— Nie mogę — zaprotestowała Val. — Nie odprawiłam jeszcze pokuty.
— Nie ma dla ciebie pokuty — wyjaśnił kapłan. — Biskup uprzedził mnie, zanim przyszłaś: nie było cię tu, kiedy dokonał się grzech. Dlatego nie uczestniczysz w pokucie.
Młoda Val spojrzała na niego ze smutkiem.
— Stworzył mnie ktoś inny, nie Bóg — powiedziała. — Dlatego biskup mnie odpycha. Dopóki żyje, nie dopuści mnie do komunii.
Ksiądz także posmutniał. Trudno było nie żałować młodej Val, gdyż prostota i słodycz sprawiały, że wydawała się krucha. Za to człowiek, który ją zranił, czuł się brutalny i niezręczny, uszkadzając coś tak delikatnego.
— Dopóki papież nie zdecyduje — rzekł ksiądz, — To trudna sprawa.
— Wiem — szepnęła Val. Zawróciła i usiadła między Plikt i Valentine.
Nasze łokcie się stykają, myślała Valentine. Córka, która jest dokładnie mną, jakbym wyklonowała ją trzydzieści lat temu.
Ale ja nie chcę jeszcze jednej córki. I z pewnością nie pragnę własnego duplikatu. Ona wie o tym. Czuje. Cierpi więc to, czego ja nigdy nie zaznałam — jest nie chciana i nie kochana przez tych, którzy najbardziej są do niej podobni.
Co czuje wobec niej Ender? Czy także marzy, by zniknęła? A może chciałby być jej bratem, tak jak był moim, tyle już lat temu? Kiedy ja byłam w jej wieku, a on nie popełnił jeszcze ksenocydu. Ale też nie mówił o umarłych. Królowa Kopca, Hegemon, Życie Człowieka — wszystko to dopiero go czekało. Był dzieckiem, niepewnym, zrozpaczonym, zalęknionym. Jak mógłby pragnąć powrotu do tamtych dni?
Po chwili wszedł Miro, poczołgał się do ołtarza i pocałował pierścień. Biskup zwolnił go od wszelkiej odpowiedzialności, on jednak odprawiał pokutę wraz z innymi. Valentine słyszała szepty, kiedy posuwał się do przodu. Każdy, kto pamiętał go sprzed wypadku, dostrzegał wyraźny cud — odrodzenie Mira, który żył między nimi.
Nie znałam cię wtedy, Miro, pomyślała Valentine. Czy zawsze byłeś taki odległy, zamyślony? Ciało zostało uleczone, ale ty sam nadal jesteś człowiekiem, który cierpiał. Czy uczyniło cię to zimnym, czy pełnym współczucia?
Odwrócił się i usiadł obok niej, na miejscu, które zająłby Jakt, gdyby nie przebywał w kosmosie. Skoro descolada wkrótce zginie, ktoś musi sprowadzić na powierzchnię Lusitanii tysiące zamrożonych mikrobów, roślin i zwierząt. Muszą tu żyć, by zapewnić normalną gaialogię i ustabilizować system klimatyczny. Dokonywano tego już wiele razy. Tu jednak będzie trudniej, gdyż ziemskie gatunki nie powinny wypierać miejscowych, od których zależeli pequeninos. Jakt był tam, w górze, i pracował dla wspólnego dobra. To rozsądny powód, ale mimo to Valentine bardzo za nim tęskniła. A jeszcze bardziej go potrzebowała, gdy stworzenia Endera budziły w niej taki niepokój. Miro nie mógł zastąpić męża, zwłaszcza że jego nowe ciało wyraźnie przypominało o tym, co zaszło w Zewnętrzu.
Co bym stworzyła, gdybym to ja tam poleciała? Chyba nie wróciłabym tu z inną osobą; obawiam się, że żadna dusza nie tkwi tak głęboko u korzeni mojej psychiki. Chyba nawet moja własna. Czym, jeśli nie szukaniem człowieczeństwa, były gorliwe studia nad historią? Inni znajdują je, zaglądając we własne serca. Tylko zagubione dusze szukają je za sobą.
— Kolejka już się kończy — szepnął Miro. Za chwilę zacznie się nabożeństwo.
— Gotów do oczyszczenia się z grzechów?
— Biskup tłumaczy, że oczyści z grzechów tylko to nowe ciało. Ja nadał muszę spowiadać się i odprawiać pokutę za grzechy popełnione w starym. Cielesne były raczej wykluczone, ale pozostało sporo zazdrości, pogardy, złośliwości i użalania się nad sobą. Zastanawiam się tylko, powinienem wyznać grzech samobójstwa. Kiedy stare ciało się rozpadło, odpowiadało na pragnienia mojego serca.
