Potem zapytałem go: Sir, czy to na pewno nas ocali, czy musimy zrobić coś innego, i on na to, że na pewno ocali mnie, ale co do niego, nie wiadomo. Ale przecież sam mówisz, że masz możnych przyjaciół, powiadam, a on rzecze: Wszystko się ciągle zmienia i aura nie jest dla mnie łaskawa. Król Henryk
francuski ostatnio zamordowany, i to przez mnicha, co znów zwróciło uwagę króla Jakuba na knowania papistów. Wyznaczył fanatycznego purytanina na arcybiskupa Canterbury i jego stronnictwo naciska jeszcze bardziej na nas, ludzi teatru. Ja sam jestem atakowany w publicznych pismach i nikt nie odważy się wystąpić w mojej obronie. Władza moich przyjaciół z rodu Montague’ów i innych mojej wiary słabnie, ich domy, kiedyś bezpieczne, są teraz przeszukiwane jak zwykłe chałupy. Powiadam ja: Ale jednak napisałeś sztukę. Tak, mówi on, napisałem, tak jak więzień długo trzymany w okowach dziarsko stuknie piętami, gdy żelaza opadną. Ach, chłopcze, wyobrażasz sobie, że myślałem o tym, iż taka sztuka może być kiedyś wystawiona? Nie, ale spłynęła ze mnie za sprawą twej namowy i nie mogłem już przestać; wielka to głupota, wiem, ale oto jest, poroniony płód, i cóż mogę z nią zrobić? Musi być spalona, mówię ja. Tak, trzeba ją spalić, rzecze on, moje heretyckie dzieło.
18
Puk.
Crosetti poruszył się niespokojnie przez sen i próbował wrócić do bardzo przyjemnego marzenia sennego, w którym siedział na planie filmowym z Jodie Foster i Clarkiem Gable'em, gawędząc o filmach. Spoglądał znacząco na Jodie, bo oboje wiedzieli, że w rzeczywistości Gable nie umarł, i czekali, aż wyjaśni im, jak wyprowadził w pole cały świat, ale za ich plecami rozległ się jakiś grzechot i aktor powiedział, że musi iść i zobaczyć, co to takiego.
Puk puk puk pukpukpukpuk
Usiadł na łóżku w nieznanym sobie pokoju w hotelu „Linton Lodge” na przedmieściach Oksfordu. To przyjemne lokum zawdzięczał uprzejmości profesora Marcha. Potrójne wykuszowe okna wychodziły na ogród; w tej chwili była za nimi ciemna noc i to właśnie one stanowiły źródło hałasu, który wyrwał go ze snu. Kamyki znów zagrzechotały o szybę. Crosetti spojrzał na zegarek: wpół do trzeciej w nocy.
Wstał, wciągnął dżinsy, podszedł do okna, otworzył je i dostał garścią żwiru w twarz. Zaklął i wychyliwszy się, dostrzegł na trawniku ciemną postać, która właśnie schylała się, żeby zgarnąć ze ścieżki kolejną garść kamyków.
– Kto tam, do cholery? – zapytał głośnym szeptem, jakim mówi się zwykle, gdy nie chce się obudzić domowników.
Postać na dole wyprostowała się i odpowiedziała takim samym szeptem:
– To ja, Carolyn.
– Carolyn Rolly?
– Nie, jakaś inna Carolyn. Zejdź i otwórz mi drzwi!
Przez dłuższą chwilę patrzył z góry na bladą, uniesioną ku niemu znajomą twarz, a potem zamknął okno, włożył koszulę i buty, wyszedł z pokoju, natychmiast cofnął się po klucz, zanim zatrzasnęły się drzwi, przemknął krótkim korytarzem i zbiegł po schodach, po czym wypadł do ogrodu. Stała przed nim w T-shircie z długimi rękawami i w dżinsach, przemoknięta; pasemka czarnych włosów lepiły się jej do policzków.
Przecisnęła się obok niego do holu.
