Starsza kobieta najwyraźniej czytała w myślach syna, bo uniosła rękę, jakby prosząc, by się uspokoił.
– Twoja siostra może wychodzić, kiedy chce. Nigdy nie wraca późno, jest roztropna, mamy do niej zaufanie.
– Moja siostra włóczy się sama po nocach? Czy to przystoi przyzwoitej kobiecie? A ty przymykasz na to oko? A ojciec? Co na to ojciec? Dlaczego jej na to pozwala? Powinien ją zabić.
– Milcz! Co ty wygadujesz? Przecież to twoja siostra!
– To ladacznica!
– Milcz! Czy ty naprawdę nic nie rozumiesz? Myślisz, że gdzie my żyjemy? To Hiszpania, zapomniałeś? A ty przyjechałeś z Frankfurtu. Czyżby tamtejsze kobiety były inne? To nie nasza marokańska wioska, przecież wiesz. Tutaj kobiety mają swoje prawa, zaczynają je mieć nawet tam, w Maroku. Twoja siostra… twoja siostra ma rację w niektórych sprawach. Świat się zmienia…
– Matko! Czy i tobie rozum odjęło?
Gdy Mohamed znów grzmotnął pięścią w stół, dzieci wybuchły płaczem. Do tej pory siedziały cichutko, bojąc się zwracać na siebie uwagę, ale napięcie było ponad ich siły, nie mogły dłużej wytrzymać. Fatima próbowała je uspokoić, bojąc się reakcji męża. Jednak Mohamed polecił jej tylko zabrać dzieci i ułożyć je do snu.
Fatima wstała pospiesznie od stołu, wzięła dzieci na ręce i wybiegła z salonu, bojąc się, że mąż zmieni zdanie i wyładuje złość na jej plecach. Nie byłby to pierwszy mężczyzna odreagowujący frustrację na żonie i dzieciach.
W salonie zostali tylko Mohamed i jego matka, która nie spuściła wzroku i wytrzymała gniewne spojrzenie syna, wiedząc, że ten nie odważy się jej uchybić.
– Zostaw mnie samego – usłyszała.
– Najpierw sprzątnę ze stołu. Powinieneś odpocząć i pozbierać myśli. Jestem niewykształconą kobietą, ale widzę, że cię odmieniono, choć nie wiem, czy w Pakistanie, czy we Frankfurcie, kto ani dlaczego. W każdym razie czytam w twoich oczach nieszczęście.
– Zamilcz, matko, i zostaw mnie w spokoju!
Kobieta nie nalegała. Wyszła z salonu, a po chwili wróciła z dużą tacą, na której zaczęła starannie układać brudne talerze i sztućce. Mohamed zachowywał się, jakby go nie było, zatonął w rozmyślaniach, jednak matka potrafiła wyczytać w twarzy syna konsternację i cierpienie. Nagle przebiegł ją dreszcz i ogarnęło przeczucie, że jego powrót sprowadzi na nich wielką tragedię.
9
Laila szła pospiesznie stromymi uliczkami Albaicin. Umówiła się z dwiema koleżankami z kancelarii adwokackiej w centrum Granady, w pubie Generalife – ulubionym miejscu spotkań granadyjskiej młodzieży, która wiedziała, że natknie się tam, zwłaszcza w weekendy, na wielu znajomych i przyjaciół.
Gdy stanęła w progu, Paula pomachała do niej na powitanie.
– Spóźniłaś się – zbeształa ją.
– Wiem, ale przyjechał mój brat. Bardzo dawno się nie widzieliśmy. Przecież wiecie, że mieszka w Niemczech.
– Mohamed? Nie zaglądał do Granady od wieków. Nadal jest taki przystojny? – zapytała Carmen.
– Nadal – rzuciła niechętnie Laila.
– Był z niego niezły przystojniak i podrywacz jakich mało – drążyła temat Carmen.
– No właśnie, był. Bo teraz ma żonę i dwoje dzieci.
– Ożenił się! Kiedy? – wykrzyknęła Paula.
– Całkiem niedawno.
– No a dzieci? – zagadnęła ciekawska Carmen.
– To dzieci z pierwszego małżeństwa jego żony.
– Ale obciach! – parsknęła Carmen.
Dlaczego? – Laila najchętniej zmieniłaby temat, ale nie chciała być niegrzeczna dla dwóch najlepszych przyjaciółek.
– Przecież twój brat jest młodszy od nas, i to o jakieś dwa, trzy lata, a więc ma teraz trzydziestkę. W takim wieku chajtnąć się i wziąć sobie na głowę dwójkę dzieci… To dopiero… Skończył studia?
– Tak, pewnie pamiętasz, że studiował turystykę i wyjechał doFrankfurtu podszlifować niemiecki. Mamy tam rodzinę. No, ale… jesteście już po kolacji?
