Выбрать главу

– Tak. A więc nie było żadnego wuja Lloyda?

– Nie, kłamałam. Ale był Harlan. Zaczął ze mną kręcić, kiedy miałam czternaście lat i Emily nie zrobiła nic, żeby z tym skończyć, tak okropnie ją bił. Zaszłam w ciążę, kiedy miałam szesnaście lat, urodził się Emmett, cztery lata później Molly. Cóż mogę powiedzieć? Uważałam, że tak już jest na świecie. Harlan miał etat w fabryce akumulatorów, było co jeść i tak toczyło się nasze życie. Ja miałam Emily, ona mnie i obie miałyśmy dzieci. Zdziwiłbyś się, ilu ludzi w takich miasteczkach jak Braddock żyje podobnie. Potem Harlan stracił pracę, musiał wziąć gównianą robotę w magazynach Wal-Martu, Emily umarła i…

– Jak umarła?

– Pralka poraziła ją prądem. Zawsze trochę iskrzyła, a Harlan wciąż obiecywał, że naprawi, ale nigdy tego nie zrobił i musiałyśmy bardzo uważać. Myślę, że Emily mogła się zabić nie przez przypadek, ale umyślnie. Bił ją już wtedy regularnie.

– No tak. A jak doszło do tego, że zajęłaś się oprawianiem książek?

Nagle twarz jej się ściągnęła.

– Chcesz poznać całe moje życie? Dlaczego? Dlatego, że się pieprzyliśmy? I to ma cię upoważniać do nabycia pełnego żywota Carolyn Rolly na CD?

– Nie, Carolyn – powiedział Crosetti. – Nie upoważnia mnie to do niczego. Ale przyszłaś do mnie w środku nocy. Dlaczego? Żeby wziąć gorącą kąpiel? Napić się szkockiej? Pogadać o starych dobrych czasach w antykwariacie?

– Nie, ale… Słuchaj, potrzebuję twojej pomocy. Uciekłam im. Nie wiedziałam, dokąd iść. I nie mam czasu, żeby wdawać się w szczegóły. Kiedy się obudzą i zobaczą, że zniknęłam, przyjdą tutaj.

– Kto to są ci „oni”, Carolyn?

– Ludzie Szwanowa. Jest ich czterech, w hotelu, jakieś trzy kilometry stąd. Wiedzą, gdzie jesteś. Więc i ja wiedziałam, dokąd przyjść.

– A teraz… co? Znów jesteśmy po tej samej stronie? Dlaczego mam wierzyć w to wszystko, co mówisz?

– Och, Boże! Już ci kiedyś powiedziałam, że nie wiem, jak się zachowywać wobec… prawdziwych ludzi, takich jak ty. Kłamię, wpadam z rozpaczy w panikę, uciekam i… Chryste, możesz mi jeszcze nalać? Proszę cię…

Spełnił jej prośbę. Wypiła.

– Dobra, nie mamy czasu na dłuższą wersję… Pewnego dnia pojechałam z dziećmi do lekarza na szczepienia szkolne i kiedy siedziałam w poczekalni… zobaczyłam tę książkę. Pozostałe to były atrapy, no wiesz. Czasem ludzie mają takie biblioteczki z niby starymi książkami w twardej oprawie. No więc ten lekarz też miał coś takiego, a Emmett i Molly bawili się tymi książkami, zdejmowali je z półek i układali jak klocki. Recepcjonistka kazała im przestać i ustawiła je z powrotem na półkach; była wśród nich właśnie tamta, zatytułowana Sztuka oprawy książek, świsnęłam ją. Miała okładkę z cielęcej skóry i złote tłoczone litery. Nie wiem, dlaczego ją wzięłam. Może dlatego, że wyglądała tak drogo, ta skóra i papier były zupełnie nie w stylu Braddock, przypominały skrawek innego świata, który znalazł się tam przypadkowo i wpadł mi w ręce jak klejnot. Po powrocie do domu schowałam ją, a później zaczęłam czytać; robiłam to co noc, miesiącami, i sama myśl, że ludzie mogą po prostu ręcznie robić książki i że mogą to być piękne przedmioty… nie wiem czemu, ale przemawiała do mnie głęboko. Potem Emily umarła, a ja codziennie obrywałam od Harlana. Wiedziałam, że jeśli się z tego nie wyrwę, to umrę jak Emily, z jego ręki albo z własnej. Albo sama go zabiję. A więc uciekłam. Za pierwszym razem złapał mnie, zamknął w piwnicy i pobił tak, że nie mogłam chodzić. Następnym razem odczekałam do dnia jego wypłaty, wzięłam mu pięćset dolarów, kiedy spał, i uciekłam. Dotarłam autostopem do Nowego Jorku i zamieszkałam w schronisku. Dostałam pracę przy sprzątaniu budynków, na nocnej zmianie. Dzięki temu znalazłam tamten loft. Mieszkałam tam nielegalnie, jak ci mówiłam, ale płaciłam grosze, bo właściciel potrzebował kogoś, kto pilnowałby budynku przed gangami złomiarzy, którzy pruli instalacje miedziane. To właśnie wtedy po raz pierwszy usłyszałam o Szwanowie.

