— To ma być język? — spytał Grego.
— Jeszcze nie — zgodziła się Quara. — Ale czasem, kiedy wirus odczyta taką strzałkę, tworzy nową i posyła ją dalej. I teraz coś, z czego wnioskuję, że to język: przednia część nowej strzałki zawsze rozpoczyna się sekwencją podobną do końcówki strzałki, na którą odpowiada. To pozwala utrzymać wątek rozmowy.
— Rozmowy… — burknął pogardliwie Grego.
— Siedź cicho, bo cię zamorduję — ostrzegła Ela. Ender uświadomił sobie, że nawet po latach głos Eli wciąż posiadał moc hamowania narowów Grega… przynajmniej czasami.
— Śledziłam te rozmowy do stu przekazów. Większość kończy się o wiele wcześniej. Niektóre z nich zostają wbudowane w strukturę wirusa. Ale, co najciekawsze, jest to zupełnie dowolne. Czasami jeden wirus przechwyci strzałkę i zachowa ją, a pozostałe tego nie czynią. Czasami większość wirusów zachowuje pewną szczególną strzałkę. Ale obszar, gdzie ją wprowadzają, to właśnie ten, który najtrudniej nam zbadać. Najtrudniej, ponieważ nie jest częścią ich struktury. To ich pamięć, a poszczególne osobniki różnią się między sobą. Zwykle też, jeśli przyjmą zbyt wiele strzałek, odrzucają niektóre fragmenty pamięci.
— Fascynujące — ocenił Grego. — Ale to nie jest nauka. Na wiele sposobów można wyjaśnić te strzałki i to losowe wiązanie i odrzucanie…
— Nie losowe! — oburzyła się Quara.
— Nic z tego nie jest jeszcze mową.
Ender zignorował ich kłótnię, ponieważ Jane zaszeptała przez podobny do klejnotu przekaźnik, który nosił w uchu. Odzywała się teraz o wiele rzadziej niż za dawnych lat. Słuchał uważnie, niczego z góry nie przesądzając.
— Ona trafiła na coś ważnego — oświadczyła Jane. — Sprawdziłam jej wyniki. Dzieje się tu coś, co nie występuje w żadnej innej strukturze subkomórkowej. Przeprowadziłam wiele różnych analiz jej danych. Im więcej symuluję i testuję ten szczególny typ zachowania descolady, tym mniej przypomina to kodowanie genetyczne, a bardziej mowę. W tej chwili nie możemy wykluczyć, że wirus jest świadomy.
Kiedy Ender powrócił do dyskusji, mówił Grego.
— Dlaczego wszystko, czego nie potrafimy jeszcze wytłumaczyć, musimy zamieniać w jakieś mistyczne doznania? — Zamknął oczy i zaintonował: — Znalazłem nowe życie! Znalazłem nowe życie!
— Przestań! — krzyknęła Quara.
— Zaczynacie przesadzać — wtrąciła Novinha. — Grego, staraj się nie wykraczać poza poziom racjonalnej dyskusji.
— To trudne, kiedy cała ta teoria jest zupełnie irracjonalna. Ate agora quem ja imaginou microbiologista que se torna namorada de uma molecula? Kto kiedy słyszał o mikrobiologu, który leci na molekułę?
— Dość! — rzuciła ostro Novinha. — Quara jest takim samym naukowcem jak ty, i…
— Była — mruknął Grego.
— … jeśli przymkniesz się na chwilę i pozwolisz mi skończyć… ma prawo, by zostać wysłuchaną. — Novinha rozgniewała się, ale na Gregu nie zrobiło to wrażenia, jak zwykle. — Powinieneś już wiedzieć, Grego, że często idee z pozoru najbardziej absurdalne i sprzeczne z intuicją są źródłem fundamentalnych przemian.
— Naprawdę uważacie, że to jedno z tych przełomowych odkryć? — Grego po kolei spoglądał im prosto w oczy. — Gadający wirus? Se Qua-ra sabe tanto, porque ela nao diz o que e que aqueles bichos dizem? Jeśli tak dużo o tym wie, czemu nam nie powie, o czym mówią te małe bestie?
Grego przeszedł na portugalski, zamiast mówić w starku, języku nauki i dyplomacji. Był to znak, że dyskusja wymyka się spod kontroli.
— Czy to ważne? — zapytał Ender.
— Ważne! — potwierdziła Quara.
Ela spojrzała na Endera zakłopotana.
— Chodzi jedynie o różnicę między wyleczeniem groźnej choroby a zniszczeniem całej inteligentnej rasy. Myślę, że to ważne.
