Выбрать главу

Zgodnie z planem przygotowała dobre śniadanie. Syn przyczłapał do stołu, wypił trochę świeżego soku pomarańczowego, zjadł kilka kęsów francuskiej grzanki i oznajmił, że dziękuje, ale nie jest głodny, na co Mary Peg zastukała łyżeczką w szklankę, z wprawą imitując alarm pożarowy. Al podskoczył i wlepił w nią wzrok.

– Okay, wyrzuć to z siebie, koleś! – powiedziała, przygwoździwszy go wzrokiem o barwie płomienia gazowego i równie palącym.

– Co?

– Jeszcze się pyta! Od prawie dwóch tygodni odstawiasz Noc żywych trupów. Myślisz, że nie widzę? Jesteś wrakiem.

– To nic takiego, mamo…

– Wręcz przeciwnie. To ta dziewczyna… jak jej tam… Carol.

– Carolyn. – Głębokie westchnienie.

– Właśnie. Wiesz, że się nigdy nie wtrącam w prywatne życie moich dzieci…

– Coś takiego.

– Nie bądź bezczelny, Albercie! – już łagodniejszym tonem: – Poważnie, zaczynam się o ciebie martwić. Zrywałeś już z dziewczynami, ale nigdy nie zachowywałeś się tak dziwacznie jak teraz.

– To nie zerwanie, mamo. To… nie wiem, jak to nazwać. Na tym polega problem. Mieliśmy jedną randkę, bardzo miłą, ale potem ona… chyba zniknęła.

Mary Peg sączyła kawę i czekała; parę minut później znała już całą tę historię, powikłaną opowieść o Rolly, manuskrypcie i profesorze Bulstrodzie. Swego czasu mąż relacjonował jej mnóstwo przesłuchań, bo w odróżnieniu od większości detektywów nie uważał swej małżonki za zbyt wrażliwą; ona też się za taką nie uważała. Wiedziała doskonale, jak wydobyć prawdę: gotowością wysłuchania, słowem zachęty. Była poruszona wiadomością, że jej syn nakłaniał do czegoś, co osoba nieprzychylna mogłaby uznać za przestępstwo; nie podobało jej się także to, co

usłyszała o pannie Rolly. Powstrzymała się jednak od komentarzy, a syn doszedł tymczasem do etapu, który nastąpił po ich pierwszej randce. Oczywiście opuścił co bardziej soczyste szczegóły, ale ona była kobietą na tyle doświadczoną i obdarzoną wyobraźnią, żeby dośpiewać sobie resztę.

– No więc, jak już mówiłem, było bardzo przyjemnie i czułem się doskonale. Następnego dnia poszedłem do pracy, spodziewając się, że ją tam zobaczę, ale jej nie było. Zapytałem o nią Glasera. Wyjaśnił mi, że dzwoniła i powiedziała, że musi na parę dni wyjechać z miasta. Pomyślałem, że to trochę dziwne, to znaczy sądziłem, że coś się między nami zaczęło, że zadzwoni przede wszystkim do mnie, ale, tak jak mówiłem, jest to dość niezwykła osoba. Byłem więc spokojny. W każdym razie nadszedł dzień, kiedy miała wrócić, ale się nie zjawiła. Pan Glaser zadzwonił do niej telefon wyłączony. Trochę się zaniepokoiliśmy. Powiedziałem mu, że po pracy pojadę zobaczyć, co się dzieje. Kiedy znalazłem się na jej ulicy, przed domem stała wielka śmieciarka, a ekipa śmieciarzy buszowała po całym budynku. Tego właśnie dnia kończyli robotę. Zauważyłem, że zamontowali taką wielką rynnę, którą spuszcza się różne odpadki do kontenera, i ta rynna była przystawiona do jej okna na najwyższym piętrze. Rozmawiałem z szefem ekipy, ale nic nie wiedział. Zadzwonili do niego z administracji budynku, że jest pilna robota, budynek ma być ogołocony i przygotowany do renowacji. Podał mi nazwę firmy, ale nie pozwolił wejść do środka. Jak już ci mówiłem, Carolyn zrobiła sobie meble z palet, piękna robota, i teraz to wszystko, stół do pracy i cała reszta, leżało roztrzaskane. Czułem się tak, jakbym patrzył na jej zwłoki.

Wydawało się, że Crosetti drży na całym ciele. Przesuwał widelcem grzankę po talerzu.

– W każdym razie nie mogłem nic zrobić i byłem kompletnie oszołomiony. Odszedłem stamtąd i zauważyłem, że ulica i chodnik usiane są strzępami papieru. Mocno wiało, mniejsze kartki sfruwały z samochodu albo lądowały między rynną i stertą śmieci na ciężarówce. Szedłem więc, schylając się co chwila jak idiota, żeby podnieść te papiery, i myślałem sobie: Ach, pewnie by chciała to zatrzymać, zdjęcie, pocztówkę, cokolwiek było to głupie, bo przecież gdyby chciała, zabrałaby wszystko ze sobą.