– Tak – odparła Paula. – Przekąsiłyśmy coś na mieście. A tak w ogóle, dzwonił Alberto, ma tu wpaść z Javierem, pewnie przyjdą lada moment.
Laila zamówiła tonik i w zamyśleniu sięgnęła po leżące na stoliku pudełko papierosów.
– Myślałam, że rzuciłaś palenie – zdziwiła się Paula.
– Tak, ale… jestem dzisiaj trochę podenerwowana, zresztą nie skończyłam tak zupełnie z nałogiem, od czasu do czasu pozwalam sobie na dymka…
Carmen zaczęła szczegółowo opowiadać o popołudniowym spotkaniu z nowym klientem, który był w trakcie separacji z żoną. Laila z ulgą wdała się w ożywioną rozmowę z przyjaciółkami – chciała choć na chwilę zapomnieć o kłótni z bratem.
Carmen i Paula były nie tylko jej najlepszymi przyjaciółkami, ale również pracodawczyniami: zatrudniły ją w kancelarii, którą założyły razem z Javierem.
Poznała je na wydziale. Carmen i Paula uczyły się w szkole prowadzonej przez zakonnice, Laila skończyła szkołę publiczną. Na uniwersytecie na początku patrzono na nią jak na raroga, lecz Laila szybko udowodniła, że jest nie tylko inteligentna i zasługuje na najwyższe oceny, ale również jest dobrą, zawsze gotową do pomocy koleżanką.
Rówieśnicy nieprędko ją zaakceptowali, przede wszystkim dlatego, że ojciec nie pozwalał jej uczestniczyć w lekcjach wuefu, a nawet zmuszał ją do noszenia w szkole hidżabu. Aż w końcu się zbuntowała. Nie powiedziała nic, by nie urazić ojca, ale kilka kroków od domu ściągała z głowy chustę. Namówiła też mamę, by kupiła jej taki sam dres, jaki nosiły jej koleżanki z klasy. Matka przystała na jej prośbę i przyrzekły sobie, że utrzymają sprawę w tajemnicy, by nie zawstydzać ojca.
Jednak Laili bardzo doskwierała świadomość, że oszukuje własnego tatę. Obawiała się jego reakcji, gdyby dowiedział się, że mama jest z nią w zmowie, nie dlatego, by miał podnieść rękę na żonę – Laila wiedziała, że nigdy by tego nie zrobił – ale z powodu bólu, jaki sprawiłoby mu to oszustwo. Dlatego zaraz po skończeniu osiemnastu lat i tuż przed podjęciem studiów na wydziale prawa postanowiła porozmawiać z ojcem i wyjaśnić mu, że nie będzie już nosiła hidżabu, że czuje się Hiszpanką – tylko i wyłącznie Hiszpanką – i że przy pierwszej okazji zamierza wystąpić o hiszpańskie obywatelstwo.
Ojciec zaczął pomstować i ubolewać, że niebo pokarało go tak wyrodną córką, potem zagroził, że wyśle ją do Maroka i wyda za mąż za jakiegoś porządnego faceta, który wybije jej z głowy wszystkie fanaberie. Mohamed przysłuchiwał się awanturze na wpół wystraszony, na wpół skonsternowany. W głębi duszy przyznawał ojcu rację, choć uwielbiał siostrę i serce krajało mu się na myśl o jej wyjeździe.
Zresztą w owych czasach Mohamed miał w głowie mętlik i nie bardzo potrafił odróżnić dobro od zła. Chodził do tej samej szkoły co Laila, po lekcjach spotykał się z rówieśnikami i do głowy by mu nie przyszło traktować dziewczęta inaczej niż kolegów, chociażby dlatego, że one same by mu na to nie pozwoliły. Zresztą dyrektorka szkoły natychmiast ukróciłaby takie zapędy. Donia Piedad była feministką i piętnowała wszelkie przejawy dyskryminacji. To właśnie ona przekonała matkę Laili, by pozwoliła córce pójść do liceum, i wystarała się o stypendium umożliwiające jej wstąpienie na uniwersytet.
Mohamed czuł nabożny szacunek do pani dyrektor, która samą swą obecnością potrafiła uciszyć całą klasę, mimo że nigdy nie podnosiła głosu – była uosobieniem władzy.
Ostatecznie Laila postawiła na swoim. Już nie musiała kryć się przed ojcem, gdy wychodziła z domu z odkrytą głową. Jej rodziciel, chcąc nie chcąc, musiał pogodzić się z nową sytuacją. Laila zaczęła się ubierać jak jej rówieśnice, choć starała się nie prowokować swym wyglądem – nigdy nie nosiła spódnic powyżej kolan, modnych wtedy obcisłych bluzek ani dekoltów. Wiedziała, że wygrała ważną potyczkę, nie chciała jednak, by ojciec czuł się doszczętnie pokonany, a zwłaszcza by, zażenowany, spuszczał na jej widok wzrok.