– Chciałem się do ciebie dobrać.
– Też tego chciałam, tylko żeby to był ktoś w moim wieku, ktoś miły i czuły. Nigdy nie byłam dziewczynką, nastolatką. Nigdy nie dawałam się obściskiwać w samochodach. To było jak narkotyk.
– A więc mnie lubisz?
– Och, uwielbiam cię – powiedziała tonem tak rzeczowym, że zabrzmiało to bardziej przekonująco niż wszelkie westchnienia, a jemu zabiło mocniej serce. – Ale co z tego? – ciągnęła. – Jesteś dla mnie za dobry, to aż śmieszne, i nawet nie chodzi o moje dzieci, więc pomyślałam sobie… sama nie wiem… Tak jak po wiedziałeś:
jedna noc miłości, coś, co robią normalni ludzie, kiedy są w naszym wieku, a potem wszystko było jak w Kopciuszku, tylko bez szklanego pantofelka i księcia. Następnego dnia spotkałam się z Bulstrode'em, żeby zaplanować dalsze posunięcia, i wtedy mi powiedział, że znalazł źródło pieniędzy, jakich potrzebował. Poszliśmy więc spotkać się ze Szwanowem. Widziałeś kiedyś Osipa Szwanowa?
– Nie. Tylko ludzi, którzy dla niego pracują.
– Och, rzadko spotyka się kogoś takiego. Jest bardzo gładki, jeśli pominąć to jego spojrzenie. Przypomina mi Earla Raya Bridgera.
– Kogo?
– Kryminalistę, z którym przez pewien czas zadawała się moja matka. Nie chcę o nim teraz mówić. W każdym razie od razu wyczułam w Szwanowie złego człowieka, ale biedny Bulstrode się nie zorientował, a ja, broń Boże, nie chciałam go ostrzegać. Pobudził ciekawość Szwanowa, opowiadając mu o sztuce Szekspira. Powiedział, że sam manuskrypt Bracegirdle'a jest wart od pięćdziesięciu do stu tysięcy, ale że gdybyśmy znaleźli rękopis Szekspira, to trudno oszacować, jak wysoka byłaby jego cena. Sto milionów? Sto pięćdziesiąt? I Szwanow nie ryzykowałby nic, bo nawet gdyby poszukiwania zakończyły się fiaskiem, miałby jeszcze do sprzedania listy. W każdym razie Szwanow dał mu dwadzieścia kawałków, po czym kazał natychmiast jechać do Anglii i przeprowadzić badania dotyczące Bracegirdle'a i lorda Dunbartona, mogące nawet naprowadzić na ślad sztuki. Bulstrode wypełnił polecenie. A ja poleciałam z nim…
– Bez pożegnania. Nie uważasz, że było to trochę niegrzeczne?
– To było najlepsze wyjście. Wiedziałam, że za nic w świecie nie będziesz chciał mieć do czynienia z tym sukinsynem.
– Ochraniałaś mnie?
– Tak mi się wydawało – przyznała, a potem, jakby się tłumacząc, dodała: – I nie wyobrażaj sobie, że nie potrzebowałeś ochrony. Nie znasz tego człowieka.
– A skoro już o nim mowa… Jak to się stało, że brytyjski naukowiec zadał się z takim bandziorem jak Szwanow?
– Nie mam pojęcia. Poznał ich ze sobą jakiś wspólny znajomy. Myślałam, że chodzi o pożyczkę na wysoki procent. Bulstrode był spłukany; może próbował
znaleźć pieniądze na rękopis i tak wpakował się w tę kabałę. Boże, jestem taka zmęczona! Na czym skończyłam?
– „Odlatujesz odrzutowcem, kiedy wrócisz, nie wiem – zacytował piosenkę – i żadnych pożegnań”.
– Zgadza się. Okay, no więc w Anglii pojechaliśmy prosto do Oksfordu i zatrzymaliśmy się u Olliego Marcha. Bulstrode powiedział, że muszę z nimi zamieszkać, co Marchowi nie bardzo się podobało, ale jego przyjaciel wyjaśnił, że to dla mojego bezpieczeństwa. Miałam potwierdzić autentyczność manuskryptu, tak żeby nikt nie wiedział, że zamieszany jest w to Bulstrode. Kiedy więc otrzymaliśmy odpowiedź pozytywną, naprawdę mu odbiło. Nie wolno mi było nigdzie dzwonić, a ten list do Sidneya pozwolił mi napisać tylko dlatego, że go przekonałam, iż będzie bardziej podejrzane, jeśli nie zmyślę historyjki z rycinami i nie wyślę mu czeku. Bulstrode był obsesyjnie podejrzliwy, uważał na przykład, że pracuję dla Szwanowa i że mu powiedziałam, jakie mamy plany, po co te badania i w ogóle.
