Ale ja tylko usiadłem obok Miri i studiowałem przez chwilę maleńkie blizny po liftingu oraz dziwne, błyszczące i martwe miejsca po botoksie. Ogarnęło mnie prawie współczucie, wyciągnąłem więc rękę i ująłem jej dłoń. Miri jest, jak przypuszczam, osobą najbliższą mi w rodzinie. Byliśmy dla siebie w dzieciństwie oparciem i ona wylądowała nawet gorzej ode mnie, a więc istnieje płaszczyzna porozumienia. Myślałem o tym, jak zawsze przychodziła i brała mnie za rękę, kiedy ojciec był na jednej ze swych wypraw. Nie mam pojęcia, co sobie teraz myślała, jeśli w ogóle myślała, ale odwzajemniła uścisk i tak trwaliśmy przez chwilę, oglądając soft porno, które nasza cywilizacja uważa za rozrywkę dla młodocianych. Potem rozległy się dźwięki melodyjki; Imogen wyciągnęła komórkę, zerknęła na maleńki wyświetlacz i zniknęła, żeby odbyć rytuał czatu z jakimś akolitą.
Miri ściszyła telewizor i rzuciła mi taksujące spojrzenie.
– A więc kim jest ta nowa dama?
– Też się domyśliłaś?
– To oczywiste. Jesteś rozgorączkowany i bardziej ponury niż zwykle. Musisz dorosnąć, Jake. Chyba nie chcesz skończyć jako jeden z tych starych pierdzieli uganiających się za dziewczynkami.
– Och, to wspaniałe, kiedy zalecasz mi wstrzemięźliwość.
– Nie bądź wredny, Jake. Oboje jesteśmy zdzirami, ty i ja, ale ja przynajmniej nie mam rodziny, którą w to wciągam. Zwłaszcza kogoś takiego jak Amalie…
Nie miałem w tym momencie ochoty na tego rodzaju rozmowę, więc zapytałem:
– Co u ojca?
Miri jedyna z naszej trójki podtrzymuje kontakty ze starym gangsterem. Jest jednak w tej kwestii szalenie dyskretna, prawdopodobnie dlatego, że on tak sobie życzy. To by było w jego stylu.
– Z tatą wszystko w porządku. Widziałam się z nim jakieś trzy tygodnie temu. Wygląda dobrze. Zamierzają mu udrożnić arterie.
– Mam nadzieję, że zastosują specjalny, odporny na korozję materiał. Proponowałbym cegłę. A tak nawiasem mówiąc: gdzie się spotkaliście?
– W Europie.
– Mogłabyś sprecyzować? W Cannes? W Paryżu? W Odessie?
Zignorowała moją prośbę.
– Pytał o ciebie i o Paula.
– Ach, to bardzo miłe z jego strony. Powiedziałaś mu oczywiście, że zawsze jesteśmy z nim myślami. Co ostatnio porabia?
– To i owo. Wiesz, tata zawsze ma na oku jakiś szwindel. Powinieneś do niego pojechać. Mógłbyś zabrać Amalie i dzieci.
Rozbawiła mnie.
– To dobry pomysł, Miri. Naprawdę nie przychodzi mi do głowy nic bardziej komicznego niż taka wyprawa.
– Wiesz co? – powiedziała moja siostra po chwili pełnej urazy. – Nie wiem, czy zauważyłeś, że twoja żona nigdy nie jest sarkastyczna. Mógłbyś wziąć z niej przykład. Mógłbyś też zdobyć się na odrobinę wyrozumiałości. Uważam, że sam z niej korzystasz.
– Teraz korzystam z porady religijnej. Na pewno nie jesteś Paulem w kobiecym przebraniu?
– Jeśli zamierzasz być taki wredny, to żegnam. Zresztą muszę się napić.
Usiłowała wyswobodzić rękę z mojego uścisku, ale jej nie puszczałem. Opadła z powrotem na sofę.
– O co chodzi?
– Pomyślałem, że muszę cię o coś zapytać. Czy mając do czynienia z półświatkiem, natknęłaś się kiedyś na rosyjskiego gangstera nazwiskiem Osip Szwanow?
Obserwowałem uważnie twarz siostry i dostrzegłem, że po rzeźbionej po-wierzchni przemknęło lekkie drgnienie.
Miri oblizała wargi różowym koniuszkiem języka.
– Dlaczego pytasz?
– Bo tropią mnie jego goryle. Facet myśli, że mam coś, na czym mu zależy. Tak mi się wydaje.
Opisałem pokrótce aferę Bulstrode-Szekspir, zważając, by nie wymieniać imienia Mirandy.
– No więc jak, znasz go?
– Poznaliśmy się kiedyś.
– To klient?
