Oblizał wargi i odkaszlnął nieco krwi.
– Chciałbym ci coś obiecać – wychrypiał. – Nieważne, co się ze mną stanie, przysięgałem chronić ludzkie życie. Jeżeli kiedykolwiek będziesz mnie potrzebował i potrafię ci jakoś pomóc, to na pewno pomogę.
– Doceniam to, Frank, ale jestem pewien, że wyzdrowiejesz. Ani się obejrzysz, jak staniesz na nogach.
Niemal udało mu się uśmiechnąć.
– Nie próbuj oszukiwać oszusta. Wypowiadałem takie same słowa częściej, niż mógłbyś sobie wyobrazić. Gdy lekarz mówi, że twój stan się poprawi… zapamiętaj sobie moje słowa… wtedy najwyższy czas zacząć panikować.
Kiedy zasnął, zaczęliśmy z Jenicą przeszukiwać regały z książkami Razvana Dragomira, próbując znaleźć coś związanego z wampirami i lustrami. Słońce zachodziło i wkrótce w salonie zrobiło się tak mroczno, że ledwo się widzieliśmy. Jenica pozapalała ciemnoczerwone świece, które paląc się, wydzielały mocny korzenny zapach.
Strigoi może i porzuciły swoje trumny w Świętym Stefanie, ale w książkach ojca Jenicy nie było nic, co by wskazywało na to, że Frank miał rację i że zamiast w trumnach, wampiry ukrywają się w lustrach.
Jeśli chodzi o zjawiska nadprzyrodzone, kiedyś byłem dość sceptyczny. W końcu z nich żyłem. Gdy jednak dotarło do mnie, że świat duchowy to fakt, a takie rzeczy jak demony rzeczywiście istnieją, przyjąłem do wiadomości wszelkie dziwne zjawiska bez większego krytycyzmu. Jenica wierzyła w wampiry tylko dlatego, że ojciec przedstawił jej wystarczająco mocne dowody na ich istnienie, ale generalnie biorąc, była znacznie bardziej sceptyczna ode mnie – i bardziej analityczna. Uważała, że wampiry mogą się ukrywać w piwnicach albo tunelach metra – wszędzie tam, gdzie nie dociera światło dzienne. Zasugerowała nawet, że mogą przedostawać się do domów pogrzebowych i zamykać w ciągu dnia w przygotowanych do sprzedaży trumnach.
Ale lustra?
– W rumuńskich legendach nie ma nic o ukrywaniu się strigoi w lustrach – oświadczyła.
Skończyłem przeglądać Legendy Mołdawii i zacząłem kartkować starą zakurzoną książkę z tysiąc osiemset osiemdziesiątego szóstego roku, zatytułowaną Rumuńskie wierzenia ludowe Zamieszczono w nim dziesiątki rycin, przedstawiających nagie kobiety, co sugerowało, że jest to jakaś praca antropologiczna. Rzeczywiście była to akademicka cegła, ale mniej więcej w połowie natknąłem się na rysunek łoża śmierci z leżącą na nim koszulą nocną. Była pięknie ułożona, jakby kobiecie, do której należała, udało się wyjść z niej w taki sposób, że koszula zachowała kształt jej ciała. Wyszywane rękawy były skrzyżowane na „tułowiu”, a na nich położono białe lilie.
Najbardziej zaskakujący był rysunek przedstawiający samą kobietę – była całkowicie naga i wchodziła w wielkie lustro, wiszące nad kominkiem. Jedna ręka już schowała się w szkle i widać było jej niewyraźne odbicie w głębi. Kobieta patrzyła za siebie z żalem i mówiła: „Żegnaj, moja śmiertelna postaci”.
Umieszczony na kartce obok tekst informował: „W wiejskich okolicach Rumunii, kiedy członek rodziny umierał w wyniku pewnych określonych dolegliwości, odwracano wszystkie lustra do ściany, aby po śmierci duch nie próbował osiągnąć nieśmiertelności cielesnej poprzez wkroczenie do świata zwierciadlanych odbić, ale natychmiast skierował się do nieba. Uważano, że w świecie zwierciadlanych odbić człowiek może żyć wiecznie, ceną tego jest jednak wieczne cierpienie, ponieważ przebywający tam duch nie może wychodzić na światło dzienne i nie może odnaleźć doskonałego spokoju oraz duchowego zadowolenia, jakie może dać jedynie Pan”.
Kiedy skończyłem czytać ten fragment, Jenica wzruszyła ramionami.
– To o niczym nie świadczy.
– Może i nie, ale sugeruje, że zmarli mogą przejść przez lusstro. A przynajmniej niektórzy… w zależności od tego, z jakiego powodu zmarli.
