Выбрать главу

– Jest pan bardzo uprzejmy, monseigneur - rzekła królowa Anna i skierowała konia bliżej. Wsunęła się między syna i markiza. – Proszę się do nas przyłączyć. Napijemy się wina. Wtedy ofiaruje mi pan swój podarek.

– Dziękuję, Wasza Wysokość – powiedział wesoło. Nagle ciszej dodał, żeby nikt nie słyszał: – Mam dla was wiadomość od d'Alberta.

Królowa Anna skinęła porozumiewawczo i odwróciła się do syna.

Wjechali na podwórze i stamtąd przeszli do pałacu. W sali reprezentacyjnej służba uwijała się, nalewając wino i podając słodkie wafle. Rozmawiali o polowaniu, które zajęło większość dnia. Kiedy d'Orleans zaczął się przechwalać, królowa wzięła markiza na stronę.

– Szybko! – powiedziała tylko.

– Dobrze się stało, że Wasza Wysokość ogłosiła Pierre Seguiera kanclerzem, odebrała pieczęcie królewskie z rąk Chateauneuf i dała je panu Mole. Teraz musi pani ogłosić hrabiego de Chavigny, zaufanego Kondeusza, ministrem. To rozwścieczy d'Orleansa. Gondi zostanie sam, bo wydawać się będzie, iż książęta krwi odzyskali łaski króla. Potem proszę stopniowo zmniejszać wpływy Kondeusza. Wasza Wysokość musi się spotkać z arcybiskupem i zaproponować mu kapelusz kardynalski. Wszystkie polityczne stronnictwa osłupieją z tego powodu. W lipcu proszę udawać, że ulegacie całkowicie ambicjom Kondeusza i odprawić trzech sprzymierzeńców kardynała: Semena, Lionne'a i Le Telliera. Kondeusz musi mieć złudne poczucie bezpieczeństwa. Pod koniec miesiąca trzeba się wam będzie pod byle pretekstem poróżnić z Kondeuszem i sprawić, by to on wydał się wszystkim agresorem. Do tego czasu zdążę przekazać kolejne instrukcje.

Kiedy skończył mówić, podał królowej Annie pięknie zawinięty podarunek i skłonił się nisko.

Królowa teatralnym gestem rozwinęła złotą materię. Uniosła parę rękawiczek i zawołała z zachwytem:

– Mój drogi markizie, są przepiękne.

Przymierzyła je i trzymając dłonie przed sobą, podziwiała prezent wykonany z wyjątkowo miękkiej koźlęcej skóry w kolorze śmietany, obszywane perłami i niewielkimi różowymi kryształkami, podszywane różowym jedwabiem. Powąchała je.

– Są perfumowane! Takie właśnie uwielbiam! Och, nie mógł mi pan podarować nic piękniejszego. Ludwiku! Chodź i zobacz piękne, perfumowane rękawiczki, które przywiózł mi markiz! – Uśmiechnęła się do Sebastiana i powiedziała cicho: – Rozumiem wszystko i będę oczekiwała kolejnej wiadomości od niego. Dziękuję. Nie wiedziałam, że tu, pośród winnic, również ma przyjaciół.

– Przyjaciół mamy wszędzie, madame. Proszę w to nie wątpić. Wiem, że czasem wydaje się Waszej Wysokości, że została pozostawiona sama sobie, ale to nieprawda. Odwagi! Zostało jeszcze ledwie kilka miesięcy i król będzie rządził wszystkim. Wszyscy oczekujemy tego dnia z niecierpliwością.

Markiz ucałował dłoń królowej i skłonił się nisko.

– Pokaż mi swój nowy skarb, mamo – odezwał się król, podchodząc i ujmując dłonie matki. – Och, wspaniałe! Co za robota. Skąd pochodzą te rękawiczki, panie markizie?

– Zrobiono je we Florencji, Wasza Wysokość, ale kupiłem je od kupca w Nantes, który je tu sprowadza – odparł Sebastian.

– Proszę mi podać jego nazwisko. Jeszcze nigdy nie widziałem tak pięknych rękawiczek. – Król odwrócił się nieznacznie. – Maurice zdobądź od markiza potrzebne informacje, nim nas opuści. – Znów spojrzał na Sebastiana. – Zostanie pan na kolacji, markizie?

– Jeśli Wasza Wysokość wybaczy, wolałbym wrócić do Belle Fleurs; wyjechałem o świcie. Autumn spodziewa się, że wrócę jeszcze dzisiaj. Jeśli wyjadę niezwłocznie, może uda mi się dotrzeć tam przed zmrokiem. Jeśli Wasza wysokość pozwoli, od razu się oddalę.