– W pewnym sensie. Bardzo rozrywkowy. Niektóre z moich dziewcząt bywały na jego imprezach.
– Możesz nas poznać? Na płaszczyźnie towarzyskiej.
– Nie sądzę, żebyś tego chciał, Jake.
– Bo to drań?
– Jest zły do szpiku kości. Chcę powiedzieć, że źli faceci uważają go za złego faceta.
– Podobny do ojca?
– Ten sam typ osobowości, z tą różnicą, że tata nigdy nie był brutalny i że Szwanow nie jest naszym ojcem. Dlaczego chcesz go poznać?
– Żeby dokonać szczerej wymiany poglądów. To jak, skontaktujesz nas?
– Zasugeruję mu to. Tylko czy on będzie chciał się z tobą spotkać?
– Tak myślę. Obaj interesujemy się starymi rękopisami. Jestem pewien, że mielibyśmy o czym rozmawiać. Też w tym powinnaś uczestniczyć. To byłby zabawny wieczór. Moglibyśmy zaplanować podróż do Izraela, żeby się spotkać z naszym staruszkiem.
Wstała.
– Zadzwonię do ciebie oznajmiła i wyszła, pozostawiając mnie samego, jeśli nie liczyć dziwnej istoty stukającej w klawiaturę.
Stanąłem za plecami Niko i spojrzałem na monitor. Na bladoszarej powierzchni pojawiały się i znikały niezrozumiałe błękitne litery, jak krople deszczu na szybie samochodu. Mój syn pisał jakiś program. Mogłem to stwierdzić, bo jak
na praktykującego prawnika przystało, znam się trochę na komputerach. Większość ludzi mojego zawodu uważa, że jeśli dotkną klawiatury, zgnije i odpadnie im skóra, ale ja do nich nie należę, choć jestem zapewne w punkcie, w którym Niko był w wieku czterech lat.
Uniosłem jedną z jego słuchawek i zapytałem:
– Co robisz?
Musiałem powtórzyć pytanie kilka razy.
– Wyszukiwarki – odpowiedział.
– Ach, wyszukiwarki – powiedziałem ze zrozumieniem. – A czego szukasz?
– Różnych rzeczy. Zostaw mnie.
Potrząsnął głową, próbując zsunąć sobie słuchawki na uszy, ale ściągnąłem mu je i obróciłem krzesło tak, że musiał mi spojrzeć w twarz.
– Muszę z tobą porozmawiać o czymś ważnym – oświadczyłem.
Jego ciało zaczęło sztywnieć, wzrok zastygł, utkwiony w górnym rogu pokoju.
– Skup się, Niko! Ścigają mnie gangsterzy i myślę, że chcą skrzywdzić ciebie, Imogen i mamę. Musisz mi pomóc.
Chyba do niego dotarło. Zapytał znudzonym głosem:
– To tylko na niby, co?
– Nie, nie na niby. Naprawdę.
– Dlaczego cię ścigają?
– Bo mam pewne papiery, na których im zależy. Dał mi je jeden z moich klientów, a oni go zabili. Torturowali go i zanim umarł, podał moje nazwisko.
Tak, mocna rzecz dla dziecka, ale do Niko trudno dotrzeć. Nie jest specjalnie wrażliwy. Myślę, że gdyby mnie ktoś torturował, obserwowałby to z niejaką fascynacją.
– Po co im te papiery?
– Nie jestem pewien. Sądzą chyba, że dzięki nim dotrą do skarbu.
Rozważał to przez chwilę, a ja próbowałem sobie wyobrazić przedziwne koła wirujące w jego głowie jak w precyzyjnym zegarze.
– Naprawdę?
– Tak sądzą – potwierdziłem.
– To my powinniśmy znaleźć skarb – odparł. Wtedy pewnie zostawiliby
nas w spokoju.
Był to jeden z nielicznych przypadków, kiedy Niko użył zaimka „my”, mając na myśli nas dwóch.
– To bardzo dobry pomysł. A teraz chcę, żebyś zrobił dwie rzeczy. Po pierwsze, obserwuj uważnie ulicę i zadzwoń do mnie natychmiast, jeśli zobaczysz coś podejrzanego. Ci faceci to Rosjanie, jeżdżą czarnym SUV-em, więc zadzwoń do
mnie, gdy tylko ich zauważysz. Po drugie, chciałbym, żebyś poszukał w Internecie człowieka nazwiskiem Richard Bracegirdle. Zmarł w tysiąc sześćset czterdziestym drugim roku w Anglii.
Zapisałem mu to na kartce wyjętej z jego drukarki.
– Kto to jest?
– Człowiek, który zakopał skarb. Dowiedz się czegoś o nim i jego potomkach, sprawdź też, czy jacyś jeszcze żyją. Możesz to zrobić?
– Mogę – odparł Niko.