– Śpiewająca Skała?
– Oczywiście, mały bracie. Chyba nie pomyślałeś naprawdę, że zostawię cię, abyś sam walczył z Misquamacusem?
Przesunąłem się ku nogom łóżka na pupie, jak dziecko.
– Wiedziałeś, że to Misquamacus? Od początku?
– Nie. Bardzo dobrze się ukrył. Wyczułem jego woń, kiedy twoja przyjaciółka odmawiała rytualną formułę i duch, w którym się ukrył, zaczął słabnąć.
– To Vasile Lup, Zbieracz Wampirów.
– Zgadza się. Duch bardzo silnego człowieka, wojownika, ale tylko człowieka, a nie czarownika, jak Misquamacus.
W kącie, w którym siedział Śpiewająca Skała, było tak ciemno, że widziałem jedynie zarys jego sylwetki – refleksy na okularach, sczesane do tyłu włosy, kontur naszyjnika z kości bizona, który zawsze nosił.
Sądziłem, że pozbyliśmy się Misquamacusa na dobre – powiedziałem. – Myślałem, że został całkowicie rozproszony podzielony między żywioły.
– Tak też było, ale jeden żywioł jest potężniejszy od wszystkich pozostałych: ogień. Ogień może wysuszyć wodę sprawić, aby pękła skała, zabrać powietrze, którym człowiek oddycha. Ogień ożywił też Misquamacusa… znów stopił jego duszę w całość.
– Ogień? Jaki ogień?
– Ogień, który zabił wielu ludzi, ale miał też znacznie poważniejsze konsekwencje. Ogień, który miał temperaturę siedmiuset pięćdziesięciu stopni Celsjusza i był dość silny, aby ściągnąć z niebytu fragmenty jego ducha.
– Masz na myśli… jedenasty września? Wieże World Trade Center?
– Rozmawiałem z duszami wielu ludzi, którzy wtedy zginęli. Każda z nich pamięta wielki błysk, wielki podmuch i słowo, wypowiedziane w języku, którego nie znają. Niektóre uważały, że to islamska modlitwa, odmawiana przez oddających się opiece Allacha terrorystów. Słowo to brzmiało Ma’iitsoh.
– Ma’iitsoh? Co to znaczy?
– W języku Nawajów „wilk”. To Misquamacus wzywał ducha Vasile Lupa do powstania, aby mógł go opanować. Kiedy Misquamacus został rozproszony po wszystkich żywiołach, stracił spójną substancję duchową, więc nie mógłby zjawić się w świecie ludzi bez ducha Vasile Lupa, w którego mógł się odziać… jak w pożyczony garnitur.
Wstałem z łóżka i podszedłem do okna. Niebo robiło się coraz jaśniejsze i wyobrażałem sobie jak wszystkie strigoi, od których roił się Manhattan, uciekają do trumien i luster, czy gdzie tam przeczekiwały dzień.
– Trzeba było mnie ostrzec przed Vasile Łupem – powiedziałem. – Ostrzegłeś mnie przed strigoi, ale nic nie było o Lupie.
– Było, tylko że kiedy twoja przyjaciółka powiedziała ci o strigoi, przestałeś szukać znaków. Pamiętasz, jak przechodziłeś obok grilla przy Hudson Street?
Walnąłem się w czoło.
– No pewnie! Hudson Street Grill z palącym się tylko jednym „l” i „up” z „kupuj”. Lup. Przepraszam, ale i tak prawdopodobnie bym nie zrozumiał, o co chodzi.
– Nie ma to teraz znaczenia. Odkryłeś, kto jest twoim prawdziwym wrogiem, i wiesz, że jest znacznie niebezpieczniejszy od Vasile Lupa.
– Ale skoro Misquamacus nie może się pojawić w realnym świecie bez wykorzystania Lupa, czy to znaczy, że jeżeli zamkniemy Lupa w trumnie, Misquamacus nie będzie się mógł wydostać?
– Misquamacus daje duchowi Vasile Lupa znacznie większą odporność na rytuały twojej przyjaciółki, niż miałby normalnie. Vasile Lup ma własną moc, lecz Misquamacus przekazał mu także siłę Wielkich Starców. Rytuał twojej przyjaciółki mógł osłabić Vasile Lupa do momentu ujawnienia się Misquamacusa, nie wystarczył jednak do zmuszenia go, by powrócił do trumny.
– Co więc powinniśmy zrobić?
– Musisz podążyć za Vasile Lupem i dowiedzieć się, gdzie się ukrywa za dnia. Ale nawet z pomocą rytuału twojej przyjaciółki nie dasz rady odesłać go do trumny, bo Misquamacus na to nie pozwoli. Będziesz go musiał całkowicie zniszczyć, aby Misquamacus nie miał ducha, w którym mógłby się ukryć.
– Rozumiem, ale Vasile Lup chowa się w lustrach. Jak mam go zapędzić w kozi róg, bez konieczności rozbicia wszystkich luster w Ameryce?
– Nie mam pojęcia. Znam się na magii indiańskiej, lecz nic nie wiem o svarcolaci.
– Bardzo mi pomogłeś.
– Zawsze chętnie udzielam ci porady, mały bracie, nie mogę jednak powiedzieć ci tego, czego sam nie wiem.
Usiadłem na łóżku. Robiło się coraz jaśniej i kontur Śpiewającej Skały bladł. Ledwie go widziałem.
– Przepraszam. Wiem, że nie ma tu łatwych odpowiedzi.
– Mogę ci w jednej sprawie pomóc. Mogę ci pomóc walczyć ze strigoi, a jeżeli zostaną pokonani, Vasile Lup nie będzie miał armii, która by go chroniła.
Podniosłem głowę.
– Możesz to zrobić? Jak?