– Boże, zmarzłam na kość powiedziała i rzeczywiście wyglądała na zziębniętą; w nikłym świetle czerwonej lampki nad drzwiami jej usta były sine. Spojrzała w stronę baru. Możesz mi postawić drinka?
– Wszystko jest już zamknięte. Ale mam butelkę w pokoju.
Rzeczywiście miał whisky kupioną dla matki w sklepie wolnocłowym na lotnisku.
Kilka minut później napuścił gorącej wody do wanny, wręczył Carolyn swój stary kraciasty płaszcz kąpielowy i kazał jej zdjąć mokre ciuchy. Poszła się przebrać do łazienki, on tymczasem nalał do hotelowych szklanek dwie porządne porcje. Kiedy wyszła w płaszczu i z głową owiniętą ręcznikiem, podał jej drinka.
Wypiła jednym haustem, krztusząc się i pokasłując, a on wpatrywał się w jej twarz. Napotkała jego wzrok.
– O co chodzi? zapytała.
– O co chodzi? Carolyn, mamy drugi grudnia, nie, już trzeci, a ty zniknęłaś… kiedy to?… pod koniec sierpnia. Bulstrode nie żyje, wiedziałaś o tym? Ktoś go zamordował. A jego prawnik zastrzelił dwóch facetów w saloniku mojej mamy. I próbowali mnie uprowadzić gangsterzy, i… Chryste, nie wiem, od czego… Carolyn, gdzie się podziewałaś i co, do cholery, robiłaś?!
– Nie wrzeszcz na mnie! – powiedziała zdławionym głosem. – Czy mogę
usiąść i trochę pomilczeć?
Wskazał jej fotel przy oknie, a sam usiadł na łóżku naprzeciwko. Wydawała się groteskowo drobna i młoda, choć oczy miała podkrążone, a ich błękit przygasł nieco jak zmatowiały metal.
Dopiła w milczeniu whisky i wyciągnęła dłoń ze szklanką w jego stronę.
– Nie – powiedział. – Najpierw opowiadaj.
– Od jakiego momentu? Od urodzenia?
– Nie, możesz zacząć od swojego małżeństwa z H. Olerudem, zamieszkałym w Braddock w Pensylwanii przy Tower Road sto sześćdziesiąt jeden.
Głęboki wdech, znajome czerwone plamy na policzkach. Rolly nie potrafiła nad tym zapanować, choć uważał, że jak na taką skończoną kłamczuchę powinna radzić sobie z tym lepiej.
– A więc wiesz wszystko? – zapytała.
– Tak. Nawet pojechałem tam, do tego domu. Pogadaliśmy sobie przyjaźnie z Emmettem.
Oczy jej się rozszerzyły, zacisnęła usta.
– O Boże, widziałeś go? Co z nim?
– Całkiem zdrowy, choć może trochę chudy. Wygląda na bystrego chłopca. Widziałem też dziewczynkę, też zdrowa, nie zdążyłem się jej przyjrzeć. Ojciec wygląda na gwałtownika.
– Delikatnie powiedziane. Harlan nie panuje nad rękami.
– Zauważyłem. Jak to się stało, że za niego wyszłaś? Wygląda na znacznie starszego od ciebie.
– Był moim szwagrem. Mama umarła, kiedy miałam trzynaście lat, i Emily, moja siostra, zabrała mnie do siebie. Była cztery lata starsza ode mnie, a on sześć lat starszy od niej.
– A co z twoim ojcem?
Parsknęła pogardliwie.
– Nie znałam go. Mama była małomiasteczkową kelnerką i barmanką, dorabiała do pensji, świadcząc usługi mężczyznom. Zapłać za mnie komorne w tym miesiącu, a dostaniesz dupy, ile zapragniesz. Była, jak to się mówi, przyjaciółką
kierowców. Pewnego dnia jeden z nich zastrzelił ją i faceta, z którym akurat się migdaliła. Chyba posądzał ich o prawdziwy romans. Wróciłam ze szkoły i w domu było pełno policji. Zadzwoniłam do Emily, a ta wzięła mnie do siebie. To było w Mechanicsburgu. Zamieszkałam z nimi. Chcesz o tym posłuchać?