– No cóż, obaj wiemy dlaczego, Edmondzie Dantès – powiedział.
Servaz poczuł suchość w gardle.
– Podobnie jak hrabia de Morcerf, ukradłem ci Mercedes. Z tą różnicą, że ja jej nie poślubiłem.
Podmuch gniewu na moment rozżarzył wnętrze Servaza do czerwoności. Potem na nowo opadł na nie popiół minionych lat.
– Słyszałem, że Claire została zamordowana w okrutny sposób.
– Co się na ten temat mówi w Marsac?
– Znasz Marsac, tutaj w końcu wszyscy o wszystkim się dowiedzą.
Żandarmi okazali się raczej… gadatliwi. Reszta rozeszła się pocztą pantoflową. Z tego, co słyszałem, została związana i utopiona we własnej wannie. To prawda?
– Bez komentarza.
– Boże! Swoją drogą fajna babka. Błyskotliwa. Niezależna. Uparta. Z
pasją. Jej metody pedagogiczne nie wszystkim się podobały, ale moim zdaniem były dość… interesujące.
Servaz kiwnął głową. Ruszyli wzdłuż betonowych pawilonów o brudnych oknach.
– Co za okropna śmierć. Trzeba być szaleńcem, żeby zabić kogoś w taki sposób.
– Albo bardzo się wkurzyć.
– Ira furor brevis est. Gniew jest krótkotrwałym obłędem.
Szli teraz wzdłuż opustoszałych kortów tenisowych. Nasiąknięte siatki zwisały jak liny na ringu bokserskim pod ciężarem niewidzialnego zawodnika.
– Jak idzie Margot? – zagadnął Servaz. Van Acker się uśmiechnął.
– Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Margot ma prawdziwy talent i radzi sobie całkiem nieźle. Ale będzie sobie radzić jeszcze lepiej, kiedy zrozumie, że konsekwentny antykonformizm to tylko inny rodzaj konformizmu.
Teraz uśmiechnął się Servaz.
– A zatem to ty prowadzisz śledztwo – powiedział Van Acker. – Nigdy nie zrozumiałem, dlaczego wstąpiłeś do policji. – Podniósł rękę, uprzedzając ewentualny sprzeciw. – Wiem, że to się wiąże ze śmiercią twojego ojca, a schodząc jeszcze głębiej, z tym, co się stało z twoją matką, ale na Boga, mogłeś zostać kim innym. Mogłeś zostać pisarzem, Martin.
Nie takim, jak ci wszyscy grafomani, prawdziwym pisarzem. Miałeś polot, miałeś dar. Pamiętasz ten tekst Salingera, który w kółko cytowaliśmy, jeden z najpiękniejszych, jaki kiedykolwiek powstał na temat pisarstwa i braterstwa?
– Seymour: wstęp – odpowiedział Servaz, starając się nie ulec wzruszeniu.
– „Główną osobą w moim opowiadaniu – Francis zaczął powolną recytację, idąc wciąż w tym samym rytmie – przynajmniej w momentach jasności myśli, gdy będę mógł zmusić się do spokoju i rozsądku, ma być mój nieżyjący już najstarszy brat, Seymour Glass, który, wolę to wyrazić w jednym zdaniu i stylem nekrologu, w roku 1948, podczas wakacji spędzanych z żoną na Florydzie, popełnił samobójstwo”.
– „Za życia znaczył wiele dla wielu osób – podjął Servaz po chwili wahania – a dla swoich braci i sióstr w naszej nieco zbyt licznej rodzinie, był wszystkim, co najważniejsze: naszym niebiesko pręgowanym jednorożcem, naszym wklęsłym zwierciadłem, naszym generalnym doradcą, naszym przenośnym sumieniem, konwojentem naszego ładunku i jedynym naszym dojrzałym poetą, a poza tym nieuchronnie, jak mi się zdaje, skoro powściągliwość nigdy nie była jego najmocniejszą stroną, a w dodatku prawie przez siedem lat błyszczał w ogólnokrajowym programie dziecinnej zgaduj-zgaduli, wskutek czego niewiele z tego, co myślał, zostało przemilczane, nieuchronnie więc i jawnie, jak mi się zdaje, był
także naszym mistykiem i typem niezrównoważonym”.*
Uświadomił sobie, że choć nie wracał do tego tekstu tyle lat, pamiętał
każde słowo. Nietknięte zdania, wypalone w pamięci ognistymi literami. W
tamtym okresie to było ich zaklęcie, ich mantra, ich hasło.