Skłonił się królowi.

– Jest bardzo piękna i niezwykle kusząca, monseigneur - zauważył Ludwik. – Nie mogę pana winić. Też wolałbym jej towarzystwo od kolacji z królem. Może się pan oddalić. Dziękuję za piękny prezent dla mojej matki.

Ludwik nieznacznie skinął głową, co oznaczało, że audiencja się skończyła.

Markiz znów się ukłonił królowi, a potem królowej Annie i wycofywał, póki oboje nie odwrócili się tyłem do niego. Jeden z sekretarzy króla, monsieur Maurice, podszedł i dowiedział się, gdzie można kupić rękawiczki. Markiz już wychodził z zamku, kiedy podszedł do niego książę Gaston d'Orleans. Zagrodził mu drogę i odezwał się:

– Po co pan tu dziś przyjechał, monsieur!

– Przywiozłem parę rękawiczek, które miałem zamiar podarować królowej, kiedy tu byłem wcześniej, ale zapomniałem ich zabrać. Dowiedziałem się, że jutro król wyjeżdża, wróciłem więc z podarunkiem. Dlaczego pan o to pyta, książę? Coś się stało?

– Dlaczego przywiózł jej pan podarunek? – zapytał książę.

– A dlaczego ktokolwiek darowuje cokolwiek królowej? W nadziei pozyskania sobie przychylności, zwłaszcza gdy będzie jej potrzebował, choć wątpię, by para perfumowanych rękawiczek na wiele się zdała. – Zaśmiał się. – Dlaczego pan pyta?

– Król jest w niebezpieczeństwie – rzekł książę konspiracyjnym tonem. – Królowej nie można ufać, a jej sługus, kardynał, tylko czyha na okazję, by móc rządzić Francją.

– W takich sprawach nie mam rozeznania, monsieur le prince. Trzeba wierzyć, że będzie dobrze i nie martwić się – rzekł. Odwrócił się i wyszedł na podwórze, gdzie czekał już na niego koń.

– Głupiec! – mruknął książę. – Mimo tytułu i nazwiska to tylko prosty wieśniak. Zaczynam widzieć nieistniejące spiski. Niech tego Mazarina piekło pochłonie! Przez niego zaczynam popadać w szaleństwo!

Markiz wsiadł na konia i wyjechał z Chenonceaux. Książę, oczywiście, o niczym nie wiedział, ale kiedy się spiskuje, nawet najbłahsze sprawy mogą spowodować strach. Uśmiechnął się do siebie rozbawiony sytuacją. Kardynał budził strach u ludzi, którzy mieli wobec króla złe zamiary. Sebastian nigdy nie poznał Julesa Mazarina, ale zaangażował się w działalność spiskową kardynała dzięki siostrze, zakonnicy. Jeanne Marie podziwiała oddanie, pobożność i uczciwość kardynała. Wychowana na wsi, była dziewczyną rozsądną i praktyczną i odpowiadało jej pragmatyczne podejście do życia tego człowieka.

Siostra była starsza od Sebastiana o pięć lat. Nie widział jej od dziesięciu lat, kiedy to przyjechała do Chermont z wizytą. Powiedziała mu wtedy, że rozglądała się w okolicy w nadziei, że znajdzie nowe miejsce do wybudowania zakonu. Poinformowała go, że zamieszka z nim na jakiś czas, by mogli powspominać dawne czasy. Obwieściła to, będąc w towarzystwie pól tuzina smętnolicych zakonnic, które jej towarzyszyły. Nie znały jej dość dobrze, aby wiedzieć, że nigdy z Sebastianem nie byli sobie na tyle bliscy, by warto cokolwiek wspominać. Miał pięć lat, kiedy oddano ją do zakonu, a dziesięć, kiedy zdecydowała, że chce poświęcić życie Bogu.

Oczywiście powitał siostrę i jej towarzyszki podróży w Chermont bardzo uprzejmie i zaproponował całe skrzydło zamku tylko do ich dyspozycji. Jego ksiądz, ojciec Hugo, był zachwycony, kiedy wszystkie przybyły na poranną mszę. Potem Jeanne Marie wzięła brata na stronę i wyjaśniła, co dzieje się w Paryżu od dnia śmierci króla Ludwika XIII. Królowa Anna sprzymierzyła się z kardynałem i starają się utrzymać małego króla z dala od łap złych ludzi, którzy mają na względzie jedynie własne interesy. Przemowa siostry była niezwykle dramatyczna, a Sebastian słyszał wcześniej plotki potwierdzające, że siostra mówi prawdę.