym — że w owych czasach wiele sporów miało charakter prawniczy. Różnic dynastycznych i feudalnych nie kojarzono jeszcze wówczas z niczym innym. W tym też duchu poproszono Edwarda o rozjemstwo w sprawie spornych roszczeń do tronu szkockiego. I w tym też rozumieniu rozsądzał on zupełnie, jak się zdaje, uczciwie. Jednakże za sprawą swego prawniczego, czy też, jakby to powiedział ktoś złośliwy, pedantycznego umysłu wstawił klauzulę, że król szkocki jest wasalem króla Anglii. Edward nie zrozumiał zapewne nigdy, jakiego ducha wywołał przeciw sobie, gdyż duch ten nie miał wówczas jeszcze nazwy. Dziś zwiemy go nacjonalizmem. Szkocja oparła się Edwardowi, a przygody wyjętego spod prawa rycerza Wallace’a dostarczyły jej rychło jednej z tych legend, które są ważniejsze od historii. W sposób praktykowany w owych czasach tak samo przynajmniej jak dziś, katoliccy księża szkoccy stali się partią patriotyczną i antyangielską, i nie przestali nią być nawet w czasie reformacji. Wallace został pobity i stracony, ale dach palił się już nad głową. Opowiedzenie się za sprawą narodową ze strony jednego z jego własnych rycerzy, nazwiskiem Bruce, wydało się staremu królowi zwykłą zdradą feudalnego prawa. W szale wściekłości, prowadząc nowy najazd, umarł on na samej granicy Szkocji. W ostatnich swych słowach wielki król polecił, by jego kości niesiono w pierwszym szeregu w czasie bitwy. Te olbrzymich rozmiarów kości pochowano w końcu z napisem nagrobnym „Tu leży Edward Wysoki, który był młotem na Szkotów”. Był to napis prawdziwy, ale w pewnym sensie dokładnie odwrotny od zamierzeń jego autorów. Edward był młotem na Szkotów, nie złamał ich jednak, ale wykuł. Bił bowiem w nich na kowadle i przekuwał ich na miecz.

Ten zbieg okoliczności, czy też bieg wypadków, często obserwowany w dziejach Anglii, na skutek którego (z takich czy innych powodów) nasi najpotężniejsi królowie pozostawiali swą władzę w stanie zachwianym, zaznaczył się pod następnym panowaniem, kiedy to odżyły spory pomiędzy baronami i północne królestwo pod Brucem wywalczyło sobie ostatecznie wolność w bitwie pod Bannockburn. Panowanie to jednak stanowiło tylko interludium, za następnego zaś króla widzimy dalszy rozwój nowej tendencji narodowej. Wielkie wojny francuskie, rozpoczęte przez Edwarda III, w których Anglia zyskała tyle chwały, nabierały charakteru coraz bardziej nacjonalistycznego. Uwzględniając nawet zmienionego ducha czasów, musimy najpierw uprzytomnić sobie, że Edward III podniósł w stosunku do Francji roszczenia równie legalne i dynastyczne, jak Edward I w stosunku do Szkocji. Roszczenia te były znacznie może słabsze co do treści, ale równie poprawne co do formy. Myślał on, czy nawet powiedział, że rości sobie prawo do królestwa, tak jakby jakiś ziemianin powiedział, że ma prawo do majątku. Sądząc powierzchownie, była to sprawa do rozpalrzenia przez prawników angielskich i francuskich. Ktokolwiek chciałby jednak wywnioskować z tego, że lud ówczesny był baranem, przechodzącym z rąk do rąk, wykazałby całkowity brak zrozumienia dziejów średniowiecza, jako że barany nie miewają związków zawodowych. Wojsko angielskie zawdzięczało dużo swej siły warstwie wolnych kmieci (yeomen). Piechota zaś, a szczególnie łucznicy, zawdzięczali swe powodzenie w dużej mierze temu ludowemu duchowi, który już pod Courtrai wysadził był z siodeł wysokie rycerstwo francuskie. Istota zagadnienia sprowadzała się jednak do tego, że podczas kiedy prawnicy gadali jeszcze ciągle o Prawie Salickim, to żołnierze, którzy dawniej byliby gadali o prawie cechowym czy ziemskim, gadali już teraz o prawie angielskim czy francuskim. W tym dążeniu do dopatrzenia się czegoś poza miastem, bractwem cechowym, powinnościami feudalnymi czy też ziemią gromadzką, przodowali Francuzi. Całą historię tej przemiany ukazuje fakt, że Francuzi zaczęli od dawna nazywać naród Większym Krajem. Francja była pierwszym z narodów i pozostała wzorem dla innych. Była jedynym narodem będącym narodem i niczym więcej. Ale w tym starciu Anglicy scementowali się równie silnie, toteż z prawdziwie patriotycznym poklaskiem spotkały się prawdopodobnie zwycięstwa pod Crecy i Poitiers, a na pewno późniejsze zwycięstwo pod Azincourt. To ostatnie zaszło dopiero po wewnętrznych przewrotach w Anglii, które rozważymy później. Nacjonalizm rósł w czasie ciągłych wojen z Francją. Równie ciągłym zjawiskiem była angielska tradycja legend, które zrodziły się po Azincourt. Znalazły one wyraz w niewyszukanych w formie, ale pełnych ducha balladach sprzed epoki wielkich pisarzy elżbietańskich. Henryk V Szekspira nie jest na pewno Henrykiem V z historii, ale jest bardziej historyczny. Jest on nie tylko osobą rozsądniejszą i sympatyczniejszą, ale również mającą większe znaczenie. Tradycja całej tej historii nie była bowiem tradycją Henryka, ale pospólstwa, które przerobiło Henryka na Harryego. W armii pod Azincourt było tysiąc Harrych, nie tylko jeden, toteż postać, którą Szekspir ulepił z legend wielkiego zwycięstwa, jest w dużej mierze wizerunkiem Anglika wieków średnich, tak jak go wszyscy ludzie widzieli. Nie mówił on sam co dzień wierszem, jak bohater Szekspira, ale byłby to chętnie czynił. Nie mogąc zaś mówić wierszem — śpiewał. Lud angielski ukazuje się nam we współczesnych opisach przede wszystkim jako lud śpiewający. Był on widocznie nie tylko ekspansywny, ale i skłonny do przesady. I pewno szarżował, nie tylko na polu bitwy. Piękny, krotochwilny obrazowy język, który przetrwał w komicznych pieśniach i codziennej mowie angielskich biedaków jeszcze po dziś dzień, narodził się szczęśliwie w epoce, kiedy Anglia stawała się narodem. Przetrwał on, mimo że współczesny biedak, pod naciskiem gospodarczego postępu, stracił częściowo wesołość i zachował tylko humor. Jednakże na tym przedwiośniu patriotyzmu nowa jedność państwa mało jeszcze ciążyła na biedakach i dlatego szewc w armii Henryka, który u siebie w domu myślałby najpierw o tym, że było to święto św. Kryspina, patrona szewców, mógł prawdziwie i szczerze wiwatować na cześć pogromu lanc francuskich gradem strzał, wznosząc okrzyki na cześć św. Jerzego i Wesołej Anglii.