Cisza. Ela i Quara oddychały z wysiłkiem.
— Em nome do Pai e do Rlho e do Espirito Santo — zakończyła Ela. — Amen.
— Amem — szepnęła Quara.
Wtedy Ela objęła siostrę i razem zapłakały wśród nocy.
Valentine zdziwiła się, że na spotkaniu obecni są tylko burmistrz i biskup. Co ona tu robi? Nie ma przecież władzy, nie sprawuje żadnej funkcji.
Burmistrz Kovano Zeljezo przysunął jej krzesło. Wszystkie meble w prywatnym pokoju biskupa były eleganckie, ale krzesła miały chyba być niewygodne. Siedzenie tak krótkie, że aby w ogóle usiąść, człowiek musiał przyciskać pośladki do oparcia. A samo oparcie, proste jak kij, w ogóle nie uwzględniało kształtu ludzkiego grzbietu, i sięgało tak wysoko, że zmuszało do pochylenia głowy. Ktokolwiek usiadł na takim krześle, musiał po chwili schylić się i oprzeć ręce na kolanach.
Może o to właśnie chodzi, pomyślała Valentine. Krzesła, które każą się pokłonić w obecności Boga.
A może przesłanie jest nawet bardziej subtelne. Te krzesła sprawiały taką niewygodę, że człowiek tęsknił do mniej fizycznej egzystencji. Karały ciało, by człowiek zapragnął życia duchowego.
— Sprawiasz wrażenie zdziwionej — zauważył biskup Peregrino.
— Domyślam się, dlaczego panowie zwołali taką naradę — odparła Valentine. — Czy mam robić notatki?
— Słodka pokora — westchnął biskup. — Ale znamy twoje pisma, córko. Zgrzeszylibyśmy głupotą, nie szukając twej rady w trudnej sytuacji.
— Podzielę się radą — zapewniła Valentine. — Jednak nie żywię zbyt wielkich nadziei.
Burmistrz Kovano natychmiast przeszedł do sprawy.
— Mamy wiele problemów długoterminowych — oświadczył. — Ale niewielkie szansę na ich rozwiązanie, jeśli nie poradzimy sobie z najpilniejszym. Ostatniej nocy w domu Ribeirów miało miejsce coś, co można określić mianem kłótni…
— Dlaczego najlepsze umysły zebrały się w najbardziej niestabilnej rodzinie? — westchnął Peregrino.
— Nie są najbardziej niestabilną rodziną, księże biskupie — zaprotestowała Valentine. — Są po prostu rodziną, której wewnętrzne wstrząsy powodują największe zamieszanie na powierzchni. W innych rodzinach zdarzają się dużo gorsze kłótnie, ale nie przywiązujecie do tego wagi, ponieważ nie ma to tak wielkiego znaczenia dla kolonii.
Biskup z mądrą miną pokiwał głową, jednak Valentine podejrzewała, że jest zirytowany. Poprawiła go na samym początku, w dodatku w błahej sprawie. Ale wiedziała, że to nie drobiazg. Jeżeli biskup i burmistrz uznają, że rodzina Ribeirów jest mniej stabilna niż w rzeczywistości, mogą stracić zaufanie do Eli, Mira albo Novinhy. A oni wszyscy byli absolutnie niezbędni, jeśli Lusitania miała przetrwać nadchodzące kryzysy. Nawiasem mówiąc, nawet najbardziej niedojrzali, Quara i Grego, mogą okazać się potrzebni. Już stracili Quima, chyba najlepszego spośród nich. Nie można odrzucać pozostałych. Jeśli jednak przywódcy Lusitanii źle osądzą Ribeirów jako grupę, wkrótce zaczną mylnie osądzać pojedyncze osoby z ich rodziny.
— Ostatniej nocy rodzina rozpadła się — kontynuował burmistrz. — Mało kto rozmawia jeszcze z pozostałymi. Próbowałem odszukać Novinhę i dopiero niedawno dowiedziałem się, że znalazła schronienie u Dzieci Umysłu Chrystusa. Nie chce nikogo widzieć ani z nikim rozmawiać. Ela doniosła mi, że matka zapieczętowała wszystkie pliki w laboratorium ksenobiologicznym, więc dzisiaj rano prace zupełnie ustały. Quara jest z Elą, choć trudno w to uwierzyć. Ten chłopak, Miro, przebywa gdzieś poza ogrodzeniem. Olhado siedzi w domu, a jego żona twierdzi, że wyłączył oczy. To jego metoda zrywania kontaktu ze światem.
