— Proszę cię, Keltryn…
— Jestem twoją siostrą. Mam prawo wiedzieć.
— Przestań! Przestań!
Fulkari gwałtownie wstała, złapała ręcznik, zarzuciła go sobie na ramiona, jakby czuła potrzebę okrycia się czymś, nawet tylko symbolicznie i zaczęła wściekle chodzić w kółko. Była bardzo zła i zmieszana. Keltryn nie pamiętała, kiedy ostatnio widziała siostrę w takim stanie.
— Nie chciałam cię zdenerwować — powiedziała, starając się brzmieć pojednawczo. — Jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie. Nie wydało mi się niewłaściwe zapytać cię, czy zamierzasz wyjść za człowieka, którego niewątpliwie kochasz. Ale jeśli tak ciężko ci o tym mówić, przestaniemy. W porządku?
Fulkari rzuciła ręcznik i podeszła do siostry. Znowu usiadła koło niej. Burza minęła. Po chwili Keltryn odezwała się głosem jasnym od ciekawości.
— Jak to jest, Fulkari?
— Z nim?
— Z kimkolwiek. Wiesz, że sama nie mam o tym pojęcia. Nigdy nie…
— Nie! — krzyknęła Fulkari, szczerze zdumiona. — Mówisz poważnie? Nigdy? Wcale?
— Nie. Nigdy.
Zdawało się, że Fulkari z trudem w to wierzy. Keltryn myślała, że to całkiem niewinne wyznanie, ale teraz żałowała, że nie może cofnąć swoich słów. Czuła, że cała się rumieni. Wstydziła się swojej niewinności, nagości w towarzystwie siostry, swoich chudych ud, pośladków płaskich jak u chłopca, niepozornych, sterczących piersi. Siedząca obok Fulkari wyglądała jak bogini kobiecości.
Jednak jej ton był delikatny, czuły i łagodny.
— Przyznam, że naprawdę mnie zaskoczyłaś. Ktoś tak otwarty i żywy jak ty… Chodzący na lekcje fechtunku z bandą chłopców… Myślałam, że do tej pory byłaś już z dwoma, trzema, może więcej…
Keltryn potrząsnęła głową.
— Nie. Z nikim. Zupełnie z nikim.
— A nie sądzisz, że to już pora? — zapytała Fulkari, puszczając do niej oko.
— Mam tylko siedemnaście lat.
— Ja za pierwszym razem miałam szesnaście. I myślałam, że późno zaczynam.
— Szesnaście! No proszę — Keltryn potrząsnęła głową, zrzucając wodę z wilgotnych, rudozłotych loków. — Zawsze byłyśmy różne. Założę się, że jestem większą chłopczycą, niż ty kiedykolwiek byłaś — pochyliła się do Fulkari i zapytała cicho. — Kto to był?
— Madjegau.
— Madjegau? — Keltryn wydała z siebie tak szyderczy okrzyk, że aż zasłoniła usta dłonią. — Ale… on był takim matołkiem, Fulkari!
— Oczywiście. Ale wiesz, oni mogą być matołkami i mimo to pociągać. Szczególnie gdy ma się szesnaście lat.
— Muszę wyznać, że nigdy nie czułam pociągu do matołków.
— Nie zrozumiesz. To kwestia hormonów. Ja miałam szesnaście lat i byłam gotowa, a Madjegau był wysoki, przystojny i znalazł się we właściwym miejscu i czasie, i… no…
— No tak. Przyznaję, że nie rozumiem tego pociągu. Czy to boli, jak pierwszy raz w ciebie wchodzi?
— Odrobinkę. To nieważne. Skupiasz się na czym innym. Zobaczysz, Keltryn. Kiedyś, w niedalekiej przyszłości…
Teraz obie chichotały, siostry i przyjaciółki. Wszelkie niesnaski zniknęły.
— A po Madjegau było wielu innych? Przed Dekkeretem?
— Było… kilku. — Fulkari niepewnie spojrzała na siostrę. — Naprawdę nie wiem, czy powinnyśmy o tym rozmawiać.
— Możesz mi powiedzieć. Jestem twoją siostrą. Czemu miałabyś coś przede mną ukrywać? No dawaj. Kto jeszcze, Fulkari?
— Kandringo. Pewnie go pamiętasz. I Jengan Biru.
— To trzech! I Dekkeret.
— Nie wspomniałam jeszcze o Velimirze.
— Czterech! Wstydu nie masz, Fulkari! Jasne, wiedziałam, że jacyś na pewno byli. Ale czterech… — rzuciła Fulkari szybkie, ciekawskie spojrzenie. — Nie było ich więcej, prawda?
