Выбрать главу

– A mamy wybór? – spytałem.

– Może ja zejdę pierwszy? – zaproponował Frank. – Jeżeli nie znajdziemy tych drani, i tak umrę. Może pomyślą, że jestem jednym z nich, i mnie nie zaatakują. Prawie jednym z nich.

– To mnie właśnie przeraża – oświadczyła Jenica. – A jeżeli od początku wciągałeś nas w pułapkę?

– Nie zamierzam się narzucać – odparł Frank. – Chcę tylko powiedzieć, że jeżeli chcecie, abym poszedł pierwszy, to pójdę.

– Ja mu ufam – oświadczyłem. Tak naprawdę wcale nie byłem tego pewien, ale nie zamierzałem iść pierwszy.

Gil wzruszył ramionami. Wyjął z kieszeni paczkę owocowych dropsów, wysypał sobie kilka na rękę i wepchnął do ust.

– Dla mnie może być – stwierdził.

Dałem Frankowi latarkę i wsunął się do niszy. Musiał się wciskać bokiem i wciągnąć brzuch. Światło latarki oświetlało mu twarz, która wyglądała upiornie.

– Nie jest tak źle – orzekł, po czym dostał napadu kaszlu i musiał się zatrzymać.

– Chcesz wrócić? – zapytałem, ale pokręcił głową.

– Nic mi nie jest. Poradzę sobie.

Przesuwał się centymetr po centymetrze w kierunku schodów i powoli znikał nam z oczu. Widzieliśmy tańczące po cegłach światło latarki i słyszeliśmy drapanie podeszew o cegły, ale to wszystko. Po chwili światło znikło i zapadła cisza.

– Frank!

Cisza.

– Frank, jesteś tam? Co widzisz?

Po kolejnej długiej chwili ciszy rozległ się niewyraźny, zwielokrotniony echem głos.

– To niesamowite! Nie…sa…mo…wi…te! Musicie tu zejść!

– Frank, wszystko w porządku?

– Chodźcie zobaczyć!

– Są strigoi? – spytała Jenica.

– Chodźcie zobaczyć!

– To pułapka – uznała Jenica. – Jestem pewna, że Frank chce nas wciągnąć w pułapkę.

– A ja mu w dalszym ciągu wierzę – odparłem. – Nie brzmiał, jakby miał kłopoty.

Gil uniósł kij baseballowy.

– Ja zejdę pierwszy. Jeśli usłyszycie, że krzyczę, uciekajcie stąd jak najszybciej.

Wcisnął się w niszę i przesuwając bokiem, zaczął schodzić schodami. Muszę przyznać, że mam lekką klaustrofobię – kiedy miałem cztery lata, siostra zamknęła mnie w bieliźniarce i przez trzy dni się darłem. No, przynajmniej matka twierdziła, że miała wrażenie, jakby to trwało trzy dni. Ale to było jeszcze gorsze. Najpierw musiałem wypuścić powietrze, potem głęboko wciągnąć brzuch, lecz nawet wtedy przeciśnięcie się kosztowało mnie sporo wysiłku. Cegły drapały moją sprzączkę paska i zacząłem się poważnie obawiać, że utknę i umrę z głodu. Niezbyt pomagało mi też to, że zacząłem hiperwentylować.

– Pospiesz się – ponagliła mnie Jenica. Może i była piersiasta, ale w sumie znacznie szczuplejsza ode mnie.

– Robię, co, mogę.

– A jeśli będziemy musieli uciekać?

Nie odpowiedziałem. Za bardzo byłem zajęty walką z zakrętem. Jeszcze nigdy w życiu nie byłem tak spanikowany – nawet wtedy, gdy Misquamacus sprowadził z zaświatów stada szczurów – a szczurów nienawidzę tak samo jak ciasnych przestrzeni.

Kiedy jednak minąłem róg, zaczęło się robić luźniej, także sufit się podwyższał. Ostatnie dwadzieścia stopni było bardzo stromych i prowadziły do wielkiej ciemnej krypty, podpieranej przez potężne żelazne kolumny. Gil i Frank machali latarkami, próbując jak najwięcej zobaczyć.

Między kolumnami leżały setki trumien – setki – i wszystkie miały pootwierane wieka. W głębi krypty światła latarek ukazały lustro wody – część pomieszczenia zalała woda, w której pływały trumny.

