Выбрать главу

– Gustowne – zauważyłem po rozejrzeniu się.

W tym momencie pojawiła się Amelia. Płynęła nad podłogą w białej sukni, która mogła pochodzić ze snu. Wyglądała na wyższą, niż ją pamiętałem, ale zaraz dostrzegłem, że po prostu ma sandały na obcasie. Była jednak zdecydowanie szczuplejsza i świeżo opalona, a kręcone włosy miała bardzo krótko obcięte. Nie nosiła już także okularów.

Wyglądała niesamowicie – przynajmniej dziesięć lat młodziej, niż kiedy widzieliśmy się po raz ostatni. Miała jak zawsze wyraziste rysy i wystające kości policzkowe, ale nie zauważyłem ani jednej zmarszczki. Jej piersi wcześniej również były pełne, teraz jednak wydawały się większe i jędrniejsze. Miała mniej więcej dwa tysiące złotych bransoletek na nadgarstkach i naszyjnik, zrobiony z wielkich, nierównomiernych grud złota.

– Harry… jak cudownie znów cię widzieć… – Niemal podfrunęła do mnie i objęła ramionami, po czym pocałowała, raz, drugi i trzeci. Jezu, ale ładnie pachniała! Kobieta i Chanel. Hertie wykrzywił usta, jakby próbował pić z akumulatora kwas solny przez zatkaną słomkę.

Amelio, wyglądasz wspaniale – stwierdziłem. – Nie wiem, czym Bertie cię karmi, lecz wyraźnie ci to służy.

– Bertil – poprawiła mnie. – Tak, Bertil znakomicie się mną opiekuje. Prawda, Bertil?

– Robię, co mogę – odparł Bertie, próbując się uśmiechać choć sądzę, że miał ochotę pobiegać po mieszkaniu, kopiąc’ abstrakcyjne rzeźby i wykrzykując szwedzkie przekleństwa

– Założę się, że to dagligt bröd. Nie ma nic lepszego od kanapek z tego chlebka, prawda? Poza tym, jeśli robi się je po europejsku, nie przykrywając drugą kromką, sporo się oszczędza, a kto tak naprawdę potrzebuje kanapki z dwóch złożonych kromek?

– Wyglądasz na zmęczonego, Harry – powiedziała Amelia.

– Jestem zmęczony, wycieńczony, skołowany… wszystko się zgadza. No cóż, o mnie i Karen już wiesz. Było dobrze, póki trwało, ale chyba nigdy nie mieliśmy być ze sobą na wieczność. Zawsze była nieco za luksusowa jak na takiego żebraka jak ja.

– Nie powinieneś mówić o sobie gorzej, niż na to zasługujesz, Harry. Masz bardzo duży poziom wrażliwości.

– A tak a propos, poznaj Gila Johnsona z dywizji Rainbow. Gil, to jest Amelia, moja przyjaciółka medium, a to jej mąż Bertie.

– Bertil – poprawił mnie Bertil, podając dłoń Gilowi. – Może drinka? Herbaty, kawy czy wody?

– Oddałbym wszystko za piwo – mruknąłem.

– Mam prippsa.

– Bardzo mi przykro.

– Pripps to najwyższej jakości szwedzkie piwo, warzone w Sztokholmie.

– W takim razie nie mam nic przeciwko temu. Amelio, nie mogę uwierzyć, jak cudownie wyglądasz. Pamiętasz McArthura? Wspaniały facet. Przypominasz sobie tę noc, kiedy biegaliście wokół parku przy placu Waszyngtona w samych papierowych torebkach na głowach? Przez rok nie mogłem potem przełknąć tequili.

Bertie wrócił z dwiema dobrze zmrożonymi butelkami piwa i zmrożoną miną.

– Mógłbyś przejść do rzeczy, Harry?

Usiadłem na ortopedycznym krześle, biedny Gil stał. Wyglądał, jakby było mu mocno nieswojo, ale najwyraźniej uważał, że niegrzecznie będzie walnąć piwko i pójść sobie. Bertie siedział bardzo blisko Amelii, jedną rękę trzymał jak właściciel na jej udzie, od czasu do czasu lekko je ściskając. Przełknąłem piwo, które było tak zimne, że od razu dostałem czkawki.

– Chodzi o tę wampirzą epidemię… jestem w stu procentach pewien, że wywołał ją złośliwy duch. Nie pytaj mnie jak i dlaczego, ale Gil sądzi, że może nawet chodzić o prawdziwego wampira.

