Выбрать главу

Jeszcze kilka ważnych rzeczy, bo czas mój się kurczy, ledwie widzę stronicę, chociaż jest dzień jasny, i chwyciła mnie śmiertelna agonia. Znasz dobrze mój skórzany kuferek, który trzymam w swoim tajnym schowku, w nim najdziesz listy zaszyfrowane sposobem, którym sam wymyślił. Pilnuj ich i nikomu nie pokazuj. Opowiadają one prawie wszystko o lordzie D., jego intrydze i naszym szpiegowaniu utajonego papisty Shaxpure'a. Za takiego go przynajmniej mieliśmy, chociaż dziś jestem tego mniej pewny. W tym względzie i zawiłościach życia był Nikim. Ale pewnym jest, że napisał o M. Szkockiej dramę, którą w imieniu Króla u niego zamówiłem. Dziwne mi się wydaje, że chociaż nie żyje i on takoż, to jednak jego drama pozostaje żywą, napisana jego własną ręką, i spoczywa tam, gdzie tylko ja wiem, i tam może pozostać na wieki.

Crosetti tak usilnie starał się rozszyfrować każde pojedyncze słowo, że za pierwszym razem niczego nie zrozumiał i dopiero po powtórnej lekturze tego fragmentu uchwycił związek między słowami Shaxpure i drama. Znieruchomiał na chwilę, zatkało go, potem zaklął i oblał się potem. Wpatrywał się w zygzaki

Bracegirdle'a, oczekując, że zaraz znikną jak baśniowe złoto, ale one trwały: Shaxpure, drama.

Crosetti był człowiekiem ostrożnym i oszczędnym, lecz od czasu do czasu wypełniał kupon totalizatora. Pewnego razu usiadł przed telewizorem, aby popatrzeć, jak dziewczyna wyciąga z bębna ponumerowane piłeczki pingpongowe; śledził kolejne numery i kiedy się zgadzały z jego skreśleniami, wydawał z siebie okrzyki. Ale matka, słysząc te wrzaski, weszła do pokoju i zwróciła mu uwagę, że zwycięskie numerki to 8-3, a on ma 3-8. Właściwie nigdy niczego w życiu nie wygrał, lecz też nigdy się tego naprawdę nie spodziewał. Dorastał jako całkiem szczęśliwe dziecko z prostej rodziny, bez poczucia, że coś mu się należy. No, a teraz coś takiego!

Nie był specjalnie wykształcony, ale zawsze szło mu dobrze z angielskiego i przerabiał Szekspira w przedostatniej klasie. Miał więc świadomość, że to, co trzyma w rękach, jest nadzwyczajnym znaleziskiem. Szekspir (Crosetti wiedział, że to nazwisko można pisać na wiele sposobów) nigdy, o ile pamiętał, nie był obiektem podejrzeń ze strony władz. A już na pewno nie posądzano go o papizm! To, jaką religię praktykował Szekspir (czy w ogóle jakąś wyznawał?), pozostawało wielką zagadką i jeśli jakiś przedstawiciel ówczesnej władzy był o tym przekonany… I kim był ten lord D.? A przede wszystkim sam Richard Bracegirdle? A już największą sensacją była ta wzmianka o rękopisie jednej ze sztuk, który przetrwał do co najmniej 1642 roku. Crosetti próbował zgadnąć, jaka to sztuka mogła być „zamówiona” w imieniu króla. Boże, czemu nie uważał bardziej na lekcjach! Chwileczkę! Przypomniało mu się coś, co wiązało się z królem Jakubem: jakiś szlachcic usiłował go kiedyś zabić w szkockim zamku, jakieś czary, widział to w filmie dokumentalnym BBC, który oglądał z matką w telewizji. Chwycił komórkę nie, za wcześnie, żeby dzwonić – może Rolly… nie, wolał sobie nie wyobrażać, jaka będzie wściekła, jeśli obudzi ją za dziesięć piąta i zapyta o…

I nagle go olśniło. Szekspirowska kompania King's Players chciała szkockiej sztuki, aby uczcić nowego króla, nawiązać do tego, jak uniknął cudem śmierci, przypodobać mu się, przywołując jego związki rodzinne z Bankiem i czyniąc aluzję do dziwacznej obsesji monarchy na punkcie czarów. I dramatopisarz spłodził wtedy Makbeta.