– Może, nie ma tu jednak żadnej wzmianki o strigoi.
– Nie ma, ale użyto określenia „w wyniku pewnych określonych dolegliwości”. Może jedną z nich jest zakażenie przez wampira? – Harry, może i tak, ale na tym właśnie polega problem z mitami i legendami. Bardzo łatwo użyć ich do poparcia dowolnej teorii.
– Ale Frank widział, jak ta Susan Fireman wychodzi z lustra, a co mamy tutaj? Kobietę wchodzącą w lustro.
– Nie twierdzę, że się mylisz, Harry. Może kobieta na rycinie to strigoica, ale to tylko domysł. Poza tym nic się tu nie mówi na temat tego, w jaki sposób można stwierdzić, czy strigoi ukrywa się w lustrze ani jak je powstrzymać przed wyjściem z niego, ani czy możliwe jest wejście za nim w świat lustrzanych odbić, ściganie go tam i zniszczenie.
– To książka o ludowych wierzeniach, nic więcej, wskazuje jednak wyraźnie, że istnieje legenda o wchodzących do lustra ludziach. A ty mówisz o podręczniku technik zwalczania wampirów, czegoś w rodzaju instrukcji do egzorcyzmów, jaką mają katolicy.
Pokręciła głową.
– Wątpię, czy coś takiego kiedykolwiek napisano. Większość kleru rumuńskiego neguje istnienie strigoi… mimo wielu dowodów. Duchowni wolą pomijać tę sprawę milczeniem. Przy podtrzymywaniu legend o wampirach obstaje jedynie Rada Turystyki Rumunii, ale ich działania są absurdalne, bo polegają głównie na organizowaniu lotów balonem nad górami Transylwanii i śniadań z szampanem w miejscu, gdzie urodził się Dracula.
– Mimo wszystko uważam, że Frank mówił prawdę, a Susan Fireman rzeczywiście wyszła z lustra.
– Nie byłbym tego taki pewien – wtrącił Gil. – Nie chce twierdzić, że z rozmysłem kłamał, ale sam musisz przyznać, że mógł majaczyć. Widywałem coś takiego w Bośni. Ludzie gadali o najdziwniejszych rzeczach.
– Jest chory, zgoda, ale…
– Jest znacznie więcej niż chory – przerwała mi Jenica. – Jest jednym z bladych ludzi… jeszcze nie umarł, ale już jest półstrigoi.
– I dlatego mu wierzę. W każdej chwili mógł nas zaatakować, prawda? Płonie cały i zrobiłby wszystko, aby napić się naszej krwi, walczy z tym jednak. Może i jest półstrigoi, ale w połowie nadal pozostaje człowiekiem i bardzo się stara. Dlaczego ostrzegł nas przez chowającymi się w lustrach wampirach? Nie chce, aby nas zaskoczyły. Próbuje nas chronić. Uważa, że to ostatni ludzki gest, na jaki powinien się zdobyć, zanim przejdzie na drugą stronę i zostanie jednym z nich.
Za oknami ostatnie błyski szkarłatu połknęła ciemność, jakby przykryła je peleryna Beli Lugosiego. Gil popatrzył na złocony zegar.
– Wpół do dziesiątej – mruknął. – Chyba już wkrótce dowiemy się, co jest naprawdę prawdziwe, a co nie.
Jenica otworzyła torbę i wyjęła swój zestaw do walki z wampirami: krucyfiks, święconą wodę i pastę czosnkową.
– Możemy się teraz tylko modlić o to, aby legenda się myliła i żeby svarcolaci nie słyszeli, jak wypowiada się ich imię.
– A może zabawimy się w „załatwmy ich”? – spytał Gil.
Nie pamiętam, kiedy usnąłem, nagle jednak coś mnie wyrwało ze snu. Wszystkie świece poza jedną już się wypaliły, ale ta także już filowała i zamierzała zgasnąć. Popatrzyłem na złocony zegar – za pięć wpół do drugiej.
Byłem przekonany, że nie obudziłem się przypadkiem, kiedy jednak zacząłem się wsłuchiwać w ciemność, stwierdziłem, że jest całkowicie cicho.
– Gil? – szepnąłem.
Spał w fotelu i chrapał jak mors. Jenica leżała na kanapie. Sukienka podciągnęła jej się tak wysoko, że w świetle świecy widać było nagie biodro.
Wstałem z fotela i poszedłem do salonu po latarkę. Zapaliłem ją i skierowałem światło na dywan. Dopóki nie było to konieczne nie chciałem budzić Jenicy i Gila.