Выбрать главу

— Mogę spytać, czy planujesz wybrać Wysokiego Maga, kiedy twoje rządy oficjalnie się rozpoczną? Nie staram się o tę posadę. Powinieneś wiedzieć, o ile jeszcze nie jest ci to wiadome, że nowy Pontifex poprosił mnie, bym towarzyszył mu w Labiryncie, kiedy zakończy się ceremonia twojej koronacji.

Dekkeret skinął głową.

— Spodziewam się tego. Co się tyczy nowego Wysokiego Maga, muszę ci wyznać, Maundigandzie-Klimdzie, że nie zastanawiałem się nad tym. Obecnie czuję, że nie potrzebuję nikogo takiego.

— Ponieważ wszystko, co mógłby powiedzieć, uznasz za bezużyteczne?

— Zasadniczo tak.

— To twój wybór — oświadczył Maundigand-Klimd. Po jego tonie można było poznać, że ta kwestia w ogóle go nie obchodziła. — Tym niemniej, na razie w służbie Koronala wciąż jest Wysoki Mag i czuję się zobligowany do poinformowania nowego Koronala, że miałem pewną zaskakującą wizję, która może mieć znaczenie dla jego rządów. Były Lord Prestimion poradził mi, że właściwym będzie zwrócić twoją uwagę na to objawienie.

— Ach — powiedział Dekkeret. — Rozumiem.

— Oczywiście, jeśli wasza lordowska mość woli nie…

— Nie — przerwał Dekkeret. — Jeśli Prestimion uważa, że powinienem o tym usłyszeć, koniecznie mi o tym powiedz.

— Doskonale. Otóż stworzyłem przepowiednię na początek twojego panowania. Przykro mi powiedzieć, że omeny są nieco ponure i niepomyślne.

Dekkeret zareagował uśmiechem.

— Jestem więc szczęśliwy, że nie wierzę w przepowiednie. Łatwiej znosi się złe wiadomości, jeśli nie ma się wiary w ich treść.

— Zaiste, mój lordzie.

— Mógłbyś jednak dokładniej omówić te mroczne omeny?

— Niestety nie. Znam swoje ograniczenia. Wszystko otaczał opar wieloznaczności. Nic nie było naprawdę jasne. Wychwyciłem tylko wrażenie zmagania w przyszłości, odmowy złożenia hołdu, nieposłuszeństwo.

— Nie widziałeś twarzy? Nie słyszałeś imion?

— Wizje nie działają na tak dosłownym poziomie.

— Przyznaję, że nie widzę wielkiej wartości w przepowiedni tak ciemnej, że właściwie nic nie przepowiada — oświadczył Dekkeret. Zaczynał się niecierpliwić.

— Zgadzam się, panie. Moje wizje są wysoce subiektywne. To przeczucia, wrażenia, najdelikatniejsze doznania, możliwości, a nie konkretne szczegóły. Ale dobrze zrobisz, jeśli mimo to pozostaniesz wyczulony na niespodziewane zmiany okoliczności.

— Moje studia historyczne uczą, że mądry Koronal to właśnie powinien robić, nawet bez przewodnictwa magów. Ale dziękuję za radę. — Dekkeret ruszył w stronę drzwi.

— Był — powiedział Maundigand-Klimd na chwilę zanim Dekkeret wyszedł — jeden aspekt mojej wizji dość jasny, bym mógł go opisać w znaczący sposób. Dotyczył Potęg Królestwa, które zgromadziły się na Zamku, by odprawić jakąś ceremonię o istotnym rytualnym znaczeniu. Wyczułem ich aury zebrane wokół Tronu Confalume’a.

— Tak — odparł Dekkeret. — Na Zamku w tej chwili znajdują się wszystkie trzy Potęgi: moja matka, Prestimion i ja. Co dokładnie robiliśmy we trójkę w twoim śnie?

— Były tam cztery aury, panie.

Dekkeret w zdumieniu patrzył na maga.

— W takim razie twój sen wprowadził cię w błąd. Znam tylko trzy Potęgi Królestwa — wyliczył je na palcach. — Pontifex, Koronal, Panie Snu. Ten podział władzy liczy sobie tysiące lat.

— Bez wątpienia wyczułem czwartą aurę i była to aura Potęgi. Czwartej Potęgi.

— Twierdzisz, że pojawi się nowy uzurpator? Czy znowu odegramy historię z Korsibarem?

Su-Suheris wykonał su-suheryjski odpowiednik wzruszenia ramionami: częściowo cofnął rozwidloną kolumnę szyi i skulił do wewnątrz długie, sześciopalce dłonie.

— Nie ma dowodów, które potwierdziłyby tę hipotezę, panie. Osoba, która miała aurę czwartej Potęgi Królestwa, nosiła też wzorzec członka rodziny Barjazidów.

— Co?

