Aro podpłynął bliżej. Nie wyglądał na kogoś, kto oczekuje porażki. Swoją miną chciał mnie też chyba podnieść na duchu, ale uniemożliwiały mu to jego potworne, czerwone oczy.
Jego skóra, choć z pozoru delikatna niczym skrzydełko owada, okazała się być twarda i zimna jak na skórę wampira przystało. Brakowało jej tylko gładkości – w dotyku przypominała nie granit, a lupek.
Aro spojrzał mi prosto w oczy. Nie sposób było odwrócić przy nim wzroku. Jego zamglone tęczówki miały w sobie coś nieprzyjemnie hipnotyzującego.
Wyraz twarzy wampira szybko się zmienił. Pewność siebie ustąpiła miejsca wahaniu, a później niedowierzaniu.
– Interesujące, interesujące – szepnął, maskując swoje odczucia serdecznym uśmiechem. Puściwszy moją dłoń, cofnął się o kilka kroków.
Znów zerknęłam na Edwarda. Starał się zachować obojętną minę, ale w kącikach jego ust zdawał się majaczyć łobuzerski uśmieszek.
Aro krążył w zamyśleniu po sali, spoglądając to na mnie, to na Alice, to na jej brata. Nagle zatrzymał się i pokręcił głową.
– Pierwsza – powiedział do siebie. – Ciekawe, czy jest odporna i na inne nasze talenty… Jane, skarbie?
– Nie! – krzyknął Edward.
Alice złapała go za ramię, żeby powstrzymać przed popełnieniem głupstwa. Strzepnął jej dłoń.
– _Tak, panie? – spytała dziewczynka wesoło.
Edward zaczął głośno warczeć. Jego oczy ciskały ku Arowi błyskawice. Pozostałe miejscowe wampiry zmartwiały. Patrzyły na chłopaka zadziwione, a nawet nieco zażenowane, jak gdybyśmy znajdowali się na zwykłym, ludzkim przyjęciu. Tylko Feliks się uśmiechał. Zrobił krok do przodu, ale zaraz zmarkotniał, bo Aro przywołał go do porządku karcącym spojrzeniem.
– Ciekaw jestem, moja droga – Volturi podjął przerwaną rozmowę z Jane – czy Bella jest odporna i na ciebie.
Ledwie go było słychać ponad wściekłym charkotem mojego Ukochanego, który ustawił się tak, by zasłaniać mnie własnym dałem.
Kajusz wstał z krzesła i przesunął się bezszelestnie, jak duch, w miejsce, skąd miał na nas lepszy widok. Podążyły za nim dwie chroniące go kobiety.
Jane obróciła się przodem do mnie z promiennym uśmiechem. Edward rzucił się na nią jak tygrys.
– Nie! – jęknęła Alice.
Nim ucichł jej okrzyk, nim zdążyłam się wzdrygnąć, nim ktokolwiek pospieszył dziewczynce z pomocą, Edward leżał już na kamiennej posadzce. Nikt go nie dotknął, ale wił się z bólu. Podniosłam obie ręce do twarzy.
Jane uśmiechała się teraz tylko do niego. W jednej sekundzie wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce. Zrozumiałam, co miała na myśli Alice, mówiąc w samolocie o „potwornych zdolnościach”, zrozumiałam, dlaczego wszyscy traktowali dziewczynkę z takim szacunkiem i dlaczego Edward zaatakował ją w mojej obronie.
Idealną ciszę przerwał mój piskliwy glos.
– Przestań!
Ruszyłam do przodu, chcąc stanąć Jane na drodze, ale Alice błyskawicznie do mnie doskoczyła i wzięła pod pachy. Edward na dal dygotał i wierzgał, ale z jego ust nie dobywał się żaden dźwięk. Czułam się tak, jakby serce miało eksplodować mi z rozpaczy lv mogłam na to patrzeć.
– Jane – odezwał się Aro.
Edward znieruchomiał. Domyśliłam się, że dziewczynka podniosła głowę, gotowa spełnić następną zachciankę władcy. Nie miałam zamiaru spuścić z chłopaka oczu. Wyrywając się Alice modliłam się bezgłośnie, żeby wstał.
– Nic mu nie będzie – szepnęła mi do ucha moja przyjaciółka.
W tym samym momencie Edward usiadł, a potem zerwał się na równe nogi i spojrzał na mnie. W jego złotych oczach dostrzegłam lęk, ale szybko zastąpiła go ulga. Zerknął na Jane. Zerknęłam na nią i ja.
Już się nie uśmiechała. Patrzyła gniewnie prosto na mnie, zaciskając szczęki, żeby móc się lepiej skoncentrować. Aro widocznie rozkazał jej jakimś gestem, że pora na właściwy pokaz. Skuliłam się w oczekiwaniu na falę bólu.
