Dekkeret znalazł te pokoje podczas jednej ze swoich wędrówek po Zamku i natychmiast je polubił. Były to przestronne komnaty wysokie na dwa piętra, o ścianach pokrytych malowidłami wyobrażającymi smoki morskie i niezwykłe stwory lądowe, turnieje rycerskie, cuda przyrody i wiele innych rzeczy we wspaniałym, średniowiecznym stylu. Wysoko w górze z sufitów — pomalowanych na jasne kolory, cynober, żółć, zieleń, błękit i pokrytych cienką warstwą przezroczystego lakieru, dzięki któremu lśniły jak kryształ — sączyło się ciepłe, odbite światło. Korytarze, zastawione po obu stronach rzędami książek, prowadziły do właściwej części biblioteki. Dekkeret co chwilę wracał do tego przyjemnego schronienia wewnątrz Zamku i w końcu polecił, by zamknięto jeden z jego segmentów, zwany Gabinetem Lorda Spurifona, i urządził w nim własne biuro. To właśnie tam przyjmował tego dnia Dinitaka Barjazida.
Przez jakiś czas rozmawiali cicho o mało ważnych sprawach: wizycie w wielkim mieście Stee, którą niedawno odbył Dinitak, planach Dekkereta na podróż tam i do sąsiadujących miast Góry i podobnych kwestiach. Dekkeret z łatwością zauważył, że w duszy przyjaciela skrywa się jakieś napięcie, ale pozwolił ustalać mu tempo rozmowy i stopniowo przejść do kwestii, która kazała mu udać się na tę prywatną audiencję u Koronala.
— Czy widywałeś się ostatnio z księciem Teotasem, wasza lordowska mość? — zapytał Dinitak, a w jego tonie czuć było nowe napięcie.
Dekkereta zaskoczyła ta niespodziewana wzmianka o Teotasie. Ten problem i dla niego stał się drażliwy.
— Widuję go czasami, lecz niezbyt często — odparł. — Ponieważ wciąż nie rozwiązaliśmy kwestii, kto będzie następnym Wysokim Doradcą, zdaje się, że mnie unika. Nie chce odrzucić tej nominacji, ale nie potrafi też zmusić się do jej przyjęcia. Winię za to Fiorindę.
Chłodne, świdrujące oczy Dinitaka wyraziły zaskoczenie.
— Fiorindę? Co ona ma wspólnego z twoim wyborem Wysokiego Doradcy?
— Jest żoną tego, którego wybrałem, nieprawdaż, Dinitaku? A to powoduje komplikacje, których nigdy nie brałem pod uwagę. Pewnie wiesz, że pojechała do Labiryntu z Lady Varaile i zostawiła Teotasa tutaj. — Dekkeret, zirytowany, przerzucał papiery na biurku. Omawianie kłopotliwej sprawy Teotasa, nawet z Dinitakiem, złościło go. — Nie spodziewałem się, że każe Teotasowi wybierać między zostaniem Wysokim Doradcą a pozostaniem przy żonie.
— Uważasz, że to aż tak poważne?
Dekkeret zgarnął papiery na stos nerwowym ruchem.
— A skąd mam wiedzieć? Teotas praktycznie ze mną teraz nie rozmawia. Z jakiego innego powodu miałby się wahać, czy przyjąć to stanowisko? Jeśli Fiorinda postawiła mu jakieś ultimatum na temat życia w Labiryncie, to nie może tu zostać i być Wysokim Doradcą, o ile nie chce rozpadu swojego małżeństwa. Kobiety!
Dinitak uśmiechnął się.
— To trudne istoty, prawda, panie?
— Nigdy nie przyszło mi do głowy, że przedłoży pozostanie damą dworu przy Varaile nad szansę, by jej mąż objął pozycję na Zamku niższą tylko od mojej własnej. Tymczasem Septach Melayn już jest w Labiryncie jako Wysoki Rzecznik Prestimiona, a stanowisko Wysokiego Doradcy pozostaje puste. Poza tym Teotas wygląda jak strzęp człowieka. To wszystko musi go wykańczać.
— Tak, wygląda bardzo źle — przyznał Dinitak. — Wydaje mi się jednak, że problem z Fiorindą nie jest jedyną rzeczą, która tak źle na niego działa.
— Co mówisz? Co jeszcze się dzieje?
Dinitak spojrzał Dekkeretowi w oczy.