Wyciągnął portfel i pokazał jej złożoną pocztówkę i zdjęcie.

– Żałosne, co? Że noszę przy sobie te rzeczy. Takie magiczne myślenie: jeśli

zatrzymam coś, co do niej należało, to zachowam z nią jakiś kontakt, a ona nie

zniknie…

Schował kartkę i zdjęcie z powrotem do portfela i spojrzał tak bezradnie, że Mary Peg musiała powściągnąć atawistyczną chęć, by nie wziąć go na kolana i nie pocałować w czoło. Zamiast tego spytała:

– A co z tymi sławetnymi tomami? Myślisz, że zabrała je ze sobą?

– Mam nadzieję. Nie widziałem ich. Ale chyba leżały na dnie ciężarówki. To byłaby ironia losu, jak ten złoty piasek w Skarbie Sierra Madre.

Ostatnie zdanie sprawiło, że Mary Peg poczuła się troszkę lepiej; jeśli robił aluzje do filmów, to znaczy, że nie był aż tak załamany.

– Zadzwoniłeś oczywiście do administratora budynku?

– Jasne. Poszedłem nawet do biura. Zarząd Budynków Mieszkalnych, Borough Hill na Brooklynie. Recepcjonistka, która nie miała o niczym pojęcia, i szef, którego nigdy nie ma. Kiedy go w końcu złapałem przez telefon, powiedział, że nie zna żadnej Carolyn Rolly i że najwyższe piętro nie było nigdy wynajmowane jako lokal mieszkalny, a w każdym razie nie miało odpowiedniego certyfikatu, żeby je zasiedlić, i właśnie dlatego opróżniali budynek. Zapytałem, kto jest właścicielem domu, lecz odpowiedział, że to informacja poufna. Pewne konsorcjum, wyjaśnił. Potem zadzwoniłem do profesora Bulstrode'a i sekretarka z wydziału powiedziała, że poprzedniego dnia wyjechał do Anglii i że nie wiedzą, kiedy wróci. Zaproszeni profesorowie mogli wyjeżdżać i wracać, kiedy chcieli, jeśli nie mieli zaplanowanych wykładów, a on akurat nie miał. Jest lato. Nie chciała mi dać jego numeru w Oksfordzie. Rzucił jej spojrzenie tak ponure, że aż zakłuło ją w sercu. – Nie wiem, co robić, mamo. Myślę, że coś jej się stało. I że w jakimś sensie to moja wina.

– Daj spokój, to bzdura. Jeśli coś złego zrobiłeś, to tylko to, że dałeś się wciągnąć w te jej kombinacje. Słuchaj, wiem, że zakochałeś się w dziewczynie, ale czemu wykluczasz, że po prostu czmychnęła ze swoją nieuczciwie zarobioną forsą?

– Nieuczciwie zarobioną forsą? Mamo, przecież nie włamała się do sklepu z alkoholem. Jest introligatorem. Naprawiała piękny komplet książek, które właściciel

oddał jej jako makulaturę. Glaser nie stracił na tym ani centa; chciał tylko pieniędzy, które dostałby za sprzedaż druków…

– Nie zapominaj, że ich nie dostał.

– Wcale jej nie usprawiedliwiam, ale jeśli nawet jest oszustką, to szczególnego rodzaju. Pewnych rzeczy nigdy by nie zrobiła, nie oszukiwałaby Glasera. Miała co prawda pewien pomysł, który naprawdę chciała zrealizować, i… nie widziałaś jej mieszkania; stworzyła mały świat w tym obskurnym lofcie na Red Hook, wykonała wszystko własnoręcznie, to było jej miejsce pracy, a praca była dla niej wszystkim. Nigdy by jej nie rzuciła ot tak sobie.

– Nie wiem, kochanie, ale mam wrażenie, że to bardzo nieobliczalna młoda kobieta i trochę… powiedzmy, niezrównoważona. Jak wynika z jej słów, była kiedyś okropnie maltretowana. I mówiłeś, że jest w pewnym sensie uciekinierką – może to zaważyło? Widzę, że się nie zgadzasz.

– Nie. I nie jestem też pewien, jak to jest z tą jej przeszłością. Przeszukałem cały Internet. Można by przypuszczać, że historia o facecie imieniem Lloyd, który przez dziesięć lat więzi Carolyn Rolly, wykorzystując ją seksualnie, powinna wywołać jakieś komentarze, ale nic nie znalazłem. Zadzwoniłem do redakcji „Kansas City Star”, „Wichita Eagle” i kilku innych gazet w Kansas i zero: nikt nie słyszał o takiej historii. Powiedzmy, że mogła zmienić nazwisko, ale tak czy inaczej… No więc zadzwoniłem do Patty.