– Panie mój, będziesz potrzebował armii, by wrócić na swoje miejsce u boku króla – zaprotestował d'Albert w obawie o bezpieczeństwo kardynała.
– Mam tysiąc pięciuset ludzi jazdy i dwa tysiące piechurów – rzekł kardynał. – Dotrą do Francji z różnych miejsc w ciągu następnych kilku miesięcy. Spotkamy się w miejscu, które wyznaczę. Tymczasem, d'Albercie, musisz udać się do Chermont, by uprzedzić markiza o moim przyjeździe przed świętami Bożego Narodzenia. Zostanę przedstawiony jako jego daleki kuzyn, Robert Clary, który od wielu lat podróżuje. Powie wszystkim, iż sądził, że nie żyję, ponieważ od dawna nie przysłałem żadnych wieści o sobie. To małe kłamstwo zapobiegnie wielu grzechom – zaśmiał się.
D'Albert był wciąż zupełnie zaskoczony. Przez wiele lat tajnej służby dla kardynała nigdy nie widział, by jego pan się śmiał. Dziś uśmiechnął się już dwukrotnie!
– Monseigneur, wydaje mi się, że cała intryga zaczyna się panu naprawdę podobać – rzeki otwarcie. Jednak błagam na wszystko, zaklinam na głowę króla, niech pan będzie ostrożny. Gondi i pozostali sądzą, że wreszcie znaleźli się blisko celu. Bez wahania zamordują, by zdobyć władzę i le bon Dieu nie pomoże temu, kto stanie na ich drodze.
Kardynał poklepał wąskie ramię d'Alberta.
– Le bon Dieu nas ochroni, mon ami, bo to, co czynimy jest słuszne – zapewnił sługę. – Teraz odpoczniesz tu kilka dni, bo przebyłeś konno długą i ciężką drogę, co do tego nie mam wątpliwości. Sam muszę dopilnować przygotowań do mego wyjazdu.
– Wyjadę z tobą, mój panie – odezwał się d'Albert. – Gdy znajdziemy się we Francji, ruszę przodem, by powiadomić markiza d'Auriville o twoim przybyciu w roli kuzyna Roberta. Czy mam w jakiś sposób zawiadomić królową?
– Nie – odparł kardynał. – Tylko ty, ja i d'Auriville będziemy znali prawdę. Tak jest lepiej i bezpieczniej dla wszystkich.
– Co dziś za dzień? – zapytał d'Albert.
– Trzydziesty pierwszy sierpnia – odparł kardynał.
– W takim razie nasz markiz właśnie się ożenił.
Jednak Sebastian d'O1eron, ku swojemu ogromnemu rozdrażnieniu wcale się nie ożenił. Księżna Glenkirk została bowiem wezwana do Paryża wraz z córką przez zbiegłą z kraju angielską królową, Henrykę Marię, by uczestniczyły w oficjalnej koronacji młodego króla, która miała nastąpić zaraz po jego trzynastych urodzinach, piątego września. Ogłoszenie króla dorosłym i zdolnym do przejęcia obowiązków miało nastąpić siódmego września i planowano, że pojawi się na tej uroczystości mnóstwo szlachty. Wszystko postanowiono uczcić hucznie, ponieważ królowa Anna od śmierci króla – a miała ona miejsce osiem lat temu – czekała na dzień, w którym jej syn zasiądzie na tronie ojca. Pokonała wszystkich pragnących przejąć władzę i rządzić w imieniu jej syna. Teraz triumfowała. Jedynie nieobecność Julesa Mazarina, jej wiernego wspólnika, była smutną stroną tego wydarzenia. Niestety, markiz d'Auriville, jak wielu jego sąsiadów, nie mógł opuścić swojej winnicy, ponieważ zbliżał się okres zbiorów.
W Paryżu Autumn, jej matka i obie tantes zamieszkały w domu rodu de Saville przy Quatre Rue Soeur Celestine. Nie miały czasu powiadomić o przyjeździe opiekującej się domem madame Almy. Kobieta była przerażona, gdy na podwórze zajechał wielki powóz. Pobiegła cała w nerwach powitać gości.
– Madame St. Omer! Madame de Belfort! Dlaczego nie przysłały panie kogoś z wieścią, że nadjeżdżacie! Wszystkie meble przykryte prześcieradłami! Nie ma nic do jedzenia. Nie mogę pań odpowiednio przywitać w Paryżu!
