– Proszę, nie! – westchnęła.
W odpowiedzi ujął palcami jej brodę i pocałował w usta. Czuł, jak jej miękkie usta poddają się, a po chwili oddają pocałunek. Rozdzieliły się i oddechy obojga połączyły się nagle. Odnalazł językiem jej język. Pod dotykiem zadrżała i odpowiedziała pieszczotą na pieszczotę. Zakręciło jej się w głowie i z głośnym westchnieniem osunęła się na odziane w aksamit ramię króla.
Ludwik jęknął głośno. Wyglądało na to, że czas nie zmniejszył jego pożądania do tej pięknej kobiety. Czuł, jak jego członek naciska na materiał spodni. Ledwie mógł się powstrzymać, by jej nie wziąć tu, w salonie, na kozetce. Nie broniłaby się nawet. Postanowił jednak, że tak się nie stanie. Planował uwiedzenie jej od dnia, gdy dowiedział się o śmierci Sebastiana d'L1eron. Chciał, aby pierwsze z nią zbliżenie odbyło się wśród kwiatów i świec. Pragnął położyć ją na poduszkach i pieścić do chwili, gdy zacznie go błagać, by ją posiadł. Nie miał zamiaru zadzierać jej teraz spódnicy na tej starej, skrzypiącej kozetce.
Pochylił się i delikatnie pocałował ją w usta. Gdy zamknęła oczy, odezwał się:
– Wszystko będzie dobrze, ma bijou. Pojedziesz ze mną do Chambord i będziemy razem cieszyć się każdą chwilą naszej idylli. Otwórz już oczy, chérie.
Posłusznie wykonała rozkaz, a on z zachwytem patrzył w oczy, z których jedno było szmaragdowe, a drugie turkusowe. Wyraz twarzy miała poważny.
– Masz zamiar zrobić ze mnie swoją kochankę, Wasza Wysokość? Czy nic nie odwiedzie cię od tego zamiaru? Kiedy już będziesz usatysfakcjonowany, co wtedy? Kto będzie chciał się ze mną ożenić? Gdybym chciała wyjść jeszcze za mąż, choć nie chcę, nikt nie będzie mnie cenił.
– Nie jest wstydem bycie metresą króla, ma bijou – powiedział Ludwik rzeczowym tonem. – Kochanki króla to najbardziej pożądane i cenione żony, zwłaszcza jeśli były dość mądre, by zachować królewską przyjaźń po tym, jak minęła namiętność.
– Bardzo mnie to pocieszyło – odparła, usiadła prosto i roześmiała się.
– Jeszcze dziś pojedziemy do Chambord – zdecydował Ludwik.
– Nie. Przyjadę jutro, jak należy, swoim powozem, ze służbą i kuframi z odzieniem. Kto jest twoim gościem?
– Kilku przyjaciół, dżentelmenów – odparł.
– Żadnych kobiet? – zdziwiła się.
– Przyjechaliśmy na polowanie, ma bijou. Potrząsnęła głową.
– Skoro już masz swoją ofiarę, będzie siedziała przy stole w jadalni i zachowywała się jak pani domu. Masz szczęście, Wasza Wysokość, bo przywykłam w domu ojca do tego, że ja i moja matka byłyśmy jedynymi kobietami poza służbą. – Nagle przypomniała sobie o czymś: – Mama musi jechać ze mną, żeby wszystkiemu nadać pozory przyzwoitości. Wasza Wysokość, jeśli chcesz mnie mieć w swoim łożu, pozwól mi przynajmniej na zachowanie pozorów. Ludzie mogą sobie myśleć, co chcą, ale jeśli mama będzie ze mną, nigdy do końca nie będą pewni, czy byłam w twoim łożu.
– Czy to dla ciebie takie ważne, ma bijou? - zapytał.
– Tak, Wasza Wysokość, bardzo ważne – odparła spokojnie.
– Więc twoja mama pojedzie do Chambord – postanowił. – A teraz pocałuj mnie w podzięce. Otwórz usta, żebym mógł dotknąć językiem twojego języka. Och, ileż to pieszczot będę mógł cię nauczyć, ma bijou! Nauczę cię rzeczy, których pewien jestem, że twój dobry mąż nie chciał uczyć swojej szanowanej francuskiej żony. Nie wątpię, że będziesz doskonałą uczennicą. Jesteś niezwykle namiętna, Autumn. Chętnie ogrzeję się przy ogniu twojej namiętności. – Pocałował ją znów i po chwili podskoczył z uśmiechem. – Zmieniłem się, prawda?