– Prawdziwego wampira? – powtórzył Bertie. – Wampiry istnieją tylko w filmach. Nie mogą być prawdziwe.

– Może masz rację i robimy z siebie głupków, ale Śpiewająca Skała przekazał mi jego imię i Gil twierdzi, że to samo imię wypowiadali w Bośni rumuńscy najemnicy, kiedy chcieli kogoś nazwać rzeźnikiem albo krwiopijcą.

– Śpiewająca Skała? – zdziwił się Bertie. – Kim albo czym jest Śpiewająca Skała?

– To indiański szaman, którego oboje z Amelią znaliśmy. Odszedł, ale jest w dalszym ciągu moim przewodnikiem duchowym.

– Znaczy się umarł?

– Nie ma go z nami w postaci cielesnej, więc chyba można tak powiedzieć.

– Ten zmarły szaman podał ci imię rumuńskiego wampira i dlatego mam uwierzyć, że Nowy Jork został zaatakowany przez wampiry? – W ustach Bertiego zabrzmiało to jak „załatakowany”.

– Mhm… tak.

– Jak brzmi to imię? – spytała Amelia.

– Na Boga… – żachnął się Bertie.

Zignorowałem go. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że nigdy przedtem nie miał do czynienia z niczym nadprzyrodzonym a pamiętam, jak sam się kiedyś zachowywałem. Założyłby się o każde pieniądze, że to bujda na resorach.

– Śpiewająca Skała powiedział, żebym nie wypowiadał o głośno, bo duch mnie usłyszy i przyjdzie po mnie, ale jeżeli dasz mi kawałek papieru i coś do pisania…

Amelia podała mi notes z nadrukiem hotelu Martinez w Cannes i złoty automatyczny ołówek. Napisałem STRIGOI i pchnąłem notes po szklanym blacie stolika w jej stronę.

Pochyliła się, by przeczytać, natychmiast jednak się wyprostowała i popatrzyła na mnie, jakbym zrobił coś strasznego.

– O mój Boże… – jęknęła. – Harry… Boże drogi!

11

Gorączka krwi

Stwór wył i wył, jakby ktoś jeździł nożem po szkle, nagle jednak przestał i pozostały jedynie dźwięki szpitalne i ryk miasta na zewnątrz.

Frank stał bez ruchu i wytężał wzrok w ciemnościach. Zdawało mu się, że widzi poruszające się przed oknem cienie, ale mogły to być światła przelatującego helikoptera, omiatające szyb wentylacyjny, co wywoływało wrażenie skoordynowanego ruchu.

Po chwili odchrząknął i zawołał:

– Kto tam?! Kimkolwiek jesteś, ostrzegam, że zaraz wezwę ochronę!

Coś, co miał przed sobą, tak go przerażało, że nie był pewien, czy powiedział to wystarczająco głośno, aby ta istota go usłyszała. Przypominała pająka i miała paskudne proporcje – jak coś, co pojawia się jedynie w najgorszych snach. Choć była bardzo rozciągnięta, wyglądała denerwująco ludzko – jakby umiała myśleć czy nawet mówić. Choć Frank patrzył tej zjawie w oczy jedynie przez ułamek sekundy, zdążył w nich dostrzec straszliwą wiedzę. Ujrzał też pogardę, a jak wiadomo, do tego uczucia zdolni są jedynie ludzie.

– Idę wezwać ochronę! – krzyknął. – Słyszysz mnie?! Zaraz cię stąd wywalą!

Kiedy zaczął się powoli wycofywać, świetlówki nagle zrobiły ciche PING i zapaliły się. Frank musiał zamrugać i zakryć oczy. Okno nadal było otwarte, ale nieznany stwór zniknął. Na podłodze w dalszym ciągu leżały szeregi pozawijanych w prześcieradła zwłok, lecz dziewczyna, która wychodziła przez okno, także zniknęła – wraz z młodym mężczyzna który podążał za nią.

Frank uznał, że powinien wezwać ochronę, ale co miałby powiedzieć – że widział wyciągniętą postać i ożywające trupy? Już i tak czuł się wytrącony z równowagi i był pewien, że dostaje gorączki. Może wszystko mu się śniło, a może był chory i miał halucynacje? Nie potrafił ocenić, co dzieje się naprawdę, a co było tworem jego wyobraźni. Może tak naprawdę leżał w domu w łóżku i nic z tego się nie wydarzyło, lecz było jedynie teatrem cieni w jego umyśle?