– Ale nie pracowałaś.
– Pracowałam. Oczywiście, że pracowałam dla Szwanowa. Wciąż pracuję dla Szwanowa, on tak przynajmniej uważa. Dał mi numer swojej komórki przed naszym odlotem z Nowego Jorku i powiedział, żebym była z nim w kontakcie. Co miałam powiedzieć takiemu człowiekowi? Odmówić?
Crosetti milczał pod jej wyzywającym spojrzeniem. Ściągnęła ręcznik z głowy i zaczęła wycierać włosy z taką furią, że aż się skrzywił. Po chwili zapytał:
– Jak zareagował Bulstrode, kiedy powiedziałaś mu o zaszyfrowanych listach?
Znów oblała się rumieńcem.
– Nie powiedziałam mu. Szwanow to zrobił.
– Ale ty powiedziałaś Szwanowowi.
– Potwierdziłam tylko jego podejrzenia – przyznała pośpiesznie. – On jest kuty na cztery nogi, Crosetti. I ma wszędzie ludzi. Najwyraźniej słyszał o tobie od Bulstrode'a i musiał wszystko sprawdzić. Myślisz, że nie potrafi odkryć, co się zdarzyło w Nowojorskiej Bibliotece Publicznej? Człowieku, on się może dowiedzieć, co się dzieje w CIA!
– Rzeczywiście trzymałaś mnie z daleka od sprawy zauważył ironicznie.
– Bardzo mi przykro. Jestem tchórzem, a on mnie przeraża. Nie potrafiłam kłamać. W każdym razie kiedy Bulstrode dowiedział się o szyfrach, wpadł w furię. Musiałam go dosłownie obezwładnić, żeby się uspokoił. Uświadomił sobie, że zaszyfrowane listy są kluczowe dla poszukiwań rękopisu sztuki i że kiedy Szwanow je od ciebie wyciągnie, nie będzie nas już potrzebował, co najpewniej może nam mocno zaszkodzić. Powiedziałam, że powinniśmy sprawdzić, czy oryginały szyfrowanych listów, które Bracegirdle słał do Dunbartona, wciąż się znajdują w dawnej siedzibie odbiorcy.
– I dlatego pojechaliście do Darden Hall.
– Właśnie. Ale ich tam nie było, w każdym razie my ich nie znaleźliśmy. Znaleźliśmy natomiast Biblię Genewską. Wiesz, co to takiego?
– Wiem powiedział Crosetti. Mała Biblia z epoki Tudorów, z szesnastego wieku, dziewięć cali na siedem. Podejrzewaliśmy, że była podstawą dla szyfru Bracegirdle'a. Ale skąd o tym wiedziałaś? Przecież nie miałaś zaszyfrowanego tekstu.
– Nie, ale Biblia Genewska, którą znaleźliśmy w bibliotece Dunbartona, była podziurkowana w różnych miejscach, na różnych przypadkowych literach. Bulstrode doszedł do wniosku, że te wybrane litery są kluczem do szyfru i że jego częścią musi być siatka. On wie cholernie dużo o starej kryptografii.
– I to dlatego ukradłaś płytkę z kościoła.
– Wiesz o tym? – spytała z cieniem niepokoju w głosie.
– Wiem wszystko. Dlaczego nie ukradłaś po prostu Biblii?
– Bulstrode ją ukradł. A potem zmusił mnie, żebym zwinęła płytkę. Człowieku, on popadł w kompletną paranoję! Uważał, że cała banda naukowców jest na tym samym tropie, i chciał ich jakoś powstrzymać, jeśli przypadkiem mieli zaszyfrowany tekst. Zakładał, że dałeś komuś zaszyfrowane listy, na przykład swojej znajomej z biblioteki, i że zaczęło się ogólne polowanie. To dlatego wrócił do Nowego Jorku. Chciał dotrzeć do ciebie i wydobyć zaszyfrowane listy. Miał płytkę i…
– Szwanow dopadł go i torturował. Dlaczego?
– Myślał, że Bulstrode chce go przechytrzyć. Ktoś, nie wiem kto, zadzwonił do Szwanowa i powiedział mu, że Bulstrode kombinuje z inną grupą poszukującą rękopisu sztuki. Szwanow się wściekł i…
– Z inną grupą? Myślisz o nas? O Mishkinie?
Rozważała to przez chwilę, zagryzając wargę.
– Nie, nie sądzę, żeby myślał o was. To był ktoś inny, inni gangsterzy. Facet nazwiskiem Harel, też Rosjanin. To wszystko rosyjscy Żydzi, powiązani ze sobą w jakiś sposób. Rywale albo dawni wspólnicy. Mówią przeważnie po rosyjsku, więc niewiele się dowiedziałam…