— Nie powinieneś odzyskiwać głosu — mruknęła Valentine. — Paplasz teraz tylko po to, żeby słyszeć, jak pięknie to robisz.
Uśmiechnął się i poklepał ją po ramieniu.
Biskup rozpoczął nabożeństwo od modlitwy, dziękując Bogu za wszystkie osiągnięcia ostatnich miesięcy. Poprzez pominięcie, zwrócił uwagę na stworzenie dwóch nowych obywateli Lusitanii. Za to uzdrowienie kaleki z pewnością było dziełem bożym. Peregrino niemal od razu przywołał Mira do ołtarza i udzielił mu chrztu. Potem, ponieważ nie była to msza, przeszedł do kazania.
— Nieskończona jest łaska Pana — powiedział. — Możemy tylko mieć nadzieję, że dane nam będzie więcej, niż na to zasłużyliśmy, że wybaczone nam będą grzechy pojedynczych osób i całego ludu. Możemy mieć nadzieję, jak Niniwa, co pokutą odwróciła zniszczenie, że ubłagamy Pana naszego, by ocalił nas przed flotą, którą zezwolił wysłać jako karę za nasze grzechy.
Miro szepnął tak cicho, że tylko ona słyszała.
— I wysłał tę flotę jeszcze przed spaleniem lasu?
— Może Pan uwzględnia tylko czas przybycia, nie odlotu — zasugerowała Valentine. I natychmiast pożałowała żartu. To, co działo się tu dzisiaj, wymagało powagi. Nie była głęboko wierzącą katoliczką, ale wiedziała, że to wielka rzecz, gdy społeczność uznaje swą odpowiedzialność za uczynione zło i szczerze odprawia pokutę.
Biskup mówił o tych, co zmarli w blasku świętości: Os Venerados, którzy pierwsi ratowali ludzkość przed zarazą descolady; ojcu Estevao, którego ciało leży pod podłogą kaplicy i który zginął broniąc prawdy przed herezją; Sadowniku, który umarł, by wykazać, że Bóg, nie wirus dał dusze jego braciom; i pequeninos, którzy polegli jako niewinne ofiary.
— Wszyscy oni będą może kiedyś świętymi. Gdyż jest to czas taki, jak za pierwszych dni chrześcijaństwa, kiedy wielkie czyny i wielka świątobliwość bardziej były potrzebne, a zatem i częściej osiągane. Ta kaplica jest grobowcem wszystkich, co kochali pana Boga swego z całego serca swego i całej duszy swojej, a bliźniego swego jak siebie samego. Niech wszyscy, co wkraczają tutaj, czynią to ze złamanym sercem i pełni skruchy, by ich także dotknęła ta świętość.
Kazanie było krótkie, ponieważ zaplanowano na ten dzień wiele identycznych nabożeństw. Ludzie przychodzili do kaplicy grupami — była za mała, by pomieścić wszystkich mieszkańców Milagre. Po chwili dobiegło końca. Valentine wstała. Chciała wyjść za Plikt i Val, ale Miro chwycił ją za ramię.
— Jane właśnie mi powiedziała — oświadczył. — Pomyślałem, że powinnaś wiedzieć.
— Co?
— Wypróbowała statek bez Endera na pokładzie.
— Jak to możliwe? — zdziwiła się.
— Peter — wyjaśnił Miro. — Zabrała go do Zewnętrza i z powrotem. Potrafi przenieść jej aiua, jeśli rzeczywiście tak odbywa się podróż.
— Czy on…? — Nie potrafiła wysłowić swego największego lęku.
— Coś stworzył? Nie. — Miro uśmiechnął się… ale z lekką drwiną. Valentine pomyślała, że to wpływ na psychikę minionego kalectwa. — On twierdzi, że ma umysł bardziej wyrazisty i zdrowszy niż Andrew.
— Możliwe.
— Ja uważam, że żadna filota nie chciała stać się fragmentem jego wzorca. Za bardzo zboczony.
Valentine zaśmiała się cicho.
Zbliżył się biskup. Ponieważ wychodzili jako ostatni, teraz zostali sami przed drzwiami kaplicy.
— Dziękuję, że przyjąłeś drugi chrzest — powiedział Peregrino. Miro skłonił głowę.
— Niewielu ludzi mogło dostąpić oczyszczenia po tak długim grzesznym życiu — odparł.
— Valentine… przykro mi, że nie mogłem przyjąć twojej… imienniczki.
— Proszę się nie martwić, księże biskupie. Rozumiem. Może nawet zgadzam się z księdzem.