Nie nadeszła.
Edward przejął mnie w milczeniu od Alice.
Aro wybuchł śmiechem.
– Ha, ha, ha! Niesamowite! Fantastyczne!
Jane syknęła, pochylając się do przodu w pozie drapieżnika.
– Nie denerwuj się, skarbie – uspokoił ją Volturi, kładąc jej na ramieniu delikatną dłoń. – Ta mała zawstydza nas wszystkich.
Dziewczynka świdrowała mnie spojrzeniem.
– Świetne, świetne! – Aro przeżywał jeszcze niedawną scenę. – Podziwiam cię, Edwardzie, za to, że nie krzyczałeś z bólu. To nie puste pochlebstwo, bo sam raz poprosiłem Jane z ciekawości o prezentację. Jesteś bardzo dzielny.
Edward patrzył na niego, zdegustowany.
– No i co teraz z wami zrobić? – Aro westchnął.
Rodzeństwo Cullenów zesztywniało. Przyszliśmy tu przecież usłyszeć werdykt. Zaczęłam się trząść.
– _ Jak mniemam – ciągnął nasz gospodarz – nie zmieniłeś, niestety zdania, Edwardzie, prawda? Wielka szkoda. Twoje umiejętności stanowiłyby wspaniale uzupełnienie naszych.
Kątem oka zauważyłam, że Feliks i Jane się skrzywili. Chłopak zawahał się.
– Nie, nie zmieniłem zdania.
– Alice? – Aro nie tracił nadziei. – Nie chciałabyś do nas dołączyć?
– Nie, ale dziękuję za propozycję – odparła.
– A ty, Bello?
Edward zaklął pod nosem. Gapiłam się tępo na Ara. Żartował sobie ze mnie, czy naprawdę chciał wiedzieć, czy nie zostałabym na obiad?
Pierwszy na propozycję wampira zareagował białowłosy Kajusz.
– Dlaczego? – spytał cicho, nie okazując ani gniewu, ani zaciekawienia.
– Och, chyba potrafisz docenić kryjący się w niej potencjał. – Aro uśmiechnął się dobrodusznie. – Nic spotkałem równie intrygującego śmiertelnika, odkąd odkryłem Jane i Aleca. Wyobraź sobie, jakie otworzą się przed nami możliwości, kiedy mała stanie się jednym z nas!
Sądząc po wyrazie twarzy Jane, nic spodobało jej się to, że została do mnie porównana. Mina Kajusza także nie wyrażała entuzjazmu.
Edward cały się gotował. Przestraszyłam się, że wybuchnie, co Zmobilizowało mnie do działania.
– Nie, dziękuję – odpowiedziałam. Dygotałam ze strachu. Aro ponownie westchnął.
– Ubolewam nad twoją decyzją. Zmarnować taki talent! Edward syknął.
– Albo z wami, albo do grobu, taka jest alternatywa, prawda?
Nie udawajcie niewiniątek! Gdybyście naprawdę przestrzegali zasad, nie przyprowadzilibyście nas do tej właśnie komnaty!
Byłam zdezorientowana. Z jednej strony chłopak wydawał się być autentycznie wściekły, z drugiej, w tonie jego głosu było coś aktorskiego, jakby wcześniej zastanowił się nad tym, co powie.
– Skądże znowu. – Aro zamrugał, zbity z pantałyku. – Zebraliśmy się tutaj, ponieważ czekamy na powrót Heidi, a nie względu na was.
– Aro – wtrącił się Kajusz. – Nasze prawo i tak nakazuje nam ich zabić.
– Jak to? – Edward znał myśli wampira, ale chciał go widocznie zmusić do wyjaśnienia zarzutów mi i Alice.
Kajusz wskazał mnie kościstym palcem.
– Ona za dużo wie. Wyjawiłeś jej nasze sekrety.
– O waszym dworze też wie kilka istot ludzkich – przypomniał mu Edward.
A więc piękna recepcjonistka nie była jedyną. Białowłosy wampir ułożył usta w dziwnym grymasie. Czyżby miał to być uśmiech?
– Tak – przyznał. – Ale kiedy nie są nam już dłużej potrzebne, służą nam swoją krwią. Czy potraktujesz dziewczynę tak samo, jeśli coś komuś wypaple?
– Nikomu nie… – przerwałam jękliwie, ale zmroził mnie wzrokiem.
– Wątpię – kontynuował oschle. – Nie zamierzasz jej również zmienić w jedną z nas. Podsumowując, pozostawienie jej przez nas przy życiu rodzi spore ryzyko. Ale tylko jej. Tym razem wybaczymy wam brak dyskrecji. Wy dwoje możecie odejść.