Выбрать главу

Nareszcie wiedziałam dokładnie, co jest grane. Chodziło o Sama Uleya. Nawet mój koszmar mi to podpowiadał. Sam dobrał się do Jake'a. Przeciągnął go na swoją stronę. Nadal nie wiedziałam, co takiego robił tym chłopcom, ale bez wątpienia zrobił to Jacobowi. Mój przyjaciel nie zerwał ze mną stosunków dobrowolnie! Kamień spadł mi z serca.

Stanęłam przed domem, ale nie wysiadłam z samochodu. Rozważałam ile ryzyka niosły z sobą różne opcje. Gdybym postarała się nawiązać kontakt z Jacobem, Victoria i Laureat mogliby zabić go razem ze mną. Gdybym jednak pozostawiła go samemu sobie, już nigdy nie miałby być wolnym człowiekiem. Z każdym dniem więź łącząca go z Samem była mocniejsza.

Od mojej przygody w lesie minął niemal tydzień. Tydzień jak nic wystarczyłby wampirom, żeby mnie namierzyć, zatem najwidoczniej tak bardzo się nie spieszyły. Tak czy owak, byłam zdania, że przyjdą po mnie nocą. To, że Victoria zaatakuje mnie w La Push, było o wiele mniej prawdopodobne niż to, że Sam władnie wkrótce duszą Jake'a na dobre.

Dom Blacków leżał nieco na uboczu, prowadząca do niego droga wiodła przez las, ale uważałam, że warto zaryzykować. Nie jechałam tam ot tak, sprawdzić, co u Jacoba. Wiedziałam, co u Jacoba. Jechałam go uratować. Zamierzałam z nim porozmawiać a w razie potrzeby nawet go uprowadzić. Widziałam kiedyś w telewizji program o leczeniu ofiar sekt po praniu mózgu. Na pewno można było mu jakoś pomóc.

Postanowiłam, że wpierw zadzwonię do Charliego. Być może o tym, co się działo w La Push, powinna była wiedzieć policja. Popędziłam do domu, żałując każdej straconej sekundy.

Telefon odebrał sam Charlie.

– Komendant Swan.

– Tato, to ja, Bella.

– Co się stało?

Zwykle denerwowała mnie ta jego natura Kasandry, ale tym razem miał rację.

– Boję się o Jacoba – oznajmiłam roztrzęsionym głosem.

– Boisz się o Jacoba? – powtórzył, zbity z pantałyku.

– Myślę… Myślę, że w rezerwacie dzieje się coś podejrzanego. Jake zwierzał mi się, że niektórzy chłopcy w jego wieku zaczyn się znienacka dziwnie zachowywać, a teraz sam się tak zachowuje. To okropne!

– Jak się zachowuje? – Ojciec przybrał profesjonalny ton głosu, opanowany i oschły. Wzięłam to za dobry znak – traktował mnie poważnie.

– Z początku się bał, potem zaczął mnie unikać, a teraz… Boje się, że dołączył do tej dziwnej grupy, tego gangu. Gangu Sama.

– Gangu Sama Uleya? – zdziwił się znowu Charlie.

– Tak.

Charcie wrócił do swojego ojcowskiego głosu.

– Bello, kochanie, coś ci się pomieszało. Sam Uley to świetny chłopak właściwie, świetny facet. Billy wypowiada się o nim w samych superlatywach. Nastolatki z rezerwatu przestają pod jego wpływem robić głupstwa. To on przecież… – Ojciec urwał, żeby nie wspominać o tym, co przydarzyło mi się we wrześniu w lesie.

Szybko pociągnęłam rozmowę dalej.

– Wierz mi, tato, to wygląda trochę inaczej. Jacob bał się Sama.

– Powiedziałaś o swoich podejrzeniach Billy'emu? – Charlie starał się teraz mnie uspokoić. Straciłam w jego oczach wiarygodność, gdy tylko opowiedziałam mu o gangu Sama.

– Billy uważa, że wszystko jest w porządku.

– No właśnie, Bello. Ja też tak uważam. To, że Jacob cię zaniedbuje nie oznacza, że dzieje się z nim coś niedobrego. To jeszcze dzieciak. Zapomniał się, szaleje, jak to młody chłopak. Nie ma obowiązku spędzać z tobą każdej minuty.