— Ostatnimi czasy Teotas nie raz szukał mojego towarzystwa. Pewnie wiesz, że nigdy nie byliśmy bliskimi przyjaciółmi. Teraz jednak przeżywa katusze i błaga o pomoc, a nie waży się iść do ciebie z powodu sprawy z Wysokim Doradcą, której nie umie rozwiązać. Zamiast tego przyszedł do mnie. Być może miał nadzieję, że porozmawiam z tobą o nim.
— I to robisz teraz. Ale jak mogę pomóc? Mówisz, że cierpi. Ale jeśli nie może się zdecydować w sprawie tak ważnej, jak zostanie Wysokim Doradcą…
— To nie ma nic wspólnego z tym stanowiskiem, mój panie. Nie bezpośrednio.
Dekkeret, zagubiony i coraz bardziej zniecierpliwiony, szczeknął ostro:
— To o co chodzi?
— Dekkerecie, on otrzymuje przesłania. Noc w noc, potworne sny, najstraszniejsze koszmary. Dotarł do momentu, kiedy nie pozwala sobie na sen.
— Przesłania? Przesłania są dobre, Dinitaku.
— Przesłania Pani Wyspy owszem. Ale te nie pochodzą od niej. Pani nie zsyła snów o potworach i demonach, goniących ludzi po przeklętych okolicach. Ani snów, które przekonują cię o twojej całkowitej bezwartościowości i sprawiają, że wierzysz, iż wszystko, co zrobiłeś w życiu, było oszukańcze i godne pogardy. Mówi, że czasami budzi się w nocy i się nienawidzi. Nienawidzi.
Dekkeret znowu zaczął nerwowo przekładać papiery.
— W takim razie Teotas powinien spotkać się z tłumaczem snów i oczyścić sobie głowę. Na Boginię, Dinitaku, to szaleństwo! Zaproponowałem najważniejszą pozycję w moim rządzie człowiekowi, który zdaje mi się mieć po temu idealne kwalifikacje, a teraz odkrywam, że jej nie przyjmie, bo nie pozwala mu żona, a poza tym jest skołowany z powodu paru złych snów! Dobrze, to proste. Wycofam moją propozycję i Teotas będzie mógł popędzić do Labiryntu, żeby być z Fiorindą. Może stary Dembitave chce zostać Wysokim Doradcą. Albo może uda mi się ściągnąć Abriganta z Muldemar. Albo poproszę któregoś z młodszych książąt, na przykład Vandimaina…
— Mój panie — przerwał Dinitak. — Przypominam, że powiedziałem, iż Teotas otrzymuje przesłania.
— To zdanie nie ma dla mnie sensu.
— Mam na myśli, że ktoś z daleka umieszcza te sny w umyśle Teotasa. Wciąż uważasz, że Pani Snów jest jedyną osoba na świecie, która może wejść do śpiącego umysłu.
— A nie jest tak?
— Pamiętasz, Dekkerecie, pewien hełm, drobiazg z metalowej plecionki, którego mój zmarły ojciec użył przeciwko tobie dawno temu, kiedy podróżowałeś po Pustyni Skradzionych Snów w Suvraelu? Pamiętasz późniejszą wersję tego urządzenia, której sam użyłem w twojej obecności, podobnie jak Lord Prestimion, kiedy walczyliśmy ze zbuntowanym Dantiryą Sambailem? Ten hełm daje możliwość wchodzenia w umysły z ogromnej odległości. Sam Prestimion może to potwierdzić, jeśli go spytasz.
— Ale te hełmy i wszystkie dokumenty dotyczące ich budowy są trzymane pod kluczem w Skarbcu Zamku. Nikt się do nich nie zbliżał od lat. Próbujesz mi powiedzieć, że zostały skradzione?
— Bynajmniej, panie.
— Czemu więc o nich rozmawiamy?
— Z powodu snów, które ma Teotas.
— Dobrze. Tak więc Teotas ma bardzo złe sny. To nie jest błaha sprawa. Ale koniec końców, sny są tylko snami. Tworzymy je z ciemności naszych własnych dusz, chyba że zostaną one w nas umieszczone z zewnątrz, a to potrafi tylko Pani Wyspy. A ona nigdy nie zesłałaby snów takich, jakie mówisz, że ma Teotas. I przed chwilą przyznałeś, że mamy jedyną maszynę, która potrafi tego dokonać, a jest nią hełm, używany kiedyś przez twojego ojca.
— A jak możesz być pewien — zapytał Dinitak — że urządzenia, które trzymasz w Skarbcu, są jedynymi istniejącymi? Znam działanie hełmu, mój lordzie. Wiem, co może zdziałać. To, co dzieje się z Teotasem, jest podobne do tego, co można nim osiągnąć.