– No cóż… – powiedziałem niezbyt pewnie. Była to fascynująca legenda, jeszcze zabawniejsza od opowieści o Adamie, Ewie i Wężu, nie bardzo jednak wiedziałem, jak mogłaby nam pomóc zniszczyć strigoi.
Śpiewająca Skała chyba musiał czytać w moich myślach. Otworzył lewą dłoń i wysunął ją wnętrzem ku górze w moją stronę, potem zrobił to samo z prawą.
– Harry Erskine, z jednej strony masz demony chaosu i ciemności, które próbują cię zniszczyć, z drugiej potęgą życia, płodności i światła. Musisz poprosić Zmienną Kobietę, aby ci pomogła. Tylko ona może wezwać swojego syna Zabójcą Potworów i Ludzi-ze-Słońcem-w-Oczach, którzy będą mogli zabić strigoi.
– To wszystko? Nic więcej nie muszę robić? Jedynie porozmawiać z Matką Stworzenia?
Śpiewająca Skała skinął głową.
– I co mam jej powiedzieć, oczywiście jeśli uda mi się z nią skontaktować? Droga Zmienna Kobieto, bardzo bym się cieszył, gdybyś mogła podesłać mi kilku swoich chłopców, żeby w moim imieniu skopali dupy paru strigoi?
– Czemu sobie z tego żartujesz?
– Bo jestem zdezorientowany, boję się jak jasna cholera i nie sądzę, żebym poradził sobie z przywołaniem Zmiennej Kobiety czy jakiegokolwiek innego bóstwa. Oczywiście wierzę w to, że wierzysz w te historie o Matce Ziemi i zabójcach potworów, i wierzę, iż to wszystko gdzieś istnieje, w jakiejś rzeczywistości. Widziałem część tych rzeczy i w końcu rozmawiam z tobą, a przecież wedle wszelkich zwykłych kryteriów nie istniejesz. Ale to nie jest moja kultura. Nie jestem z tym związany duchowo, więc moja wiara nie jest zbyt silna. To tak, jakbyś kazał mi porozmawiać z Buddą.
– Nie potrzebujesz wiary, Harry Erskine. Zmienna Kobieta jest prawdziwa. Na pewno zauważyłeś, że zimą robi się coraz zimniej i ziemia robi się coraz bardziej zmęczona, ale mimo to wiosna zawsze wraca, a zboże znowu wyrasta. Zmienna Kobieta wędruje w przeciwnym kierunku, krążyłeś jednak wokół niej i widziałeś ją… nawet jeśli tylko przez ułamek sekundy. Nie widziałeś jej na polach? Na ulicach miast? Na pewno wiesz, że gdzieś tu jest.
Przez chwilę wydawało mi się, że rozumiem, o czym mówi. Sami pewnie dobrze wiecie, jak to jest, kiedy ulicą idzie ładna dziewczyna i słońce rozświetla jej twarz, dziewczyna patrzy na ciebie i choć nie wiesz dokładnie, o co chodzi, masz wrażenie, że wydarzyło się coś ważnego. Śpiewająca Skała chciał mi powiedzieć, że Zmienna Kobieta chodzi między ludźmi – może jako duch zmiany – i choć nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy, wszyscy ją kiedyś widzieliśmy.
– W porządku. Może jest prawdziwa. Może ją widziałem, ale nie wiem, jak z nią rozmawiać.
– Oczywiście, że wiesz. Zmienna Kobieta zawsze szuka harmonii. Jest bardzo zmartwiona, kiedy wypędza się ludzi z ich ziem, ale wie, że wszystko musi się zmieniać, a w świecie istnieje zarówno brutalność, jak i współczucie. Ze śmierci wyrasta nowe życie. Z okrucieństwa rodzi się zrozumienie. Zmienna Kobieta rozpacza, ale nigdy nie szuka zemsty… w odróżnienia od Misquamacusa. Jeżeli walczysz o harmonię wysłucha cię i pomoże.
– No dobrze, ale jak? Co mam zrobić?
– Do kogo byś poszedł, gdybyś chciał rozmawiać z duchem?
Okno wypełniło się nagle światłem słońca i widziałem już tylko blask oczu Śpiewającej Skały.
– Nie chcesz chyba powiedzieć, że…
– Masz mało czasu. Pospiesz się.
– Śpiewająca Skało…
– Nie, Harry Erskine. Dałem ci więcej rad, niż powinienem. Żywi nie mogą stale polegać na martwych, bo się w nich zamienią.
– A jeśli będę cię jeszcze potrzebował?
Nie otrzymałem odpowiedzi. Śpiewająca Skała zniknął.
Chciałem iść sam, ale Gil stwierdził, że nawet w dziennym świetle ulice są zbyt niebezpieczne. Strigoi mogą siedzieć w trumnach i lustrach, ale po mieście będą krążyć szabrownicy i wariaci, nie wiadomo także, co z wojskiem, które może mieć rozkaz najpierw strzelać do każdego, a dopiero potem grać w koło fortuny.
Na wypadek gdybyśmy zostali zatrzymani i nie mogli wrócić przed zmrokiem, Gil dwa razy sprawdził, czy wszystkie okna są zaryglowane, a lustra zbite, żeby Jenica była bezpieczna.
Jenica miała się czym zająć. Odkryła w biurku ojca ukraińską książką o martwych wampirach pod tytułem Opera i pamflet z Transylwanii Opowieści o siscoi (siscoi to lokalna nazwa żywych martwych). Znalazła także siedem tomów pamiętników ojca w ciemnoczerwonej skórze, zaczynających się od tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego pierwszego roku.
– Nic mi się nie powinno stać – oświadczyła. – Nie martwcie się. Mam jeszcze jedną butelkę palinki, więc niczego nie będzie mi brakować do szczęścia.
– Szczęśliwa i nieprzytomna – mruknął Gil, kiedy wychodziliśmy. – Mam kaca giganta. Sama myśl o tej wódzie boli.
Wyszliśmy na ulicę i znaleźliśmy się w filmie science fiction lat siedemdziesiątych. Szliśmy przez brązowy, powstały na skutek nadmiernej fotosyntezy smog, mijaliśmy porozrzucane wszędzie samochody i śmieci oraz rozdziobywane przez kruki trupy. Panowała całkowita cisza. Sporo ludzi musiało przeżyć – prawdopodobnie tysiące – ale musieli się ukrywać w mieszkaniach, podobnie jak my. W odróżnieniu od nas nie wiedzieli jednak, iż aby powstrzymać strigoi przed wejściem do domów, muszą porozbijać lustra, a nie było sposobu ich ostrzec.
– Powinieneś zobaczyć się z żoną i córkami – powiedziałem, kiedy szliśmy wzdłuż Hudson Street zasypanym szkłem chodnikiem.
– Zrobię to, ale najpierw sprawdźmy, czy uda nam się skontaktować z tą Zmienną Kobietą. Przynajmniej jest szansa, że zaczniemy im oddawać.
– Jak uważasz.
Kiedy przecinaliśmy Morton Street, ujrzeliśmy w oddali czterech, może pięciu ludzi. Klęczeli na chodniku, machali rękami jak szaleni i wyli jak wilki. Gil popatrzył na nich przez lornetkę i podał mi ją.