Выбрать главу

Autumn odsunęła się od niego. Widział w jej oczach determinację. Nigdy wcześniej tak na niego nie patrzyła.

– To ja powinnam się obawiać, monseigneur - powiedziała. – A co będzie, jeśli okaże się, że nie podobają mi się obowiązki małżeńskie? – Zachichotała. – Choć to raczej mało prawdopodobne. Kobiety w mojej rodzinie znane są z tego, że potrafią być namiętne… ale też wierne. Nie zdradzamy naszych mężów. Chcę być żoną, nim skończę dwadzieścia lat, a będzie to w październiku. Powinniśmy więc wyznaczyć datę ślubu na ostatni dzień sierpnia. Ponieważ w twoich oczach wciąż widzę niepewność, chérie, powiem ci, że cię kocham. Nie wyznaczałabym daty naszego ślubu, Sebastianie, gdybym nie była tego pewna.

– Dlaczego mnie kochasz? – zapytał nagle.

– Bo masz dobre serce i jesteś lojalny, bo kochasz swoją ziemię, bo jesteś niezwykle przystojny i za każdym razem, kiedy przychodzisz, moje serce bije żywiej, ponieważ leżałam w nocy, nie mogąc spać i zastanawiałam się, jak będą wyglądały nasze dzieci. Jeśli to nie miłość, Sebastianie, to przynajmniej dobry początek, a mnie to wystarczy. Nie mogę nawet myśleć o poślubieniu innego mężczyzny, ale wiem na pewno, że pragnę poślubić ciebie. Zrozumiałam, że miłość jest jak mgła, trudno ją dotknąć i opisać. Po prostu człowiek wie, że kocha.

Ucałował ją żarliwie i uśmiechnął się, gdy na nią spojrzał. Jego oczy błyszczały szczęściem.

– Wiedziałem to już tego dnia w lesie – powiedział. – Wiedziałem, ale się bałem!

Autumn dotknęła jego pociągłej twarzy.

– Już nigdy nie będziesz musiał się bać, monseigneur.

Pocałowała go, oddając się bez reszty jego pożądaniu.

Po raz pierwszy czuł naprawdę, że w żaden sposób mu się nie opiera. Jakby się z nim połączyła. Czuł jej miękkie usta, ofiarowujące mu się całkowicie. Zadrżał pod wpływem rosnącego pożądania. Wsunął dłonie w jedwabiście gładkie, ciemne włosy i przytrzymywał twarz, okrywając ją pocałunkami. Ustami dotykał jej powiek, całował je, potem czoło, policzki i czubek nosa. Wrócił do ust, które należały do niego już na zawsze. Objęła go za szyję i przytuliła się mocno. Westchnęła i wyprężyła się pod wpływem przyjemności, jaką sprawiały jej gorące pocałunki.

Nie opierała się i nie protestowała, kiedy znaleźli się na podłodze przed kominkiem. Nie okazała strachu, gdy jego doń wsunęła się pod spódnicę i odsunęła halki tak wysoko, że czuła na skórze chłodne, wieczorne powietrze. Dłonią pieścił jej brzuch, nogi, wnętrze ud. Palce wsunął pomiędzy ciemne włosy okrywające wzgórek Wenery. Jeden palec wsunął łagodnie pomiędzy wargi. Autumn zadrżała.

– Muszę przestać – powiedział.

– Nie! – odparła niemal natychmiast.

Była podniecona i mokra. Wsunął palec głębiej, szukając bouton d'amour. Kiedy go odnalazł, potarł ostrożnie. Czuł, jak zaczyna nabrzmiewać pod wpływem pieszczoty, a Autumn poruszała się nerwowo pod jego dłonią. Nagle zakrzyknęła, jej ciało zesztywniało na chwilę, a potem odprężyła się i westchnęła głośno. Pochylił się i pocałował usta Autumn, wsuwając język, by przez chwilę dotknąć jej języka. Nie cofnął dłoni z jej wzgórka łonowego. Zaczął pieścić raz jeszcze.

– Znowu? – zapytała zdziwiona, ale nie niezadowolona.

– Tym razem będzie coś więcej – rzekł.

Była tak cudownie mokra. Tak bardzo chciał wsunąć głowę pomiędzy jej miękkie uda i zasmakować rozkoszy, ale wiedział, że ona nie jest jeszcze gotowa na te cudowne igraszki. Zaczął ostrożnie, ale zdecydowanie wsuwać palec do jej otworu miłości. Westchnęła zaskoczona, ale ukoił ją pocałunkami. Przerwał na chwilę i pocieszał pieszczotami, by po chwili znów naciskać.

