Выбрать главу

14

Wspominał pierwsze powojenne miesiące.

Pojechał do Niemiec bez Davida i zatrzymał się u Inge, która przetrwała wojenną zawieruchę. Znów wspólnie zaczęli szukać Miriam, przemierzając miasto i przeglądając listy więźniów obozów koncentracyjnych. Na jednej z nich Ferdinand znalazł Bauerów, na innej – Deborah, których opłakał z wściekłością i żalem.

Dowiedzieli się również daty przewiezienia Sary i Itzhaka do Dachau oraz ich śmierci w komorze gazowej. Jednak nadal nic nie wiedzieli o losie Miriam.

– Przyjdzie nam zaczekać, aż ujawniona zostanie cała prawda – powiedziała Inge. – Wtedy dopiero wyda się, ile osób zginęło na komisariatach. Podejrzewam, że Miriam dopadły „brunatne koszule” i albo została pobita na śmierć albo zmarła na torturach w więzieniu gestapo. Upłynie jeszcze trochę czasu, zanim udostępnione zostaną wszystkie archiwa. Na razie Niemcy boją się spojrzeć sobie w oczy, woleliby nigdy się nie dowiedzieć, co mają na sumieniu.

– A ty? Co ty czujesz? – zapytał Ferdinand.

Inge milczała przez chwilę, po czym zagryzła wargę, splotła dłonie na podołku i powiedziała:

– Czuję wstręt; wstręt do siebie, do tego kraju, do moich rodaków… Niełatwo będzie nam się pozbierać po czymś takim, nigdy już nie otrząśniemy się z tego koszmaru.

– To wy byliście koszmarem – zauważył bezlitośnie Ferdinand.

– Masz rację. Wiesz jednak, że należę do osób, które bynajmniej nie próbują uchylić się od odpowiedzialności, choćby osobistej, za to, co się stało. Przecież byłam tu i mogłam, jak tyle innych osób, działać i ryzykować życie, a przecież tego nie zrobiłam. Myślałam tylko, by przetrwać, doczekać końca wojny.

Również Inge poznała los swego narzeczonego. Dowiedziała się, kiedy trafił do Oświęcimia i kiedy został stracony. Teraz była już pewna, że do niej nie wróci, że nigdy więcej go nie zobaczy.

– I co teraz, Inge?

– Liczę, że uda mi się znaleźć lepszą pracę.

Inge przyznała się Ferdinandowi, że podczas wojny sypiała z niemieckimi żołnierzami, by zarobić na chleb dla syna.

– Gdy nie miałam gdzie sprzątać, wynajmowałam się jako prostytutka. Zdobyłam adres kantyny, gdzie zaglądali niemieccy oficerowie przebywający w Berlinie na przepustce. Byłam tam kilka razy.

Ferdinand domyślił się, że doświadczenie to odcisnęło na niej bolesne piętno, choć Inge nigdy by się do tego nie przyznała, nie żaliłaby się przed nikim. Jej jedyną obsesją była przyszłość.

– Jakie masz plany? – zapytał.

– Chciałabym skończyć studia i zostać nauczycielką, może mi się uda. Gunter ma już siedem lat, jest bardziej samodzielny. Będę uczyła się nocami, a za dnia pracowała tam, gdzie ci mówiłam.

Inge dostała pracę telefonistki w hotelu i mimo lichej pensji wydawała się bardzo zadowolona z posady. Była prawdziwą spartanką, wiedziała, co to bieda i niedostatek, dlatego, by związać koniec z końcem, wystarczało jej kilka groszy.

– Nie chcesz stąd wyjechać?

– Dokąd? I po co? Nie, to nie jest dobry pomysł, tutaj… cóż… tutaj umiem sobie radzić, a gdzie indziej musiałabym zaczynać wszystko od początku. Nie mogę ryzykować, muszę myśleć o Gunterze, mój syn zasługuje na lepsze życie. Ten kraj, wbrew temu, co ci wcześniej mówiłam, wypłynie jeszcze na powierzchnię, zobaczysz, może nawet staniemy się kiedyś państwem wielkich możliwości, wszystko przed nami.

– Nadal jesteś komunistką? – zapytał z zaciekawieniem Ferdinand.

– Nie, jestem tylko sobą, nikim więcej.

W rzeczywistości Inge zawsze była sobą, mimo to jej odpowiedź zrobiła na nim wrażenie. Nie miała nawet trzydziestu lat, a mówiła jak staruszka pozbawiona złudzeń.

■- A ty kim jesteś? – zadała mu to samo pytanie.- Sam nie wiem. My, Europejczycy, dużo zawdzięczamy twoim koleżkom Rosjanom, no i oczywiście Amerykanom. To oni wygrali wojnę i wyrwali nas z tego piekła.

