Выбрать главу

Mary Peg dostrzegła na twarzy syna cień zakłopotania i pomyślała, że to całkiem naturalne. Patricia Crosetti Dolan, jej druga córka, poszła w ślady ojca i została detektywem trzeciego stopnia w policji nowojorskiej. Funkcjonariuszom z Nowego Jorku nie wolno prowadzić prywatnych dochodzeń dla rodziny, ale wielu i tak to robi. Mary Peg przy okazji różnych swoich badań korzystała od czasu do czasu z pomocy córki i była za to ostro karcona przez syna, a tu proszę!

Powstrzymała się jednak od chełpliwych uwag, zadowalając się prostym, ale znaczącym „och!”.

– Tak. Poprosiłem ją, żeby sprawdziła w kartotece, czy Carolyn jest poszukiwana.

– No i…?

– Nie jest notowana, w każdym razie nie jako Carolyn Rolly.

– Uważasz, że kłamała? Z tym wujem i z ucieczką?

– Tak myślę. Bo jak inaczej to wytłumaczyć? I to mnie już całkiem załamało. Bo… ja naprawdę lubię tę dziewczynę, to jakaś chemia, no wiesz. Zawsze opowiadaliście z tatą, że gdy zobaczyliście się pierwszy raz w Bibliotece Rego Park, po prostu z miejsca wiedzieliście. Z nami było tak samo.

– Tak, kochanie, ale u nas było to obopólne. Nie spakowałam się i nie dałam nogi po pierwszej randce.

– Myślałem, że w naszym przypadku też tak będzie. Przypuszczałem, że to jest właśnie to. A jeśli nie, jeśli sobie to wszystko uroiłem…? Czy to znaczy, że zwariowałem?

– Daj spokój, nie jesteś żadnym wariatem, zapewniam cię. Gdybyś zaczął świrować, pierwsza bym ci to powiedziała. I tego samego oczekuję od ciebie, kiedy pojawi się u mnie demencja starcza. Klasnęła w dłonie, jakby chciała pokazać, że to naprawdę odległa perspektywa, i zapytała: A tymczasem co z tym zrobimy?

– My?

– Jasne. Słuchaj, wszystko najwyraźniej obraca się wokół tego profesora Bulstrode'a. Co o nim wiemy?

– O czym ty mówisz, mamo? Co ma wspólnego Bulstrode ze zniknięciem Carolyn? On kupił rękopis, Carolyn zniknęła. Koniec historii. Co prawda trochę o nim poczytałem i ustaliłem, że jest kimś w rodzaju czarnej owcy. Tu opowiedział o słynnym oszustwie z quarto, które zresztą Mary Peg przypadkiem pamiętała.

– Ach, to ten! zawołała. No cóż, intryga się zagęszcza, nie uważasz? Teraz trzeba zaangażować w to Fanny. Właściwie to od tego powinieneś był zacząć.

Patrzył na nią tępo, a ona ciągnęła:

– Chyba nie sądzisz, Albercie, że Bulstrode naprawdę przetłumaczył ci to, co było w listach? Jest oczywiste, że kłamał. Jak twierdzisz, coś ci mówiło, że zostałeś wykiwany, i nie sprzedałbyś mu tego rękopisu, gdyby dziewczyna nie wzięła cię na litość i nie nagadała tych wierutnych kłamstw. Działali w porozumieniu.

– To niemożliwe, mamo.

– Ale to jedyne wyjaśnienie. Posłużyła się tobą. Przykro mi, kochanie, ale często tak bywa, że zakochujemy się w niewłaściwych osobach: to dlatego Amor nosi łuk i strzały, a nie zestaw testów psychologicznych. Ja z pewnością popełniałam za młodu ten błąd, i to niejeden raz.

– Na przykład? – zainteresował się Crosetti.

Szalona przeszłość Mary Peg była przedmiotem fascynacji wszystkich jej dzieci, lecz ona sama wspominała o niej tylko w formie drobnych dygresji, tak jak teraz. Na wszelkie pytania odpowiadała nieodmiennie: „Ja to już wiem, a wy jeszcze się dowiecie”.

– Tak czy inaczej, mój chłopcze dodała zadzwonię zaraz do Fanny i ustalimy termin. Możesz się z nią spotkać w poniedziałek po pracy.

Przeciw czemu Crosetti nie miał żadnych argumentów.

O szóstej po południu wyznaczonego dnia stawił się z tubą w dziale rękopisów Nowojorskiej Biblioteki Publicznej. Zastał Fanny Dubrowicz przy biurku. Była drobną kobietką, metr pięćdziesiąt wzrostu, z sympatycznie brzydką twarzą mopsa i bystrymi piwnymi oczami, które kryły się za grubymi szkłami okrągłych okularów. Matowe siwe włosy wiązała w koczek i spinała żółtym ołówkiem. Przyjechała do Stanów z Polski jako sierota wojenna i przepracowała wśród książek ponad pół wieku, z czego większość w Nowojorskiej Bibliotece Publicznej; od mniej więcej dwudziestu lat specjalizowała się w manuskryptach. Crosetti znał ciocię Fanny od urodzenia i uważał ją za najmądrzejszą osobę wśród swoich znajomych, choć gdy komplementował jej encyklopedyczną wiedzę, śmiała się zawsze i z zabawnym akcentem mówiła: „Kochanie, ja nie wiem nic; wiem tylko, gdzie czego szukać”. Kiedy był dzieckiem, próbował z siostrami znaleźć coś, czego ciocia Fanny mogłaby nie wiedzieć (ile butelek coca-coli sprzedano w Ashtabuli w 1928 roku?), ale ona zawsze triumfowała i co więcej opowiadała ciekawie, w jaki sposób zdobyła tę informację.