– Słyszałeś kiedyś o Zmiennej Kobiecie?
– Nie. Poza tym, że mogłoby to pasować do każdej kobiety, z jaką byłem związany.
– Opowieść o Zmiennej Kobiecie to opowieść Nawajów o Stworzeniu. W czasie przed początkiem czasu światem rządzili Wielcy Starcy, czyli bogowie chaosu i destrukcji. Właśnie ich Misquamacus wezwał, aby zniszczyli białego człowieka, i cały czas dają mu siłę. – Śpiewająca Skała mówił powolnym, uroczystym głosem, jakim zawsze opowiadał indiańskie legendy, byłem jednak zbyt zmęczony, aby go ponaglać, poza tym, jeżeli wiedział o czymś, co mogło pomóc nam pobić strigoi, chciałem to poznać. – W owych czasach świat terroryzowały potwory, zwane przez Nawajów binaayee’ i był on miejscem ciemności oraz straszliwej przemocy. Niemal cała ludzka rasa została wyrżnięta, poza Pierwszym Mężczyzną i Pierwszą Kobietą oraz dwojgiem ich dzieci. Pierwszy Mężczyzna i Pierwsza Kobieta byli jednak za starzy na to, aby urodzić więcej dzieci, a ich dzieci były ze sobą zbyt blisko spokrewnione. Pewnego dnia nad górą Ch’ooli’i’i pojawiła się ciemna chmura i wokół jej szczytu zaczęło błyskać i grzmieć. Pierwszy Mężczyzna wspiął się na górę i znalazł na niej turkusową figurkę. Była wielkości niemowlaka, ale wyglądała jak dorosła kobieta. Zaniósł tę figurkę Pierwszej Kobiecie, która nie wiedziała jednak, co z nią zrobić, i zaproponowała, żeby ją zanieść z powrotem na szczyt góry. Na szczycie, podczas burzy, Wiatr Nilchi przemienił figurkę w dwie żywe boginie – Zmienną Kobietę i Kobietę o Białej Powłoce. Zmienna Kobieta i Kobieta o Białej Powłoce czuły wielki pociąg do żywiołów. I tak pewnego dnia Zmienna Kobieta położyła się nago na zboczu góry, szeroko rozłożyła nogi j palcami rozchyliła wargi sromowe, aby wędrujące po niebie Słońce mogło świecić prosto do jej wnętrza. Kobieta o Białej powłoce zrobiła to samo w strumieniu, wpuszczając w siebie wodę. Po czterech dniach obie kobiety stwierdziły, że są brzemienne, i po czterech kolejnych powiły chłopców. Syn Kobiety o Białej Powłoce został nazwany Wodnym Dzieckiem, a syn Zmiennej Kobiety Zabójcą Potworów. Cztery dni później, kiedy syn Zmiennej Kobiety był już dorosły, wezwał swojego ojca Słońce, aby pomógł mu zniszczyć binaayee’. Tak samo jak strigoi, binaayee’ giną od słonecznego światła, więc kiedy syn Zmiennej Kobiety czuł ich zapach, wykopywał je z ciemnych kryjówek w ziemi i świecił na nie oczami, spalając na popiół. Zabił w ten sposób wszystkie binaayee’ i świat stał się miejscem, w którym można było bezpiecznie żyć. Wszystkie dzieci syna Zmiennej Kobiety również rodziły się jako zabójcy potworów, toteż wkrótce wytępili potwory z czasu przed rozpoczęciem czasu. Dzieci Zabójcy Potworów nazywano Ludźmi-ze-Słońcem-w-Oczach. Zabójca Potworów miał stałość ojca i zmienność matki. Jego oboje rodzice bardzo różnili się od siebie, ale istnieli w harmonii, czyli w sposób, w jaki powinni żyć wszyscy Nawajowie. Zmienna Kobieta powiedziała do Słońca: „Jesteś mężczyzną, a ja kobietą. Ty jesteś z Nieba, a ja z Ziemi. Ty jesteś stały w swej jasności, a ja muszę się zmieniać wraz z porami roku. Ty poruszasz się stale na obrzeżach Raju, a ja jestem przywiązana do jednego miejsca. Pamiętaj jednak, że choć jesteśmy tak różni, łączy nas jeden duch. Ponieważ tak bardzo się różnimy, nie będzie równowagi we wszechświecie, dopóki nie będzie harmonii między nami”. Zmienna Kobieta pocierała skórę w różnych miejscach swego ciała i za każdym razem tworzyła dwóch dorosłych mężczyzn i dwie dorosłe kobiety, którzy ustanawiali własne klany: Bit’ahnii, czyli Klan Ludzi Pod Jego Ochroną, T-d’ch’nii, czyli Klan Gorzkiej Wody, Hashtu ‘ishnii, czyli Klan Błota, i wiele innych. Potem zabrała tych wszystkich ludzi na zachód, gdzie żyli w pokoju i dobrobycie. Było to przed wiekami, w czasie gdy czas dopiero się zaczął. Zmienna Kobieta żyje jednak do dziś, ponieważ odmładza się z każdą kolejną porą roku. Kiedy nadchodzi zima staje się pomarszczoną staruszką. Wiosną, opierając się na lasce ozdobionej białymi muszelkami, kuśtyka do położonej na wschodzie sali i nabiera sił. Potem bierze turkusową laskę udaje się do sali na zachodzie i wychodzi z niej jako dumna młoda kobieta. Na koniec idzie do sali z widokiem na północ i wychodzi z niej jako tak piękna dziewczyna, że ludzie z zachwytem skłaniają przed nią głowy. Jest cyklem ludzkiego życia. Podąża za porami roku i obrotami Słońca, ale wędruje w przeciwnym kierunku: od starości ku młodości. Rozumiesz to, mały bracie?