— Nie ma co do tego wątpliwości, panie. Nie zapomniałem, że dwadzieścia lat temu sprowadziłeś na Zamek tego Venghenara Barjazida i, oczywiście, jego syna, Dinitaka, jako więźniów. Wzór duszy Barjazida jest niezwykle charakterystyczny.

— Tak więc Dinitak zostanie Potęgą! — krzyknął Dekkeret ze śmiechem. — Jakże ucieszy go ta wiadomość! — nonsensowna wiadomość, przekazana mu w kulminacyjnym momencie tej długiej i kłopotliwej rozmowy, wydała mu się cudownie zabawna. — Sądzisz, że spróbuje mnie odsunąć i zostać Koronalem? A może ostrzy sobie zęby na stanowisko Pani Wyspy?

Nic nie mogło wzruszyć nieprzeniknionej powagi Maundiganda-Klimda.

— Nie dość wierzysz w moje słowa, że wizje są subiektywne. Nie powiem, że Barjazid, spowity aurą Potęgi, był twoim przyjacielem Dinitakiem, ani też nie powiem, że tak nie było. Mówię tylko, że wyczułem wzorzec Barjazidów. Przestrzegam cię przed zbyt dosłowną interpretacją moich słów.

— Pewnie są inni Barjazidowie. Suvrael może być ich pełen.

— Tak. Przypominam ci o Khaymaku Barjazidzie, który niedawno usiłował wstąpić na służbę Lorda Prestimiona, ale został odesłany za radą jego własnego bratanka, Dinitaka.

— Racja. Brat Venghenara, oczywiście. Więc uważasz, że to on zostanie Potęgą? To wciąż nie ma sensu, Maundigandzie-Klimdzie!

— Po raz kolejny, panie, przestrzegam cię przez zbyt dosłowną interpretacją. Jest oczywiście absurdem, żeby pojawiła się nowa Potęga Królestwa, albo żeby członek klanu Barjazidów choćby aspirował do tego stanowiska. Mojej wizji nie można jednak od ręki zdyskredytować. Ma znaczenie symboliczne, którego w tej chwili nawet ja nie potrafię rozszyfrować. Ale jedno jest jasne: we wczesnych dniach twoich rządów będą kłopoty i będzie w nie zamieszany Barjazid. Więcej powiedzieć nie mogę.

9

— Wciąż nie śpisz? — zapytała Fiorinda.

Leżący obok Teotas wymamrotał potwierdzenie.

— Która w ogóle jest godzina?

— Nie wiem. Bardzo późna. Czemu nie śpisz?

— Chyba za dużo wypiłem — odpowiedział. Tego wieczora bankiet przed koronacją zdawał się trwać wiecznie, wszyscy zachowywali się jak ryczący, pijani głupcy, Prestimion i Dekkeret siedzieli obok siebie przy najwyższym stole, a dalej Septach Melayn, Gialaurys, Dembitave, Navigorn i pół tuzina innych członków rady, wszyscy w zaskakująco dobrych humorach. Na tę okazję z Muldemar przyjechał Abrigant i przywiózł ze sobą dziesięć skrzynek doskonałego wina z czasów Lorda Confalume’a. Nie było wątpliwości, że te dziesięć skrzynek zawierało teraz tylko puste butelki.

To była wymijająca odpowiedź. Teotas wiedział, że to nie z powodu wina wciąż nie spał. Wypił tyle, co inni. Ironią losu było, że dla niego był to zmarnowany napój — dla niego, księcia Muldemar, członka rodziny, która robiła najlepsze wino na świecie! Równie dobrze mógłby pić wodę. Jego niespokojna, wzburzona jak morze dusza spalała alkohol od razu, w ogóle na niego nie działał. Nigdy w życiu nie był naprawdę pijany, nie był nawet przyjemnie wstawiony i była to wysoka cena nawet za przywilej niecierpienia nigdy z powodu kaca.

To, co go męczyło, nie miało nic wspólnego z wieczorną rozpustą. Wiedział, że w dużym stopniu problemem był niepokój wywołany ogromem zmian, czekających na niego teraz, gdy Prestimion przestał już być Koronalem i miało rozpocząć się jego życie w Labiryncie.

W teorii Teotas nie miał odczuć poważnych skutków tego wydarzenia. Był najmłodszym z czterech książęcych braci z Muldemar, nie miał dziedzicznych obowiązków, był wolny i mógł robić, co chciał. Najstarszy, Prestimion, zawsze był pupilkiem przeznaczenia, szybko i bez przeszkód wznoszącym się na szczyt świata. Taradath, genialny, drugi pod względem starszeństwa brat zginął podczas wojny z Korsibarem. Na mocnego Abriganta przeszła władza nad rodzinnymi dobrami w Muldemar i mieszkał teraz w Domu Muldemar, jak czynili to przez wieki książęta tego miasta, zarządzał winiarzami i ferował sprawiedliwość wśród uwielbiających go obywateli.