– Gdzie?
– Umieją wchodzić w lustra jak w drzwi i pozostawać w nich do zmroku.
– Jak to robią?
– Nie wiem, ale pierwsze badania w szpitalu wykazały, że mają we krwi enzym zawierający srebro. Oznacza to, że ich procesy przemiany materii są związane ze srebrem i może właśnie to pozwala im przeniknąć warstwę odbijającą światło i przejść na drugą stronę. – Zakaszlał. – A może i nie. Może to sprawa czarnej magii, kto wie?
Udało mu się przełknąć kolejną łyżeczkę wątróbki z winem.
– To naprawdę obrzydliwe – stwierdził.
– Przykro mi, ale powinno podtrzymać pana trochę na siłach – odparłem.
Frank opowiedział nam, co się stało w jego mieszkaniu. O tym, jak Susan Fireman – choć martwa – weszła do jego sypialni, a potem wyciągnęła ręce z lustra, by podciąć gardło detektywowi.
– Wszędzie była krew.
– Nie miał pan… żadnej ochoty? – spytała ostro Jenica.
– Ochoty? – Frank pokręcił głową, rzucił mi jednak przy tym ukradkowe, niespokojne spojrzenie, które świadczyło o tym, że kłamie. Kim jednak byłem, aby go osądzać? Został zarażony wirusem, który zamienił setki ludzi w krwiopijcze bestie, i nikt nie wiedział, jak ich wyleczyć. Także był ofiarą.
– Śniło mi się, że Susan Fireman weszła do lustra, które mam w sypialni – powiedział Frank. – Może był to sen, a może miałem halucynacje, w każdym razie nie poszedłem za nią. Rozbiłem lustro, aby nie wróciła po mnie ani ona, ani Zbieracz Wampirów, a kiedy się obudziłem, okazało się, że lustro jest naprawdę rozbite. Chyba tylko to mnie uratowało. – Dostał kolejnego napadu kaszlu. – Chciałem się dostać do Sisters of Jerusalem, żeby porozmawiać z chemikami. Jeżeli uda im się znaleźć coś, co rozbija ten zawierający srebro enzym, może moglibyśmy szczepić tych ludzi, kiedy pojawią się pierwsze objawy infekcji.
– Czy to ich powstrzyma przed zostaniem strigoi! – spytała Jenica.
– Wątpię, ale może nie pozwoli im uciekać w lustra. Kiedy wzejdzie słońce, nie będą się mieli gdzie ukryć i spłoną. W którymś momencie przestaną się rozpowszechniać, co da nam czas na wyszukiwanie ich i uzyskiwanie nad nimi kontroli.
– Dość radykalne rozwiązanie – mruknąłem. – Coś jak gaszenie pożaru lasu za pomocą karczowania go.
– Ma pan lepszy pomysł?
– Jak mówiłem, moim zdaniem musimy znaleźć miejsce, gdzie te stwory się ukrywają, i tam uderzyć. To na początek. Musimy się poza tym dowiedzieć, kto i dlaczego ożywił strigoi i jego też się musimy pozbyć.
– Oczywiście, Harry, to optymalny plan, ale nie będzie go łatwo zrealizować – stwierdziła Jenica. – Ojciec przez całe życie szukał Zbieracza Wampirów i jego gniazda strigoi i nie udało mu się to. Poza tym musimy zachować zdrowy rozsądek. Pamiętaj o tym, że strigoi otaczają liczne mity i legendy, nie fakty.
– Tak sądzisz? – mruknął Gil. – Moim zdaniem ci wszyscy ludzie na ulicach nie zginęli od mitów i legend, a jeśli tak, muszą to być bardzo prawdziwe mity i legendy. Jak mówi doktor, jest to albo skomplikowana biochemia, albo czarna magia. Martwi ludzie nie wspinają się po ścianach i nikt nie chowa się w lustrach, żywy czy umarły, ale strigoi nie tylko istnieją, lecz także to robią. Nawet więc jeśli wszystkim, co posiadamy, są legendy i mity, lepsze to niż nic. Kiedyś, w Bośni, miałem dziwne przeczucie, że Serbowie założyli w ośrodku dla dzieci pułapki, i właśnie to dziwne przeczucie uratowało mi dupsko. – Przerwał i popatrzył na Jenicę. – Nie masz jakiegoś batona?
– Słucham?
– Chyba spada mi poziom cukru.
– Hm… mam rumuńską czekoladę. Rumunia jest sławna ze swej czekolady.
– Wszystko jedno co. Dziś rano zjadłem na śniadanie cztery snickersy i to wszystko. Zawsze, kiedy się stresuję, muszę jeść słodycze.
Nasza sytuacja wyglądała gorzej niż całkowicie beznadziejnie. Była z nas banda klaunów – co mogliśmy zrobić, aby ratować Nowy Jork? Czwórka nieszczęśników, siedzących w środku dnia przy zaciągniętych zasłonach w zagraconym mieszkaniu na dolnym Manhattanie. Przetrzepany, Podsypiacz, Przesądny i Piękna.
