– Kim jest ten facet? – warknął Szwanow.
– To Albert Crosetti – wyjaśnił Mishkin. – Człowiek, który znalazł oryginalny rękopis Bracegirdle'a i sprzedał go profesorowi Bulstrode'owi. A przynajmniej tak twierdzi.
Szwanow podszedł do stołu i wyciągnął rękopis z koperty. Przywołał gestem mężczyznę w trenczu, który zbliżył się pośpiesznie. Mishkin powiedział:
– Skoro już dokonujemy prezentacji: Crosetti, to jest profesor Mickey Haas,
najwybitniejszy na świecie znawca Szekspira. Przynajmniej on tak twierdzi.
Haas wziął plik kartek od Szwanowa, usiadł przy stole, włożył okulary do czytania i zaczął studiować pierwszą stronę. Crosetti widział, jak trzęsą mu się ręce. Przez prawie pół godziny słychać było tylko trzask ognia, mamrotanie chłopca i szelest sztywnego starego papieru.
– No? I co pan powie, profesorze? – zapytał Szwanow.
– Zdumiewające! Oczywiście trzeba jeszcze przeprowadzić testy laboratoryjne, ale widziałem w życiu mnóstwo siedemnastowiecznych manuskryptów i moim
zdaniem ten jest autentyczny. Papier pochodzi z epoki, inkaust też, pismo… no cóż, nie mamy właściwie próbek pisma Szekspira oprócz kilku autografów, jest też naturalnie część manuskryptu sztuki Sir Tomasz Morus przypisywana Szekspirowi, ale z pewnością, to znaczy najprawdopodobniej…
– Do rzeczy, profesorze, czy to ma jakąś wartość handlową?
Haas odpowiedział dziwnym, napiętym głosem, wymawiając słowa z nienaturalną precyzją:
– Myślę, że tak, ten język, ten styl, Boże, tak, trzeba to poddać, jak wspomniałem, różnym testom, ale uważam, że tak, to rękopis nieznanej sztuki Williama Szekspira.
Szwanow rąbnął go w plecy tak mocno, że okulary zsunęły się uczonemu odrobinę z nosa.
– Świetnie! Doskonale! zapiał i wszyscy gangsterzy uśmiechnęli się jak jeden mąż.
– A co spodziewałeś się od niego usłyszeć, Osip? – odezwał się Mishkin. – Ten rękopis to podróba. Zmontował tę całą aferę z fałszerzem Leonardem Pascoe. Mam na to dowód.
Haas zerwał się z krzesła i warknął do Mishkina:
– Ty sukinsynu! Co ty o tym wiesz? To jest autentyk! A jeśli ci się wydaje,
że możesz…
Szwanow dźgnął Haasa w ramię i przerwał mu w pół zdania. Potem podszedł bliżej do Mishkina i odchylił jego głowę do tyłu, żeby spojrzeć mu prosto w oczy.
– Jaki dowód?
– Pokażę ci. Powiedz im, żeby mnie puścili.
Skinienie głowy i Mishkin został uwolniony. Podszedł do stojaka na gazety przy kanapie i wyciągnął z niego kopertę poczty kurierskiej, z której wyjął jakieś papiery i płytę CD.
– Najpierw dokumentacja. To jest kopia oryginalnego rękopisu Bracegirdle'a powiedział, po czym wręczył Szwanowowi jakąś kartkę. A na tej kartce Leonard Pascoe podrobił pismo Bracegirdle'a. Nawet ktoś tak niedoświadczony jak ty, Osip, może zobaczyć, że pismo jest identyczne. Ten twój kumpel znalazł list
umierającego człowieka z siedemnastego wieku i podrobił kilka dodatkowych kartek, a potem wysmażył całą tę historię z szyfrem i rzekomym manuskryptem rzekomej sztuki, ukrytej rzekomo w miejscu wspomnianym w zaszyfrowanych listach.
– To jakiś obłęd! – zawołał Haas. – Pascoe siedzi w więzieniu.
– Raczej w klubie, w którym go odwiedziliśmy, o czym bez wątpienia poinformowali Osipa jego ludzie, którzy nas śledzili. Osip, czy nie zastanawiałeś się, dlaczego tam wpadliśmy?
Crosetti zauważył, że Szwanow i pokładowy wymienili szybkie spojrzenia.
– Wpadliśmy tam po to powiedział Mishkin. Podniósł do góry płytę CD. – Leonard Pascoe szczyci się swoim fachem, a to był jego największy wyczyn. Kiedy wyjdzie, będzie na niego czekać okrągła sumka, dzięki uprzejmości Mickeya, a raczej, powinienem powiedzieć, dzięki uprzejmości Osipa Szwanowa, bo te pieniądze, a przynajmniej ich część, dostał od ciebie. To była dla niego idealna transakcja. A nawiasem mówiąc, nie zadurzył się w tobie?