– Zabrałyśmy ze sobą służbę. Mogą zdjąć prześcieradła z mebli i pobiec na rynek po coś do jedzenia, Almo – uspokajała ją madame de Belfort, wychodząc z powozu. Objęła staruszkę. – Dobrze cię znów widzieć. To nasza kuzynka z Anglii, księżna Glenkirk, i jej córka, niedługo markiza d'Auriville. Przyjechałyśmy na uroczystość koronacji. Czyż to nie ekscytujące?
– Proszę mi wybaczyć, że to mówię, madame - zaczęła gospodyni – ale dla ludzi takich jak ja, ten król, czy inny, nie ma znaczenia. – Wyjęła z kieszeni fartucha wielki klucz i podeszła do frontowych drzwi.
Przekręciła klucz w zamku i machnęła ręką. – Proszę! Proszę wchodzić! Autumn kichnęła.
– Ależ stęchlizna – powiedziała, wchodząc do słabo oświetlonego korytarza.
– Trzeba otworzyć okno – powiedziała staruszka i szybko ruszyła do roboty.
Służące, które właśnie wyszły z drugiego powozu wbiegły pośpiesznie do środka i zaczęły zdejmować stare prześcieradła przykrywające meble i wynosić je z pomieszczeń. Wkrótce kurz unosił się wszędzie i wszyscy kichali. Śmiejąc się, kobiety wróciły na korytarz i strząsały kurz z sukni.
– Na litość boską, od jak dawna nikt tu nie mieszkał? – zapytała Autumn.
– Przynajmniej od dziesięciu lat, mademoiselle, nikt z rodu de Saville nie był w Paryżu – powiedziała gospodyni. – Nie rozumiem, dlaczego zatrzymali ten dom, skoro w nim nie mieszkają.
– Ale oto jesteśmy, specjalnie na uroczystość koronacji króla. Gdyby nie dom, gdzie miałybyśmy nocować, Almo? – zapytała z uśmiechem madame de Belfort. – Oczywiście, gdybyś ty nie pilnowała domu, pewnie musiałybyśmy zrezygnować z przyjazdu.
– Po to tu jestem – odparta kobieta. – Teraz zabiorę jedną ze służących na targ, żeby sprawdzić, czy dostaniemy coś na dzisiejszą kolację. – Ach! – kobieta podskoczyła, gdy do domu weszli Fergus i Red Hugh. – Kim są te wielkie bestie? – zapytała.
– To moja służba – wyjaśniła Jasmine. – Są łagodni jak baranki, mimo wielkich gabarytów, droga pani Almo.
Staruszka lustrowała przez chwilę obu mężczyzn od stóp do głów.
– Niech oni pójdą ze mną na targ – powiedziała. – Nie pamiętam od jak dawna nie widziano mnie w towarzystwie mężczyzn. To dopiero wprawi w ruch języki starych plotkarek – zaśmiała się wesoło.
– Cóż za mężczyźni mieszkają w tym Paryżu? – zażartował Red Hugh doskonałą francuszczyzną. – Nie zwracają uwagi na tak piękną figurę, jak pani, madame? - Pocałował ją w pomarszczony policzek. – Jeśli umie pani gotować, pójdę za panią na kraj świata.
– Owszem – odparła i mrugnęła porozumiewawczo. – Chodźmy już, mon braves! Trzeba kupić chleb i ser.
Dwaj wielcy Szkoci obstawili staruszkę z obu stron i wyszli z nią z domu. Pozostałe kobiety zaczęły się śmiać. Wrócili z targu ze świeżym chlebem, serem, tłustym, oskubanym kapłonem, gotowym do upieczenia, ze świeżymi owocami i innymi smakołykami. Kurz już zniknął, konie wprowadzono do stajni, a powozy ustawiono na tyłach podwórza. Wyładowano kufry, a z kominów unosił się dym. Wszyscy już się zadomowili.
Rankiem panie włożyły najlepsze suknie. Jasmine miała na sobie granatową, a Autumn różową. Madame de Belfort wystroiła się w srebrną, a madame St. Omer, w suknię w kolorze czerwonego wina. Wyruszyły do Palais Royale, by najpierw złożyć wyrazy uszanowania angielskiej królowej. To właśnie królowa Henryka Maria wysłała im zaproszenie na koronację Ludwika.