– Tu nie chodzi o mnie – powiedziałam oburzona, ale bitwa była już przegrana.

– Naprawdę, nie masz powodów, żeby się zamartwiać, skarbie. Billemu też zależy na Jake'u. W razie potrzeby na pewno zareaguje.

– Charlie… – jęknęłam. Zabrakło mi argumentów.

– Słuchaj, mam dużo spraw do załatwienia. Na szlaku w okolicy jeziora zaginęło dwóch kolejnych turystów. – Głos ojca stracił pewność siebie. – Te twoje wilki wymykają nam się spod kontroli.

Poraziło mnie. Jego słowa sprawiły, że błyskawicznie zapomniałam o Jacobie. Wilki? Jakim cudem przeżyłyby starcie z Laureatem?

– Jesteś pewien, że to one ich zaatakowały?

– Obawiam się, że wszystko na to wskazuje. Znowu znaleziono tropy i… – Zawahał się. -…i tym razem natrafiono też na ślady krwi.

– Och!

Pewnie wcale się nie pojedynkowali. Laurent po prostu im uciekł! Tylko dlaczego? To, czego byłam świadkiem na łące i stało się dla mnie jeszcze bardziej niezrozumiałe.

– Muszę kończyć. Nie martw się o Jake'a. Ręczę, że to nic takiego.

– Okej. – Powróciło uczucie frustracji, bo ojciec przypomniał mi, że mam na głowie ważniejsze rzeczy niż rozwiązywanie zagadki wilków. – Do zobaczenia wieczorem.

Przez dobrą minutę wpatrywałam się niezdecydowana w telefon. A co mi tam, pomyślałam, zmęczona rozważaniem za i przeciw.

Billy odebrał po dwóch sygnałach.

– Halo?

– Cześć, Billy. – Niemalże warknęłam. Postarałam się przybrać bardziej przyjazny ton. – Czy mogę prosić Jacoba?

– Nie ma go w domu.

– Co za niespodzianka.

– Wiesz, gdzie się podziewa?

– Umówił się z kolegami. – Billy miał się wyraźnie na baczności.

– Tak? Znam któregoś z nich? Może jest wśród nich Quil?

Nie potrafiłam maskować własnych emocji. Zabrzmiało to jak pytania z policyjnego przesłuchania.

– Nie – odparł Billy, powoli cedząc słowa. – Nie sądzę. Rzecz jasna, nie byłam na tyle głupia, żeby wymieniać Sama.

– To może Embry?

Billy rozluźnił się odrobinę.

– Tak, Embry jest w tej paczce.

Więcej nie było mi trzeba. Embry należał do gangu.

– Przekaż mu, że dzwoniłam, kiedy wróci, dobrze?

– Oczywiście, nie ma sprawy.

Klik. Słuchawkę Blacków odłożono na widełki.

– Do zobaczenia, Billy – mruknęłam z ironią.

Klamka zapadła. Miałam zamiar pojechać do La Push i koczować pod domem Jacoba tak długo, jak miało się to okazać konieczne. Byłam gotowa nocować w furgonetce i nie chodzić przez kilka dni do szkoły. Prędzej czy później chłopak musiał wrócić, a tedy czekała go konfrontacja ze mną.

Zasiadłam za kierownicą i pogrążyłam się w intensywnych rozmyślaniach.

Choć dałabym głowę, że od mojego wyjazdu minęło kilkanaście sekund, kiedy się ocknęłam, rzedniejący las wskazywał, że lada moment zobaczę pierwsze domy należące do rezerwatu. Lewym poboczem, tyłem do mnie, szedł wysoki chłopak z daszkiem. Czyżby… Serce zabiło mi szybciej. Przez chwile wydawało mi się, że los jest dla mnie nadzwyczaj łaskawy.

Ale tylko przez chwilę. Indianin był zbyt szeroki w barach i nie miał długich włosów. Stawiałam na to, że to Quii, chociaż musiałby sporo urosnąć, odkąd go widziałam po raz ostatni. Co się działał z młodymi Quileutami? Czy starszyzna plemienia podawała im potajemnie jakieś eksperymentalne odżywki?