— Mogłabym zaryzykować zagładę Drogi — wyjaśniła Jane. — Gdybym wiedziała, że to naprawdę ocali Lusitanię.
— Ale nie ocali.
— Spróbowałabym doprowadzić Qing-jao do obłędu… Gdybym wierzyła, że uratuje to królową kopca i pequeninos. Niewiele brakuje, by straciła rozum… potrafiłabym do tego doprowadzić.
— Zrób to — rzekł Ender. — Zrób to, co konieczne.
— Nie mogę — odparła Jane. — Ponieważ to tylko wyrządzi jej krzywdę, a nas i tak nie ocali.
— Gdybyś była zwierzęciem na trochę niższym stopniu rozwoju, miałabyś większą szansę przetrwania.
— Na tak niskim, jakim ty byłeś, Enderze Ksenobójco?
— Aż tak niskim. Wtedy byś przeżyła.
— A może gdybym była tak mądra, jak ty wtedy.
— Mam w sobie mojego brata Petera i moją siostrę Valentine — wyjaśnił Ender. — Bestię obok anioła. Tego mnie nauczyłaś dawno temu, kiedy byłaś jeszcze tylko programem, który nazywaliśmy Grą Fantasy.
— A jaka bestia jest we mnie?
— Nie masz jej.
— Więc może tak naprawdę wcale nie jestem żywa — stwierdziła Jane. — Nigdy nie przeszłam próby doboru naturalnego. Dlatego brakuje mi woli życia.
— Albo wiesz, w jakiejś sekretnej głębi swej jaźni, że istnieje inny sposób, by przetrwać. Sposób, jakiego dotąd nie odkryłaś.
— Czarujący pomysł — mruknęła Jane. — Udam, że w to wierzę.
— Peco que deus te abencoe — szepnął Ender.
— Robisz się sentymentalny.
Przez długi czas, kilka minut, trzy twarze na ekranie spoglądały w milczeniu na Qing-jao i Wang-mu. W końcu wizerunki obcych zniknęły; pozostało tylko oblicze istoty o imieniu Jane.
— Chciałabym to zrobić — powiedziała. — Potrafić zabić was, by ocalić moich przyjaciół.
Ulga ogarnęła Qing-jao, niby pierwszy oddech pływaka, który już tonął.
— A więc nie zdołasz mnie powstrzymać — zawołała tryumfująco. — Mogę nadać wiadomość.
Podeszła do terminala i usiadła przed obserwującą ją twarzą Jane. Wiedziała jednak, że obraz na ekranie jest iluzją. Jeśli Jane patrzyła, to nie tymi ludzkimi oczami, ale wizyjnymi czujnikami komputera. To wszystko tylko elektronika, urządzenia nieskończenie małe, ale przecież urządzenia. Żadna żywa istota. To nierozsądne, odczuwać takie skrępowanie wobec iluzorycznego wzroku.
— Pani — odezwała się Wang-mu.
— Później — rzuciła Qing-jao.
— Jeśli to zrobisz, Jane zginie. Wyłączą wszystkie ansible i zabijają.
— Nie może zginąć to, co nie żyło.
— Tylko jej litość dała ci szansę, by ją zabić.
— Jeśli wydaje ci się, że okazuje litość, ulegasz iluzji. Zaprogramowano ją, żeby symulowała litość. Nic więcej.
— Pani, jeśli zabijesz wszystkie fragmenty tego programu, jeśli żadna część nie ocaleje, czym będziesz się różnić od Endera Ksenobójcy, który trzy tysiące lat temu wymordował cały gatunek, wszystkie robale?
— Może niczym się nie różnię — odparła Qing-jao. — Może Ender także był sługą bogów.
Wang-mu uklękła przy Qing-jao i zapłakała w skraj jej szaty.
— Błagam cię, pani, nie czyń tego zła.
Ale Qing-jao pisała raport. Płonął w jej myślach, wyraźny i prosty, jakby sami bogowie darowali jej słowa.
