– Tak. Upichciłyśmy sobie wzajemnie obiady. Twój był lepszy.
– W samej rzeczy. Ale tak naprawdę zapisałam się na ten kurs tylko po to, żeby dowiedzieć się, jak przekonać moich partnerów z bloku wschodniego, że zakupy u nas mogą stać się dla nich nieskończenie bardziej opłacalne, jeśli wykorzystają zmienne kursy walut. Udało mi się to. Moskwa była wściekła.
– Catherine, co to, u diabła, ma wspólnego ze mną? Staples spojrzała na Marie. Za jej uprzejmością kryło się zdecydowanie.
– Pozwól, że ci wyjaśnię. Jeśli w ogóle się nad tym zastanawiałaś, musiałaś dojść do przekonania, że przyjechałam do Ottawy, by zapoznać się dokładniej z gospodarką europejską i tym samym lepiej wykonywać swoją pracę. W pewnym sensie była to prawda, ale nie to było głównym powodem. Zapisałam się na to szkolenie, żeby dowiedzieć się, w jaki sposób wykorzystywać zmienne kursy walut i proponować bardziej opłacalne kontrakty naszym potencjalnym klientom. Kiedy w górę szła marka, sprzedawaliśmy we frankach, guldenach albo w jakiejś innej walucie. Umieszczaliśmy to w kontraktach.
– Nie było to dla was zbyt korzystne.
– Nie szukaliśmy profitów, otwieraliśmy rynki, które do tej pory były dla nas zamknięte. Zyski przychodzą później. Nie ukrywałaś, jakie jest twoje zdanie na temat spekulacji na zmiennych kursach. Ukazałaś całe tkwiące w niej zło, a ja musiałam stać się kimś w rodzaju diabła, w dobrej oczywiście sprawie.
– W porządku, wykorzystałaś moją wiedzę w celu, o którym nie miałam pojęcia…
– Trzeba to było, oczywiście, utrzymać w całkowitej tajemnicy.
– Ale co to ma wspólnego z tym, o czym ci opowiedziałam?
– Ta sprawa nielicho śmierdzi, a ja mam dobrego nosa. Podobnie jak ja miałam ukryty motyw jadąc do ciebie, do Ottawy, tak samo ten, kto zmontował tę aferę, niezależnie od tego, kim jest, ma w tym głębszy cel niż tylko ujęcie sobowtóra twego męża.
– Dlaczego tak uważasz?
– Twój mąż powiedział to pierwszy. Jest to w gruncie rzeczy typowa sprawa dla policji, powiedziałabym nawet policji międzynarodowej, coś dla wysoko cenionej sieci wywiadowczej Interpolu. Oni nadają się do tego znacznie lepiej aniżeli Departament Stanu, oba Ministerstwa Spraw Zagranicznych, CIA albo MI 6. Zagraniczne organizacje' wywiadowcze nie zajmują się pospolitymi przestępcami, a zwłaszcza najemnymi mordercami, bo nie mogą sobie na to pozwolić. Mój Boże, gdyby większość tych dupków wzięła się za policyjną robotę, zdemaskowałaby wszystkich agentów, których udało im się do tej pory zwerbować.
– McAllister mówił co innego. Oświadczył, że pracują nad tą sprawą najwięksi spece od wywiadu ze Zjednoczonego Królestwa i USA. Powiedział, że jeśli zabójca, który podszył się pod.mojego męża… pod tę osobę, za którą w oczach ludzi uchodził mój mąż, zabije jakiegoś wysokiego rangą polityka, obojętnie po której stronie, albo rozpocznie wojnę w podziemiu, status Hongkongu zostanie poważnie zagrożony. Pekin dokona błyskawicznej akcji i przejmie władzę w kolonii pod pretekstem wypełnienia postanowień traktatu.,,Człowiek Wschodu nie będzie tolerował nieposłusznego dziecka”, takie były jego słowa.
– Niedorzeczne i niewiarygodne – zaoponowała Catherine Stap-les. – Albo twój podsekretarz kłamie, albo ma zerowy iloraz inteligencji. Wyłuszczył ci wszelkie możliwe powody, dla których nasze służby wywiadowcze powinny trzymać się od tej sprawy z daleka, tak żeby się przypadkiem nie ubrudzić. Jakakolwiek pogłoska o ich zaangażowaniu mogłaby spowodować katastrofę, sprowokowałaby bowiem do działania jastrzębie w Komitecie Centralnym. Niezależnie od tego, nie wierzę w ani jedno jego słowo. Londyn nigdy by na coś takiego nie pozwolił, nie zgodziłby się nawet, żeby w tym kontekście wymieniać nazwę Wydziału Specjalnego.
– Mylisz się, Catherine. Nie słuchałaś mnie uważnie. Człowiek, który leciał do Waszyngtonu po akta Treadstone, był Brytyjczykiem, należał do MI 6. Dobry Boże, zamordowano go właśnie z powodu tych akt.
