Выбрать главу

Wysunął dłoń spod spódnicy. Była zbyt niewinna jak na to, co miał ochotę zrobić. Jeszcze nie dziś, pomyślał. Ale niedługo, pewnej nocy to zrobię.

– Dlaczego przestałeś? – zapytała ze szczerą ciekawością.

Delikatnie pocałował ją w usta i zaczął okrywać ją ponadrywaną halką. Pokiwał głową nad porwaną materią.

– Jak to wyjaśnisz swojej służącej? – zastanawiał się głośno.

– Pozbędę się halki, żeby tego nie zauważyła – powiedziała Autumn. – Dlaczego przestałeś, Sebastianie. Bardzo podobały mi się twoje zabiegi.

– Ponieważ – powiedział, po części szczerze – obawiałem się, że nie byłbym w stanie się opanować w twojej obecności, chérie. Jesteś znacznie bardziej kusząca, niż sądziłem, Autumn. Obawiam się, że gdybyśmy posunęli się dalej, nie mógłbym się powstrzymać.

Podniósł górę jej sukni i pomógł jej ją założyć, zapiął guziki zawiązał wstążki.

– A może ja nie chciałam przestawać? Wstał i pociągnął ją w górę.

– Jesteś niewinna, chérie. Od tej pory będziesz mi musiała zaufać i powierzyć wszelkie decyzje w tej kwestii.

– Ale będziesz bardzo francuskim mężem, n'est – ce pasł - zażartowała, stanęła na palcach i pocałowała go.

– Oui - zgodził się ze śmiechem. – Fakt, że ty nie będziesz typową francuską żoną, będzie mnie doprowadzał do szału.

– Oui - przyznała z uśmiechem. – Chodźmy, monseigneur. Skoro nie będziesz już mnie uwodził, mogę zaprowadzić cię do twego pokoju. Będziesz nocował obok mamy. Mój pokój jest po drugiej stronie. Zanim zaśniesz, pomyśl o tym, jak niedaleko siebie śpimy.

Zaprowadziła go na górę, wskazała drzwi do jego sypialni i zniknęła. Sebastian uśmiechnął się smutno i wszedł do sypialni. W narożnym kominku płonął niewielki ogień. Przy łóżku świeciła się świeczka, a na pościeli rozłożono jego nocną koszulę. Na szafce przed łóżkiem znalazł miskę z wodą i ściereczkę do wytarcia. Rozebrał się i umył na tyle, na ile mógł, po czym uniósł koszulę nocną i wsunął ją na siebie. Dopiero teraz zauważył, że pod nią leżał równo poskładany liścik. Wziął go do ręki i otworzył.

– Będę jutro w Chermont. D'Albert – przeczytał. – Merde! - zaklął.

Dlaczego teraz? Dlaczego, kiedy zaczął naprawdę zalecać się do Autumn? Jakiż mógłby teraz podać powód wyjazdu z Belle Fleurs, choćby na krótko? Zresztą jeśli chodzi o d'Alberta, sprawa mogła się przeciągnąć. Tak czy siak, pomyślał Sebastian, nie mam innego wyjścia. Zastanawiał się nad wymówką, którą jutro poda Autumn i która na pewno i tak ją rozzłości. Jeszcze tylko kilka miesięcy i król będzie bezpiecznie zasiadał na tronie, a wtedy wszyscy odetchną z ulgą.

Obudził się o świcie, jak miał w zwyczaju. Ubrał się szybko i wyszedł z pokoju. W salonie jeszcze nikogo nie było, ale w stajni spotkał Red Hugha.

– Dzień dobry, monseigneur – odezwał się Szkot.

– Bonjour, Hugh. Powiedz panience Autumn, że pojechałem do Chermont dopilnować sadzenia nowych winorośli i wrócę najszybciej, jak tylko będę mógł. Przepraszam, że muszę wyjechać bez uprzedzenia, ale kiedy się obudziłem, zdałem sobie sprawę z tego, że dziś czeka mnie praca. To nowe odmiany winorośli, i muszę dopilnować, by posadzono je właściwie, w przeznaczonym dla nich miejscu.