— Jak dotąd wszystko to świadczy, że ciężko przeżyli śmierć ojca Estevao — stwierdził Peregrino. — Muszę odwiedzić ich i wesprzeć duchowo.
— Wszystko to zupełnie normalne reakcje na cierpienie — zgodził się Kovano. — Gdyby na tym sprawa się skończyła, nie zwoływałbym tej narady. Jak powiedziałeś, wasza ekscelencjo, poradziłbyś sobie sam, jako przywódca duchowy. Nie byłbym potrzebny.
— Grego. — Valentine zauważyła, kogo zabrakło na liście burmistrza.
— Właśnie. On zareagował wizytą w barze. Nawet w kilku barach, zanim nastał świt. Każdemu na wpół pijanemu, obsesyjnemu bigotowi… a takich nam nie brakuje… opowiadał, że prosiaczki z zimną krwią zamordowały ojca Quima.
— Que Deus nos abencoe — wymruczał biskup.
— W jednym z barów doszło do awantury. Rozbite okna, połamane krzesła, dwóch ludzi w szpitalu.
— Bójka? — spytał Peregrino.
— Właściwie nie. Po prostu ogólnie dali ujście złości.
— Zatem teraz już są spokojni.
— Mam nadzieję — westchnął Kovano. — Ale awantura skończyła się dopiero o świcie. Kiedy przybył konstabl.
— Konstabl? — zdziwiła się Valentine. — Tylko jeden?
— Dowodzi ochotniczą policją — wyjaśnił burmistrz. — I ochotniczą strażą pożarną. Ustaliliśmy dwugodzinne patrole. Wyciągnęliśmy ich z łóżek. Trzeba było dwudziestu, żeby zaprowadzić porządek. W całej policji mamy około pięćdziesięciu i zwykle tylko czterech pełni służbę. Na ogół spacerują przez całą noc i opowiadają sobie dowcipy. A kilku policjantów nie na służbie było wśród ludzi demolujących bar.
— Mówi pan, że w ciężkiej sytuacji trudno na nich polegać.
— Tej nocy zachowali się wspaniale. To znaczy ci, którzy mieli dyżur.
— Ale raczej trudno oczekiwać, by opanowali prawdziwe zamieszki — oświadczyła Valentine.
— W nocy sobie poradzili — przypomniał biskup. — Dzisiaj pierwszy szok już minie.
— Wręcz przeciwnie. Dzisiaj wiadomość dotrze do wszystkich. Dowiedzą się o śmierci Quima i emocje jeszcze wzrosną.
— Być może — zgodził się burmistrz. — Ale naprawdę martwi mnie następny dzień, kiedy Andrew przywiezie ciało. Ojciec Estevao nie był szczególnie popularną postacią. Nigdy nie chodził się napić z chłopakami. Był jednak rodzajem duchowego symbolu. Jako męczennik, znajdzie więcej chętnych do pomszczenia go, niż za życia uczniów, chętnych do pójścia za jego przykładem.
— Mówisz więc, że powinniśmy urządzić skromny, prosty pogrzeb — podsumował Peregrino.
— Sam nie wiem. Może ludzie potrzebują wielkiej uroczystości, gdzie dadzą ujście swej rozpaczy i uspokoją się.
— Pogrzeb nieważny — oznajmiła Valentine. — To dzisiejsza noc jest problemem.
— Dlaczego? — zdziwił się Kovano. — Minie pierwszy szok po śmierci ojca Estevao. Ciało dotrze dopiero jutro. Co z nocą?
— Dziś w nocy musicie zamknąć wszystkie bary. Zabronić sprzedaży alkoholu. Aresztować Grega i wypuścić dopiero po pogrzebie. Ogłosić godzinę policyjną od zachodu słońca i powołać na służbę wszystkich policjantów. Patrolować miasto przez całą noc, w czteroosobowych grupach, z pałkami i bronią ręczną.
— Nasza policja nie ma broni.
— Trzeba im wydać. Nie muszą jej ładować, wystarczy, że będą mieli. Pałka nie odstrasza od dyskusji z władzą, ponieważ zawsze można uciec. Pistolet jest zachętą do dobrego zachowania.
— To ostateczne środki — zawołał biskup Peregrino. — Godzina policyjna! A co z ludźmi pracującymi na nocnych zmianach?
— Trzeba odwołać wszystko, z wyjątkiem podstawowych służb.
— Wybacz, Valentine — zaprotestował Kovano. — Czy to nie przesadzona reakcja? Może nawet wywołać taką panikę, jakiej chcemy uniknąć.