– Kiedy cię ostatnio widziałam, byłeś jeszcze chłopcem. Owszem, zmieniłeś się, Wasza Wysokość. Jesteś przystojnym mężczyzną, ale ja wciąż jestem od ciebie siedem lat starsza.
– Pamiętasz tę historię o Diane de Poitiers, która była pierwszą właścicielką Chenonceaux? – zapytał.
Autumn uśmiechnęła się.
– Oui, Wasza Wysokość, pamiętam. Więc ja mam być teraz twoją Diane?
– Nie będziesz nieszczęśliwa, ma bijou - obiecał. Skłonił się elegancko i wyszedł z salonu.
Autumn westchnęła. Zaskoczyły ją wydarzenia kilku ostatnich minut. Ludwik naprawdę się zmienił. Był mężczyzną średniego wzrostu, niezbyt barczystym, miał długie, czarne włosy i piwne oczy o ciepłym wyrazie. Twarz miał raczej pociągłą, orli nos, a tuż pod nim znajdowały się wydatne usta. Tak bardzo różnił się wyglądem od Sebastiana. Otworzyły się drzwi salonu i weszła jej matka.
– Co się stało? – zapytała Jasmine.
– Odjechali?
– Tak, król uśmiechał się pod nosem, wsiadając na konia. – Usiadła obok niej na kozetce. – Opowiadaj.
– Chce ze mnie uczynić swoją kochankę – odparła szczerze. – Obiecałam, że przyjedziemy do Chambord, ale co ja mam właściwie robić, mamo?
– Nie masz wyjścia, ma fille - rzekła Jasmine. – Gdybyś tu była tylko jako cudzoziemka, i tak byłabyś zdana na łaskę króla. Jako wdowa po Sebastianie, który był Francuzem, jesteś Francuzką, więc musisz słuchać swego suwerena.
Autumn przygryzła wargi.
– Mogłybyśmy wrócić…
– Nie możemy wrócić do domu, póki siły Cromwella wciąż rządzą Anglią. Zostaniemy tu, póki król Karol nie odzyska tronu – stwierdziła spokojnie Jasmine. – Mogłybyśmy wyjechać do Niderlandów, albo do Rzymu, ale co z Madeline? Czy ma stracić prawo do Chermont? Zaryzykujesz jej spadek po ojcu z powodu takiej sprawy? Nie jesteś już dziewicą, broniącą swojej czystości, ma fille. Jesteś kobietą, a kobiety muszą czasami dokonywać niemiłych dla nich wyborów.
– Czy tak było z tobą i księciem Henrykiem, mamo? – zapytała z zaciekawieniem Autumn.
Jasmine potaknęła.
– Uważałam, że jest przystojny i czarujący, ale oburzyło mnie, gdy dowiedziałam się, czego ode mnie oczekuje. Pamiętam jak mój ojczym, hrabia BrocCairn powiedział mojej matce, że czarujący, przystojny mężczyzna chce się ze mną kochać, a ja muszę ulec temu, co nieuniknione. Zbeształ mnie za moją pruderię, jak to nazwał. Stwierdził tylko, że nikt nie oczekuje, że oddam za to życie lub majątek. Gdyby Alex nie zamknął mnie w Cadby w moim pokoju, pewnie bym uciekła – zaśmiała się na to wspomnienie. – Och, byłam na niego wściekła. Rzuciłam w niego wazonem z kwiatami. O ile pamiętam, to były róże. Byłam taka zła. Przyszedł książę Henryk i nim się zorientowałam, uwiódł mnie. Był taki czarujący. Twój brat Charlie jest równie uroczy – stwierdziła z uśmiechem.
– Kochałaś go, mamo?
– Tak, ale nigdy mu o tym nie powiedziałam. Widzisz, moja droga, mimo iż byłam córką monarchy, wedle standardów angielskich moje pochodzenie było raczej wątpliwe. Tylko w Indiach byłam kimś ważnym. Henryk mnie kochał, ale nigdy by mu nie pozwolono się ze mną ożenić. Gdybym przyznała, że go kocham, nigdy nie ożeniłby się z księżniczką o odpowiednim pochodzeniu. Koniec końców, nie miało to żadnego znaczenia, bo zmarł nagle po narodzinach Charliego. Jego młodszy brat został królem. To niefortunne zrządzenie losu. Król Ludwik jest jeszcze bardziej bezpośredni niż mój książę, ale jest przecież królem. Nie znalazłaś się w tej sytuacji z własnej woli, Autumn, ale to ty musisz jakoś rozwiązać ten problem.