Выбрать главу

– Czemu zawdzięczam twoją wizytę? – Gospodarz podniósł głos, by przekrzyczeć muzykę.

– Nie mógłbyś tego trochę ściszyć? – rzucił Servaz.

– To, jak powiedziałeś, nazywa się Chopin. Nie, nie mógłbym. Lubię tak. A więc?

– Potrzebuję twojej opinii! – zawołał Servaz.

Van Acker, który siedział na szerokim podłokietniku, skrzyżował

nogi. Podniósł filiżankę do ust. Servaz odwrócił wzrok od jego nagich stóp i łydek szczupłych jak u kolarza. Francis patrzył na niego zamyślony.

– W jakiej kwestii?

– Śledztwa.

– Do czego doszliście?

– Do niczego. Nasz główny podejrzany to nie ten, o którego chodzi.

– Trudno mi będzie ci pomóc, jeśli nic więcej nie powiesz.

– Powiedzmy, że bardziej potrzebuję twojej opinii na poziomie teoretycznym, ogólnym, niż praktycznym.

– Mhm. Słucham cię.

Przez umysł Servaza przemknął obraz czerwonego alfa romeo spidera, wyjeżdżającego z ogrodu Marianne o trzeciej nad ranem. Przegnał

go czym prędzej. Hipnotyzujące dźwięki fortepianu bombardowały pokój.

Otrząsnął się i próbował odzyskać jasność umysłu. Zaczerpnął powietrza.

– Co sądzisz o mordercy, który próbuje nam zasugerować, że w okolicy krąży inny, seryjny zabójca, by zrzucić na niego odpowiedzialność za własne zbrodnie? Wysyła e-maile do policji. Przebiera się za motocyklistę i mówi z obcym akcentem do kasjera na stacji benzynowej. Wsuwa płytę CD do odtwarzacza ofiary. Wszędzie upuszcza małe kamyki, jak Tomcio Paluch. Sugeruje nawet, że istnieje pewna…

szczególna łączność między detektywem a zabójcą, podczas gdy motyw jego morderstw jest ściśle określony.

– Na przykład jaki?

– Typowy: gniew, zemsta albo potrzeba uciszenia kogoś, kto go szantażuje i grozi, że zrujnuje jego reputację, karierę i całe życie.

– Po co miałby to robić?

– Już ci powiedziałem, żeby nas skierować na fałszywy trop. Żebyśmy uwierzyli, że sprawcą jest kto inny.

Zobaczył błysk w oku przyjaciela i cień uśmiechu na jego twarzy.

Muzyka przyspieszyła. Dźwięki przebiegały przez pokój, frenetycznie skandowane i wystukiwane na klawiaturze przez pianistę.

– Masz na myśli kogoś konkretnego?

– Być może.

– Tym niewłaściwym podejrzanym jest Hugo?

– To nieistotne. Ciekawy jest natomiast fakt, że ten, kto chciał

zrzucić na niego winę, bardzo dobrze zna Marsac, jego zwyczaje i kulisy. I zna się na literaturze.

– Naprawdę?

– Na biurku Claire w nowym zeszycie zostawił jedno zdanie. Cytat z Victora Hugo, mówiący o nieprzyjacielu. Chciał, żebyśmy uwierzyli, że napisała to Claire. Ale to nie ona… To nie jej pismo, grafolog stwierdził

jednoznacznie.

– Ciekawe. Sądzisz więc, że to jakiś nauczyciel, ktoś z personelu albo któryś z uczniów, tak?

– Właśnie.

Van Acker wstał. Przeszedł za bufet i pochylił się nad zlewem, by umyć filiżankę, odwrócony do niego plecami.

– Znam cię, Martin. Wiem, co oznacza u ciebie ten ton. Miałeś go już w Marsac, kiedy byłeś bliski jakiegoś rozwiązania. Masz innego podejrzanego, jestem pewien. Podziel się.

– Tak… Mam.

Van Acker odwrócił się do niego i otworzył szufladę za bufetem.

Wyglądał na spokojnego, zrelaksowanego.

– Nauczyciel, członek personelu czy uczeń?

– Nauczyciel.

Schowany do pasa za ladą Francis wciąż wpatrywał się w niego nieobecnym spojrzeniem. Servaz zastanawiał się, co robi z rękami. Wstał.