Autumn przez chwilę sądziła, że nie jest w stanie oddychać, ale potem nabrała powietrza w płuca. Ta pieszczota była niezwykle intymna i zaborcza. Dziewczyna nie była na tyle niewinna, by nie zrozumieć, że palec zastępuje teraz jego męskość. Przycisnęła się do jego dłoni, pragnąc, aby bardziej się zagłębił, choćby jeszcze odrobinę. Przez chwilę palec zachęcał ją, by otworzyła się dla niego jak kwiat, ale potem przestał.

– Nie! Nie! – skarżyła się cicho. – Jeszcze, monseigneur. Jeszcze!

Ale palec wysunął się delikatnie.

– Nie, chérie, dziewictwo chciałbym posiąść jak należy.

Pocałował ją w usta i pociągnął w dół spódnicę.

– Więc weź je teraz! – rzuciła zdeterminowana. – Chcę cię poczuć w sobie, Sebastianie! Nie rozumiem dlaczego, ale wiem, że cię potrzebuję!

Usiadł i przytulił ją do siebie. Delikatnie gładził jej włosy.

– Namiętność jest dla ciebie czymś nowym, ma petite. Nie wątp nigdy w to, że cię pragnę, ale chcę, byśmy zaczęli odkrywać wspólnie granice namiętności dopiero w noc poślubną. Nie wcześniej. Do dnia ślubu nie dotknę cię nawet, Autumn. Muszę to przerwać, by cię nie wziąć siłą, choć pewnie, gdybyś wiedziała jak to uczynić, sama wzięłabyś mnie siłą, chérie.

Zaśmiała się słabo i bez śladu zawstydzenia powiedziała:

– Oui!

Leżeli razem w milczeniu przez jakiś czas, aż w końcu Autumn wstała. Ruszył za nią i razem weszli po schodach. Stanęli przed drzwiami jej sypialni. Przyciągnął ją do siebie i znów pocałował. Odpowiedziała pocałunkiem, a potem uśmiechnęła się, potrząsając głową.

– Dlaczego za każdym razem, kiedy mnie całujesz, mam ochotę zedrzeć z siebie ubranie? – zastanawiała się na głos. – Twoje ubranie też mam ochotę zedrzeć.

Zaśmiał się.

– Ależ z ciebie bezwstydna dziewucha.

– Ale tylko wobec ciebie, monseigneur – zapewniła szczerze, spoglądając mu prosto w twarz.

Nie odrywał od niej oczu.

– Wiem – odparł ze zrozumieniem. – Wiem, ma petite, że w niczym nie przypominasz Elizy. Posłuchaj mnie, Autumn. Jutro wrócę do Chermont. Nie mogę pozostać w Belle Fleurs, bo zbyt cię pragnę, a ty pragniesz mnie. Chcę, żeby twoja mama przyjechała do mojego zamku za kilka dni i zobaczyła, gdzie będziesz mieszkała, żeby obejrzała sobie dom, którego wkrótce będziesz panią. Jeśli następne dwa miesiące spędzisz na przygotowaniach do ślubu, czas szybko minie. Trzydziesty pierwszy sierpnia to dobra data, tuż przed zbiorami. Zatem zgoda? – Zgoda – odparła Autumn z uśmiechem.

ROZDZIAŁ 9

– Stałeś się równie podejrzliwy jak ja, mój drogi Gondi – rzekł książę. – Węszysz spisek tam, gdzie go nie ma.

– Lepiej niesłusznie podejrzewać, Gaston, niż zachować się nieostrożnie – usłyszał chłodną odpowiedź. – Mazarin na pewno ma sieć swoich informatorów. Byłby głupcem, gdyby tego nie zorganizował, a obaj wiemy, że głupi nie jest. Gdyby ktoś nie przekazywał mu informacji, nie wiedziałby wszystkiego, co się tu dzieje. Za późno, by zniszczyć jego powiązania w kraju, ale istnieje pewien sposób, by ukrócić jego wpływ na króla.

– Jaki? – zapytał Gaston d'Orleans.

– Królowa. Władza przypomina partię szachów, Gaston. Jeśli zaszachujemy królową, mamy króla w garści.

– Oszalałeś?! – zakrzyknął książę. – Nie możemy zabić królowej! Nie cierpię jej, ale nawet ja nie śmiem splamić takim grzechem mojej nieśmiertelnej duszy. Czy ty kiedykolwiek zastanawiasz się nad swoją duszą, Gondi?

– Może pewnego dnia zacznę, kiedy otrzymam kardynalski kapelusz, który mi obiecano – odparł Gondi. – Nie mówię o morderstwie, mój biedny książę. Sugeruję jedynie, że jeśli królowa nie będzie miała wpływu na króla, a obaj wiemy, skąd czerpie inspirację, król mógłby być bardziej podatny na nasz wpływ. Prawo Francji może pozwalać, by król został koronowany w wieku trzynastu lat, Gaston, ale przecież to wciąż niedoświadczony chłopiec. Potrzebuje naszej rady i wsparcia. Francja potrzebuje naszego wsparcia.