– Strigoi… – szepnęła Jenica, kiedy do nas dołączyła. Frank podszedł do najbliższej trumny. Wyglądała na dębową i kiedyś musiała być pomalowana na czarno, teraz jednak farba złuszczyła się i wyblakła. Materiał w środku pożółkł, pokrywały go plamy i pleśń i można było wyraźnie dostrzec odcisk ciała. Na poduszce leżało nawet kilka suchych ciemnych włosów. Frank podniósł je i potarł między palcami.

– Frank?

Odwrócił się do mnie. Nawet pod grubą warstwą kremu widać było, że jest zdruzgotany.

– To prawda… – wymamrotał. – One naprawdę istnieją. Żywe trupy… Nie śniłem.

Nie wiedziałem, co mu na to odpowiedzieć. Zaczął chodzić od trumny do trumny, jakby szukał dowodu, że wszystko jest tylko jedną wielką mistyfikacją. Niektóre trumny miały tabliczki z nazwiskami i Frank zaczął je czytać.

– Naum Ciomu… Valeriu Erhan… Ioan Stefanescu…

Kiedy Jenica to usłyszała, natychmiast krzyknęła:

– Harry! Każ mu przestać! Niektóre strigoi mogą go usłyszeć!

– Frank… – powiedziałem, ale on podniósł rękę.

– Słyszałem ją. – Wrócił i stanął przy mnie. – Nie ufa mi, prawda?

– Nie ufa, wie jednak o wampirach znacznie więcej od nas 1 może generalną zasadą jest, aby im nie ufać.

– Harry, ja nie jestem wampirem i nie zamierzam nim zostać.

Jenica przechodziła nad kolejnymi trumnami, Gil szedł tuż za nią.

– Kto wie, może ma złe doświadczenia z wampirami?

– Ona ma złe doświadczenia z wampirami?

Popatrzyłem na niego. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Mogłem się jedynie domyślać, jakie katusze cierpi.

– Kto by pomyślał, że to wszystko prawda? – spytał. – Te wszystkie komiksy z przerażającymi opowieściami, które czytaliśmy w dzieciństwie… filmy z Draculą, opowieści o wampirze Lestacie… cały czas wszystko było prawdą.

W tym momencie Gil zamachał latarką, a Jenica zawołała.

– Harry! Harry, znaleźliśmy! Jest tu trumna Wilka!

Trumna Zbieracza Wampirów była ogromna, przypominała limuzynę z lat czterdziestych i ustawiono ją na cegłach, aby nie zetknęła się z wodą. Dokładnie jak trumna, którą Frank widział we śnie, była zrobiona z żelaza i pokrywały ją grube płaty brudu i rdzy. Miała sześć wielkich uchwytów w kształcie wilczego łba z kółkiem w paszczy, a boki bogato zdobione splątanymi wężami.

Tak samo jak w przypadku reszty trumien, wieko było podniesione i odchylone na bok, choć sama trumna stała na tyle wysoko, że nie dało się zobaczyć, czy ktoś jest w środku.

Gil natychmiast pochylił się przede mną i splótł dłonie.

– Podniosę cię.

– Zaraz, zaraz! A jeśli jest w środku?

– Nie wiem. Wbijesz mu w serce osikowy kołek.

– Nie mamy osikowego kołka.

– I tak nic by to nie dało – powiedziała Jenica. – Wilk już nie żyje. Jego serce jest pochowane na Wołoszczyżnie.

– Jeśli go tu nie ma, to co ja mam robić?

– Nic nie mów. Nie odzywaj się. Przeżegnam go krzyżem i święconą wodą, a następnie przeczytam z książki o svarcolaci odpowiednią formułę i zapieczętujemy trumnę lakiem.

.- I to go zamknie na dobre?

– Jak sam powiedziałeś, Harry, to siły nadprzyrodzone i nie ma gwarancji producenta.

Wsadziłem stopę w złożone dłonie Gila i złapałem go za ramiona.

– Gotów? – zapytał, zanim jednak zdążyłem potwierdzić, uniósł mnie. Aby się utrzymać, zamachałem wściekle ramionami.

Straciłem jednak równowagę i musiałem zeskoczyć na podłogę, lecz udało mi się na ułamek sekundy zajrzeć do trumny. Wilka nie było w środku – za co gorąco podziękowałem wszystkim świętym Wołoszczyzny. Była jedynie brudna szara poduszka i płatki łupieżu, które ze starości zrobiły się żółte.

– Chcesz jeszcze raz spróbować? – spytał Gil.

– Daj sobie spokój. Jest pusta.

– Prawdopodobnie chowa się gdzieś w lustrze – stwierdził Frank. – Założę się, że oni wszyscy to robią.

– Chciałabym zajrzeć do trumny – powiedziała Jenica.