Podszedł do jednej ze ścian. Na jej środku wisiał jeden, jedyny obraz dużych rozmiarów. Przedstawiał orła cesarskiego przechylającego się przez oparcie czerwonego fotela. Złote odblaski na piórach fascynującego ptaka wyglądały jak szata pychy. Jego ostry dziób i przenikliwe oczy patrzące na Servaza wyrażały siłę i brak jakichkolwiek wątpliwości. Przepiękne, ujmująco realistyczne płótno.

– To ktoś, kto sądzi, że jest podobny do tego orła – skomentował. – Pyszny, silny, przekonany o własnej wyższości i mocy.

Van Acker za jego plecami poruszył się. Servaz usłyszał, jak okrąża bufet. Poczuł napięcie w barkach i plecach. Czuł za sobą obecność przyjaciela.

– Mówiłeś o tym komuś?

– Jeszcze nie.

Servaz wiedział: teraz albo nigdy. Obraz pokrywała gruba warstwa werniksu i policjant zobaczył w niej, na lśniących piórach orła, odbicie Francisa, który szedł nie w jego kierunku, ale w bok. Muzyka zwolniła, a potem umilkła. Van Acker musiał wyłączyć urządzenie pilotem, bo zapanowała cisza.

– Może byś dokończył swoje rozumowanie, Martin?

– Co robiłeś z Sarah w wąwozie? O czym rozmawialiście?

– Śledziłeś mnie?

– Proszę, odpowiedz na moje pytanie.

– No nie, w tym miejscu wyobraźnia cię zawodzi? Na Boga, wróć do klasyków: Czerwone i czarne, Opętanie, Lolita… Rozumiesz? Wykładowca i studentka, oklepany motyw.

– Masz mnie za idiotę? Nawet się nie całowaliście.

– O, byłeś aż tak blisko? Przyjechała, żeby mnie poinformować, że to koniec, że daje sobie z tym spokój. Taki był cel naszej nocnej schadzki.

Coś ty tam robił, Martin?

– Dlaczego cię zostawia?

– Nic ci, kurwa, do tego.

– Kupujesz towar u dealera o ksywce Heisenberg – powiedział Servaz.

– Od jak dawna ćpasz?

Zapadło zbyt długie milczenie. Policjant czuł na barkach jego ciężar.

– Kurwa, to także nie powinno cię obchodzić.

– Tyle tylko, że Hugo też był naćpany tamtego wieczoru. Został

odurzony i przewieziony na miejsce zbrodni przez kogoś, kto prawdopodobnie w tym samym czasie co on był w Dublinersach. I kto dodał czegoś do jego piwa. W piątek wieczorem było tam dość ciasno, prawda? Więc raczej nie było to trudne. Dzwoniłem do Aodhágána. Byłeś w pubie w czasie meczu.

– Podobnie jak połowa wykładowców i studentów Marsac.

– Znalazłem też jedno zdjęcie u Elvisa Elmaza, tego faceta, którego rzucono na pożarcie jego własnym psom. Na pewno o tym słyszałeś. Na zdjęciu jesteś z gołym tyłkiem, z dziewczyną, która ewidentnie jest nieletnia. Założę się, że ona także chodzi do liceum. Co by się stało, gdyby dowiedzieli się o tym inni nauczyciele i rodzice uczniów?

Wydawało mu się, że słyszy, jak Francis po coś sięga. Zobaczył, że jego ręka się poruszyła.

– Mów dalej.

– Claire wiedziała, prawda? O tym, że sypiasz z uczennicami. Groziła ci, że to zgłosi.

– Nie. O niczym nie wiedziała. Przynajmniej nigdy mi o tym nie mówiła.

Odbicie na werniksie powoli się przesuwało.

– Wiedziałeś, że Claire ma romans z Hugonem. Pomyślałeś, że będzie idealnym sprawcą. Młody, błyskotliwy, zazdrosny, nerwowy, a do tego ćpun…

– Taki sam ćpun jak i jego matka – uzupełnił Francis za jego plecami.

Servaz drgnął.

– Co?

– Nie mów, że niczego nie zauważyłeś. Oj, Martin, Martin.

Rzeczywiście się nie zmieniłeś. Wciąż tak samo ślepy. Po śmierci Bokhy Marianne uzależniła się od pewnych substancji. Ona też grzeje.

Servaz oczyma duszy zobaczył Marianne tamtej nocy, kiedy się kochali: jej dziwne spojrzenie, chaotyczne zachowanie. Wiedział, że nie powinien teraz pozwolić się rozproszyć. O to właśnie chodziło człowiekowi za jego plecami.