— Nie wierzę, że ci to opowiadam. Ale nie, Keltryn, innych nie było. Czterech kochanków. To nie tak wielu jak na pięć lat.
— I Dekkeret.
— I Dekkeret.
Keltryn znowu pochyliła się do Fulkari i spojrzała jej głęboko w oczy.
— On jest najlepszy, prawda? Lepszy niż pozostali razem wzięci. Wiem, że tak. Znaczy, nie wiem, ale myślę… jestem prawie pewna…
— Wystarczy, Keltryn. To absolutnie nie jest temat, który zamierzam omawiać.
— Nie musisz. Czytam odpowiedź z twojej twarzy. Jest wspaniały, jestem tego pewna. A teraz jest Koronalem. A ty zostaniesz królową świata. Och, Fulkari… Tak się cieszę! Nie potrafię ci powiedzieć, jak bardzo…
— Wystarczy, Keltryn — Fulkari wstała jednym szybkim, gniewnym ruchem i zaczęła zbierać ubrania. Zimno, z irytacją, powiedziała:
— Chyba pora, żebyśmy poszły.
Keltryn zrozumiała, że uderzyła w czuły punkt. Coś było nie tak, i to bardzo. Nie mogła pozwolić na takie ucięcie tematu.
— Nie zamierzasz go poślubić, Fulkari?
Lodowata cisza. Po chwili:
— Nie.
— Nie poprosił cię? Chce kogoś innego?
— Nie. Na oba pytania.
— Poprosił, a ty mu odmówiłaś? — powiedziała Keltryn z niedowierzaniem. — Dlaczego, Fulkari? Czemu? Nie kochasz go? Jest dla ciebie za stary? A może ty masz kogoś innego? Nie mogę przestać, Fulkari. Wiem, że ci to przeszkadza. Ale nie rozumiem, jak możesz…
Ku wielkiemu zdumieniu Keltryn, Fulkari nagle wyglądała na bliską łez. Próbowała to ukryć, odwróciła się szybko, stanęła twarzą do ściany i z furią przerzucała ubrania. Jednak Keltryn widziała, jak drżą jej ramiona, jakby z trudem tylko powstrzymywała łkanie.
Fulkari przemówiła ciemnym, wypranym z emocji głosem:
— Keltryn, kocham Dekkereta. Chcę za niego wyjść. Ale nie chcę wychodzić za Lorda Dekkereta.
Keltryn nie zrozumiała.
— Ale… co…
Fulkari obróciła się do niej.
— Czy masz pojęcie, co oznacza bycie żoną Koronala? Niekończąca się praca, obowiązki, oficjalne kolacje, przemowy! Powinnaś zobaczyć plan dnia lady Varaile. To koszmar. Nie chcę brać w tym udziału. Może jestem głupia, może jestem płytka i niemądra, ale nie umiem się zmienić. Dla mnie, ślub z Koronalem jest jak dobrowolne pójście do więzienia.
Keltryn gapiła się na nią. W głosie Fulkari było prawdziwe cierpienie, co to tego nie było wątpliwości. Poczuła przypływ współczucia, ale zaraz po nim, niemal natychmiast, przyszła irytacja, gniew, nawet oburzenie.
Zawsze myślała, że jest dzieckiem, a Fulkari dorosłą kobietą, ale nagle wszystko się odwróciło. W wieku dwudziestu czterech lat Fulkari wciąż chyba myślała, że jest małą dziewczynką. Ale czy uważała, że będzie nią do końca życia? Czy nie chciała niczego więcej poza przejażdżkami po łąkach, flirtowaniem z przystojnymi mężczyznami i czasem kochaniem się z nimi?
Keltryn wiedziała, że lepiej będzie nie naciskać na siostrę w tej kwestii. Mimo to, nie mogła powstrzymać naporu słów.
— Wybacz, że to powiem, Fulkari. Ale jestem zdumiona, że mi to mówisz. Jesteś zakochana w najbardziej pożądanym i najważniejszym mężczyźnie na świecie, który kocha cię i chce cię za żonę. On jednak będzie Koronalem, a ty twierdzisz, że bycie żoną Koronala to za ciężka praca? Muszę ci więc powiedzieć, że jesteś głupia, Fulkari, tak głupia, jak nikt wcześniej. Przykro mi, jeśli cię to boli, ale to prawda. Głupia. I powiem ci coś jeszcze: jeśli nie chcesz wyjść za Dekkereta, ja to zrobię. Jeśli tylko kiedyś mnie zauważy. Mogę przytyć dziesięć czy piętnaście funtów, żeby wyglądać jak ty, nauczę się robić to, co robią kobiety i mężczyźni i wtedy…