— Pytałem — wyjaśnił cierpliwie Ender — czy to ważne, co one mówią.
— Nie — odparła Quara. — Prawdopodobnie nigdy nie zrozumiemy ich języka, ale nie zmienia to faktu, że są świadome. Zresztą, o czym miałyby rozmawiać wirusy z istotami ludzkimi?
— Może poprosiłyby „Przestańcie nas zabijać”? — podsunął Grego. — Jeśli potrafiłabyś odgadnąć, jak powiedzieć coś takiego w języku wirusów, to byłoby przydatne.
— Jedno pytanie, Grego — odpowiedziała Quara z udawaną słodyczą. — Czy my mówimy to do nich, czy one do nas?
— Nie musimy decydować dzisiaj — stwierdził Ender. — Możemy jeszcze trochę zaczekać.
— Skąd wiesz? — zaprotestował Grego. — Skąd wiesz, czy jutro wszystko nie zacznie nas swędzieć, boleć, będziemy rzygać i gorączkować, a w końcu umrzemy, bo przez noc wirusy descolady znajdą sposób, żeby raz na zawsze zetrzeć nas z powierzchni tej planety? My albo one.
— Mam wrażenie, że Grego właśnie nam wykazał, dlaczego musimy czekać — rzekł Ender. — Słyszeliście, jak mówił o descoladzie? „Znajdzie sposób”, żeby nas zniszczyć. Nawet on uważa, że descolada ma wolę i podejmuje decyzje.
— Tylko tak powiedziałem.
— Wszyscy mówimy w ten sposób. I myślimy także. Ponieważ wszyscy czujemy, że prowadzimy wojnę z descoladą. Że to coś więcej, niż walka z chorobą. Że to tak, jakbyśmy mieli inteligentnego, zdolnego przeciwnika, który przeciwdziała wszystkim naszym posunięciom. W całej historii badań medycznych nie walczono jeszcze z chorobą, która ma tak wiele sposobów pokonywania używanych przeciw niej strategii.
— Tylko dlatego, że nikt jeszcze nie walczył z mikrobem o tak przerośniętej i złożonej molekule genetycznej — odparł Grego.
— Właśnie — przyznał Ender. — To wirus jedyny w swoim rodzaju. Może więc posiadać zdolności, jakich nie wyobrażamy sobie u żadnego gatunku mniej strukturalnie złożonego niż kręgowce.
Słowa Endera zawisły na moment w powietrzu. Przez ten moment Ender wyobrażał sobie, że może jednak spełnił w tej dyskusji pożyteczną rolę, że jako zwykły mówca zdołał doprowadzić do jakiegoś porozumienia.
Zaraz jednak Grego wyprowadził go z błędu.
— Jeśli nawet Quara ma rację, jeśli trafiła bezbłędnie, wirusy descolady co do jednego mają doktoraty z filozofii i publikują rozprawy na temat walenia w ludzi, aż pozdychają, co z tego? Mamy paść na grzbiet i wystawić łapy do góry tylko dlatego, że wirus, który próbuje nas wykończyć, jest taki cholernie sprytny?
— Quara powinna dalej prowadzić swoje badania — odpowiedziała spokojnie Novinha. — Musimy przydzielić jej więcej środków. A Ela ma prowadzić swoje.
Tym razem zaprotestowała Quara.
— Po co mam się męczyć ze zrozumieniem ich, jeśli wy wszyscy próbujecie je zniszczyć?
— Rozsądne pytanie — przyznała Novinha. — Z drugiej strony, po co masz się męczyć ze zrozumieniem ich, jeśli nagle znajdą sposób na przebicie naszych barier chemicznych i zabiją nas wszystkich?
— My albo one — powtórzył Grego.
Ender wiedział, że Novinha podjęła słuszną decyzję: prowadzić badania w obu kierunkach i wybrać później, kiedy dowiedzą się więcej. Jednak i Quara, i Grego nie dostrzegali najważniejszego. Oboje zakładali, że wszystko zależy od tego, czy descolada jest świadoma.
— Nawet jeśli wirusy są świadome — powiedział — nie znaczy to jeszcze, że są nietykalne. Problem w tym, czy okażą się ramenami, czy varelse. Jeśli ramenami… jeśli potrafimy je zrozumieć, a one potrafią zrozumieć nas dostatecznie dobrze, byśmy zdołali żyć obok siebie… wtedy w porządku. My pozostaniemy bezpieczni, i one również.
— Wielki polityk zamierza podpisać układ z molekułą? — zapytał Grego.