– Słyszałam, co mówiłaś. Po prostu w to nie wierzę. A poza tym Foreign Office nalegałoby, żeby cały ten kram pozostawić policji i wyłącznie policji. Oni nie pozwoliliby facetowi z MI 6 wejść do tej samej restauracji, w której siedzi policyjny detektyw, nawet na Food Street. Wierz mi, wiem, co mówię. Żyjemy w bardzo niestabilnych czasach i nie ma w nich miejsca na-żadne cyrkowe sztuczki, a zwłaszcza na to, żeby za jakimś mordercą uganiały się oficjalne organizacje wywiadowcze. Nie, moja droga, sprowadzono cię tutaj i zmuszono twego męża, żeby przyjechał w ślad za tobą z całkiem innych powodów.
– Jakich, na miłość boską? – krzyknęła Marie zrywając się z krzesła.
– Nie wiem. Może to ktoś inny?
– Kto?
– Nie potrafię na to odpowiedzieć.
Cisza. Dwa wysoce inteligentne umysły zastanawiały się nad każdym wypowiedzianym przez drugą osobę słowem.
– Catherine – odezwała się w końcu Marie. – Przyznaję, że wszystko, co powiedziałaś, jest logiczne, ale stwierdziłaś przecież także, że w całej tej sprawie tkwi jakaś irracjonalna logika. Przypuśćmy, że mam rację, że ludzie, którzy mnie przetrzymywali, nie są zabójcami ani przestępcami, ale biurokratami wykonującymi rozkazy, rozkazy, których nie rozumieją, że na twarzach mają wypisane RZĄD, co można poznać po ich wykrętnych wyjaśnieniach, a nawet po tym, jak troszczyli się o moją wygodę i dobre samopoczucie. Wiem, że uważasz, iż McAllister, przynajmniej taki, jakiego ci opisałam, jest kłamcą albo głupcem, ale załóżmy, że jest kłamcą, lecz nie głupcem. Przyjmując taką hipotezę – a uważam, że jest prawdziwa – mówimy o dwóch rządach działających ręka w rękę. W naszych niestabilnych czasach. Co wtedy?
– Wtedy szykuje się nam niezła katastrofa – odparła cicho Catherine Staples.
– I wszystko kręci się wokół mego męża?
– Jeżeli masz rację, to tak.
– Więc to jednak możliwe?
– Nie chcę nawet o tym myśleć.
ROZDZIAŁ 15
Czterdzieści mil na południowy zachód od Hongkongu, za wyspami na Morzu Południowochińskim leży Półwysep Makau, z formalnego punktu widzenia kolonia portugalska. Jej historyczne początki istotnie odnaleźć można w Portugalii, ale obecna pozycja międzynarodowa, z dorocznym Grand Prix, kasynami gry i jachtami, oparta jest na luksusie i stylu życia wyznaczanym przez bogatych Europejczyków. Niezależnie od tego nie wolno popełnić błędu. Makau jest chińskie. Za nitki pociąga się w Pekinie.
Nigdy! Tylko nie Makau! Rozkaz będzie szybki, a egzekucja jeszcze szybsza! Pańska żona umrze!
Ale w Makau znajdował się zabójca i kameleon musiał wkroczyć w kolejną dżunglę.
Przyglądając się uważnie twarzom i zaglądając w mroczne kąty małego zatłoczonego dworca, Bourne posuwał się razem z tłumem ku przystani, przy której cumował wodolot do Makau, pokonujący tę odległość w ciągu godziny. Pasażerowie dzielili się na trzy odrębne kategorie: pierwszą stanowili powracający mieszkańcy portugalskiej kolonii, w większości pogrążeni w milczeniu Chińczycy; drugą zawodowi gracze – prawdziwa mieszanka rasowa – którzy jeśli w ogóle ze sobą rozmawiali, to bardzo cicho, i wciąż rozglądali się naokoło, żeby przyjrzeć się swoim przyszłym rywalom; do trzeciej wreszcie kategorii zaliczali się łowcy nocnych przygód – hałaśliwi turyści, wyłącznie biali, nierzadko pijani, w dziwacznych kapeluszach i krzykliwych tropikalnych koszulach.
Jason opuścił Shenzhen i wyruszył z Luohu do Koulunu pociągiem o trzeciej. Podróż była wyczerpująca, targały nim emocje, nie potrafił rozsądnie myśleć. Był tak blisko swego sobowtóra! Gdyby choć na minutę udało mu się odciągnąć gdzieś na bok człowieka z Makąu, mógłby go stamtąd porwać! Miał na to sposoby. Wizy ich obu były w porządku; człowieka zwijającego się z bólu, z gardłem zniszczonym do tego stopnia, że nie potrafiłby wykrztusić słowa, można by było przeprowadzić przez granicę jako chorego, może nawet na jakąś zaraźliwą chorobę, a zatem niezbyt miłego gościa, którego lepiej szybko się pozbyć. Ale tak się nie stało, nie tym razem. Gdyby tylko mógł go zobaczyć!