Выбрать главу

Mogłabyś nam pomóc. Mogłabyś nie oddawać statków w ręce grupy Podżegacza i utrzymywać kontakty tylko z nami. Wojna domowa wśród was byłaby straszna. Czy tylko dlatego, że się nie zgadzacie, zniszczylibyście ich dziedzictwo genetyczne? Kto zatem jest potworem i zbrodniarzem? Jak mamy was rozsądzić, skoro obie strony aprobują całkowitą zagładę innego ludu?

Zatem nie ma nadziei. Ktoś musi zginąć. Chyba że naukowcy ludzi znajdą taką odmianę descolady, która umożliwi waszemu gatunkowi przetrwanie, a jednocześnie utraci moc zabijania. Jak to możliwe?

Nie jesteśmy biologami. Tylko ludzie są do tego zdolni. W takim razie nie możemy im przeszkadzać w badaniach. Musimy im pomóc. Nie mamy wyboru, chociaż prawie zniszczyli nasz las. Musimy pomóc.

Wiedziałyśmy, że dojdziesz do takiego wniosku.

Wiedziałaś?

Właśnie dlatego budujemy statki dla pequeninos. Ponieważ zdolni jesteście do mądrości.

Kiedy do bogosłyszących z Drogi dotarła wieść o odnalezieniu Floty Lusitańskiej, zaczęli odwiedzać domostwo Hań Fei-tzu, by złożyć mu wyrazy podziwu.

— Nie przyjmę ich — oświadczył Hań Fei-tzu.

— Musisz, ojcze — rzekła Hań Qing-jao. — Chcą pogratulować ci sukcesu.

— W takim razie powiem im, że to wyłącznie twoje dzieło, a ja nie mam z tym nic wspólnego.

— Nie! — zawołała Qing-jao. — Nie wolno ci tego robić.

— Co więcej, powiem też, że uważam to za wielką zbrodnię, która spowoduje śmierć szlachetnego ducha. Powiem, że bogosłyszący Drogi są niewolnikami okrutnej i bezlitosnej władzy, i że musimy wszystkie siły poświęcić obaleniu Kongresu.

— Nie każ mi tego słuchać! — jęknęła Qing-jao. — Nikomu nie mógłbyś czegoś takiego powiedzieć.

To prawda. Si Wang-mu obserwowała z kąta pokoju, jak oboje, ojciec i córka, rozpoczynają rytuał oczyszczenia: Hań Fei-tzu za swe buntownicze słowa, a Hań Qing-jao za to, że je słyszała. Oczywiście, że przy obcych mistrz Hań niczego by nie powiedział. Gdyby nawet spróbował, wiedzieliby, że natychmiast musi się oczyścić, i uznaliby to za wystarczający dowód, że bogowie zaprzeczają jego słowom. Ci naukowcy, którzy zostali wynajęci przez Kongres do stworzenia bogosłyszących, dobrze wykonali swoją robotę. Nawet znając prawdę, Hań Fei-tzu był zupełnie bezradny.

Dlatego to Qing-jao wychodziła na spotkanie wszystkim gościom, którzy zjawiali się w domu, i w imieniu ojca przyjmowała wyrazy uznania. Wang-mu towarzyszyła jej przez kilka pierwszych wizyt. Ale nie mogła wytrzymać, gdy Qing-jao raz po raz opowiadała, jak to wraz z ojcem odkryła istnienie programu komputerowego, działającego w filotycznej sieci ansibli, i jak zamierzają zniszczyć ten program. Oczywiście, w głębi serca Qing-jao nie wierzyła, że popełnia morderstwo. Ale co innego wiedzieć o tym, a co innego słuchać, jak się tym morderstwem przechwala.

Bo Qing-jao właśnie się przechwalała, chociaż tylko Wang-mu zdawała sobie z tego sprawę. Qing-jao zawsze ojcu przypisywała zasługę, jednak Wang-mu wiedziała, że wszystkiego dokonała Qing-jao. Kiedy więc mówiła o tym dziele jako godnej służbie bogom, tak naprawdę wychwalała samą siebie.

— Proszę, nie każ mi słuchać tego więcej — zwróciła się do niej Wang-mu.

Qing-jao przyglądała jej się przez chwilę, osądzała ją.

— Odejdź, jeśli musisz — odparła wreszcie zimno. — Widzę, że nadal pozostajesz w niewoli naszego wroga. Nie jesteś mi potrzebna.

— Oczywiście, że nie — przyznała Wang-mu. — Masz przecież bogów. Lecz mówiąc to, nie potrafiła ukryć gorzkiej ironii.

