Выбрать главу

– Crosetti? A ty co tu robisz?

– Byłem w okolicy. Pomyślałem sobie, że wpadnę.

Mishkin uśmiechnął się blado.

– Niezły tekst. Chcesz kawy? Takiej jak moja, z irlandzką whisky?

– Dzięki. Z przyjemnością.

Mishkin ruszył w stronę kuchni, ale po chwili przystanął, podszedł do laptopa i wyłączył go. Crosetti usiadł na sofie, twarzą do ognia, i próbował się odprężyć, doznając dziwnego uczucia, jakie na ogół pojawia się po samochodowym maratonie, że wciąż siedzi za kierownicą. Po chwili wrócił Mishkin z drugim kubkiem i postawił go na sosnowym stoliku przed sofą.

– Mam nadzieję, że nie chodzi o czek – oznajmił, kiedy już napili się po łyku.

– Nie, z czekiem wszystko w porządku, dziękuję.

– A więc czemu zawdzięczam…?

– Chodzi o Carolyn Rolly. Zadzwoniła do mnie przerażona i podała mi ten adres, więc przyjechałem.

– Tłukłeś się… zaraz… osiem godzin, i to w taką śnieżycę, bo poprosiła cię o to Carolyn Rolly?

– Tak, trudno to wytłumaczyć.

– Prawdziwa miłość.

– Niezupełnie, ale… coś w tym rodzaju. Właściwie jestem głupi.

– Doskonale to rozumiem. – Mishkin skinął głową. – Ale tak się składa, że jej tu nie ma. Muszę cię też uprzedzić, że spodziewam się innych gości. Może być tu nieprzyjemnie.

– Masz na myśli Szwanowa.

– I innych.

– Na przykład?

– Na przykład Mickeya Haasa, słynnego szekspirologa i mojego serdecznego przyjaciela. Ten dom należy do niego. Przyjedzie tu, żeby potwierdzić autentyczność rękopisu.

– Myślałem, że będzie to wymagało pomiaru zawartości węgla radioaktywnego, analizy inkaustu…

– Tak, ale sprytni fałszerze potrafią podrobić zarówno inkaust, jak i papier. Tym, czego nie można podrobić, jest indywidualny styl Szekspira i Mickey ma właśnie to ocenić.

– I on trzyma ze Szwanowem?

– Obawiam się, że to długa historia.

Crosetti wzruszył ramionami.

– Mam mnóstwo czasu, chyba że chcesz mnie zmusić pod groźbą użycia broni, żebym wyszedł w tę szalejącą śnieżycę.

Mishkin wpatrywał się w niego przez chwilę. Crosetti wytrzymał to uporczywe spojrzenie.

– Będziemy jeszcze potrzebować kawy – westchnął w końcu Mishkin.

A więc kolejny kubek, też z dodatkiem whisky, a pod koniec w ogóle dali sobie spokój z kawą. Rozmawiali jak dwaj obcy ludzie, którzy przeżyli katastrofę morską albo inny kataklizm, ale, choć podobnie doświadczeni, bynajmniej się do siebie nie zbliżyli. Ci dwaj mężczyźni nie byli przyjaciółmi, nigdy też nie mieli nimi zostać, jednak to, co przywiodło ich obu do tego domu w tę śnieżną noc, ów przedmiot, który leżał w kopercie na okrągłym stole, umożliwiało im prowadzenie rozmowy w sposób bardziej otwarty niż w innych okolicznościach, whisky zaś pomagała.

Mishkin przedstawił pełniejszą wersję swoich związków z Bulstrode'em, opowiadał też o swej smutnej egzystencji, nie pomijając przy tym własnych grzechów,

a kiedy doszedł do historii z rzekomą Mirandą Kellogg i związanych z nią nadziei, Crosetti wtrącił:

– Zdaniem Carolyn była aktorką wynajętą przez Szwanowa, chodziło o to, żeby wydobyć od ciebie manuskrypt.

– Tak, podejrzewałem coś podobnego. Czy… czy Carolyn mówiła, co mogło się z nią stać?

– Nic o tym nie wie – odparł Crosetti krótko, a potem zaczął mówić o swojej rodzinie i filmach, które uwielbiał, i tych, które chciał nakręcić.

Mishkin sprawiał wrażenie niezwykle zainteresowanego, wręcz zafascynowanego obydwoma tematami. Chciał wiedzieć, jak to jest, kiedy się dorasta w niesfornej i szczęśliwej rodzinie, i czy filmy rzeczywiście kształtują nasze zachowania, a nawet więcej nasze poczucie tego, co rzeczywiste.

