– Wręcz przeciwnie – dodał. – Słowo.
– Naprawdę? Ale ja cię tak źle potraktowałam!
– Owszem. I teraz dam ci minutę, żebyś się zastanowiła, jak mi to wynagrodzić. – Zaczął nucić pod nosem, spoglądając na zegarek i przytupując jedną nogą.
– Wiem, co zrobię powiedziała po chwili. Poznam cię z prawdziwym ekspertem od rękopisów z tamtej epoki, jednym z najlepszych na świecie. Zadzwonię do niego i umówię nas na spotkanie. Możesz pójść ze mną na wędrówkę po introligatorniach i zanudzić się na śmierć, kiedy będę mówiła o marmurkowych wyklejkach. A potem pójdziemy do Andrew.
– Do Andrew?
– Tak. Do Andrew Bulstrode'a. Poznałam go dzięki Sidneyowi. To u niego uczyłam się o angielskich manuskryptach i inkunabułach.
– I on też chce cię obmacywać?
– Nie. A może ty chcesz?
– Nie mogę się doczekać.
– Nie bądź taki niecierpliwy. Muszę skorzystać z toalety, a potem zadzwonić. Mógłbyś zejść na dół? Zaraz przyjdę.
List Bracegirdle'a (4)
Pomimo swego nieprzyzwoitego życia pan Matthew prosperował niezgorzej, bo znał swe rzemiosło, jak mówiono, lepiej niż inni mistrzowie odlewnictwa w Sussex.
Miał kontrakt na zaopatrzenie dworu królewskiego i to była nasza główna robota: kucie żelaza i odlewanie harmat. Ta początku kazali mi ładować, dźwigać i wykonywać podobne ośle roboty, bo byłem ignorantem w sztuce odlewnictwa i kowalstwa, i jeślim nawet bolał, że straciłem łatwą pracę i czas na naukę tego, com kochał, to nie uchylałem się, bo, jak powiada Bóg: Ta co natknie się twoja ręka, abyś to zrobił, to zrób wedle możności swojej, bo w krainie umarłych, do której idziesz, nie ma ani działania, ani zamysłów, ani poznania, ani mądrości. „Żelazo można obrabiać tylko od zimy przez wiosnę, bo latem prąd wody nie jest dość wartki, aby poruszać koła, które zasilają dmuchawy od palenisk i młoty do kucia sztab żelaznych, i latem trzeba gromadzić szpat żelazny i węgiel drzewny i usunąć urobek, zanim drogi zamienią się w błoto. W ciągu tych kilku miesięcy harujemy przeto jak woły albo spuszczając surówkę, albo dźwigając rudę i węgiel, żeby napełnić palenisko, albo napełniając formę odlewniczą, albo wyjmując schłodzone elementy z dołu, albo obtłukując młotkiem odlew, albo wygładzając, i wżdy majster pokazuje mnie, żem najleniwszy guzdrała i tępak, i niezdara, i wiele ciosów spadło na mnie wymierzonych ciężką ręką lub pałką i wyzwiska jak Niedojda i Mańkut i jeszcze gorsze, ale ja się nie buntowałem i nadstawiałem drugi policzek, jak przykazał nasz Pan Jezus Chrystus, i przysiągłem, że nauczę się tej pracy, choć była wbrew mojej naturze, tak aby nie miał powodów, by mną gardzić choćby tylko krzynkę. I w gorącu i dymie, który był, jak ufam, najbliższy temu, co spotykało wszystkich grzeszników (czyli Piekła),
ku swemu zaskoczeniu znajdowałem w tym przyjemność. Bo było wielką radością widzieć, jak rozpalone żelazo tryska z paszczy pieca do formy, sypiąc iskrami jak gwiazdy na niebie, i myśleć, że jest to, nawet jeśli tylko krzynę, jak dzieło Pana Boga, kiedy stworzył nasz świat. Bo choć nie lubiłem samej pracy, kochałem jej frukta. Bo te harmaty były tarczą przed wrogami Anglii i zreformowanej religii. Jak wszyscy muszą przyznać, angielskie harmaty nie mają sobie równych na świecie i nasze kule takoż, niech więc Ispanie lamentują.
Takim sposobem rok minął i drugi i przyszedł dzień Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie w roku trzecim, a kiedy stanąłem przed moim majstrem, żeby odebrać zapłatę, rzekł: To i co, Richard, myślisz pewnie, że traktowałem cię surowo? A ja odpowiedziałem szczerze: Tak, panie, to prawda. A on roześmiał się i powiedział: Ale urosłeś dwa razy taki i stwardniałeś jak kamień i nie jesteś już gryzipiórkiem, którym byłeś, ale prawdziwym odlewnikiem. Bo wiesz, że walimy młotami w żelazo nie dlatego, że nim pogardzamy ale żeby uczynić je mocniejszym.