— Bogów, w których nie wierzysz — rzekła zgryźliwie Qing-jao. — Naturalnie, do ciebie nigdy nie przemówili. Czemu miałabyś wierzyć? Skoro takie jest twoje życzenie, zwalniam cię z funkcji mojej sekretnej druhny. Wracaj do rodziny.

— Jeśli taka jest wola bogów.

Tym razem, mówiąc o bogach, nie próbowała nawet maskować goryczy.

Była już na drodze, kiedy Mu-pao ruszyła za nią. Była stara i gruba, nie mogła więc liczyć, że pieszo doścignie Wang-mu. Jechała na osiołku i wyglądała śmiesznie, kopiąc piętami boki zwierzęcia. Osły, lektyki, wszystkie te rekwizyty dawnych Chin — czy bogosłyszący naprawdę uważają, że takie demonstracje czynią ich bardziej świątobliwymi? Dlaczego nie używają zwyczajnie śmigaczy i poduszkowców, jak porządni ludzie ze wszystkich innych światów? Wtedy Mu-pao nie musiałaby się poniżać, podskakując i huśtając się na zwierzaku, który cierpi pod takim ciężarem? Aby w miarę możności oszczędzić jej zakłopotania, Wang-mu zawróciła i spotkała się z nią w połowie drogi.

— Mistrz Hań Fei-tzu nakazuje ci wrócić — oznajmiła Mu-pao.

— Przekaż mistrzowi Hań, że jest łaskawy i dobry, ale moja pani mnie odprawiła.

— Mistrz Hań mówi, że panienka Qing-jao ma prawo odprawić cię jako swoją sekretną druhnę, ale nie odprawić z jego domu. Z nim zawarłaś kontrakt, nie z nią.

To prawda. Wang-mu nie pomyślała o tym.

— Prosi, żebyś wróciła — dodała Qing-jao. — Kazał mi też powiedzieć, żebyś powróciła z litości, jeśli nie uczynisz tego z posłuszeństwa.

— Przekaż mu, że będę posłuszna. Nie powinien prosić kogoś tak nisko stojącego jak ja.

— Będzie zadowolony.

Wang-mu ruszyła obok osiołka Mu-pao. Szły bardzo wolno, dla większej wygody Mu-pao, a osiołka także.

— Nie widziałam go jeszcze tak zdenerwowanego — mówiła Mu-pao.

— Pewnie nie powinnam ci o tym opowiadać. Ale zupełnie oszalał, kiedy zawiadomiłam go, że odeszłaś.

— Czy bogowie przemawiali do niego?

Byłaby rozgoryczona wiedząc, że mistrz Hań przywołał ją z powrotem tylko dlatego, że z nieznanych powodów zażądał tego tkwiący w jego mózgu dozorca.

— Nie — odparła Mu-pao. — Było zupełnie inaczej. Oczywiście, nigdy nie widziałam, jak to wygląda, kiedy bogowie do niego przemawiają.

— Oczywiście.

— Po prostu nie chciał, żebyś odchodziła.

— W końcu i tak mnie pewnie odeśle — westchnęła cicho Wang-mu.

— Ale chętnie mu wyjaśnię, czemu jestem całkowicie nieprzydatna dla Rodu Hań.

— Och, naturalnie — mruknęła Mu-pao. — Nigdy nie byłaś przydatna. Ale to nie znaczy, że nie jesteś potrzebna.

— Co masz na myśli?

— Szczęście może w równej mierze zależeć od rzeczy bezwartościowych, jak i użytecznych.

— Czy to myśl któregoś z dawnych mędrców?

— To myśl starej, grubej kobiety na ośle. I zapamiętaj ją sobie.

Kiedy Wang-mu została sama z mistrzem Hanem w jego pokoju, nie dostrzegła żadnego śladu zdenerwowania, o którym wspomniała Mu-pao.

— Rozmawiałem z Jane — poinformował. — Uważa, że lepiej, byś została, skoro również wiesz o jej istnieniu i wierzysz, że nie jest nieprzyjacielem bogów.

— Teraz więc będę służyła Jane? — spytała Wang-mu. — Zostanę jej sekretną druhną?

Nie chciała, by jej słowa zabrzmiały ironicznie. Intrygująca była myśl o zostaniu sekretną druhną nieludzkiej osobowości. Lecz Hań Fei-tzu zareagował, jakby chciał załagodzić urazę.

— Nie — rzekł. — Nie będziesz niczyją służącą. Zachowałaś się dzielnie i godnie.

— A jednak wezwałeś mnie, bym dopełniła kontraktu. Mistrz Hań skłonił głowę.

— Wezwałem cię, gdyż jesteś jedyną, która zna prawdę. Jeśli odejdziesz, zostanę sam w tym domu.