– Tak, dużo zawdzięczamy Matuszce Rosiji. Pamiętasz? Tłumaczyłam ci kiedyś, że Stalin czeka tylko na właściwy moment.

– Ale pakt Ribbentrop-Mołotow był ciosem w plecy.

– Raczej czystą polityką.

– Wyjątkowo nikczemną polityką, czarną kartą w historii komunistów.

– Wszystkich komunistów?

– Wszystkich. We Francji niektórzy lewicowi przywódcy próbują nam teraz wmówić, że Hitler dążył do wojny z Francją, a Stalinowi udało się go na jakiś czas powstrzymać.

– Bo to prawda.

– A co powiesz o „odstąpieniu” Stalinowi przez Hitlera krajów bałtyckich i wschodniej części Polski?

– Przecież to ty przed chwilą mówiłeś, że dużo zawdzięczamy Rosjanom…

– Miałem na myśli prostych ludzi, żołnierzy, ich matki, ludzi z krwi i kości, którzy oddali za nas życie.

– Skoro sam Napoleon nie poradził sobie z Rosjanami, trudno, by udało się to Hitlerowi – uśmiechnęła się Inge.

Pewnego dnia Ferdinand poprosił Inge, by poszła z nim do domu Itzhaka i Sary. Chciał porozmawiać z dozorczynią, panią Bruning; liczył, że może teraz dowie się od niej prawdy.

Inge próbowała odwieść go od tego pomysłu, przeczuwając, że będzie to dla niego bardzo bolesne doświadczenie, ale ostatecznie zgodziła się mu towarzyszyć.

Pani Bruning przeżyła wojnę i była jeszcze tłustsza.

Otworzyła drzwi, poznała ich od razu i pobladła.

– To państwo…! O co chodzi…? Przecież już mówiłam, że nic nie wiem…

Inge i Ferdinand zauważyli, że dozorczyni nie jest już tak arogancka i zadufana w sobie jak przed kilkoma laty, gdy w jej oknie powiewała hitlerowska swastyka.

– Pani los jest teraz w pani rękach – zagroził jej Ferdinand, podstępem próbując rozwiązać dozorczyni język. – Opracowujemy właśnie listę nazistowskich kolaborantów, którzy donosili na niewinnych obywateli… Radzę mówić, co pani wie, wtedy może ulitujemy się nad panią.

– Proszę mówić, pani Bruning, nie ma pani wyjścia – dodała Inge.

Grzbietem dłoni kobieta otarła pot perlący się jej na czole. Zalatywało od niej strachem. Wahała się jeszcze, niezdecydowana, ale w końcu zaprosiła ich do mieszkania.

– Mój mąż nie żyje – wyznała. – Zostałam sama z córką i dwojgiem wnucząt. Mój zięć zginął na froncie wschodnim. Jeśli państwo mnie wydacie… nie wiem, co się z nami stanie…

Inge złapała Ferdinanda za ramię, powstrzymując go przed gwałtowną reakcją. W ustach ohydnej nazistki takie biadolenie było zdecydowanie karygodne, ale jeśli chcą poznać prawdę, nie mogą się zbytnio znęcać nad ofiarą.

– Pani Bruning, proszę mówić – zachęciła ją łagodnie Inge.

– Przyszła z samego rana, widok księgarni bardzo ją rozjuszył. Ja… prosiłam, by zamilkła, ale zwymyślała mnie, nazwała Niemców zwyrodnialcami, krzyczała, że co to za naród, który wyrzuca książki na ulice, pali je i porywa dwoje Bogu ducha winnych starców. Groziła mi, tak… miała czelność mi grozić. Nazwałam ją żydowską suką, a ona roześmiała mi się prosto w twarz, mówiąc, że owszem, jest Żydówką i nigdy nie była z tego bardziej dumna niż teraz. Kazałam jej się wynosić, ale ona nic, tylko się śmiała i śmiała. Zapytała, kim to ja niby jestem, by wyrzucać ją z mieszkania jej krewnych. Ostrzegłam, że jeśli sobie nie pójdzie… A potem zjawili się oni. Brat mojego zięcia był dowódcą „brunatnych koszul”, a jeden z jego szwagrów pracował w gestapo. Ona… napyskowała im, powiedziała, żeby trzymali od niej ręce z daleka, bo jest obywatelką francuską; że mogą zadzwonić do ambasady… Wtedy jeden z nich ją uderzył, a ona ugryzła go w rękę. Rzucili się na nią i wywlekli ją z domu.