– Jak?

– Był właścicielem budynku czy też jego części. Able Red Estate Management. No dobrze, więc miałam swój kąt i pracowałam jako sprzątaczka przez ponad dwa lata, spędzając wolny czas w bibliotece; czytałam o introligatorstwie i księgarstwie, uczyłam się, co powinnam wiedzieć, żeby podrobić dyplom. Potem porzuciłam pracę sprzątaczki i zatrudniłam się w jednej ze śródmiejskich restauracji jako kelnerka, bo chciałam się przyjrzeć normalnym ludziom, zobaczyć, jak się ubierają, o czym rozmawiają, jak gestykulują. Przeobrażałam się w dziewczynę z klasy średniej. Zajęło mi to prawie cały kolejny rok. A potem dostałam pracę u Glasera. Oto moja smutna historia. Chcesz się dowiedzieć, jak było z manuskryptem?

– Chcę.

– Znałam Bulstrode'a już wcześniej chyba ci wspominałam, że Sidney przedstawił nas sobie w Nowym Jorku, gdzie zapisałam się na kurs wiedzy ogólnej prowadzony przez tamtego na Columbii. Chodziło o rękopisy. Jak tylko zobaczyłam kartki, które wyjęłam z Churchilla, od razu wiedziałam, że to wielkie odkrycie. Łyknęła whisky i zapatrzyła się w czarną noc za oknem. – Chciałbyś pewnie wiedzieć, dlaczego skłamałam, kiedy pytałeś o prawo własności zniszczonych książek, dlaczego udawałam, że to nic wielkiego, i dlaczego kłamałam, że jestem uciekinierką, abyś sprzedał te papiery Bulstrode'owi za psie pieniądze.

– Zamieniam się w słuch.

– Okay, więc jestem pracownicą antykwariatu i znalazłam manuskrypty w okładkach książek, które jako „odzysk” odkupiłam tanio od swojego pracodawcy. Nie mam pieniędzy i uzyskałabym sporą sumkę, jeśli poświadczyłabym ich autentyczność i sprzedała je na aukcji, ale gdyby rzecz przedostała się do wiadomości publicznej, Sidney zrobiłby piekło.

– Jak to?

– Ach, widzę, że nie znasz Sidneya. Powiedziałby, że rozcięłam okładki i znalazłam manuskrypt, a potem nakłoniłam go podstępnie, żeby sprzedał mi te książki jako „odzysk”. Tom znalazłby się natychmiast na indeksie i żaden dom aukcyjny nawet by go nie tknął. Sidney to wielka figura w tym świecie, a ja jestem nikim. Potrzebowałam figuranta, więc pomyślałam o profesorze Bulstrodzie. Zadzwoniłam do niego tego ranka, kiedy czekałeś na ulicy, powiedziałam mu, co znaleźliśmy,

i zaaranżowałam to, co później rozegrało się w jego gabinecie. Powiedział, że jeśli rzecz okaże się autentykiem, zapłaci mi pięć tysięcy, nie licząc tego, co zapłacił potem tobie. A więc od tej chwili był to manuskrypt Bulstrode'a. Nawet jeśli już raz go oszukano, pozostawał wybitnym naukowcem i paleografem, który ma dostęp do różnych rękopisów. Oznaczałoby to, że już nikt nigdy nie połączy tej sprawy ani ze mną, ani z Glaserem.

– No dobrze, Carolyn, ale w dalszym ciągu nie rozumiem, dlaczego nie powiedziałaś mi tego od razu.

– Och, Boże – nie znałam cię! Mogłeś chlapnąć o tym Glaserowi następnego dnia: cha, cha, Carolyn znalazła bezcenny manuskrypt z czasów króla Jakuba w tych książkach, które sprzedał jej pan za grosze. Musiałam więc udawać, że wciągam cię w tę aferę, i jednocześnie ukrywać przed tobą prawdę o manuskrypcie.

– Rozumiem. A to, co się stało później tej nocy, też było częścią planu?

Po raz pierwszy spojrzała mu prosto w oczy. Crosetti usłyszał kiedyś od ojca, że patologiczni kłamcy zawsze patrzą śledczym w oczy i wytrzymują spojrzenie nienaturalnie długo. Z ulgą stwierdził, że Carolyn to nie dotyczy. Jej spojrzenie było niepewne i, jak mu się zdawało, lekko zawstydzone.

– Nie odparła. To nie było częścią planu. Wiedziałam, że jesteś na mnie zły, i poczęstowałam cię tą zmyśloną historyjką o wuju Lloydzie. Myślałam, że sobie pójdziesz, a kiedy jednak zostałeś i sprawiłeś mi tyle przyjemności… wiesz, nigdy w życiu nie spotkało mnie nic takiego, żeby ktoś zabrał mnie w tyle różnych miejsc, i ta piękna muzyka i wszystko, co mi kupiłeś, i to dlatego, że zobaczyłeś we mnie człowieka, a nie dlatego, że chciałeś się do mnie dobrać…