– Osip, to jakieś szaleństwo!
– Zamknij się, Haas! Uruchom tę płytę, Mishkin. I mam nadzieję, że to nie jest jakaś głupia sztuczka.
Mishkin włączył aparaturę i wsunął płytkę do odtwarzacza. Głos Leonarda Pascoe rozbrzmiał w pokoju; wszyscy słuchali w milczeniu, gdy fałszerz wyjaśniał, jak posługiwać się podrobionym listem i podrobionym szyfrem oraz rozmaitymi innymi czynnikami, żeby ten potężny przekręt się powiódł. Kiedy nagranie dobiegło końca, Mishkin powiedział:
– „Ptaszek” w tym wypadku to oczywiście tajemnicza Carolyn Rolly, która
nadawała się idealnie do przeprowadzenia całej akcji – znała dobrze Szwanowa,
rozpaczliwie usiłowała się od niego uwolnić, potrzebowała pieniędzy, żeby ratować swoje dzieci i wyjechać z kraju. Przypuszczalnie to ona miała znaleźć rękopis w starej księdze, wrobić w to naszego przyjaciela Crosettiego, żeby to firmował, bo potrzebowaliśmy niewinnego frajera, prawda? I na każdym etapie tej awantury znajdowała się na właściwym miejscu, żeby rozwijać intrygę, choć nastąpiła pewna subtelna zmiana w pierwotnym planie Pascoe. Carolyn nie musiała kraść pieniędzy, bo już jej zapłacono, i głównym celem jej intrygi było pozbycie się Szwanowa,
A więc teraz masz manuskrypt, a ludzie z Izraela, gotowi go kupić, są w Nowym Jorku. Sprzedasz im rękopis, dostaniesz swoje dziesięć milionów – na podstawie rekomendacji wspaniałego profesora Haasa, którego dług zostanie w ten sposób umorzony i wszyscy będą zadowoleni do chwili, gdy nabywcy spróbują zaprezentować dzieło publicznie i wystawić je na sprzedaż za olbrzymie pieniądze. A wtedy nagle się okaże, że sztuka nie jest do końca tym, czego oczekiwalibyśmy od Barda, że stanowi właściwie pastisz, wytwór jakiegoś miernego literata, na przykład Mickeya Haasa. A ponieważ jesteś, Osip, pieprzonym analfabetą i cudzoziemcem, doskonale nadajesz się na kolejnego niewinnego frajera, jak to przed chwilą ujął nasz przyjaciel Pascoe. Szekspira nie można podrobić, ale ty tego nigdy nie zrozumiesz. Jak myślisz, co się z tobą stanie, kiedy nabywcy odkryją, że zostali wykiwani?
Crosetti zauważył, że skóra wokół ust Szwanowa zbielała, a żyłka na skroni pulsuje.
– Skąd wiesz, że to ma być sprzedane za dziesięć milionów? – zapytał gangster.
– Od swojego ojca. Jest człowiekiem syndykatu w Nowym Jorku i jego szefowie byliby z ciebie bardzo niezadowoleni.
– Powiedziałeś mu wszystko?
– Oczywiście. A teraz mówię tobie. Dlatego właśnie doprowadziłem do spotkania w tym domu wszystkich zamieszanych w sprawę, żebyśmy mogli dokładnie ją przedyskutować. Ach, oprócz Carolyn Rolly, która rozpłynęła się w powietrzu. Ale jestem pewien, że ją dopadniesz.
Crosetti zauważył, że na twarzy Szwanowa pojawił się wyraz zdziwienia. Rosjanin wskazał na kobietę w białej kurtce.
– O czym ty mówisz? To jest Carolyn Rolly.
– Och, Carolyn! – jęknął Crosetti, na wpół do siebie.
Nikt go nie usłyszał. Wszyscy patrzyli na Mishkina, który zachwiał się jak rażony gromem. Na jego obliczu malował się szok, jakiego nie wywołało nawet niedawne bicie. Szwanow dostrzegł to z wyraźnym zadowoleniem.
– Owszem, dopadnę ją, tak jak powiedziałeś, Jake – powiedział i objął Rolly ramieniem. – Czy mam mu wierzyć, Carolyn? To prawda, że konspirowałaś z
obecnym tu profesorem, żeby mnie wykiwać? Mnie, Osipa, który znalazł cię na ulicy, załatwił ci własny kąt i pokazał, co to znaczy być z mężczyzną? – Przeszedł na falset: – „Och, pieprz mnie w tyłek, kochany, tak mi dobrze…” – Ujął ją pod brodę i wykręcił jej brutalnie twarz. No i jak? Zrobiłaś mi to, ty dziwko? Pewnie tak, to jest coś, co potrafiłabyś zrobić, gdybyś przestała kochać swoje dzieci albo zapomniała, że znam miejsce ich pobytu w Pensylwanii. Ale nigdy nie wiadomo, co zrobi kurwa.