Выбрать главу

Fanny osunęła się na oparcie krzesła i wbiła wzrok w kasetonowy sufit, wachlując się dramatycznie dłonią i zanosząc przenikliwym, szczekliwym śmiechem. Było to zachowanie znane Crosettiemu od dzieciństwa; zawsze tak reagowała, gdy dzieci przychodziły do niej z czymś, co wydawało im się absolutnie nierozwiązywalną zagadką.

– Drogi Albercie, wszystko to, jakkolwiek kuszące, jest drobiazgiem w porównaniu z prawdziwym skarbem.

Crosettiemu zaschło w gardle.

– To znaczy, że rękopis Szekspira naprawdę może istnieć?

– Tak, i to nie wszystko. Zobaczmy, czy autor podaje gdzieś datę. – Wzięła lupę i zaczęła przeglądać papiery jak ptak wypatrujący umykającego żuka. – No tak, jest tu data, tysiąc sześćset ósmy rok, a tu… ach, tak, chyba zaczął swoją szpiegowską karierę około tysiąc sześćset dziesiątego. Czy rozumiesz znaczenie tej daty, Albercie?

– Makbet?

– Nie, nie, Makbet to rok tysiąc sześćset szósty. Wiemy, jak doszło do jego powstania i że nie byli w to zamieszani żadni tajemniczy Bracegirdle'owie. Tysiąc sześćset dziesiąty to rok, w którym powstała Burza, a potem oprócz drobnych utworów, współautorstwa i tym podobnych rzeczy Szekspir nie napisał już żadnej sztuki, a to oznacza…

– O Boże! Że istnieje nieznana sztuka!

– Nieznana, nieodnotowana, nieoczekiwana sztuka Williama Szekspira. W rękopisie. – Przyłożyła rękę do piersi. Och, moje serce… Kochanie, jestem trochę za stara na takie sensacje. W każdym razie jeśli to autentyk, powtarzam: jeśli to autentyk, to… wiesz, że dziś nadużywamy słowa bezcenny, mając na myśli bardzo drogą rzecz, ale coś takiego byłoby rewelacją samą w sobie.

– Wartą miliony?

– Ba! Setki… setki milionów. Sam manuskrypt, gdyby okazał się autentyczny, byłby z pewnością najdroższym rękopisem na świecie, być może najwartościowszym przedmiotem tych rozmiarów, porównywalnym tylko z największymi arcydziełami malarstwa. A ten, kto byłby jego posiadaczem, miałby do niego prawa. Nie znam się na tym, ale tak przypuszczam. Spektakle teatralne… każdy reżyser i inscenizator na świecie sprzedałby własne dzieci za prawo premierowego wystawienia tej sztuki, nie mówiąc już o filmach! Z drugiej strony nie ma co budować zamków na piasku, to wszystko może być wyrafinowanym oszustwem.

– Oszustwem? Nie rozumiem – kto miałby kogo oszukiwać?

– Przecież wiesz, że Bulstrode dał się kiedyś nabrać sprytnemu fałszerzowi. Może uznali, że dojrzał już do kolejnej próby.

– Naprawdę? Powiedziałbym raczej, że to ostatni człowiek, który by się zdecydował na podobne ryzyko. Kto by mu uwierzył? Chodzi o to, że jego wiarygodność została podkopana; dlatego tak rozpaczliwie chciał ją odzyskać.

Fanny roześmiała się.

– Powinieneś od czasu do czasu odwiedzić któreś z kasyn Foxwooda. Gdyby ci, którzy dużo stracili, nie starali się tego, jak to ująłeś, rozpaczliwie odzyskać, to nigdy by się nie zbliżali do ich drzwi. Oczywiście gdybym to ja była oszustem, nie próbowałabym nawet knuć takiej intrygi.

– Dlaczego?