Crosetti przypomniał sobie, że należy miarowo oddychać, i wciągnął głęboko powietrze. Wiedział, że nie istnieją żadne autografy Szekspira oprócz kilku podpisów i paru wątpliwych wersów w rękopisie jakiejś sztuki, nad którą wielki dramaturg prawdopodobnie pracował. Nie istniały żadne podpisy ani inskrypcje na żadnej ze sztuk. Możliwość, że rękopis Makbeta wciąż spoczywa w jakiejś angielskiej piwnicy… Crosettiemu zakręciło się w głowie. Wiedział trochę o cenach manuskryptów i mógł z grubsza oszacować wartość takiego znaleziska. Rzecz była zbyt sensacyjna, żeby ją ogarnąć. Nie mógł sobie z tym poradzić, więc po prostu przestał myśleć o rozmaitych możliwościach. Ale już nawet to, co trzymał w rękach, manuskrypt Bracegirdle'a, a także to, co mogło być zaszyfrowaną informacją, że władze interesowały się Szekspirem jako domniemanym zdrajcą Kościoła anglikańskiego, umożliwiłoby mu studia w szkole filmowej. W szkole filmowej! I jeszcze by starczyło na pierwszy film…

Załóżmy, pomyślał, że osiemnaście cieńszych kartek z trąbką pocztyliona to rzeczywiście zaszyfrowane listy, o których wspominał Bracegirdle – i to listy pisane po angielsku, a nie w jakimś obcym języku. Wszystko teraz zależało od pedanterii domniemanej spadkobierczyni, a więc od tego, czy papier pochodził z tej samej partii makulatury i czy kartki użyte do wyściółki Podróży ułożone zostały według kolejności. Rozłożył jeden z arkuszy i zaczął go oglądać przez lupę.

Ptuug u kimn lf rmmhofl

A może nie. Może tych pierwszych pięć liter to było Ptmmg albo Ptmng? Stwierdził, że już samo poprawne odczytanie tekstu jest niemożliwe, bo jego zrozumienie zależało od kontekstu i od wiedzy, o jakie angielskie słowa chodzi. A w każdym razie jest niemożliwe dla niego. Wyobraził sobie, że pierwotny adresat listów Bracegirdle'a znał wystarczająco jego charakter pisma, aby odczytać litery, a potem rozszyfrować tekst. Crosetti nie miał wielkiego pojęcia o szyfrach; jego wiedza na ten temat pochodziła głównie z filmów, powieści szpiegowskich i telewizji. Pamiętał, jak powinien wyglądać zaszyfrowany tekst: równe, zblokowane kolumny po pięć, sześć liter bądź cyfr w rzędzie. To, co miał przed sobą, bynajmniej tak nie wyglądało. Przypominało raczej normalny tekst złożony ze„słów” różnej

długości. Może taki szyfr stosowano w czasach króla Jakuba. Nie wiedział nic na ten temat, lecz zakładał, że jeśli postęp w sztuce szyfrowania dokonywał się analogicznie do postępu w innych dziedzinach, to taki dawny szyfr musiał być bardzo prymitywny. Rozmyślając nad tym, przypomniał sobie, że istnieje różnica między szyfrem a kodem. Odczytanie kodu wymagało posiadania książki kodów lub zapamiętania listy słów, które oznaczały coś innego, niż się na oko wydawało. Ale gdyby to był kod, przypominałby bardziej zwykłą angielszczyznę i na przykład tekst w rodzaju „pastorowi nie udało się kupić wieprzka” mógłby znaczyć „obserwowany osobnik podejrzany o ukrywanie księdza”. A raport agenta musiałby się odznaczać zwięzłością komunikatu. Nie, on po prostu intuicyjnie wyczuwał, że to szyfr. Zresztą sam Bracegirdle tak to nazwał w swoim ostatnim liście.

Zaterkotał budzik i Crosetti pośpieszył, żeby go uciszyć. Rolly obróciła się w łóżku na drugi bok i coś wymamrotała. Otworzyła raptownie oczy. Na jej twarzy odbił się przestrach, całym jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Już miał powiedzieć coś kojącego, ale ona znów zamknęła oczy i odwróciła się plecami, naciągając kołdrę na głowę.

– Carolyn? Coś nie w porządku?

Cisza.

Crosetti wzruszył ramionami i poszedł zmienić pieluchy w książkach. Ręczniki. Teraz były ledwie wilgotne, a stronice wydawały się suche, kiedy ich dotykał, może tylko trochę chłodne. Cud działania naczyń włoskowatych. Kartki były wciąż pomarszczone, a złocone brzegi bloków nie miały już dawnej idealnej gładkości. Zastanawiał się, co Rolly zamierza z tym zrobić. Pracując, usłyszał jakieś dźwięki dochodzące z części sypialnej: pochrząkiwania, szum wody, szczoteczkę do zębów w akcji, znów szelest garderoby, ponownie szum wody, pobrzękiwanie garnka, otwieranie szafek. Kończył właśnie przekładanie dwóch ostatnich tomów, kiedy pojawiła się u jego boku, ubrana w ten sam kombinezon co poprzedniego dnia. Na nogach miała czarne buty do kostek i jasnoniebieskie skarpetki. Trzymała dwa kubki z kiepską kawą; jeden wręczyła Crosettiemu.