Tak więc pozdrowienia, pytania o siostry, o matkę, o niego samego (choć Crosetti był pewien, że Mary Peg o wszystkim ją wyczerpująco poinformowała) i do rzeczy. Wyciągnął z tuby zwinięte w rulon kartki i wręczył je Fanny. Zaniosła je na duży stół i ułożyła w trzech długich rzędach: kopie tego, co sprzedał Bulstrode'owi, i to, co zostawił sobie z oryginałów.

Kiedy już je uporządkowała, zaskoczona wyrzuciła z siebie kilka słów po polsku, jak przypuszczał.

– Albercie, czy te osiemnaście arkuszy… to oryginały?

– Tak, wyglądają na zaszyfrowane listy. Nie sprzedałem ich Bulstrode'owi.

– I zwinąłeś je jak jakiś kalendarz? Jak mogłeś?

Odeszła na chwilę i wróciła z plastikowymi koszulkami, do których powsuwała zaszyfrowane kartki.

– No dobrze powiedziała. Zobaczmy teraz, co tu mamy.

Długo przyglądała się kopiom, oglądając każdą kartę przez wielką prostokątną lupę. W końcu oświadczyła:

– Interesujące. Są tu trzy oddzielne dokumenty. Kopie dwóch różnych i do tego oryginał.

– Tak, zdążyłem się już zorientować. Te cztery karty to z całą pewnością korekta jakichś kazań i to mnie nie interesuje. Reszta to list tego Bracegirdle'a.

– Aha. I właśnie ten list sprzedałeś Bulstrode'owi, jak mi powiedziała twoja matka.

– Tak. Przykro mi, Fanny. Powinienem był przyjść od razu do ciebie.

– To prawda. Twoja droga mateczka uważa, że zostałeś oszukany.

– Wiem.

Pogłaskała go po ramieniu.

– Zobaczymy. Pokaż mi to miejsce, w którym twoim zdaniem jest wzmianka o Szekspirze.

Crosetti wskazał jej odpowiedni fragment. Fanny nachyliła lampę tak, żeby smuga intensywnego światła padała prosto na papier, i przyjrzała mu się przez swoje szkła.

– Tak, to najwyraźniej pismo z epoki – oznajmiła. Miałam już do czynienia z trudniejszymi rękopisami. Przeczytała na głos fragment, powoli, jak tępa trzecioklasistka, a kiedy doszła do końca, wykrzyknęła: Wielki Boże!

– Niech to szlag! – zawołał Crosetti i uderzył się pięścią w udo, aż go zabolało.

– Rzeczywiście zostałeś oszukany i wystrychnięty na dudka, jakby powiedział nasz przyjaciel – rzekła Fanny. Ile ci zapłacił?

– Trzy i pół tysiąca.

– O Boże! To skandal!

– Mogłem dostać znacznie więcej, tak?

– Jasne. Gdybyś przyszedł do mnie i ustalilibyśmy ponad wszelką wątpliwość, czy dokument jest autentyczny – a w przypadku dokumentu tego rodzaju i wagi już samo to byłoby poważnym zadaniem to nie wiadomo nawet, jaką cenę osiągnąłby na aukcji. My prawdopodobnie nie bralibyśmy w tym udziału, bo to nie nasza liga, ale Folger i Huntington rzuciliby się na to z pewnością. Co więcej, dla kogoś pokroju Bulstrode'a posiadanie, i to na wyłączność, czegoś takiego jest samo w sobie gwarancją kariery. Nic dziwnego, że cię oszukał! Musiał się natychmiast zorientować, że ten rękopis przywraca mu centralne miejsce wśród szekspirologów. Nikt nie wspomniałby więcej o tym nieszczęsnym fałszerstwie. To by było jak eksplozja, która otwiera całkowicie nowe pole do badań. Od lat toczy się spór o religię wyznawaną przez Szekspira i o jego poglądy polityczne, a tu mamy wysokiego urzędnika angielskiego rządu podejrzewającego go nie dość, że o papizm, to jeszcze o papizm potencjalnie zdradziecki. A więc mamy tu cały szereg wątków: ten cały Bracegirdle, jego dzieje, ci, których znał, podróże, historia człowieka, dla którego pracował, owego lorda D. Być może w jakimś starym archiwum zachowały się dokumenty dotyczące przywilejów i prawa własności. A ponieważ wiemy, że Szekspir nie został właściwie nigdy o nic oskarżony, chcielibyśmy wiedzieć dlaczego. Czy był może chroniony przez kogoś potężniejszego od lorda D.? I tak dalej, i tak dalej. Mamy też zbiór zaszyfrowanych listów, najwyraźniej relacjonujących potajemne obserwacje Williama Szekspira, prawdziwy, szczegółowy opis działalności tego człowieka dokonany przez jakiegoś szpiega – niewyobrażalny skarb sam w sobie, jeśli uda się to odczytać, a wierz mi, specjaliści od kryptografii będą walczyć na śmierć i życie, żeby się do tego dorwać. Przynajmniej w tym wypadku dysponujemy oryginałem.