– No, bo jak byś, kochany, sfabrykował sam skarb? Samą sztukę? Co inne

go fałszowanie quarto Hamleta. Mamy Hamleta, mamy jego podróbki i mamy

pewne pojęcie o źródłach tej sztuki. I tekst nie musi mieć wcale szczególnej wartości. Miejscami nie musi nawet mieć sensu; fałszywe quarta często go nie mają. Wiesz, co to jest złe quarto, prawda? No dobrze, a więc wyobraź sobie, że w tym wypadku sytuacja jest całkiem inna. Musiałbyś wymyślić całą sztukę napisaną przez największego dramatopisarza wszech czasów w okresie jego szczytowej pisarskiej formy. To niemożliwe. Ktoś już tego raz próbował.

– Kto?

– Głupi człowieczek nazwiskiem William Henry Ireland w osiemnastym wieku. Jego ojciec był uczonym i Willie chciał mu zaimponować, więc zaczął odnajdywać w starych kufrach dokumenty dotyczące Szekspira. Kompletny idiotyzm, ale przy ówczesnym stanie badań i nauki wielu ludzi dało się nabrać. Było mu mało, musiał znaleźć nieznaną sztukę Szekspira i znalazł potworka pod tytułem Vortigern, a Kemble wystawił go w teatrze Druty Lane. Oczywiście publiczność to wygwizdała. Tymczasem wielki uczony Malone określił wszystkie inne manuskrypty jako fałszerstwa i cała sprawa upadła. Ireland był durniem i zdemaskowanie go nie nastręczało trudności. Pascoe, ten, który nabrał Bulstrode'a, był znacznie sprytniejszy, ale to, o czym mówimy, jest całkiem inną sprawą. Nie mógłby to być zwykły pastisz, musiałby to być Szekspir, a on nie żyje.

– A więc twoim zdaniem to coś poważnego.

– Tego nie mogę powiedzieć, nie widząc oryginału. Na razie przepiszę ci listy Bracegirdle'a w Wordzie, więc nie będziesz musiał się uczyć pisma z epoki Jakuba i będziesz mógł przeczytać, co autor miał do powiedzenia. Sporządzę też inny dokument na podstawie tych rzekomo zaszyfrowanych listów, żebyś mógł przynajmniej zobaczyć, jak coś takiego wygląda. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, chciałabym zatrzymać te listy i poddać je paru podstawowym testom. Gdyby się okazało, że nie pochodzą z siedemnastego wieku, moglibyśmy się tylko pośmiać i zapomnieć o wszystkim. Więc najpierw je sprawdzę i jeśli okażą się autentykami, prześlę ci dwa dokumenty e-mailem. Podam ci też nazwisko znajomego, który interesuje się szyframi i podobnymi rzeczami. Jeśli uda nam się to rozwiązać, uzyskamy pewną przewagę nad Bulstrode'em, bo on tego nie ma, a zaszyfrowane listy mogą zawierać informację o miejscu, w którym ukryty jest autograf sztuki, rozumiesz?

Crosetti rozumiał.

– Dziękuję, Fanny. Czuję się jak ostatni dureń.

– Wiem, ale, jak mówiłam, nie wszystko jeszcze stracone. Z przyjemnością spotkałabym się z tym profesorkiem i wygarnęła mu, co myślę o jego brudnych sztuczkach. Zacznę od przepisania zaszyfrowanego tekstu. Nie powinno mi to zabrać dużo czasu. Zaczekasz?

– Nie, muszę wracać do pracy. Nie wiem zbyt wiele o szyfrach, ale może w tym wypadku wystarczy dokonać prostego podstawienia. Nie mogli być w tamtych czasach aż tak wyrafinowani.

– Och, zdziwiłbyś się! Zachowały się stare szyfry francuskie sprzed rewolucji, których nigdy nie udało się złamać. Ale może dopisze nam szczęście.

– Co to za spec od szyfrów, o którym wspomniałaś?

– Klim? To też Polak, ale z nowszej emigracji. Był kryptoanalitykiem w WSW w Warszawie, to znaczy w kontrwywiadzie wojskowym. Teraz jeździ karawanem. Jeśli zostawisz mnie na chwilę, to zaraz się zajmę robotą. I nie myśl o sobie tak źle, Albercie. Ostatecznie chodzi tu o kobietę, a ty jesteś jeszcze młody.