– Z pewnością nie – powątpiewał. Z pewnością jest dokładnie odwrotnie: to filmowcy sięgają po popularne idee i wcielają je do filmów.

– Nie, najpierw są filmy. Na przykład w rzeczywistości nigdy nie dochodziło do pojedynku twarzą w twarz na zakurzonej głównej ulicy westernowego miasteczka. Wymyślił to jakiś scenarzysta. To klasyczny amerykański motyw, odkupienie przez przemoc, i bierze się to z filmów. Tak naprawdę na Dzikim Zachodzie niewielu miało broń krótką. Rewolwery były drogie i ciężkie. Tylko idiota nosiłby je w kaburze przy boku. I do tego na koniu? Kiedy chciało się kogoś zabić, czekało się na okazję i strzelało przeciwnikowi w plecy, zwykle ze strzelby. Teraz mamy te miliony rewolwerów, bo filmy nauczyły nas, że rewolwer to coś, co powinien mieć prawdziwy mężczyzna, i ludzie naprawdę zabijają się jak fikcyjni bohaterowie z westernów. I dotyczy to nie tylko gangsterów. Filmy kształtują powszechną świadomość w zakresie działań ludzkich – w polityce zagranicznej, w biznesie, życiu seksualnym, w życiu rodzinnym, pod każdym względem. Kiedyś czyniła to Biblia, a dziś filmy. Dlaczego istnieje coś takiego jak zaloty? Bo wiemy, że facet powinien wytrwale zabiegać o względy i robić z siebie durnia, dopóki dziewczyna nie wyzna, że go kocha. Wszyscy to widzieliśmy. Dlaczego są akceptowane randki, które kończą się gwałtem? Bo dupek czeka na moment, kiedy opór przerodzi się w namiętność. Widział to z pięćdziesiąt razy u Nicole czy Reese. Podejmujemy te drobne

decyzje każdego dnia i tak tworzymy świat. Ten świat, czy tego chcemy, czy nie.

– A więc scenarzyści są nieświadomymi prawodawcami ludzkości?

– Otóż to – przytaknął Crosetti. – Chcę przez to powiedzieć, że także w tej chwili jesteśmy w filmie. Dlaczego, do diabła, czekamy obaj w tym odludnym domu na bandę gangsterów? To jakiś obłęd. Dlaczego rękopis wart sto milionów leży na stole? Kompletne wariactwo. Powiem ci dlaczego. Bo obaj podjęliśmy szereg decyzji, a każda z nich była uwarunkowana motywem z jakiegoś filmu. Kiedy tajemnicza dziewczyna dzwoni do Johna Cusacka i prosi go, by ją ratował, facet nie odpowiada: „Bądź poważna!” Porusza niebo i ziemię, żeby ją uratować, bo wie, że tak jest w scenariuszu, i tu jest moja rola, a tuż obok mnie siedzi William Hurt, nieco skorumpowany gość z poczuciem winy, który wciąż usiłuje być przyzwoity, ale nie jest pewien, czy chce żyć, czy nie, i pakuje się w tę niebezpieczną sytuację, dlatego że… no właśnie, dlaczego? Ach, to jest oczywiście jego dziewczyna, ale chodzi głównie o rodzaj pokuty, o potrzebę przeżycia wstrząsu, który albo go unicestwi, albo pozwoli zerwać z jałowym i niesatysfakcjonującym życiem. Zostańcie z nami, nie zmieniajcie kanału.

– William Hurt. Nieźle.

– To prawda. A kiedy przyjadą tu gangsterzy, będą się zachowywać jak gangsterzy w filmach albo i tu może pojawić się subtelność, która występuje rzadko – zachowają się jak ich przeciwieństwo. To właśnie jest wspaniałe w Rodzinie Soprano filmowi gangsterzy udają prawdziwych gangsterów oglądających gangsterskie filmy i zmieniają swój styl tak, aby upodobnić się do tych fałszywych, ale to dzieje się naprawdę. Pewnym można być jedynie tego, że nie zamierzają być autentyczni. Nie ma śladu autentyzmu.

– Amalie jest autentyczna – zauważył Mishkin po namyśle.

– Tak, zgadzam się – powiedział Crosetti. – Amalie jest jednak odcięta od kultury albo może podłączona do czegoś innego, może do Boga. To wyjątek potwierdzający regułę, zauważ poza tym, że jej nie ma w tym filmie.

– To prawda. Ale powiem ci jedno: mylisz się co do mnie. Nie mówię tu o sobie jako o postaci w stylu Williama Hurta, tylko o tym, co tutaj robię. Nie chodzi wyłącznie o coś w rodzaju desperacji. To część intrygi.