Выбрать главу

Formalności zajęły niewiele czasu, a niezobowiązująca wymiana zdań jeszcze mniej. Na prośbę Conklina – czytaj: na żądanie Agencji – sekretarz opuścił gabinet i Aleks został sam na sam z gburowatym byłym generałem brygady (niegdyś G-2), kierującym obecnie Ochroną Wewnętrzną Departamentu Stanu. Aleks postanowił natychmiast zepchnąć przeciwnika do defensywy.

– Nie przyszedłem tutaj z żadną międzywydziałową misją dyplomatyczną, generale. Jest pan generałem, prawda?

– Owszem, czasem tak mnie tytułują.

– W związku z tym nie będę się bawił w żadne dyplomatyczne ceregiele, rozumie mnie pan?

– Rozumiem. Wydaje mi się, że zaczynam pana nie lubić.

– To akurat niewiele mnie obchodzi – odparł Conklin. – Interesuje mnie coś innego, a mianowicie człowiek o nazwisku Dawid Webb.

– Co z nim?

– ,,Co z nim?” Fakt, że od razu przyznaje się pan do tego, że go zna, nie napawa mnie zbytnim optymizmem. Co tu się dzieje, generale?

– Potrzebujesz megafonu, tajniaku?

– Potrzebuję odpowiedzi, poruczniku – dokładnie tyle znaczy dla nas w Agencji pańska funkcja.

– Spokojnie, Conklin! Kiedy zadzwoniłeś do mnie z tą swoją „superważną” sprawą, a na dodatek zażądałeś dokładnej identyfikacji, sprawdziłem to i owo. Twoja znakomita reputacja została ostatnio trochę nadszarpnięta, żeby użyć delikatnego określenia. Jesteś pijusem, tajniaku, i wszyscy o tym wiedzą. Masz minutę na to, żeby powiedzieć, co masz do powiedzenia, zanim każę cię stąd wyrzucić. Możesz wybierać – winda albo okno.

Aleks wziął pod uwagę możliwość, że generał dowie się o jego skłonnościach… Utkwił nieruchome spojrzenie w jego twarzy i powiedział spokojnym, wręcz przyjaznym tonem:

– Generale, odpowiem na te oskarżenia tylko jednym zdaniem, ale jeśli wyjdzie ono poza ten gabinet, Agencja będzie wiedzieć, czyja to zasługa. – Zamilkł na chwilę, nie spuszczając nieruchomego wzroku z oczu siedzącego za biurkiem mężczyzny. – Z różnych powodów, o których nie chcę i nie mogę teraz nic powiedzieć, rozpowszechniamy o wielu naszych pracownikach opinie nie zawsze zgodne z prawdą. Jestem pewien, że pan wie, co mam na myśli.

Spojrzenie wysokiego funkcjonariusza Departamentu Stanu natychmiast złagodniało.

– Boże… – wykrztusił. – To samo robiliśmy podczas wojny z ludźmi, których mieliśmy zamiar wysłać do Berlina…

– Często w porozumieniu z nami – dodał Conklin, kiwając głową. – Mam nadzieję, że w ten sposób wyczerpaliśmy temat.

– Oczywiście. Nie byłem w to wprowadzony, ale muszę panu powiedzieć, że zasłona dymna działa bez zarzutu. Jeden z zastępców waszego szefa powiedział mi, że zemdleję, jeśli chuchnie pan na mnie ze środka pokoju.

– Nie chcę wiedzieć który, bo pewnie nie wytrzymałbym i roześmiał mu się w twarz. Tak się składa, że w ogóle nie piję. – Aleks poczuł ogromną potrzebę, żeby tak jak w dzieciństwie niepostrzeżenie skrzyżować w tym momencie palce, nogi, cokolwiek, ale nie miał jak tego zrobić. – Wracajmy do Dawida Webba -powiedział ostrym, poważnym tonem.

– Co pana boli?

– Co mnie b o l i? Tu chodzi o moje życie, a nie o to, co mnie boli! Coś się dzieje, a ja chcę wiedzieć co! Ten sukinsyn włamał się wczoraj wieczorem do mojego mieszkania i zagroził, że mnie zabije. Wy-wrzaskiwał jakieś dzikie oskarżenia, wymieniając nazwiska waszych ludzi – Harry'ego Babcocka, Samuela Teasdale'a i Williama Laniera. Sprawdziliśmy ich: brali udział w waszych tajnych operacjach i w dalszym ciągu są czynni. Co oni wyrabiają, do cholery? Jeden dał mu wyraźnie do zrozumienia, że wyślecie za nim pluton egzekucyjny! Co to za gadka, do diabła? Inny znowu kazał mu wracać do szpitala, a przecież Webb był już w dwóch szpitalach i w naszej resortowej klinice w Wirginii! Razem go tam wsadziliśmy, a kiedy wyszedł, dostał normalne papiery. Teraz okazało się, że ma w głowie parę tajemnic, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego, i jest bliski wybuchu, dlatego że paru waszych idiotów powiedziało albo zrobiło nie to, co trzeba! Twierdził, że ma dowody na to, że znowu wleźliście z butami w jego życie i zaczęliście go ustawiać na swoją modłę.