Frank: twarz biała jak papierowa maska, dygoczący i kaszlący, pojękujący i skarżący się, że płonie mu skóra. Był lekarzem, fakt, ale w tej akurat chwili jego wiedza medyczna nie była nikomu przydatna, najmniej jemu samemu. Giclass="underline" doskonale wyszkolony żołnierz, tak jednak zmęczony i zestresowany tym, czego się naoglądał na ulicach, że siedział bez słowa i z zamkniętymi oczami jadł czekoladę. Ja: miałem co prawda niejakie doświadczenie ze złymi istotami z zaświatów, ale zupełnie nie wiedziałem, jak radzić sobie z prawdziwymi wampirami, i wcale nie byłem pewien, czy mam dość odwagi lub jestem na tyle zaangażowany w ratowanie amerykańskiego społeczeństwa, aby wyjść na ulice Nowego Jorku i spróbować swoich sił. Jenica: no cóż, była nafaszerowana wiedzą spirytystyczną i bardzo seksowna, ale na moje oko obfity biust i doktorat to nieco za mało, aby załatwić liczącego sobie pięćset pięćdziesiąt lat svarcolaci.
Czy którekolwiek z nas miało siłę, przebiegłość lub techniczne możliwości stanięcia do walki z tym, kto wyciągnął Wilka z trumny, i pokonanie go? Albo „to” czy cokolwiek to było. Nie zapominajcie, że kiedyś widziałem, jak nagle znikąd pojawia się mityczny jaszczur i odgryza człowiekowi palce – byłem więc gotów uwierzyć we wszystko, a wy też powinniście, ponieważ tego rodzaju rzeczy się zdarzają, niezależnie od tego, czy chce się w to wierzyć, czy nie.
Ale Gil miał rację: może i byliśmy klaunami, musieliśmy jednak coś zrobić, bo wszystko wskazywało na to, że nikt w Nowym Jorku nie dysponuje takim połączeniem specyficznej wiedzy i doświadczenia w kontaktach ze światem duchowym jak my.
Odłamałem kawałek czekolady, którą Gil trzymał w dłoni i jadł z zamkniętymi oczami.
– No dobra – powiedziałem. – Gdzie zaczynamy szukać? Jeżeli te stwory mogą się chować w lustrach, nie mamy szansy, dopóki nie rozbijemy wszystkich luster na Manhattanie.
.- Musimy znaleźć gniazdo – odparła Jenica. – Strigoi muszą się od czasu do czasu zbierać. Są bardzo złe, ale ich energia emocjonalna jest krucha. Pamiętajcie, że są tysiące mil od ojczyzny i przeżyli wszystkich przyjaciół i członków swoich rodzin o stulecia. Ojciec zawsze mówił, że są bardzo niebezpieczne, ale także bardzo samotne… być może zresztą to właśnie samotność sprawia, że są takie niebezpieczne.
– Zastanówmy się przez chwilę. Dlaczego twój ojciec nie mógł znaleźć gniazda?
– Miał kilka pomysłów. Zawsze był przekonany, że kiedy burzono Redding’s Department Store w tysiąc dziewięćset siódmym roku, trumny nie mogły zostać zabrane daleko. Byłoby to za drogie, a poza tym kto chciałby płacić za nieznane zwłoki? W żadnej z gazet nie ma wzmianki o wywiezieniu tylu trumien z Nowego Jorku albo odesłaniu ich do Rumunii, a byłoby to na pewno warte wzmianki.
– Może wywieziono je na cmentarz i spalono?
– Może. W New Jersey jest rumuński cmentarz prawosławny, ale księgi nie wspominają o podobnym zdarzeniu. Żaden cmentarz w promieniu stu kilometrów od Nowego Jorku nie wspomina w swoich rejestrach, żeby jednego dnia pochowano tyle trumien… nawet Potter’s Field na Hart Island, gdzie grzebano miejskich nędzarzy.
– Co można by zrobić z dwustoma trumnami? – zastanawiałem się głośno. – Jeżeli nie chce się ich palić ani zakopywać, to gdzie można by je schować?
– Musimy przyjrzeć się mapie – powiedziała Jenica. Podeszła do regału i wróciła z bardzo dokładną, przypominającą sztabówkę mapą Manhattanu z tysiąc dziewięćset czternastego roku, którą rozłożyła na stoliku do kawy. Papier był pożółkły ze starości, a zgięcia wzmocniono taśmą samoprzylepną, aby całość się nie rozpadła. Nad częścią, ukazującą Wall Street i park Battery, był przymocowany arkusz kalki kreślarskiej, na którym ojciec Jenicy zaznaczył ołówkiem lokalizacją Redding’s Department Store przy Cortland Street. Podobne arkusze kalki były umocowane w miejscach, o których sądził, że mogą ukrywać trumny. – Oczywiście mapa ta została sporządzona siedem lat po przeniesieniu trumien, więc wiele budynków mogło wtedy stać inaczej. W owych czasach w dzielnicy handlowej bardzo szybko burzono i natychmiast budowano coś nowego. Ulice niemal stale wypełniał gruz. Każdy bank chciał mieć większą siedzibę, każdy makler giełdowy chciał mieć wyższe biuro. Domy prywatne znikały i przenosiły się coraz bardziej na północ miasta, otwierano i zamykano coraz to nowe fabryki.