Van Acker przystanął.
– Ty byłeś moim starszym bratem – powiedział nagle dziwnie wzruszonym głosem – byłeś moim Seymourem, i tego dnia, kiedy wstąpiłeś do policji, dla mnie ten starszy brat na swój sposób popełnił
samobójstwo.
Servaz znowu poczuł przypływ gniewu. Tak? To dlaczego mi ją zabrałeś? – miał ochotę zapytać. Ją… a przecież mogłeś mieć tyle innych kobiet. I miałeś. I dlaczego potem ją porzuciłeś?
* Jerome Salinger, Wyżej podnieście strop, cieśle. Seymour: wstęp, przeł. Maria Skibniewska, Albatros, Warszawa 2007, s. 119.
Doszli na skraj sosnowego lasu – miejsca, z którego przy ładnej pogodzie można było podziwiać rozległą panoramę, ciągnącą się aż po oddalone o czterdzieści kilometrów Pireneje. Tego dnia jednak pagórki tonęły w deszczowych chmurach i mgle. To właśnie tutaj on i Van Acker mieli zwyczaj przychodzić przed dwudziestu laty. Z Marianne – zanim dziewczyna stała się między nimi kością niezgody, zanim zazdrość, gniew i nienawiść rozdzieliły ich i rozerwały ich więzi. Kto wie, może Van Acker ciągle tu przychodził, choć Servaz wątpił, by wspominał w ten sposób stare dobre czasy.
– Opowiedz mi o Claire.
– A co chcesz wiedzieć?
– Znałeś ją?
– Pytasz o to, czy znałem ją osobiście czy jako koleżankę?
– Osobiście.
– Nie, właściwie nie. Marsac to mała mieścina uniwersytecka.
Przypomina trochę dwór w Elsynorze. Wszyscy się znają, wszyscy wszystkich szpiegują, spotwarzają, sztyletują. Każdy dba o to, by mieć coś do powiedzenia na temat swojego sąsiada, zdobyć jakieś informacje, najchętniej soczyste i pikantne. Cała ta uniwersytecka elita wyniosła sztukę obmowy i oszczerstwa na szczyty doskonałości. Spotykaliśmy się na różnych przyjęciach, wymienialiśmy zdania bez znaczenia.
– Krążyły jakieś plotki na jej temat?
– Naprawdę sądzisz, że w imię starej przyjaźni będę ci opowiadał
wszystkie plotki i pogłoski, jakie można tu usłyszeć?
– Ach tak, to było ich aż tyle?
Ich uszu dobiegł szmer samochodu na wąskiej drodze wijącej się u stóp pagórka.
– Plotki, spekulacje, pogłoski… To tak się odbywa ten tak zwany wywiad środowiskowy? Claire była nie tylko niezależną i pociągającą kobietą, miała też zdecydowane poglądy na bardzo wiele tematów.
I zachowywała się trochę… zbyt wojowniczo w czasie kolacji w mieście, na które była zapraszana.
– A poza tym? Jakieś plotki na temat jej prywatnego życia? Wiesz coś o tym?
Van Acker schylił się, by podnieść sosnową szyszkę. Rzucił nią daleko, w dół zbocza.
– A jak uważasz? Piękna kobieta, samotna, inteligentna. Oczywiście, że mężczyźni się wokół niej kręcili. Nie była zakonnicą.
– Spałeś z nią?
Van Acker rzucił mu nieprzeniknione spojrzenie.
– No proszę, komisarzu Maigret, to tak pracujecie w policji? Rzucacie się na pierwsze pojawiające się oczywistości? Zapomniałeś, jaka jest różnica między egzegezą a hermeneutyką? Przypominam ci, że Hermes, posłaniec, to zdradliwy bóg. Gromadzenie dowodów, poszukiwanie ukrytych
znaczeń,
zstępowanie
aż
do
niezbadanych
struktur