„Do Gwiezdnego Kongresu: wywrotowy pisarz, znany jako Demostenes, jest kobietą i obecnie znajduje się w pobliżu Lusitanii. Steruje albo ma dostęp do programu, który przeniknął do wszystkich komputerów ansibli. Spowodował, że nie rejestrują przekazów floty i ukrywają sposób transmisji pism Demostenesa. Jedynym rozwiązaniem jest odcięcie programu od zarządzania działaniem ansibli, poprzez odłączenie wszystkich ansibli od ich komputerów i wprowadzenie nowych, nie zakażonych komputerów, wszystkich równocześnie. W chwili obecnej zdołałam zneutralizować program, co pozwala mi wysłać ten raport i prawdopodobnie pozwoli nadać rozkazy do innych światów. Nie ma jednak żadnych gwarancji i nie można oczekiwać, by trwało to wiecznie. Dlatego musicie działać szybko. Proponuję, by dokładnie czterdzieści tygodni standardowych od tej chwili wszystkie ansible zostały odłączone na czas co najmniej jednego dnia standardowego. Wszystkie komputery ansibli, po uruchomieniu, muszą być całkowicie odizolowane od innych maszyn. Od teraz wszelkie przekazy muszą być wprowadzane ręcznie, co uniemożliwi ponowne elektroniczne zakażenie. Jeśli natychmiast retransmitujecie tę wiadomość, wykorzystując własny kod priorytetu, mój raport stanie się rozkazem. Żadne dalsze instrukcje nie będą konieczne i Demostenes utraci wszelkie wpływy. Jeśli będziecie zwlekać, nie odpowiadam za możliwe konsekwencje”.
Pod raportem Qing-jao wpisała imię ojca i kod priorytetu, jaki jej podał. Ona sama dla Kongresu jest nikim, ale z ojcem będą się liczyć. A jego kod gwarantuje, że wiadomość dotrze do wszystkich, których szczególnie interesują jego badania.
Skończyła. Spojrzała w oczy wizerunku przed sobą. Lewą ręką gładząc drżące ramiona Wang-mu, a prawą unosząc nad klawiszem transmisji. Qing-jao rzuciła ostateczne wyzwanie.
— Powstrzymasz mnie, czy pozwolisz na to? A Jane odpowiedziała:
— Zabijesz ramena, który nikogo nie skrzywdził, czy pozwolisz mi żyć?
Qing-jao wcisnęła klawisz. Jane skłoniła głowę i zniknęła.
Kilka sekund zajmie przekazanie wiadomości poprzez domowy komputer do najbliższego ansibla. Stamtąd dotrze natychmiast do wszystkich delegatur Kongresu na Stu Światach i w licznych koloniach. W wielu komputerach odbiorczych będzie to po prostu jeszcze jedna wiadomość w długiej kolejce. W niektórych jednak, może w setkach, kod ojca sprawił, że może już teraz ktoś ją czyta, uświadamia sobie konsekwencje i przygotowuje odpowiedź.
O ile Jane naprawdę przepuściła raport.
Qing-jao czekała na reakcję. Może nie odpowiadali, ponieważ musieli skontaktować się ze sobą, przedyskutować odkrycie i szybko zdecydować, co robić. Może właśnie dlatego nic jeszcze nie pojawiło się na ekranie.
Drzwi cicho otworzyły się. To z pewnością Mu-pao z komputerem do gier.
— Postaw go w kącie przy oknie północnym. — Qing-jao nie obejrzała się nawet. — Może jeszcze mi się przyda, chociaż mam nadzieję, że nie.
— Qing-jao.
To ojciec, wcale nie Mu-pao. Qing-jao odwróciła się do niego, klęknęła, by okazać szacunek… ale i dumę.
— Ojcze, napisałam twój raport dla Kongresu. Kiedy ty obcowałeś z bogami, zdołałam zneutralizować wrogi program i przesłać wiadomość, jak go zniszczyć. Właśnie czekam na odpowiedź.
Oczekiwała słów podziwu ojca.
— Zrobiłaś to? — spytał. — Nie czekając na mnie? Zwróciłaś się wprost do Kongresu i nie zapytałaś mnie o zgodę?
— Oczyszczałeś się, ojcze. Wypełniłam zadanie, jakie mi powierzyłeś.
— Ale w takim razie… Jane zginie.
— Z pewnością — odparła Qing-jao. — Nie wiem, czy odzyskamy kontakt z Flotą Lusitańską. — Nagle dostrzegła błąd w swoim planie. — Przecież komputery floty też są zarażone programem! Kiedy przywrócimy łączność, program przetransmituje się i… Ale wtedy wystarczy jeszcze raz wyłączyć ansible…
Ojciec nie patrzył na nią. Patrzył na ekran terminala. Qing-jao obejrzała się.
To była wiadomość od Kongresu, z widoczną oficjalną pieczęcią. Była krótka, napisana w typowo zwięzłym, biurokratycznym stylu.
HAŃ:
ŚWIETNA ROBOTA.
PRZESŁALIŚMY TWOJE SUGESTIE JAKO NASZE ROZKAZY.