Uśmiechnął się i nie dodając nic więcej, wsiadł na konia przyprowadzonego przez stajennego. To była kiepska wymówka, pomyślał, jadąc w stronę domu, ale będzie musiała wystarczyć. D'Albert był częścią jego życia, której prawdopodobnie nigdy nie będzie musiał wyjaśniać Autumn, ponieważ cała sprawa zakończy się jeszcze przed ślubem, planowanym pod koniec lata. Dotarł do głównej drogi i ruszył kłusem. Wkrótce znalazł się przy wjeździe do Archambault. Potem, gdy słońce całkiem wynurzyło się zza horyzontu, dojechał do Chermont. Zsunął się z konia, a stajenny natychmiast zaprowadził zwierzę do stajni. Markiz wszedł do zamku. W jadalni znalazł d'Alberta spożywającego śniadanie. Usiadł z nim przy stole i zapytał:

– Skąd wiedziałeś, gdzie jestem?

– Służący mi powiedział. Czy to była tajemnica, Sebastianie?

Wsunął kawałek chleba do ust.

– Żenię się. Zacząłem się zalecać do mojej przyszłej małżonki – odparł markiz i pociągnął spory łyk wina.

– Jaka ona jest?

– Piękna, urocza i zupełnie nieznośna. To Szkotka – wyjaśnił. – Będzie wściekła, kiedy się obudzi i dowie, że wyjechałem.

– Przykro mi – odparł uspokajająco d'Albert. – Niestety, trzeba wykonać pewne zadanie dla mego pana. Dama jest wciąż w Chenonceaux, ale jutro jadą do Paryża. Musimy działać szybko, nim ten fanfaron d'Orleans i jego kłopotliwi przyjaciele w Paryżu przysporzą nam kolejnych problemów. Nie wyobrażasz sobie nawet, jak trudno było utrzymać te wszystkie wilki i lisy z daleka przez ostatnie osiem lat. Najbardziej w świecie pragnęli zawładnąć osobą króla, by móc zmienić ostatnią wolę jego ojca i rządzić Francją w imieniu syna. Czy wiesz, jaka by z tego wynikła tragedia?

Markiz d'Auriville skinął ze zrozumieniem, a potem się odezwał:

– Owa dama lubi perfumowane rękawiczki. Mógłbym zawieźć jej parę i powiedzieć, że miałem zamiar ją odwiedzić i je przywieźć.

– Masz takie? – zapytał d'Albert.

– Oui. Zamierzałem je dać przyszłej teściowej, ale po prostu dam tę parę naszej damie, a po drugą poślę do Nantes. – Wstał od stołu. – Chodźmy, d'Albert. Pójdziemy do biblioteki, tam powiesz mi, w czym rzecz. Jeśli wyjeżdżają jutro, będę musiał pojechać tam dziś po południu.

– Czy mam powiedzieć mistrzowi, że się żenisz? – zapytał d'Albert, kiedy wychodzili z salonu.

– Oui. Powiedz mu też, że kiedy już się ożenię, nie będę mógł dłużej się w to angażować. To byłoby niebezpieczne. Nie chcę w takie sprawy mieszać Autumn. Poza tym, gdyby ona była w jakikolwiek sposób zagrożona, ja stałbym się zupełnie bezbronny, a to pociągałoby za sobą ryzyko. On to zrozumie. Mamy zamiar pobrać się pod koniec lata.

– Powiem mu, ale sam wiesz, monseigneur, że jeśli postanowi dalej korzystać z twoich usług, nie będziesz miał wyjścia. Zresztą to służba dla Francji!

Sebastian się roześmiał.

– Powiedz mi, co muszę wiedzieć – odparł. Dla Francji, pomyślał i o mało się znów nie roześmiał. Jedyna różnica między książętami krwi i kardynałem Mazarin polegała na tym, że kardynał naprawdę oddany był królowi i dbał o jego interesy. Choć to oddanie przyniosło mu władzę, o jakiej inni mogli tylko pomarzyć, nic sobie z tego nie robił.

Późnym popołudniem pojechał do Chenonceaux. Tak się szczęśliwie złożyło, że król i jego matka wracali właśnie z polowania ze służbą. Markiz zdjął kapelusz i skłonił głowę, nie schodząc z siodła. Król powitał go.

– Monsieur le marquiz d'Auriville, prawda? Co pana sprowadza z powrotem do Chenonceaux i jak się miewa piękna lady Autumn? Obiecała mi przyjechać na dwór, kiedy wybuduję mój nowy pałac.

– Powiedziała mi o tym, Wasza Królewska Mość. Mamy się pobrać latem, pod koniec sierpnia. Wróciłem, ponieważ mam podarunek dla pańskiej matki. Kiedy tu byłem wcześniej, zapomniałem go ze sobą zabrać. Nie chciałem, byście wyjechali z Chenonceaux bez niego, Wasza Wysokość – rzekł i uśmiechnął się czarująco.