– Jakie dowody? – zapytał oszołomiony generał.

– Rozmawiał ze swoją żoną – powiedział Conklin, ściszając dramatycznie głos.

– I co?

– Została uprowadzona z domu przez dwóch mężczyzn, którzy ją uśpili i wsadzili do prywatnego samolotu. Przewieźli ją na Zachodnie Wybrzeże.

– Porwano ją?

– Otóż to. Co gorsza, podsłuchała rozmowę jednego z tych mężczyzn z pilotem, a z rozmowy tej wynikało jednoznacznie, że cała ta brudna sprawa ma jakiś związek z Departamentem Stanu, ponieważ padło nazwisko „McAllister”. Do pańskiej wiadomości, to jeden z waszych podsekretarzy z Sekcji Dalekiego Wschodu.

– To szaleństwo!

– Więcej niż szaleństwo: to nasze jaja, pańskie i moje, posiekane na sałatkę! Kobieta uciekła podczas tankowania paliwa w San Francisco i zadzwoniła do Webba, do Maine. Właśnie po nią wyruszył, jeden Bóg wie dokąd, ale lepiej przygotujcie sobie trochę wiarygodnych odpowiedzi, chyba że uda wam się udowodnić, że to wariat, który zabił swoją żonę, i że nie było żadnego porwania!

– Niczego nie trzeba udowadniać, to jasne! – wykrzyknął szef Ochrony Wewnętrznej Departamentu Stanu. – Czytałem raporty! Musiałem, bo wczoraj też ktoś dzwonił w jego sprawie. Proszę nie pytać kto, bo nie wiem.

– Co tu się dzieje, do cholery? – zapytał Conklin pochylając się nad biurkiem w stronę generała.

– To paranoik! Wymyśla sobie różne rzeczy i w nie wierzy.

– Lekarze nic takiego nie stwierdzili – odparł lodowatym tonem Aleks. – Wiem coś na ten temat.

– Ale ja nie, do diabła!

– I zapewne nigdy się pan nie dowie – skinął głową Conklin. – Jednak jako uczestnik operacji Treadstone, który przeżył, chciałbym, żeby dotarł pan do kogoś, kto potrafi mnie uspokoić. Ktoś na górze otworzył puszkę z robakami, która powinna pozostać na zawsze zamknięta. – Conklin wydobył z wewnętrznej kieszeni marynarki niewielki notes i długopis, napisał numer telefonu, wydarł kartkę i położył ją na biurku. – Nie uda wam się ustalić adresu – powiedział spokojnie, wpatrując się w generała nieruchomym spojrzeniem. – Będę pod tym numerem dziś po południu między trzecią a czwartą, nie wcześniej i nie później. Niech ktoś się ze mną skontaktuje. Nie interesuje mnie, kto to będzie ani w jaki sposób to zrobicie. Możliwe, że będziecie musieli zwołać jedną z tych swoich strategicznych narad, ale najważniejsze, żebyście udzielili mi… udzielili nam odpowiedzi.

– Przecież to wszystko może być nieprawda!

– Mam nadzieję, że tak rzeczywiście jest, ale jeśli nie, to będziecie się mocno pocić, bo zapuściliście się daleko poza swój teren.

Dawid cieszył się, że ma tyle rzeczy do zrobienia. W przeciwnym razie zacząłby zbyt dużo myśleć i świadomość, że wie

zbyt wiele i jednocześnie zbyt mało, mogłaby go sparaliżować. Kiedy Conklin wyruszył do Langley, Dawid wrócił do hotelu i zajął się przygotowaniem listy niezbędnych rzeczy. To zajęcie zawsze działało na niego uspokajająco, gdyż stanowiło wstęp do konkretnego działania i pozwalało skoncentrować się na samych przedmiotach, a nie na przyczynach, dla których je wybierał. Rozmyślanie nad przyczynami okaleczyłoby jego umysł tak samo jak mina, która rozerwała Conk-linowi stopę. O Aleksie także nie mógł myśleć; z nim wiązało się zbyt wiele możliwości i niemożliwości. Nie mógł także zadzwonić do swego niedawnego wroga. Conklin był dokładny, był najlepszy. Przewidział wszystkie posunięcia i ich bezpośrednie następstwa, w tym także i to, że natychmiast po jego rozmowie z szefem Ochrony Wewnętrznej Departamentu Stanu rozdzwonią się liczne telefony, a dwa inne znajdą się na podsłuchu. Obydwa należące do niego – jeden w domu, a drugi w Langley. Dlatego też, aby uniknąć wszelkich niespodzianek, postanowił nie wracać do biura. Z Dawidem spotka się dopiero na lotnisku, na pół godziny przed jego odlotem do Hongkongu.