Od tej pory traktował mnie łagodniej i zaczął zdradzać mi tajniki rzemiosła odlewniczego, na przykład jak rozpoznać dobrą rudę, że jest w niej dość wapienia lub dodać go więcej, i kiedy zwiększyć żar i sprawdzać miechy, tak żeby żar nie rozhartował żelaza, i jakie temperatury były dobre: po pierwsze, dla surówki, po drugie, dla ściany palenisk, po trzecie, dla narzędzi, po czwarte, dla małych dział, takich jak sakery i falkony, i w końcu do dużych harmat, jak kolubryny, półkolubryny i harmaty królewskie et cetera. A także jak przygotować obejmy na trzpień z gliny i sznura, jak napełnić formę, żeby nie pękła i nie przeciekała, i jak zmontować sznury i krążki linowe do podnoszenia dużych ciężarów. Tak minął kolejny rok, doskonaliłem swe umiejętności i nabierałem tężyzny także, bo posadził mnie przy swoim stole i karmił dobrze. Potem pod koniec roku nauczył mnie, jak ładować i odpalać harmatę.
Trudno Ci pewnie będzie to zrozumieć, Nan, jako kobiecie, ale kiedy usłyszałem po raz pierwszy huk harmat, to już przepadłem, taka mnie ogarnęła nieopisana żądza, żeby usłyszeć to jeszcze raz i zobaczyć lot kuli. Upajałem się widokiem tej mocy i potęgi. I mój kuzyn to zobaczył i rzecze mi w swej dobroci – a było to latem roku piątego, kiedy mi szedł szesnasty rok – mówi przeto: Ja muszę czuwać nad naprawą koła młyńskiego, czy pojechałbyś z kolubrynami do Tower i dopilnował, jak będzie je tam próbować artyleryja. Bardzom się do tego palił, bo przez cały ten czas nie widziałem matki ani ojca, wyruszyłem przeto dwoma wozami z harmatami złożonymi w słomie, każdy wóz zaprzężony w sześć wołów i ludzie wynajęci do powożenia, od Titchfield do Portsmouth, stamtąd lugrem do Gravesend i przesiadka na barkę i w górę rzeki do Tower. Nigdym przedtem nie płynął łodzią i barzo mi się to spodobało i nie miałem choroby morskiej jak niektórzy, co płynęli ze mną.
Harmaty zostały dostarczone do Tower bez przygód za com dziękował Bogu z całego serca, bo przewiezienie dwóch harmat, 48 cetnarów każda, to nie przelewki, i to po drogach, jakie były w tym czasie, i z woźnicami, co lubią pociągnąć z flaszy, i ze zwykłymi niebezpieczeństwami na morzu. Udałem się na Fish Street i zostałem przywitany z wielką serdecznością przez rodzinę, dla której mój męski wygląd był wielką siurpryzą, i trzymali mnie do późnej nocy, żebym opowiadał, co się działo przez te wszystkie lata, kiedyśmy się nie widzieli. Ale ojciec mój chciał mnie traktować jak dawniej, co z trudem znosiłem, będąc teraz mężczyzną, nie chłopcem. Znosiłem to tylko dla mojej matki, dla spokoju w domu i dla przykazania czcij ojca swego. Mieliśmy nową dziewkę służebną, Margaret Ames: kwaśne, obłudne stworzenie, choć dobra krześcianka, z powodów, których nigdy nie odgadłem, jakoś mnie nie lubiła.
Nazajutrz o świcie poszedłem do Tower na próby. Oficyjer artyleryi nazwiskiem Peter Hastynges był zdumiony moją młodością, bo spodziewał się mojego kuzyna jak zawżdy. Obie kolubryny zostały przeto dwakroć załadowane, żeby
można było zobaczyć, czy się nie rozpękną, ale, dzięki Bogu, wytrzymały. Po wszystkim zasiadłem do posiłku z panem Hastyngesem i paroma innymi oficyjerami, rozmowa była bardzo wesoła, ale rubaszna, bo wielu z tej kompanii było kanonierami, którzy przybyli ostatnio z pól bitewnych w Niderlandach. Taka rozmowa bardzo mi do gustu przypadła, bo pragnąłem poznać to rzemiosło i nalegałem, aby odpowiedzieli na moje pytania, na przykład jak ustawić harmatę najkorzystniej w polu, jak nią najlepiej wycelować, o różne rodzaje i jakość prochu, jak go mieszać i przechowywać, jak szacować odległość do celu. To ostatnie pytanie wywołało spór, bo każdy miał inne zdanie. Jeden mówił, że trzeba zaufać oku, drugi, że trzeba oddać próbne strzały, przypatrując się bacznie, gdzie padła kula, i przy każdym wystrzale dodawać i ujmować prochu, także zmieniając jego ilość zależnie od rozgrzania harmaty z upływem dnia, bo rozgrzana niesie dalej przy tym samym ładunku.